[Sala tronowa. Konstant Drachenfels siedzi na tronie trzymając łokieć na jego oparciu, a dłonią podtrzymując pochylone czoło. Przed tronem zaś stoi Wilhelm żywiołowo gestykulując.]

[Wilhelm] [uniesionym głosem] I wtedy…
[Konstant Drachenfels] [przerywając demonowi, nie podnosząc wzroku] Trzech zabitych, sześciu rannych, wszyscy na granicy wytrzymałości psychicznej. Wilhelmie, czy naprawdę przerasta cię tak prozaiczna rzecz, jak wyprowadzenie gości do ogrodu?

[Wilhelm] Ale tłumaczę przecież, że jedna się odłączyła i wtedy…
[Konstant Drachenfels] Ten ogród miał być swoją drogą wypleniony z niebezpieczeństw. Jak to się stało, że nie był?
[Wilhelm] [szorując butem w kurzu posadzki] No, bo najpierw ta Tajna Policja i w ogóle…
[Konstant Drachenfels] Reasumując [Czarnoksiężnik niebezpiecznie unosi się z miejsca, Wilhelm przygarbia się i cofa o krok] przez twoją niekompetencję straciłem kilku gości, utraciłem zaufanie reszty, mam dziurę w murze i to wszystko zanim pokazałem się przyjezdnym.
[Wilhelm] [zaskoczony] Dziurę w murze?
[Konstant Drachenfels] Owszem, krasnoludy zrobiły dziurę w murze zamkowym.
[Wilhelm] I w jaki sposób jest to moją winą?
[Konstant Drachenfels] A zrobiłeś cokolwiek, żeby temu przeciwdziałać?
[Wilhelm] …

[W tym momencie drzwi do komnaty otwierają się z hukiem. W progu staje osoba w monumentalnej (o ile tak można powiedzieć) zbroi płytowej, zdobionej wszelkiego rodzaju kiczowatymi kolcami, czaszkami, skalpami itp. akcesoriami. Głowę jej okrywa olbrzymi rogaty hełm, a w dłoni trzyma wielki, falisty, dwuręczny miecz.]

[Archeon] [dudniącym głosem] Drachenfels, oto jestem!
[Konstant Drachenfels] [ignorując intruza, do Wilhelma] Co ja powiedziałem na temat posępnej blokady na tych drzwiach?
[Wilhelm] [również ignorując przybysza] No dobra [z naciskiem] tu nawaliłem, ale krasnoludy, to nie moja brocha.

[Intruz zaskoczony brakiem odzewu, czyni dwa kroki na przód i nieznacznie chrząka.]

[Konstant Drachenfels] Ostatnimi czasy wszystko, co się spieprzy to twoja brocha Wilhelmie. Oblężenie zamku, inkwizycja, mutacja Pikusia etc.
[Wilhelm] To wszystko nieszczęśliwe przypadki! Ranald się na mnie uwziął, albo co!
[Konstant Drachenfels] Ranald, bóg łotrów, oszustów, kanciarzy, farta etc.?
[Wilhelm] Ten sam!
[Konstant Drachenfels] Ranald to ciota. Jego wyznawcy nie mogą nawet publicznie obchodzić jego świąt.
[Archeon] Ekhm, jeśli mogę się wtrącić…
[Wilhelm] Nie, nie możesz! [mierząc go wzrokiem] Co ty w ogóle, transwestyta jesteś?
[Archeon] [uniesiony] Jak śmiesz?! Jam jest…
[Konstant Drachenfels] [przerywając mu] To akwizytor. Akwizytorzy wchodzą bez pukania, sprzedaje pewnie rondle.
[Archeon] [podenerwowany] Nie jestem żadnym akwizytorem!…

[Drachenfels pstryka palcami.]

[Archeon] [niezwykle nagle wysokim, piskliwym głosem] Jam jest Archeon, Pan Ciemności!

[Wilhelm pada na ziemię w konwulsjach śmiechu.]

[Archeon] [wciąż niesamowicie piszcząc] Ej! Co się stało z moim głosem?!

[Archeon patrzy na Drachenfelsa, ale ten zachowuje kamienną, a nawet można powiedzieć, żelazną twarz.]

[Archeon] [piszcząc] Odczaruj mnie natychmiast!
[Wilhelm] [płacząc ze śmiechu] Archeon, Pan Kastracji!
[Konstant Drachenfels] Nie czasem Archaon?
[Archeon] Nie, to mój kuzyn!
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Cechy przywódcze idą, jak widzę, w rodzinie.
[Wilhelm] [wstając i poprawiając mankiety] Ej dobra, do rzeczy… [mierzy Archeona ponownie wzrokiem i parska śmiechem] Ale poważnie, sprzedajesz popielniczki?

