| Witaj gość , masz 0 nieprzeczytanaych wiadomości | Dziś Gru-16-2017 | Zakwateruj się, odwiedź swoją komnatę lub opuść ją | POCZTA: zaloguj | Komnata Konstanta |
Ankieta
Czy twoim zdaniem nowelki Warhammera będą wydawane w Polsce?

· Tak, jeszcze w tym roku sprawa sie rozwiąże
· Tak, ale to może potrwać jeszcze z rok dwa
· Być może kiedyś ktoś to wyda
· To koniec Warhammera w Polsce

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 48

Drach Tales: Akt XIII, scena II
poniedziałek, 20 października 2008 - 00:00

Strona gotowa do druku Wyślij artykuł do znajomych

Akt XIII, scena II

[Dziedziniec zamkowy, na którym stoją: krasnolud przyodziany w coś pomiędzy sukienką, a szlafrokiem koloru żółtego z czerwonymi obszyciami, człowiek w pełnej zbroi płytowej oraz elf z kosturem. Przedstawiciel spiczastouchych jest jednak zdecydowanie zbyt skromnie odziany, aby być magiem. Trójce tej przez szparę w drzwiach głównego wejścia do Zamku przygląda się Wilhelm. Nagle sługa wylatuje przez drzwi, jakby dostał kopniaka. Widząc nieznajomego elf pewniej chwyta kostur, krasnolud przyjmuje postawę a’la kitajski mistrz walki wręcz, zaś człowiek nie reaguje w ogóle.]

  Zamek poleca:



[Wilhelm] [niepewnie] Eee... Witajcie strudzeni wędrowcy! [drapiąc się po głowie] Witajcie w...
[Gottrek] [opryskliwie przerywa krasnolud] Zamku Drachenfels! Wiemy, gdzie jesteśmy! A kimże ty jesteś? Demonem pewnie! W Zamku Drachenfels mieszka...
[Wilhelm] Gdzie tam!
[Gottrek] [podejrzliwie] Nie jesteś demonem?
[Wilhelm] Gdzie tam! [powtarzając Wilhelm rozgląda się trochę dookoła, poszukując zmyślnego podstępu] Jestem kustoszem!
[Elront] Kustoszem?
[Wilhelm] [zwracając się do elfa] A jakże... [zmieniając tonację głosu na trochę pewniejszą] Przepraszam bardzo, ale czy ten kostur posiada być może jakieś magiczne runy, tudzież inne umagicznienia?
[Elront] [zaskoczony pytaniem] E, nie, a dlaczego?
[Wilhelm] [do siebie] Bo muszę wymyślić historyjkę, więc równie dobrze mogę w trakcie dowiedzieć się, czegoś pożytecznego. [na głos] To dobrze, bo w [z naciskiem] muzeum Drachen...burg, nie wolno wnosić umagicznionej broni. Magiczna aura źle działa na obrazy i inne badziewie, emanuje i się farba odkleja.
[Elront] „Muzeum Drachenburg”?
[Wilhelm] [niewinnie] Tak, a bo co?
[Gottrek] [klepiąc się w udo] Ha! A to dobre! [spluwając na podłogę] Nie przechytrzysz nas bandyto! To Zamek Drachenfels! Siedlisko zła! Mamy mapę!
[Wilhelm] [kładąc dłonie na policzki] O ja! Mapę!
[Gottrek] Ha!
[Wilhelm] [oglądając paznokcie] No to nie umiesz niej korzystać, albo postawiłeś na niej kawę i jedno „Drachen” z drugim „Drachen” ci się kopnęło, bo tamto to jest hen daleko na północ stąd. [pokazując obrazowo dłonią] Hen tam!
[Gottrek] [oburzony] Jak śmiesz?! Jestem magiem. Posiadam wiedzę tajemną! A ty sugerujesz, że nie umiem odczytać prostej mapy?

[Wilhelm na chwilę zawiesza wzrok na stojącym bez ruchu człowieku w pełnej zbroi płytowej, po czym ponownie zwraca uwagę na krasnoluda.]

