[Nuln, jedno z największych miast Imperium. Noc. Sceneria przedstawia jednak tylko część brukowanej, jasno oświetlonej drogi oraz schody i wejście główne do pałacu hrabiny Emanuelli, która w tymże mieście panuje. Przy schodach stoi dwóch ewidentnie znudzonych, umundurowanych strażników z halabardami.]

[Karl] Jasna cholera, tu się nigdy nic nie dzieje.
[Franz] Ta. [po chwili] Mój kuzyn Borys służy w Praag… Tam to dopiero się dzieje. Co nocy na ulice wyłażą demony…
[Karl] [ironicznym głosem] Demony? Na ulicy? Twój kuzyn to tylko tę kislevicką wódę żłopie w koszarach i zmyśla bajki, co by na tamtym wygwizdowiu nie zamarznąć.
[Franz] Prawdę mówię!
[Karl] Ta, jasne. Niech mnie kopyta wyrosną, jeśli kiedykolwiek w tym mieście zobaczę demona na ulicy.

[Natenczas słychać odgłos trąb i na scenę wjeżdża czarny powóz, zaprzężony w cztery kare konie. Jego bok zdobi duży złoty ornament w kształcie litery D. Na koźle zasiada woźnica bez głowy, z kosą w ręku, a obok niego chłopiec o wyraźnie trupim wyrazie twarzy, ubrany w czarny mundurek, dmący w zakrzywioną trąbkę. Strażnicy stoją osłupiali.]

[Karl] [drżącym głosem] Ten… ten… ten…
[Franz] Ten woźnica nie ma głowy!

[Na te słowa chłopczyk odwraca głowę w ich kierunku i ucisza ich w jakiś sposób swymi martwymi oczami. Następnie wyjmuje kartkę z kieszeni i czyta.]

[Damien] Państwa podejrzenia są zupełnie bezpodstawne. Ten woźnica nie jest bez głowy, tylko ma [z naciskiem] bardzo wysoki kołnierz.
[Franz] [ledwo słyszalnie] Acha… [szeptem do Karla] Skocz po inkwizytora.

[W tym momencie na scenę wjeżdża eskorta powozu. Stanowi ją czterech jeźdźców. Wyglądają nieomalże identycznie. Każdy z nich to mierzący przynajmniej dwa metry wzrostu rycerz w pełnej zbroi płytowej koloru czarnego, dosiadający opancerzonego czarnego konia bojowego. Nie noszą hełmów, natomiast ich twarze przesłaniają długie, opadające na klatkę piersiową chusty. Czerwone oczy jednego z nich spotykają w pewnym momencie przestraszony wzrok Karla i człowiek rezygnuje z poszukiwań inkwizytora zanim je rozpoczął. Damien natomiast zsiada z kozła i otwiera drzwiczki powozu. Strażnicy z trwogą i ciekawością czekają, aby zobaczyć, do kogo należy ta niesamowita ekipa. Po dłuższej chwili z powozu ktoś wystawia nogę obutą czarnym pantofelkiem ze złotą wstążką, a następnie wyłania się cała postać… Wilhelma. Demoniczny sługa, ubrany jest z niezwykłym przepychem, nawet w kategoriach szlacheckich. Zamiast liberii ma teraz wysadzane drogimi kamieniami, piękne, jedwabne ubranie w kolorach czerni i złota, a także kapelusz z niesamowicie dużym rondem i wielkim złotym piórem.]

[Damien] Wilhelm…

[Wilhelm kopie chłopca w kostkę.]
[Damien] [poprawiając się, z naciskiem] Herr Wilhelm [i widząc wciąż nieusatysfakcjonowane spojrzenie demona] von Drachenfels. [zwracając się do Franza] Zechciej, dobry człowieku, przekazać hrabinie, że przybyła delegacja z Zamku Drachenfels i prosi o audiencję.

[Wilhelm natomiast poprawia koronkowe mankiety i kiwa dłonią w kierunku swej eskorty. Rycerze zsiadają z koni. Dwóch z nich podchodzi do strażników, którzy wyglądają przy nich jak przestraszone dzieci. Jeden członek obstawy, popycha zachęcająco Franza, aby ten wypełnił prośbę Damiena… przewracając go niemalże. Drugi natomiast kładzie dłoń w płytowej rękawicy na ramieniu Karla sprawiając, że ten ugina się lekko pod jej ciężarem.]

