[Wąski korytarz zamkowy. Jakiś przypadkowy stolik, karmazynowy dywan, kilka mało charakterystycznych obrazków. Co natomiast niezwykłe w tej scenie: Postać w płaszczu przeciwdeszczowym z wyjątkowo wymiętym kołnierzem. Człowiek z twarzy, a właściwie przede wszystkim z wąsa, przypomina Bretończyka i zdaje się szukać cienia, w którym mógłby się schować. Po jakimś czasie na scenę wchodzi zamyślony Wilhelm. Przystaje, przygląda się przez chwilę człowiekowi.]

[Wilhelm] [patrymonialnym tonem] Czy raczył się pan zgubić?

[Bretończyk na te słowa chwyta za kołnierz i przesłania nim twarz, po czym udaje, że wcale go tam nie ma.]

[Wilhelm] [podchodząc do człowieka] Halo? [po chwili pukając w jego głowę jak do drzwi] Jest tam kto?
[Francois] [speszony, skrytobójczym szeptem] Podaj hasło.
[Wilhelm] Jakie, kurde, hasło?
[Francois] [jeszcze ciszej] <skowronki zimują pod skrzydłami żyraf>
[Wilhelm] [zdezorientowany] Skowronki zimują pod skrzydłami żyraf?
[Francois] Chytre muchy układają pasjansa na wiosnę. [po czym uchyla kołnierz] Posterunkowy Francois z [z naciskiem] Bretońskiej Tajnej Policji.
[Wilhelm] [do siebie] O w dupę…
[Francois] Jestem tu incognito, w tajnej misji?
[Wilhelm] [postanawiając pobawić się z obłąkanym] Doprawdy? A jakaż to misja?
[Francois] Nie mogę powiedzieć [rozglądając się] gdyż jest tajna.
[Wilhelm] [konspiracyjnym szeptem] Ale ja podałem hasło, a poza tym, ja również jestem agentem.
[Francois] Tak?!
[Wilhelm] [podając człowiekowi dłoń] Kryptonim Wilhelm z Komisji Badawczej Przeora, w skrócie KGB.
[Francois] [przejętym głosem] Niemożliwe!
[Wilhelm] Ależ tak. Nasze tajne hasło to: kukułki latają nisko nad domem wschodzącego słońca. Dostałem rozkaz, aby wykryć waszą siatkę i pomóc w waszej misji.
[Francois] [zadziwiony] Tajnej misji wykrycia spisku przeciw bretońskiemu hrabiemu Jean Pierrowi, który ma zostać zamordowany w trakcie balu?
[Wilhelm] [kiwając z powagą głową] Tak właśnie.
[Francois] [coraz bardziej przejęty] Niemożliwe!
[Wilhelm] A jednak! Inaczej skąd bym o niej wiedział?
[Francois] [zamyśliwszy się] Zaiste to ma sens.

[Demon parska śmiechem i już ma pozostawić nieszczęśnika samemu sobie, gdy ten wnet…]

[Francois] Chodź ze mną towarzyszu agencie, zaprowadzę cię do naszego tajnego biura.
[Wilhelm] [rozbawiony] O, macie nawet tajne biuro? To urocze.
[Francois] Tak, ale nawet ty nie możesz wiedzieć, gdzie ono jest.

[Człowiek podchodzi do demona i obraca go dwa razy wokół własnej osi.]

[Wilhelm] ?
[Francois] W ten sposób stracisz poczucie kierunku i nie będziesz mógł odnaleźć ponownie naszej tajnej kwatery.

[Następnie agent czyni dwa kroki do najbliższej komnaty.]

[Francois] Podejdź, to tutaj.
[Wilhelm] [podchodząc, do siebie] Ja chyba śnię…

[Na drzwiach widnieje tabliczka, a na niej napis: To NIE jest Tajna Kwatera Bretońskiej Tajnej Policji. Człowiek wypukuje na drzwiach melodię z opery Carmen.]

[Jean] [zza drzwi] Hasło.
[Francois] Yyy…
[Wilhelm] [lekko nieprzytomnym głosem] Skowronki zimują pod skrzydłami żyraf?
[Jean] Chytre muchy układają pasjansa na wiosnę.

[Drzwi otwierają się. W tym momencie scena obraca się o dziewięćdziesiąt stopni ukazując pomieszczenie, w którym nie ma dosłownie nic oprócz sporych rozmiarów stołu i kilku krzeseł. Na jednym z nich siedzi grubas w granatowym mundurze. Przy drzwiach stoi zaś niezwykle chudy i równie wysoki chłopak, również w mundurze.]

[Jean] [do Francois] Kto to?
[Francois] [zamykając drzwi, do grubasa] Agent z sekretnej komórki KGB poruczniku.
[Paul Belmondo] [nie wstając z krzesła, oschle] To szpieg!
[Francois] Ależ nie! Znał hasło i na dodatek szczegóły naszej misji. To ewidentnie wykazuje, że został nam przysłany jako wsparcie w ramach współpracy międzynarodowej.
[Wilhelm] [siadając chwiejnie na krześle, do siebie] Nie no, to musi być sen.
[Paul Belmondo] [do Wilhelma] Ach, więc jesteście wsparciem? Jaki jest wasz kryptonim?
[Francois] To agent Wilhelm. Zrobiłem z nim już wywiad zapoznawczy.
[Paul Belmondo] [przytakując] Dobrze, zbliżcie się Wilhelmie, gdyż powiem to tylko raz.

[Następnie sam przysuwa się do demona, nakazuje swym ludziom zatkać uszy, co ci czynią, a sam zapycha swoje watą. Wilhelm patrzy pytająco.]

[Paul Belmondo] [trochę krzycząc, poważnym tonem] Szczegóły misji, które zaraz ci wyjawię są tak tajne, że nawet ja nie mogę o nich usłyszeć.

[Następnie, zaczyna wrzeszczeć na ucho szczegóły tajnej operacji osłupionemu demonowi. Kurtyna opada i podnosi się ponownie po dłuższej chwili. Porucznik wyjmuje watę z uszu.]

[Paul Belmondo] No i jak [kładąc Wilhelmowi dłoń na ramieniu] Pomożecie towarzyszu?
[Wilhelm] [jakby się nagle ocknął] Pomożemy! [po chwili] E, to ja pójdę, eee, na swoje tajne stanowisko zająć się swymi tajnymi sprawami.
[Paul Belmondo] Bardzo dobrze, będziemy w kontakcie. [porucznik salutuje]

[Wilhelm chwiejnym krokiem wychodzi z pomieszczenia i zatrzaskuje za sobą drzwi. Scena obraca się z powrotem o dziewięćdziesiąt stopni. Demon przystaje, obraca się za siebie i z niedowierzaniem patrzy na tabliczkę, która nie chce ani na moment zniknąć jak na marę senną przystało. Sługa siada ciężko pod drzwiami, wyjmuje zza pazuchy puzderko, a z niego tabletkę. Połyka ją, po czym jeszcze raz patrzy na tabliczkę i wysypuje całą garść tabletek, po czym szybko je połyka.]

[Wilhelm] [do siebie, zmartwionym głosem] Muszę się leczyć… Jestem przemęczony… Żyję w zbyt dużym stresie. Tak, to musi być stres. Muszę odwiedzić mojego lekarza…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4197
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3567
3 altdorf_night 4 MB 3525
4 Zapłata 54 KB 3188
5 BookOfRats 1 MB 2999

Najwyżej oceniane materiały