Akt XIII, scena III

[Wielka Sala Balowa Zamku. Sufit sięgający niebios okraszony olbrzymimi freskami przedstawiającymi sceny z II inwazji Chaosu, na których demony wydają się mieć dziwnie druzgocącą przewagę nad wojskami Imperium. W centralnym punkcie sklepienia olbrzymi kryształowy żyrandol, na ścianach malowidła – głównie portrety Drachenfelsa. W pewnym momencie na salę wchodzi Wilhelm, a za nim nasi trzej poszukiwacze przygód.]

[Wilhelm] [tonem przewodnika] A to nasza główna sala wystawna, z zabytkowymi gryzdołami o, tam na górze [wskazuje szponem] blisko pierdylion metrów nad nami. [kiwając z uznaniem głową] Ta, najwyższe sklepienie w Imperium.
[Gottrek][zadzierając głowę do góry] Jakim cudem to się tu mieści?!
[Elront] Na Sigmara!

[Po wypowiedzeniu tych słów przez elfa ziemia lekko drży. Z żyrandola urywa się jeden kryształ i leci… leci… leci… i rozbija się w pył o posadzkę.]

[Elront] Na Sigmara! [ziemia ponownie drży] Niebo wali nam się na głowy! [kuli się nieznacznie i osłania głowę kosturem]
[Wilhelm] [mlasnąwszy] Elf sigmaryta, co?
[Gottrek] [z oburzeniem] A co, nie wolno?!
[Wilhelm] Nie, nie, skąd. Jeśli o mnie chodzi, osoba, która ufa, że przed spadającym niebem uchroni ją drewniany kostur, znakomicie pasuje do tej religii.
[Elront] [wciąż lekko przestraszony] Chyba jednak niebiosa się uspokoiły.
[Wilhelm] Ta, pewnie ci na chmurkach też chwycili po kosturze i im przeszło. [dodając po chwili] A na poważnie, to u nas często trzęsie, taka okolica [do siebie] zwłaszcza, gdy ktoś wymawia imię wieśniaka nadaremno.

[W tym momencie rozbrzmiewa O Fortuna i na salę wkracza Wielki Czarnoksiężnik… w szlafroku i kapciach.]

[Konstant Drachenfels] [unosząc brew] Wilhelm, czemu mamy gości?
[Wilhelm] [porozumiewawczo patrząc na Drachenfelsa] Eee… No, mówiłem im, że muzeum zamknięte, ale…
[Konstant Drachenfels] Muzeum, ta?
[Gottrek] [z nadzieją w głosie] A może jednak nie muzeum, tylko powiedzmy: “siedlisko wszelkiego zła, Zamek Drachenfels”?
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Oczywiście. Wilhelm, przedstaw mnie.
[Wilhelm] Eee…
[Gottrek] [uradowany] Wiedziałem!
[Elront] [gotując kostur do boju] Hrabia von Drachenfels!
[Hubert] …
[Wilhelm] [odchrząknąwszy, wskazując Wielkiego Czarnoksiężnika gestem dłoni z ironicznym wyrazem twarzy] Jego eminencja… Henryk von Woźny.

[Wielkiemu Czarnoksiężnikowi rozszerzają się źrenice. Na sali zapada konsternacja.]

[Gottrek] Że co?!
[Wilhelm] [karcąco] Podurnieliście do reszty?! Największy czarnoksiężnik świata paraduje w szlafroku i kapciach?… Po muzeum?!
[Gottrek] Ale sam powiedział, że…
[Wilhelm] [wzruszając ramionami] Pan Henryk lubi się droczyć. [po chwili] Zresztą, gdyby to faktycznie był Hrabia Konstant von Drachenfels, to po nazwaniu go “woźnym Henrykiem” zarobiłbym piorunem w pysk, prawda?
[Elront] [do krasnoluda] Coś w tym w sumie jest.
[Gottrek] [ze zrezygnowaniem, do Drachenfelsa] Ech, zebrało się panu na żarty.

[Wielki Czarnoksiężnik mruży oczy i pociera skronie.]

[Konstant Drachenfels] [spokojnym głosem] Wilhelm, mógłbym cię tu na chwilę prosić?

[Demon niepewnie podchodzi.]

[Wilhelm] Tak, o co chodzi?
[Konstant Drachenfels] Mam prośbę. [wskazując palcem miejsce jakieś pięć metrów na prawo] Mógłbyś stanąć tam?

[Wilhelm lekko zdezorientowany staje “tam”.]

[Wilhelm] Tutaj?
[Konstant Drachenfels] [po zastanowieniu] Jeszcze krok.
[Wilhelm] [czyniąc kolejny krok] Tu?
[Konstant Drachenfels] [kiwając głową] Mhm, tak tu. [po chwili] Sigmar, Sigmar, Sigmar.

[Nagle ziemia zaczyna potężnie drżeć. Z żyrandola obrywa się potężny jego fragment, nabiera w locie wielkiej prędkości i z impetem uderza w stojącego bezpośrednio pod nim Wilhelma.]

[Gottrek i Elront] [przerażeni] O żesz cholera!
[Hubert] …
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Spokojnie, to mu się często przytrafia.
[Wilhelm] [wygrzebując się spod kilogramów potłuczonego kryształu, udając rozbawienie] Hehe, tak… Te nasze wstrząsy. [do poszukiwaczy przygód] Ale miałem szczęście, że nie dostałem eee… bezpośrednio w głowę, co?
[Gottrek, Elront i Hubert] …

autor: Aradesh