| Witaj gość , masz 0 nieprzeczytanaych wiadomości | Dziś Paź-21-2017 | Zakwateruj się, odwiedź swoją komnatę lub opuść ją | POCZTA: zaloguj | Komnata Konstanta |
Ankieta
Czy twoim zdaniem nowelki Warhammera będą wydawane w Polsce?

· Tak, jeszcze w tym roku sprawa sie rozwiąże
· Tak, ale to może potrwać jeszcze z rok dwa
· Być może kiedyś ktoś to wyda
· To koniec Warhammera w Polsce

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 48

Publicystyka: Zapłata
poniedziałek, 05 października 2009 - 11:48

Strona gotowa do druku Wyślij artykuł do znajomych

Po nieco przydługawej wakacyjnej przerwie odgrzewamy temat konkursu na 7 urodziny Zamku i wrzucamy opowiadanie które zajęło 2 miejsce. Jest to przewrotna "Zapłata", której autorem jest Krzysztof Madej. Zapraszamy do lektury - opowiadanie jak zwykle można też pobrać bezpośrednio z magazynu.

  Zamek poleca:




Gęste, ciemne chmury kłębiły się na niebie, ocierały swoje napęczniałe deszczem cielska o szczyty gór niczym olbrzymie bestie. Wiele setek metrów niżej, na drodze wyciętej w gęstym sosnowym lesie porastającym górskie zbocze, powoli poruszała się niewielka karawana. Dziesięć koni i jeden kucyk, sześciu ludzi i jeden krasnolud. Siedem serc czarnych niczym noc nad Pustkowiami Chaosu.
Dawno już przekroczyli Przełęcz Czarnego Ognia i wkroczyli w dzikie, surowe góry zamieszkiwane jedynie przez szaleńców, desperatów i zielonoskórych. Głównie przez zielonoskórych. Do tej pory mięli szczęście i spotkali na swej drodze jedynie kilka goblinów z czarna czaszką na tarczach. Nie mięli jednak złudzeń, że są bezpieczni. Każdy z nich czół denerwujące mrowienie na plecach, w miejscu gdzie spoczywały oczy obserwatorów, albo groty strzał…
Z nieba zaczęły spadać zimne krople deszczu. Najpierw pojedynczo, później dziesiątkami i całymi setkami. Po kilkunastu minutach wszyscy przemokli do suchej nitki, a kopyta wierzchowców zaczęły brnąć w błotnistej mazi.
- Przeklęty deszcz, przeklęta droga , przeklęte całe te góry! – wykrzyczał Hefgan, wysoki wojownik w niedźwiedzim futrze, gdy jego koń potknął się po raz kolejny.
- Nie spodziewałeś się chyba, że to będzie przyjemny wypad w góry z jakąś dziewką? – zażartował Rumil, włamywacz, prawdziwy fachowiec w tym fachu. – Najbliższa dziewka jest pewnie o kilka kilometrów stąd i na dodatek ma zielona skórę. Na twarzy Hefgana pojawił się wściekły wyraz zwiastujący mord.
- Zamknijcie się obaj! – zagrzmiał Hugon Zwanderlick, przywódca grupy – Złoto, po które jedziemy wynagrodzi ci niewygody Hef. A ty Rumil będziesz mógł sobie kupić tyle dziewek ile zechcesz, nawet zielonych.
- Tam pewnie nie ma żadnego złota. To tylko twój chory wymysł – głęboki, dudniący głos nie mógł należeć do człowieka – Wszyscy jedziemy tam po śmierć. – zawyrokował Ymir, krasnolud dosiadający kuca.
- A ty znowu to samo – Hugo odwrócił się w stronę krasnoluda – Jeśli jesteś tego taki pewien, to dlaczego z nami jedziesz?
- To moja zapłata. Chyba nie zapomniałeś swojej obietnicy?
- Tym swoim gadaniem nie dajesz mi na to szansy.
- Oszukałeś mnie i… - Ymir nie dokończył. Świst strzały rozciął jego słowa niczym ostrze topora. Pocisk trafił jednego z jeźdźców z przodu. Łuk był mocny, a strzelec dobry, grot trafił w oko i wyszedł potylicą. Trup zwalił się ciężko z siodła prosto błotną breję.
Ponad deszcz i wiatr wzbił się skrzekliwy okrzyk bojowy goblinów. Spomiędzy drzew zaczęły wypadać pokurczone, szkaradne kreatury uzbrojone we wszystko co dało się ukraść lub znaleźć na pustkowiach – pordzewiałe miecze, krótkie włócznie i maczugi. Pojawiła się też dwójka wilczych jeźdźców, dosiadająca wielkie szare bestie.