[Archeon w gniewie unosi miecz nad głowę, a ów rozbłyskuje się fioletowym światłem.]

[Archeon] [uniesionym, ale wciąż piskliwym głosem] Jestem Archeon, Pan Ciemności, Wybraniec Mrocznych Bogów!
[Wilhelm] [powracając na podłogę] O kurde, latarnik!
[Konstant Drachenfels] A jakichże to bogów konkretnie jesteś wybrańcem?
[Archeon] [z dumą wyliczając na palcach] Koh I Nora…
[Konstant Drachenfels] Pana Zmiany Płci…
[Archeon] Aphragryha…
[Konstant Drachenfels] O tak, oryginalnie… snotliński bóg ospy.
[Archeon] I Sygmara…
[Konstant Drachenfels] E, czy ja się przesłyszałem?
[Archeon] Ależ nie, Sygmar, nie mylić z Sigmarem, gobliński bóg nawozu.

[Następuje chwila grobowej ciszy, którą przerywa wybuch śmiechu, pomieszanego z płaczem Wilhelma.]

[Wilhelm] [płacząc ze śmiechu] To najżałośniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem. Pomocy, zaraz umrę.
[Konstant Drachnfels] Czy twoi bogowie wybrali cię, abyś bezlitośnie zabił śmiechem mego sługę, czy może masz inną misję?
[Archeon] [piszcząc] Owszem! Kulawy Kurczak przybył do mnie w bezgwiezdną noc i oznajmił, że mam znaleźć Czarnoksiężnika w Masce i wraz z nim zawładnąć światem ku ich chwale!
[Wilhelm] [ledwo słyszalnie] Już nie mogę, mój brzuch…
[Konstant Drachenfels] [wciąż bez cienia emocji] Mhm, to ładnie.
[Archeon] Ha! A więc przystajesz do Mrocznego Paktu!
[Konstant Drachenfels] Nie.
[Archeon] Śmiesz odrzucać Sojusz Ciemności?!
[Wilhelm] [do Drachenfelsa z przejęciem] Panie! Sojusz Ciemnoty! Strzeż się gniewu Kulawego Kurczaka!
[Konstant Drachenfels] Śmę, znaczy śmiem…
[Archeon] [unosząc w górę miecz] Więc gińcie heretycy!

[Drachenfels jednak pstryka palcami i pod nogami Archeona otwiera się sporych romiarów dziura, do której zakuty w zbroję wybraniec wpada, po czym dziura zamyka się.]

[Wilhelm] [ocierajac łzy] Łe, to wszystko?
[Konstant Drachenfels] [przygladając się miejscu, w którym stał Archeon] Hm, nie, chyba jeszcze nie, podaj [wskazując róg komnaty] mi tamten kij.
[Wilhelm] [grzebiąc w rogu] Ten taki fikuśny?
[Konstant Drachenfels] Tak.
[Wilhelm] Z którym numerem?
[Konstant Drachenfels] [jeszcze raz oceniając miejsce] A, daj piątkę.

[Sługa przynosi Drachenfelsowi dziwny metalowy kij, którego jeden koniec jest zakrzywiony i przypomina coś na kształt metalowego jajka. Czarnoksiężnik staje w rozkroku, w miejscu, w którym przed chwilą zamknęła się dziura i chwyta kij oburącz, kierując jajkowaty koniec ku ziemi.]

[Wilhelm] Swoją drogą, co to za dziwny kij?
[Konstant Drachenfels] A, do takiej gry, zaraz ci pokażę jak się w nią gra…

[W tym momencie, z ziemi wynurza sie dłoń Archeona. Drachenfels, poprawia uchwyt. Wynurza się głowa rycerza i w tej samej chwili Czarnoksiężnik robi potężny zamach.]

[Konstant Drachenfels] [uderzając kijem głowę z całej siły] Uwaga!

[Głowa z impetem odlatuje, przebija drzwi, po czym jeszcze chwilę słychać jak robija się po korytarzu. Wilhelm nie pewnie klaszcze.]

[Wilhelm] I o co chodzi w tej grze?
[Konstant Drachenfels] Jeszcze do końca nie jestem pewien, ale chyba nazwę ją Głowlf.
[Wilhelm] Chwytliwie…
[Konstant Drachenfels] [biorąc drugi zamach] A teraz Wilhelmie, jeśli nie chcesz posłużyć teraz ty swoją głową, to mam dla ciebie parę zadań…
[Wilhelm] [z irytacją] Ech, ja wohl Herr Drachenfels…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4340
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3738
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3262
5 BookOfRats 1 MB 3201

Najwyżej oceniane materiały