| Witaj gość , masz 0 nieprzeczytanaych wiadomości | Dziś Gru-17-2017 | Zakwateruj się, odwiedź swoją komnatę lub opuść ją | POCZTA: zaloguj | Komnata Konstanta |
Ankieta
Czy twoim zdaniem nowelki Warhammera będą wydawane w Polsce?

· Tak, jeszcze w tym roku sprawa sie rozwiąże
· Tak, ale to może potrwać jeszcze z rok dwa
· Być może kiedyś ktoś to wyda
· To koniec Warhammera w Polsce

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 48

Drach Tales: Akt XIII, scena IV
poniedziałek, 20 lipca 2009 - 00:00

Strona gotowa do druku Wyślij artykuł do znajomych

Akt XIII, scena IV

[Korytarz zamkowy. Jest bardzo ciemno, pochodnie na ścianach zdają się przygasać. Na podłodze krwistoczerwony dywan. W ścianie masywne, ozdobne drzwi, pośrodku których znajduje się płaskorzeźba w kształcie maski, z której wyrasta pięć rogów – dwa baranie przy głowie, jeden krótki i prosty na czole, dwa kolejne wprost ze szczęki. W pewnym momencie na korytarzu pojawia się Wilhelm, a za nim poszukiwacze przygód.]

  Zamek poleca:



[Wilhelm] No i żeby was nie zanudzać, pokażę wam jeszcze komnatę, w której trzymamy żywe eksponaty.
[Elront] [z zaciekawieniem] Och, żywe eksponaty?
[Wilhelm] Ta jest, jak najżywsze.
[Elront] [lekko zaniepokojony] Ale nie są to przypadkiem jakieś leśne stworzenia, prawda?
[Wilhelm] [machnąwszy ręką] Nie, nie martw się, nie ciemiężymy tu twoich leśnych przyjaciół.
[Elront] A nie, nie o to chodzi! Ja po prostu mam alergię.

[Wilhelm zatrzymuje się tak, że wszyscy idący za nim na niego wpadają.]

[Wilhelm] Co niby masz?!
[Elront] [odklejając się od pleców demona] No alergię.
[Wilhelm] Jesteś elfem do cholery!
[Elront] [z oburzeniem] No i co w związku z tym?
[Wilhelm] No e... e...
[Gottrek] E, e, sre. Ma alergię i koniec. Nie wolno go z tego powodu dyskryminować.
[Wilhelm] A ty przestań go bronić, kurde! Jesteś krasnal, masz z niego szydzić, kopać w kostkę i przypominać co kwadrans, że jego wąska dupa nie jest w stanie pomieścić faceta, o którym marzy!
[Gottrek] Stereotyp! My się dogadujemy świetnie, co nie elfie?
[Elront] [potakując głową] W rzeczy samej.
[Wilhelm] [pocierając dłonią czoło] To się w pale nie mieści.

[Wszyscy czterej dochodzą do zdobionych drzwi.]

[Wilhelm] Dobrze moje wy wybryki natury, jesteśmy na miejscu.
[Gottrek] Czyli w zasadzie, gdzie?
[Wilhelm] [wskazując kciukiem drzwi] Oto sala eksponatów żywych. Za ścianą znajdziecie szereg stworzeń, które w takim czy innym okresie miały znaczący wpływ na historię Imperium.
[Elront] Czyli na przykład konie, takie jakimi na bitwy stawali hrabiowie elektorzy?
[Wilhelm] [drapiąc się szponem po nosie] Co prawda hrabiowie zacni to raczej na dziewki, i w tym ostatnim słowie to raczej o jedną samogłoskę jest za dużo, niż na bitwy się wybierali częściej, ale ogólnie można by tak powiedzieć.

[Wilhelm z trudem uchyla drzwi, w pomieszczeniu panuje półmrok.]

[Wilhelm] [wskazując dłonią wejście w teatralnym ukłonie] Panie i niestereotypowi przedstawiciele ras przodem.

[Trójka poszukiwaczy przygód wkracza do pomieszczenia. Kiedy ostatni z nich niknie za progiem demon natychmiast zatrzaskuje drzwi i łapie za prawy róg maski. Róg niczym dźwignia załamuje się w dół, w wyniku czego zamek w drzwiach z hukiem się zatrzaskuje.]

[Wilhelm] [zwracając się do publiczności] Sala spontanicznych przyzwań, drodzy Państwo. Nie wiem co i kiedy ich zatłucze, ale możemy być pewni, że tych trzech mamy już z głowy.

[Kurtyna opada. Po pewnym czasie unosi się ponownie. Trzej bohaterowie znajdują się w ciemnym pomieszczeniu wielkością przypominającym potężnych rozmiarów arenę gladiatorów. Na samym środku komnaty pali się jedna czarna świeca.]

[Elront] [rozglądając się z podziwem] No nie mogę, jak oni to wszystko tu pomieścili w tym zamku?!
[Gottrek] Ha, to na pewno krasnoludzka robota!

[Elf patrzy na krasnoluda z wyrzutem.]

[Gottrek] No co?
[Elront] Nie wiem. Ciut stereotypowe, nie sądzisz?
[Gottrek] Ale, że co? No przecież widać, że to my robiliśmy. Rozejrzyj się.
[Elront] Taaa... Po suficie zwłaszcza widać, w sam raz na wysokości dwudziestu metrów, żeby krasnal czasem łbem nie przywalił.
[Gottrek] [oburzony] No, no, no... Patrzcie go mądralę! A właśnie, że tak! Jakbyś trochę postudiował naszą historię, to byś wiedział, że od zawsze budujemy niewyobrażalnie wysokie pomieszczenia...
[Elront] ...żeby mieć wymówkę, jak żona będzie chciała pomalować?
[Gottrek] [spluwając na ziemię] Wiesz co? Mam dosyć tej prymitywnej stereotypowej dyskusji! Od tej pory nie gadam z tobą. Z Hubertem będę rozmawiał. [zwracając się do człowieka] Nie Hubert?
[Hubert] ...
[Gottrek] Hm. „Do”. Do Huberta będę rozmawiał. O.