- Przeklęte góry i przeklęte gobliny – wyciągając zza pleców wielki dwuręczny miecz, Hef od nowa rozpoczął swoją wyliczankę. W rękach pozostałych członków grupy także zalśniła wydobyta broń. Po chwili powietrze wypełniło się zgrzytem ostrzy, okrzykami i jękami rannych i umierających. Jeźdźcy szybko otrząsnęli się z zaskoczenia i zaczęli przeważać nad goblinami. Hef i reszta nie byli pierwszymi lepszymi najemnikami. Od lat śmierć była ich rzemiosłem. Wyjątkiem był Ymir, który do czasu tej przeklętej wyprawy trudnił się kartografią i historią. Teraz jednak jego topór też nie próżnował, rąbiąc ciała znienawidzonych wrogów swego ludu. Błoto zabarwiło się czarną posoką goblinów i ludzką - czerwoną. Na ziemię padały obrąbywane kończyny i wyprute wnętrzności.
Niebawem było po wszystkim, pokurczone zmasakrowane ciała goblinów zaścieliły gościniec. Pozostałe potwory pouciekały do lasu i swoich parszywych nor. Wśród obrońców straty były niewielkie. Oprócz nieszczęśnika ze strzała w oku, zginął jeszcze tylko jeden. Jakiś goblin nabił go na włócznię. Dodatkowo dwa konie zostały wypatroszone, a jeden był zbyt ranny by dalej jechać.
- Rozdzielcie bagaże zabitych koni na pozostałe, a potem ruszamy – Hugo zaczął rozdawać polecenia – Nie ma czasu na grzebanie trupów, jesteśmy już blisko celu, a zielone łachudry mogą nie mieć jeszcze dość.
Nikt nie sprzeciwiał się tej opinii. W tej kompani nie było przyjaciół. Obaj zabici – Gunar i Freth zostali jedynie pozbawieni co cenniejszych rzeczy, w końcu lepiej, żeby zaopiekował się nimi inny człowiek, niż żeby wpadły w łapy goblinów.
Niebawem drużyna ruszyła dalej. Po około godzinie jazdy słowa Hugona się sprawdziły. Przed oczami jeźdźców zamajaczyła góra o charakterystycznym, trzyczęściowym szczycie przypominającym koronę. W tym miejscu opuścili szlak i wkroczyli w głąb lasu. Kierowali się ku ogromne pionowej skale, która znajdywała się o kilka kilometrów na północ. Przypominała mur otaczający twierdzę jakiegoś olbrzyma, i podobnie jak mur wydawała się jednolita i niezdobyta.
Było to tylko złudzenie. U jej podnóża ukryte było bowiem wejście do starego krasnoludzkiego grobowca. Miał być miejscem spoczynku władców Karaku Osiem Szczytów, przed końcem budowy doszło jednak do wojny ze skavenami. Grobowiec został więc przerobiony ma magazyn broni i części skarbów Karaku, a po wojnie zapomniany. Jakimś sposobem, wiele lat później, Hugon Zwanderlick, złodziej i oszust z Nuln wszedł w posiadanie zapisków dotyczących położenia i zabezpieczeń grobowca. Był jednak bezużyteczne bez znajomości sekretnych runów krasnoludzkich.
I tutaj właśnie pojawił się Ymir, młody zafascynowany historią krasnolud. Hugo wykorzystał go podając się za uczonego z Altdorfskiej Akademii. Nim Ymir zrozumiał czego dotyczą zapiski i połapał się w całym oszustwie, przetłumaczył część manuskryptu, dzięki czemu Hugo mógł odnaleźć wejście do grobowca. Dlatego też znalazł się w towarzyskie zabójców, złodziei i wojowników wynajętych przez Zwanderlicka, w ramach zapłaty za pomoc.
Słońce powoli zachodziło już nad mrocznymi szczytami gór, gdy drużyna dotarła pod skalisty mur. Deszcz nie przestawał padać z gęstych chmur, panował więc już niemal zupełny mrok. Jeszcze dwie godziny drużyna musiała zmarnować zanim udało im się odnaleźć wejście do grobowca. Połączone siły krasnoludzkich kamieniarzy i sił natury skutecznie ukryły wejście do niewielkiej wyrwy w niezdobytej skalnej ścianie. To w niej, ukryte zostały kamienne wrota.
- Teraz pora na ciebie cny krasnoludzie – głos Rumila ociekał drwiną – w wypadku krasnoludzkich zabezpieczeń nawet moje mistrzostwo w sztuce… ślusarskiej na nic się zdadzą.
