[Wzgórze, na nim trzy krzyże. W tle majaczy płonący zamek. Na środkowym krzyżu wisi Wilhelm przybity gwoździami o zielonkawym połysku. Na dwóch pozostałych wiszą ludzie. Demon pogwizduje w nieco wolniejszej tonacji ‘Always look on the bright side of life’ z Monty Pythona.]

[Wilhelm] No jak tam chłopaki, jak wisi… e, leci?
[Jakub] [męczeńskim głosem] Jak możesz żartować w takiej chwili? Nie czujesz tego straszliwego bólu? Nie widzisz jak śmierć nadchodzi?
[Wilhelm] No nie.
[Jakub] Jak to?
[Wilhelm] No tak, że jestem demonem i po pierwsze nie czuję tego rodzaju bólu, po drugie jestem przykuty specjalnym metalem, więc nie mogę się ruszyć, po trzecie szybciej te deski pode mną spróchnieją niż umrę, a po czwarte jak przyjedzie Drachenfels, to mnie okaleczy, a potem wymyśli jakąś karę. Więc chyba nie pozostaje mi nic innego jak pogwizdać sobie?
[Jakub] A, to już wiem, za co wisisz.
[Wilhelm] No, a ty?
[Jakub] Za herezję.
[Wilhelm] Jaśniej proszę.
[Jakub] Powiedziałem ‘fajny zamek’. A ten drugi powiedział ‘mhm’ i obaj zawiśliśmy za herezję.
[Wilhelm] A co on taki mrukliwy? Czemu się nie odzywa?
[Jakub] Bo już nie żyje.
[Wilhelm] Ah.
[Jakub] Skoro jesteś demonem, to czemu nie użyjesz swych nadludzkich mocy i nas nie oswobodzisz?
[Wilhelm] Bo jak już mówiłem zostałem przykuty specjalnym materiałem dezaktywującym moje moce.
[Jakub] E, aha… A mógłbyś przyzwać może w takim razie pana Drachenfelsa?
[Wilhelm] Mógłbym.
[Jakub] Świetnie…
[Wilhelm] Ale tego nie zrobię.
[Jakub] A to dlaczego?
[Wilhelm] Wolę sobie spokojnie powisieć. Jak wróci Szef, to czeka mnie tak na oko eon cierpienia. Nie spieszy mi się do tego…

[W tym momencie na horyzoncie pojawia się czarny powóz, na którego koźle zasiada woźnica bez głowy. W tle słychać ‘O fortunę’]

[Wilhelm] Szlag…
[Jakub] Hura!
[Wilhelm] [patrząc na człowieka spode łba] Ta, łatwo ci mówić. Ty sobie pójdziesz do królestwa Morra i będziesz duszyczki po dupach klepał.

[Powóz zatrzymuje się nieopodal pagórka, na którym stoją krzyże. Na scenie pojawia się żołnierz imperialny z włócznią.]

[Longinus] Kto to przyjechał?
[Wilhelm] [zauważywszy żołnierza] O! Nieważne, zaopatrzenie… Słuchaj, weź mnie przebij tą włócznią!
[Longinus] Że co?
[Wilhelm] No żeby, eee, przerwać moje cierpienia itd. No weź, bądź człowiekiem. [z maślanymi oczyma] Prooosze.
[Longinus] [ze współczuciem w oczach] No dobrze, zakończę twe cierpienia.

[Longinus dźga Wilhelma włócznią w bok, ale ta nie wbija się.]

[Wilhelm] [z poirytowaniem] Nie no trzymajcie mnie. Co za debil! Na demony z niemagiczną włócznią przyszedłeś?! Idiota!
[Longinus] No ej, chciałem tylko pomóc.
[Wilhelm] Szlag. Dobra, oprzyj tę włócznię i spadaj, bo cię chyba opluję z frustracji.

[Longinus niepocieszony odchodzi. Do krzyży podchodzi Konstant Drachenfels. Wilhelm udaje martwego.]

[Konstant Drachenfels] [ze stoickim spokojem] Wilhelm, dlaczego płonie mój zamek?
[Jakub] On nie może mówić, bo nie żyje. Jeden z żołnierzy przed chwilą go zadźgał. Już tylko mi tutaj można pomóc.
[Konstant Drachenfels] Jak sobie życzysz.

[Drachenfels ujmuje w dłoń włócznię Longinusa i rzuca nią Jakuba między oczy. Człowiek umiera na miejscu.]

[Konstant Drachenfels] Na czym to ja stanąłem… A tak… Wilhelm, jeśli dalej będziesz mnie ignorował zamienię cię w amebę i umieszczę w zamkowej ubikacji.
[Wilhelm] [nagle otworzywszy oczy] Panie! Na dźwięk Pana głosu zmartwychwstałem!
[Konstant Drachenfels] Wilhelm, dlaczego płonie mój zamek?
[Wilhelm] Tęskniłem, udała się podróż?
[Konstant Drachenfels] Wilhelm…
[Wilhelm] Pogoda dopisała?
[Konstant Drachenfels] Wilhelm!
[Wilhelm] No dobra. Przyznaję… To wszystko Goethe!
[Konstant Drachenfels] Wiesz co? Powiś tu trochę jeszcze, wrócimy do tej rozmowy.

[Konstant pstryka palcami. Po chwili pojawia się olbrzymia istota, humanoidalnych kształtów, której ciało składa się wyłącznie ze wzburzonej wody.]

[Konstant Drachenfels] Zgaś zamek…

[Istota momentalnie przybiera postać węża i z niesamowitą prędkością rusza w kierunku zamku. Po chwili zaczyna prześlizgiwać się po murach gasząc płomienie i topiąc napotkanych ludzi.]

[Konstant Drachenfels] [w kierunku powozu] Śmierć!
[Śmierć] [z powozu] Tak?
[Konstant Drachenfels] Byłabyś tak miła i zdziesiątkowała najeźdźców, podczas gdy ja utnę sobie pogawędkę z moim sługą?
[Śmierć] Oczywiście Konstant.

[Śmierć, pod postacią elfki, wychodzi z powozu i rusza w kierunku zamku.]

[Konstant Drachenfels] [do Wilhelma] Co do ciebie Wilhelm… Zasada zabawy jest taka: prawda i tylko prawda sprawi, że kara będzie łagodna. Każde kłamstwo natomiast to dodatkowy eon cierpienia. Rozumiemy się?
[Wilhelm] [pokornie] Tak Panie. Mam tylko jedno pytanie, jeśli można…
[Konstant Drachenfels] ?
[Wilhelm] Czemu Pan tak szybko wrócił?
[Konstant Drachenfels] A to proste. Przeszły mnie ciarki tak, jakby ktoś z mojej służby [patrząc się wymownie na Wilhelma] wymówił imię Sigmara. Ruszony intuicją postanowiłem wrócić.
[Wilhelm] [patrząc w niebo] Obyś spadł z tej pieprzonej chmurki pradawny wieśniaku!

[W krzyż Wilhelma uderza piorun.]

[Wilhelm] [lekko dymiąc] Szlag…

Koniec Aktu II

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4197
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3567
3 altdorf_night 4 MB 3525
4 Zapłata 54 KB 3188
5 BookOfRats 1 MB 2999

Najwyżej oceniane materiały