[Nagle płomień świecy rozpala się nieco jaśniej. Tuż obok niej pojawia się w powietrzu wir. Wypada z niego mały niewiele większy od psa, chudy demon. Ma głowę przypominającą trochę łeb goblina, długie szpony, a jego pokryta łuskami skóra jest zielonkawo-niebieska. Bestia staje na czworakach i wydaje się lekko zdezorientowana.]

[Gabrlok] [pytająco, skrzekliwym głosem] Ksdihfsjkbfmnbsdvfs’sdfbks skdfhsd fksdfsmbdfsjhegbmsnbf?
[Gottrek] [do swoich kamratów, trochę przestraszony] Co to rzekło?
[Elront] [także przestraszony] N-nie wiem.

[Elf z trwogi upuszcza swój drewniany kostur.]

[Gabrlok] [podchwyciwszy] Aaaa... Takim językiem się gada na tej równinie! [wyszczerzywszy przyjaźnie kły] Cześć! Jestem Gabrlok! Słuchajcie koledzy, nie wiecie może przypadkiem jak mam się stąd...
[Hubert] [nagle, spod przyłbicy] No to ja go zabijam.

[Człowiek dobywa miecza.]

[Gabrlok] [lekko zbity z tropu] Ej, nie, nie. Czekaj kolego. Ja nie jestem agresywny. Nic wam nie zrobię. Chciałem się tylko zapytać, jak mam się stąd wydostać, bo wpadłem w jakiś dziwny wir i...

[Hubert bierze rozbieg, unosi miecz nad głowę i rusza w kierunku demona.]

[Gabrlok] [zaskoczony] Ej, kurde, no co jest do cholery?! Pomyliłem dialekty?!

[Człowiek dobiega i czyni zamach. Demon unika. Następnie Hubert znowu usiłuje uderzyć, ale demon odskakuje.]

[Gabrlok] Ej, no stary, uspokój się!
[Hubert] Raaaaaaagh!

[Ponowne cięcie mieczem i ponowny unik. Nagle demon przebiega pod nogami człowieka obraca się i zieje zielonkawym ogniem prosto w plecy napastnika. Człowiek odwraca się.]

[Hubert] [niewzruszony] Dobra, no to go atakuję dalej.
[Gottrek] [z oddali, lekko zdziwiony rozgrywającą się sceną] Ej Hubert! Nie chcę ci przerywać epopei i w ogóle, ale stary – gacie ci się palą.
[Hubert] W porządku, to teraz go zabiję.

[Człowiek robi zamach znad głowy...]

[Gabrlok] No bez jaj...

[I wymierza kolejny cios. Demon z łatwością odbija cięcie szponami z taką siłą, że miecz uderza Huberta w hełm. Człowiek pada nieprzytomny na wznak.]

[Gabrlok] [mlasnąwszy] Hm, no dobra. Mogę od biedy najpierw przekąsić idiotę.

[Elf i krasnolud w tym momencie stają w pozycji bojowej, czyli w rozkroku z bardzo, ale to bardzo poważnymi minami.]

[Gottrek] Po naszym trupie demonie!
[Elront] Tak! Ten idiota, to nasz przyjaciel!
[Gabrlok] [patrząc z niesmakiem] Dobra. Może i być po waszym trupie. [demon wymawia zaklęcie] Ragh’kaltrakih Kaharan!

[Przybysz z otchłani momentalnie rośnie do wielkości mniej więcej trzech swoich rozmiarów. Z jego grzbietu wyrastają olbrzymie kolce, a w paszczy pojawiają się dwa dodatkowe rzędu kłów.]

[Gottrek] [blady jak ściana] O kurde.
[Elront] [do krasnoluda] Szybko! Jakieś zaklęcie!

[Demon rusza na obu śmiałków]

[Elront] Gottrek!
[Gottrek] [przerażony, bełkocząc] Mhmmblm... Mlm...
[Elront] Gottrek!!!

[Krasnolud mdleje. Demon zaś kieruje się na elfa, wzbija się w powietrze i otwiera paszczę głośno rycząc. Elront osłania głowę kosturem i zamyka oczy. Demon nabija się na kij i zawisa przez chwilę w powietrzu w tej pozie z wyraźnym zdziwieniem wymalowanym na twarzy.]

[Gabrlok] [upadając ciężko na ziemię, brocząc śluzem z ryja] C-coo do... [łapiąc powietrze] E-ej... Czy ten... Czy ten kij nie jest czasem... z drze-drzewa akacjowego?
[Elront] [otwierając oczy] A wiesz, że chyba tak?
[Gabrlok] [rozpływając się powoli w eterze] Ja nie mogę... Akurat z tego drzewa, które mnie zabija musiałeś mieć kij...

[Demon rozpływa się w powietrzu.]

[Elront] [rozglądając się po komnacie, z zadowoleniem] Ha! Elf-pasterz potrafi. [do towarzyszy] Wstawać podrasy, wy!

autor: Aradesh




Komantarze
Bleyss
10.09.09, 20:37
Mocne :]
   Zamek Drachenfels
   © 2002-2010 | engine: PN
   support min.: IE5.0 1024x768


realizacja:
orth

:: chemia niemiecka :: nawodnienia ogrodów śląskie :: projektowanie ogrodów śląsk :: zakładanie ogrodów śląsk