- Mistrzostwo… Jesteś tylko marnym człowiekiem, który umie otwierać marnej ludzkiej roboty zamki, gnido. Kiedy wykonanie jest porządne, nie masz żadnych szans – Ymir skutecznie zmył z twarzy włamywacza szyderczy uśmiech.
Nawet dzięki zapiskom z manuskryptu krasnolud miał jednak wiele trudności z otworzeniem wrót. W końcu jednak mierzące dwa na dwa metry odrzwia stanęły otworem. Ciemność panująca w tunelu przypominała paszczę demona gotową pochłonąć szaleńców pragnących odkryć jego tajemnice.
- Ja, Hef, Rumil i krasnolud wjedziemy do środka. Wy poczekacie na zewnątrz i przypilnujecie koni. – Zwanderlick zwrócił się do pozostałej dwójki najemników, Rometa i norskiego wojownika nazywającego siebie Brzytwą, choć jego wygląd wskazywał na to, że nie używa jej dość często. - Powinniśmy wrócić najdalej jutro o zmierzchu. Jeśli nie dostaniecie od nas żadnej wiadomości… - Przerwał wiedząc, że to co mówi nie ma znaczenia dla tych typów – wejdźcie nas poszukać.
- Nie ma po co. I tak będziecie już martwi. – Głos Ymira był zimny i suchy niczym pusty grobowiec.
- Krasnoludzki pesymizm – Hugo zlekceważył sobie zarówno słowa jak i ton Ymira – Jestem pewien, że wrócimy tutaj najdalej za kilka godzin z kieszeniami napchanymi klejnotami i najprzedniejszą bronią jaką widzieliście, a chyba nie muszę wam mówić ile warty jest oręż wykuty przez brodatych kowali? – najemnicy uśmiechnęli się do swym myśli – A żebyście się nie nudzili mam dla was prezent – Z tymi słowami Zwanderlick wyciągnął z juków niewielki bukłak.
- To najprzedniejsze gorzała z Kislevu, na rozgrzanie zmarzniętych od czekania kości – dodał – Tylko nie wychlejcie wszystkie na raz bo się spijecie. Kopie w głowę jak kopyta kawaleryjskich koni.
Po spakowaniu najpotrzebniejszych rzeczy do plecaków drużyna wkroczyła w czeluść pod górami. Prowadził Ymir, za nim szedł Hugo i Hefgan, pochód zamykał Rumil. Gdyby nie zapalone pochodnie, których użycie Ymir skwitował prychnięciem, panowałaby tu absolutna ciemność. W mrocznych korytarzach ostrożne, ciche kroki były głośne niczym przemarsz wojska.
Nie licząc kilogramów kurzu zalęgających w tunelach było tu zupełnie pusto. Rzemieślnicy nie zdążyli jeszcze ozdobić wnętrza grobowca. Ściany były jednak równe, podobnie jak sufity i podłogi. Ludzie szybko stracili poczucie czasu, nie potrafili więc dokładnie określić ile czasu minęło zanim główny korytarz rozdzielił się na kilka mniejszych, te z kolei krzyżowały się z innymi. Nawet Rumil, doświadczony złodziej stracił poczucie kierunku. Ymir prowadził ich jednak pewnie, posiłkując się od czasu do czasu zapiskami z manuskryptu, którego cześć powierzył mu Hugo.
- To przeklęty laborant! – stwierdził Hef, gdy zatrzymali się na kolejnym skrzyżowaniu by wymienić pochodnie.
- Labirynt – poprawił Ymir – To szybki i pewny sposób by zabezpieczyć ukryte komnaty. Pułapki zatrzymałyby złodziei pewniej, jednak na jak długo? Ile pułapek potrzeba by zabezpieczyć grobowiec na wieczność? Nasi inżynierowie pracowali tu przed wojną i później, aż do jej końca, drążąc kolejne tunele. Teraz setka takich łotrów jak wy może się tu włóczyć latami i niczego nie znaleźć.
- Dziękujemy za ten wykład z historii. – Zwanderlick był w dobrym humorze- Kurzu tu jednak tyle, że śmiem wątpić, czy ktoś wypróbował ten system zabezpieczeń.
- Z zapisków wynika, że grobowiec nie został jeszcze połączony tunelami z głównym kompleksem podmiasta. Jestem pewien, że poza nami nikt nie wie o jego istnieniu.
- Pogubi nas – Hef zdążył przetrawić zdobyte informacje.
- Nie sądzę. – Hugon był spokojny - Wierzę, że nasz niski przyjaciel nie zamierza tu spędzić lat, o których mówił i prowadzi nas dobrą drogą.