[Wilhelm] [mlasnąwszy] Magiem?
[Gottrek] A jakże!
[Wilhelm] Krasnolud?
[Gottrek] A co? Nie wolno? Dyskryminacja?
[Wilhelm] Dysmagia raczej... Nie, no pewnie, że wolno. Po prostu jakoś rasa niewysokich nie kojarzy mi się z niczym innym niż dużym toporem i małym móżdżkiem.
[Gottrek] To podły, rasistowski stereotyp!
[Wilhelm] Może, może, ale chyba przyznasz, że twój kolega elf lepiej czuje się w roli czarodzieja niż...
[Gottrek] I kolejny stereotyp! Że elf to niby lepszy mag, co?!
[Wilhelm] [drapiąc się po uchu] No, tak jakby, no.
[Gottrek] A to w ogóle, żaden mag nie jest!
[Wilhelm] No dobra, kapłan...
[Elront] [wtrącając się] Nie, nie. Ja jestem pasterzem.

[Demon chwieje się na nogach.]

[Wilhelm] [lekko jeszcze przytłumiony poprzednim zdaniem elfa] Że jak?
[Elront] Pasterzem jestem. Prostym chłopem z okolic...
[Wilhelm] Jesteś elfem do diabła!
[Elront] [oburzony] Pf! A co? Nie wolno?
[Wilhelm] Widzę, że schemat wyboru profesji życiowej na „A co? Nie wolno?” to hit sezonu. [wskazując człowieka szponem] A ten pan tutaj, to jak rozumiem bartnik?

[Wszyscy trzej zwracają oczy ku opancerzonemu człowiekowi, ale ten nie reaguje.]

[Gottrek] [poszturchując człowieka] No powiedz coś.

[Chwila ciszy.]

[Hubert] [do krasnoluda, głosem naznaczonym lekkim echem z tytułu hełmu] No to mówię mu, że jestem paladynem.
[Gottrek] No to jemu to powiedz, a nie mi!
[Hubert] To mówię.
[Gottrek] ...
[Wilhelm] [kiwając ze zrozumieniem głową] Tak zwany „statysta-napieracz”, co?
[Gottrek i Elront] [ze zrezygnowaniem] Ta...

[Nagle krasnolud przypomina sobie coś.]

[Gottrek] Ejże! Ale my tu gadamy, a ty tu demonem jesteś, albo czymś!
[Wilhelm] [z westchnieniem] Nie jestem demonem i wcale nie czyni mnie to „czymś”, a to nie jest Zamek Drachenfels.
[Gottrek] Zgadza się z mapą! I wszystko jak w przewodniku napisano! Siedem baszt, studnia...
[Wilhelm] Jakim przewodniku?!
[Gottrek] Turystycznym... „dolina Drachenfels w trzy dni/lata”.
[Wilhelm] [lekko zniecierpliwiony] Powariowaliście! Jakby to był Zamek Drachenfels, to roiłoby się tu od demonów, strzyg i innego tałatajstwa, a aura magii byłaby tak potężna, że przy wypowiedzeniu zaklęcia „wykrywanie magii” spadałyby kapcie.
[Gottrek] Tak? No to zobaczymy!

[Krasnolud zakasuje rękawy i wypowiada magiczną formułę zaklęcia „wykrywanie magii” z miną „jakby go zaraz miało zdmuchnąć”. Nic takiego jednak się nie dzieje, a niewysoki mag wydaje się być trochę zaskoczony.]

