[Korytarz wschodniego skrzydła zamku. Po środku ściany, na przeciw widowni znajdują się drzwi. Są pokryte tysiącem przeróżnego rodzaju szram, na brzegach osmalone, ściana wokół nich jest porysowana i popękana. Pomimo to, drzwi sprawiają wrażenie solidnych i mocno osadzonych w zawiasach. Od lewej strony na scenę wkraczają Wilhelm i Zenobi. Zatrzymują się pod drzwiami, a demon zwraca się ku widowni.]

[Wilhelm] Jestem winny Państwu słowo wyjaśnienia. Pomieszczenie, przed którym aktualnie się znajdujemy to tzw. pokój <boga, którego imienia lepiej nie będę wymawiał>. Pewien pomylony kapłan niegdyś poświęcił to pomieszczenie i traf chciał, że jego modły okazały się skuteczne. Takoż od tamtej pory mamy w zamku pokój niejako odcięty od całości, gdzie nie sięga władza nawet Herr Drachenfelsa. Z oczywistych powodów nie mają tam wstępu również mieszkańcy zamku. Konkludując jest to całkiem wygodne miejsce dla cwaniakujących poszukiwaczy przygód, do spędzenia przez nich nocy [teatralnie unosząc dłoń ku górze]… w nim. [do siebie] Niedoczekanie pasożytów…

[Wilhelm staje pod drzwiami i chwilę nasłuchuje. Po chwili puka. Wewnątrz słychać poruszenie.]

[Gotfryd] [zza drzwi] Kto tam?
[Wilhelm] [dziecięcym głosem] Harcerze!
[Gotfryd] Ha! Nie wierzę!
[Zenobi] [podenerwowany] Otwieraj chamie, pan Wilhelm nie kłamie!

[Demon uderza zombie w czoło otwartą dłonią.]

[Wilhelm] [przyjacielskim głosem] Chciałem po prostu zapytać, czy czegoś wam może nie brakuje?
[Gotfryd] Nie dzięki, jest nam dobrze.
[Wilhelm] [z troską] Nie jest wam tam za ciasno? Obok jest większa sypialnia. [zachęcająco] Są w niej nawet najnowsze numery <Kociaków Marienburskich>.
[Gotfryd] Czego?
[Wilhelm] [radośnie] Taka gazeta dla panów, no wiecie…
[Gotfryd] Nie dzięki, jest nam tu dobrze?
[Wilhelm] Ale na pewno?
[Yorri] Spadaj akwizytorze cholerny!
[Wilhelm] [do siebie] Ach tak? [na głos] No dobrze, chodź Zenobi, nie będziemy gościom przeszkadzać.

[Zombie zabiera się już do odejścia, kiedy Wilhelm chwyta go za gardło, nakazuje gestem milczeć i tupie w miejscu najpierw głośno, potem coraz ciszej, ciszej, aż w końcu nieruchomieje w miejscu.]

[Kuba] [również zza drzwi] Myślicie, że rzeczywiście poszli?
[Lithaniel] Ujmę to tak… na zewnątrz śmierdzi trupem…

[Wilhelm obwąchuje swoje mankiety, następnie patrzy na Zenobiego i z poirytowanym wyrazem twarzy znowu uderza nieszczęśnika w czoło.]

[Wilhelm] [do siebie] No dobrze, czas na bardziej drastyczne metody.

[Wilhelm wyjmuje zza pazuchy i ubiera zieloną czapeczkę z piórkiem.]

[Wilhelm] [elfim głosem] Haha! To Drachenfels! Na niego!

[Zdejmuje czapeczkę i staje trochę obok. Wyjmuje i zakłada żelazną maskę.]

[Wilhelm] [głosem Drachenfelsa] Zginiecie marnie śmiertelnicy!

[Staje znowu obok, przykuca, zdejmuje maskę i wyjmuje zza pasa tasak.]

[Wilhelm] [krasnoludzkim nosowym głosem] Ta? A masz, kurde!

[Demon ucina Zenobiemu tasakiem palec. Ten patrzy na wijący się kawałek własnego ciała i przerażony zaczyna uciekać za róg korytarza.]

[Wilhelm spokojnie znowu ubiera czapeczkę.]

[Wilhelm] [ponownie elfim głosem] Ha! Ucieka i jest ranny! Dorwijmy go za tym rogiem, to całe [z dużym naciskiem] złoto i inne jego bogactwa będą nasze!

[Wilhelm zdejmuje czapeczkę, unosi tasak i rusza w pościg za Zenobim.]

[Wilhelm] [po krasnoludzku] Raaaagh! Złoto! Topór chce krwi!

[Kiedy demon znika za rogiem, drzwi otwierają się z trzaskiem. Na zewnątrz wybiega krasnolud z toporem i człowiekiem uwieszonym jego szyi, bezskutecznie próbującym go powstrzymać.]

[Yorri] [opętańczo] Złoto! Za mną! My zabijemy Drachenfelsa! Moje złoto!

[Krasnolud rusza w pogoń, a z nim chcąc nie chcąc człowiek. Po chwili wychodzi również Kuba i Lithaniel.]

[Kuba] I co, biegniemy za nimi?
[Lithaniel] [z poirytowaniem] Ech, a mamy inny wybór?

[Gdy wszyscy znikają za rogiem, z lewej strony sceny, pogwizdując, wkracza Wilhelm radosnym krokiem. Prowadzi za rękę sporych rozmiarów kamiennego golema. Ustawia go tak, aby ten przylegał plecami do drzwi pokoju Sigmara. Robi krok do tyłu. Przygląda się. Poprawia rękę golema, kiwa głową.]

[Wilhelm] Waruj. Nikogo nie wpuszczaj.

[Golem nieruchomieje.]

[Wilhelm] [do widowni] Najlepszy możliwy bramkarz. Teraz nasi bohaterowie będą mieli znacznie ciekawszą noc.

[Demon wkłada dłonie w kieszenie i pogwizdując wesoło odchodzi.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4197
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3567
3 altdorf_night 4 MB 3525
4 Zapłata 54 KB 3188
5 BookOfRats 1 MB 2999

Najwyżej oceniane materiały