- A nawet jeśli, to i tak się nie zgubimy – Rumil poparł Zwanderlicka – Zostawiamy w tym kurzu, tropy, które nawet dziecko rozszyfruje. Bez trudu trafimy do wyjścia. Bez krasnoluda – w głosie złodzieja dało się wyczuć groźbę.
- Nie martwcie się. Prowadzę was właściwą trasą. Sam chcę wejść do głównej komnaty i zobaczyć wasze miny, kiedy się przekonacie, co w niej jest – Ymir zabrzmiał niczym grabarz.
W czasie wędrówki grupa zdążyła wymienić jeszcze po dwie pochodnie, co w przeliczeniu na czas daje dobrych kilka godzin. W końcu jednak drogę zagrodziła im lita ściana.
- Zbłądziłeś? – Rumil zaczął drwić z krasnoluda.
- Nie wiem co działa gorzej, twoje oczy czy umysł. – riposta Ymira zadziałała niczym zimny prysznic – Jesteśmy na miejscu. Oto wejście do głównej komnaty.
- To ślepy zaułek. – Hefgan nie wyzbył się niepewności.
- Nie myślałeś chyba, że będzie tu transparent z napisem: wygrana. – głos krasnoluda ociekał jadem.
- Wasi rzemieślnicy potrafią tak ukryć drzwi, że po ich zamknięciu nie ma nawet najmniejszej szczeliny. Jak w tym przypadku. Potrafisz je otworzyć? – Po raz pierwszy od wejścia do tuneli Hugon stracił pewność siebie.
- Potrafię, nie wiem tylko czy tego chcę.
- Chyba po całej tej podróży, nie porzucisz przyjaciół w biedzie? – ktoś bardzo głupi lub bardzo głuchy mógłby uznać, że głos Rumila był przyjazny. Podobnie jak jego gest, w którym to zaparł się pod boki, z dłońmi przy rękojeściach swoich długich sztyletów.
Krasnolud stał chwilę w milczeniu, zupełnie jakby nie zwrócił uwagi na groźbę złodzieja. Wpatrywał się w ścianę zupełnie jakby widział w niej coś, czego inni nie mogą dostrzec. W końcu podszedł bliżej, uderzył w skałę kilka razy i nasłuchiwał. Później powtórzył tę czynność z uchem przy samej ścianie. Przeszedł całą długość korytarza obmacując zamaskowane wrota.
Badania potrwały dobrych kilkanaście minut, w końcu jednak palec Ymira trafił na jakiś niewidzialny przycisk. Głośne klikniecie i zgrzyt kamienia ocierającego się o kamień zasygnalizowały sukces. Po chwili wrota uchyliły się na tyle, że grupa mogła wejść do środka. Sala była rozmiarów dużego salonu. Panowała tu ciemność podobna tej na korytarzach, tu jednak kończyły się podobieństwa. W odróżnieniu od tuneli, ściany w komnacie były bogato ozdobione. Rzemieślnicy pokryli płaskorzeźbami chyba każdy centymetr wolnej skały. Ich długa i młoty utrwaliły na wieki wspaniałe boje toczone przez przodków krasnoludzkiego plemienia. Poza tym były jeszcze dwie zasadnicze różnice. Po pierwsze, w sali nie było nawet grama kurzu. Po drugie, były tu dziesiątki kilogramów skarbów.
Pod ścianami stały skrzynie pozamykane na ciężkie kłódy i obite żelaznymi taśmami. Na nich spoczywały dziesiątki toporów, młotów i mieczy wykutych przez wielkich krasnoludzkich kowali. Wszystkie ozdobione złotem, srebrem i klejnotami, które lśniły w światle pochodni niczym gwiazdy na nocnym niebie. W stosach leżały tu zbroje płytowe i kolczugi. Każda warta fortunę. Na samym środku zaś, na podwyższeniu, gdzie spocząć miał sarkofag władcy, stał skarb największy. Pomnik Grimnira, wykuty ze szczerego złota! Bóg był naturalnych rozmiarów, a w każdej z dłoni dzierżył wielki topór. Nie była to zwykła broń, były to dwa arcydzieła sztuki kowalskiej stworzone do siania śmierci i zniszczenia. Doskonale narzędzia wojny, na których wyryto runy mocy!
Ludzie rozbiegli się po całej komnacie rzucając się na skarby niczym szaleńcy. Hefgan nie wiedział co najpierw ma wziąć do ręki. Zwanderlick wynalazł dla siebie długi miecz zdobiony srebrem i rubinami, o pochwie ze złota.