[Wilhelm] [z satysfakcją] No i?
[Gottrek] No... yyy...
[Wilhelm] Yyy...
[Gottrek] [obrażony] Ale trochę magii jest!
[Wilhelm] A no pewnie, bo toż przecież mamy kilka eksponatów odrobinę magicznych, ale to z nas jeszcze nie czyni epicentrum najpodlejszej i najpotężniejszej magii świata, co nie?
[Gottrek] [pod nosem] No nie.
[Wilhelm] [przecierając szpony o liberię] Może kurs podyplomowy czytania map po tym Hogwardzie do którego uczęszczałeś by się...
[Gottrek] [splunąwszy] Widać mapa jest trefna!
[Elront] I co teraz? Skoro to nie Zamek Drachenfels, to nic tu po nas.
[Wilhelm] Celna uwaga.
[Gottrek] No tak, ale bez mapy i tak nie trafimy we właściwe miejsce.
[Wilhelm] [poklepując krasnoluda po ramieniu] Najważniejsze, że spacer zaliczony. Samo zdrowie!
[Gottrek] [do Wilhelma z nutką nadziei w głosie] Nie macie tu czasem jakiejś porządnej mapy, co?
[Wilhelm] E, nie, przykro mi, ale ostatnie trzy wzięli inni łowcy przygód, którzy popełnili ten sam błąd. Często nam się to zdarza. To pewnie dlatego, że my też mamy harpie, bandytów i ogry na gościńcu.
[Elront] [z lekkim uśmiechem] Tak, nas to też zmyliło.
[Gottrek] No nic, to się chyba zwijamy... [znowu z nadzieją w głosie] Bo nie macie tu jakiegoś Zła, które by można zatłuc dla doświadczenia, co?
[Wilhelm] Obawiam się, że skończyło się w tym samym momencie co mapy.
[Gottrek] [zawiedziony] Szkoda.
[Elront] Ale zaraz! Skoro już tu jesteśmy, to może chociaż zwiedzimy to muzeum? Wszak tak bardzo się natrudziliśmy, aby się tu dostać. Ja na przykład, jako prosty chłop, którym jestem, nigdy nie byłem w muzeum.
[Gottrek] No i co nam po tym? Muszę zabijać potwory, żeby nauczyć się nowych czarów, a nie jakieś zwiedzanie i inny rozwój intelektualny odstawiać.
[Wilhelm] ...

[Demon jeszcze raz ogląda podróżników od stóp do głów.]

[Wilhelm] [beznamiętnie] Jesteście w tym nowi, co?
[Gottrek] O co ci chodzi?
[Wilhelm] No dajmy na to... [poprawiając liberię] Ja nazywam się Wilhelm, a wy?
[Gottrek] Gottrek.
[Wilhelm] [unosząc brew] Gotrek? Gotrek Gurnisson?
[Gottrek] Nie Gotrek zaś Gottrek.
[Wilhelm] Mam wrażenie, że gdybyś mi to napisał, to szybciej bym zrozumiał, bo nie bardzo wiem, o co chodzi. [do elfa] Elf natomiast?
[Elront] [niepewnie] Yyy... Elront.
[Wilhelm] Elrond?
[Elront] Nie, nie. Elront. Przez „t” na końcu.
[Gottrek] No, a ja przez dwa „t”!
[Wilhelm] Mhm. [wskazując człowieka] A ta ofiara pożaru? „Batttman”?
[Gottrek] Kto? Człek? [do człowieka] Ej, powiedz mu jak się nazywasz.

[Chwila ciszy.]

[Hubert] No to mu mówię.
[Wilhelm] ...
[Gottrek i Elront] A jak ty się właściwie nazywasz?!

[Demon uderza się otwartą dłonią w czoło.]

[Wilhelm] Niewiarygodne.
[Hubert] No, Hubert.
[Gottrek] [do Wilhelma] No, to jest Hubert.
[Wilhelm] [ze zrezygnowaniem] A przez chwilę myślałem, że zapomniał się matki zapytać jak się nazywa. [po chwili] I zawsze chodzi wszędzie w pełnej zbroi płytowej?
[Gottrek i Elront] [ze spuszczonymi głowami] Zawsze.
[Wilhelm] [wzdychając] Dobra, nie będę się dłużej znęcał. Zapraszam do środka. [do siebie i do widowni] Nie, nawet jak Drachenfels nie ma swych czarów, to ci trzej zdecydowanie nie są groźni.

autor: Aradesh




Komantarze
   Zamek Drachenfels
   © 2002-2010 | engine: PN
   support min.: IE5.0 1024x768


realizacja:
orth

:: chemia niemiecka :: nawodnienia ogrodów śląskie :: projektowanie ogrodów śląsk :: zakładanie ogrodów śląsk