[Damien] [do Karla] Izodar dotrzyma ci towarzystwa, gdy nas nie będzie.

[Franz pospiesznie biegnie po schodach do pałacu, a w jego ślady spacerowym krokiem rusza Wilhelm w obstawie pozostałych dwóch rycerzy. W tym momencie opada kurtyna. Po jakimś czasie podnosi się ukazując sporych rozmiarów salę. Jej marmurowa posadzka odbija blask wiszącego nad nią olbrzymiego żyrandola. Przy ścianie na przeciw wejścia znajduje się tron, na którym zasiada dosyć gruba kobieta, w szlacheckim stroju. Przy pozostałych ścianach nagromadził się tłum zaciekawionej szlachty. W centrum pomieszczenia zaś, niczym otchłań, znajduje się czarny punkt uformowany przez Wilhelma i jego dwóch ochroniarzy.]

[Wilhelm] [kłaniając się, ale tylko nieznacznie, teatralnym tonem] Droga hrabino, przybywam z dalekiej krainy, aby przynieść przed twe oblicze posłanie [tu robi krótką przerwę] Herr Konstanta Drachenfelsa.

[Na sali powstaje szmer niedowierzania.]

[Emanuella] [majestatycznym tonem] Z pewnością to żart jakiś. Powszechnie wiadomo, iż ta niechlubna postać, to zły duch nie naszych czasów, lecz pradawnych dziejów, o których słuchy powoli już zanikają.
[Wilhelm] [do siebie] I właśnie, dlatego trzeba wam o nas przypomnieć. [udając rozbawienie, głośno] Ależ naturalnie hrabino, ale ja mam na myśli [z naciskiem] potomka tamtego Wielkiego Czarnoksiężnika.
[Emanuella] [z niedowierzaniem] Chcesz mi powiedzieć, że w tamtych przeklętych ruinach mieszka kolejny Wielki Czarnoksiężnik Konstant Drachenfels?
[Wilhelm] Ależ nie! Ten Konstant Drachenfels nie ma nic wspólnego z magią! To filantrop i z zamiłowania ogrodnik. Brzydzi się złymi mocami i chce zrobić wszystko, aby zatrzeć złe wrażenie, jakie pozostawiła osoba jego pradziadka na rodzie. Z tej też przyczyny wydaje bal!
[Emanuella] [z zaciekawieniem] Bal? Uwielbiam bale!
[Wilhelm] [do siebie] Tak próżna mendo, dlatego najpierw ciebie tu odwiedziłem. [radośnie] Czyliż więc mogę przekazać Herr Drachenfelsowi, że hrabina Emanuella stawi się wraz ze swym dworem?

[W tym momencie jeden ze szlachciców z wyraźnie zaniepokojoną miną rusza w kierunku hrabiny.]

[Johan Fircyk] Droga hrabino, muszę zaapelować do twego rozsądku…

[Wilhelm nie czekając za długo, daje gestem dłoni nieznacznie sygnał w kierunku tyłu sali, gdzie w tłumie stoi Damien. Ów szepcze magiczną formułę. Johanowi nagle oczy, na chwilę, rozbłyskują na fioletowo.]

[Emanuella] Tak?
[Johan Fircyk] [po dłuższej chwili, mechanicznym głosem] Uważam, że powinniśmy rozesłać nasze poselstwa informujące inne dwory o balu, aby tym bardziej uwiarygodnić dobre intencje Herr Drachenfelsa.
[Emanuella] Wyśmienity pomysł!

[W tłumie powstają kolejne szmery, ale bardzo szybko są likwidowane przez czujnego chłopca.]

[Wilhelm kłania się. Kurtyna opada, a gdy ponownie unosi się, przedstawia ponownie schody przed wejściem. Karl jest już siny od ciężaru dłoni Izodara, który wciąż w tej samej pozycji stoi przy nim. Wilhelm tryumfalnie schodzi ze schodów w towarzystwie Damiena i dwóch rycerzy.]

[Wilhelm] [do Damiena] To było łatwe. Ludzie od czasów Magnusa Pobożnego nie zmienili się za wiele. [nagle patrząc na Karla z zainteresowaniem, wskazując jego nogi] Ładne kopyta…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4335
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3732
3 altdorf_night 4 MB 3602
4 Zapłata 54 KB 3257
5 BookOfRats 1 MB 3194

Najwyżej oceniane materiały