- Piękny miecz, wart by oddać za niego życie. – zachwyt na jego twarzy był nie do opisania.
- Ty na pewno oddasz za niego życie – głos Rumila był zimny i stanowczy. Złodziej stał kilka metrów od Hugona i mierzył w niego z małej kuszy, którą zawsze nosił przy sobie.
- Ty gnido! - Zwanderlick odwrócił się do przeciwnika. – Zdrajca!
W tej chwili stało się kilka rzeczy na raz. Ymir, który do tej pory stał przy wejściu, ruszył biegiem do posągu Grimnira. Hefgan, który jako jedyny zwracał na niego jeszcze uwagę krzyknął ostrzegawczo. Rumil sądząc, że to sygnał do ataku obrócił się i strzelił do wielkiego wojownika, bełt trafił prosto w jego rozwarte szczęki. Hefgan nie zdążył nawet poczuć kiedy umarł. Zwanderlick skoczył na złodzieja i razem zaczęli toczyć się po ziemi próbując pozabijać się na wzajem.
Przerwał im dopiero huk towarzyszący zamknięciu się wrót grobowca. Ymir, który podczas wędrówki przez labirynt odszyfrował cały manuskrypt, poznał także tajemnicę posągu i pułapki w nim ukrytej. Gdy tylko stanął na podwyższeniu i sięgnął po jeden z toporów uruchomił mechanizm, który zamykał wrota.
Rumil i Hugo zapomnieli o walce i odwrócili się w stronę wejścia. Później wstali i podbiegli do wrót. Na daremnie próbowali je otworzyć.
- Mówiłem, że wszyscy tu zginiecie. Tych drzwi nie da się otworzyć od wewnątrz. – głos Ymira, który spokojnie stał przy posągu swego boga, był zimny niczym stal.
- Sam też umrzesz! – Zwanderlick krzyczał, gdy w jego sercu rósł strach.
- Tak, ale pogodziłem się ze śmiercią. Wyjawiłem tajemnicę grobowca, a to wielki wstyd. – krasnolud nie stał już, lecz klęczał przed posągiem, plecami do wrót. W dłoni trzymał nóż, którym powoli zaczął golić sobie głowę – niezbyt to chwalebna śmierć, ale musiałem mieć pewność, że ze mną umrze tajemnica grobowca.
Twarze ludzi zbladły. Dali się prowadzić Zabójcy! Nagle Rumil jakby o czymś sobie przypomniał i aż klasnął w dłonie.
- Spokojnie, jest wyjście! Brzytwa i Romet! Mam z nimi umowę. Po tym jak zabiłbym ciebie i Hefa mieli tu przyjść po naszych śladach i mi pomóc w wydostaniu skarbu.
- To wszystko było zaplanowane! Ty szujo! – zamilkł jednak szybko i zbladł jeszcze bardziej. Przypominał teraz bardziej nieboszczyka niż żywego człowieka.
- Nie ważne. Od środka drzwi nie otworzymy, lecz oni z zewnątrz, tak! – Rumil zauważył minę wspólnika - Co z tobą?
- Kiedy mają się tu zjawić? – w głosie Zwanderlicka była panika.
- Mieli poczekać dwa dni.
Hugon spuścił głowę i milczał przez długą chwilę. Później jednak podniósł wzrok, a w oczach miał pustkę. – Umrzemy. Gorzałka, którą im dałem była zatruta. Wiedziałem, że nam nie pomogą w razie kłopotów, a jeślibyśmy wyszli to i tak zawsze lepiej dzielić łup między trzech, a nie pięciu. Mieli tylko przed odpowiednio długi czas pilnować koni. Jeśli wypili całą, a jestem tego pewien, to za kilka godzin będą martwi…
- Tak jak mnie wcześniej zdradziłeś, tak teraz zostałeś zdradzony. I to sam przez siebie! – wtrącił się Ymir. Jego głos był wręcz radosny. Na głowie pozostał mu już tylko czub charakterystyczny dla mrocznego kultu Zabójców. W dłoni trzymał jeden z toporów dzierżonych wcześniej przez posąg Grimnira. – Wolicie umrzeć od topora czy z głodu? – śmiech Zabójcy był głośny, ponury i szalony. Rozniósł się nie tylko po sali, lecz również po mrocznych, zapomnianych korytarzach królewskiego grobowca Karaku Osiem Szczytów…

Autor: Krzysztof Madej




Komantarze
   Zamek Drachenfels
   © 2002-2010 | engine: PN
   support min.: IE5.0 1024x768


realizacja:
orth

:: chemia niemiecka :: nawodnienia ogrodów śląskie :: projektowanie ogrodów śląsk :: zakładanie ogrodów śląsk