[Dziwaczna, nieduża komnata. Jej ściany pomalowane są w kolorze jasnego błękitu, a całą podłogę wyściela biały, gruby, włochaty dywan. W wygodnym fotelu siedzi jakiś starszy człowiek w okularach, skrupulatnie notując słowa leżącego tuż obok na kanapie, rycerza chaosu, w pełnej zbroi płytowej i symbolem Khornea, boga wojny, na piersi. W tle leci kojąca muzyka.]

[Ragnar] [cienkim głosem] …i wtedy on mówi do mnie: Nie, nie możesz zostać demonem… Nie obchodzą mnie twoje wyjaśnienia, jesteś za mało zmutowany i koniec. Na co ja się go pytam: To niby jak trzeba być zmutowanym?! Wszak już mam ogon i kopyta. Ale ten mnie olał i sobie poszedł. Straszne uczucie.
[Freud] [gładząc brodę] Rozumiem… Ta chęć bycia demonem… Od dawna ją odczuwasz?
[Ragnar] No w zasadzie, od kiedy wdziałem tę przeklętą zbroję, czuję nieodpartą pokusę mutowania i dążenia do stania się istotą nadnaturalną.
[Freud] Mam wrażenie, że twoja daemonomatoskopia wtórna, wiąże się z przeżyciami z twego dzieciństwa, a konkretnie z upodobaniami seksualnymi z tamtego okresu. Powiedz mi, czy twoja matka może w jakiś sposób przypominała demona? Nie wiem, miała na przykład rogi, ogon, czy też była niewyobrażalnie gruba?

[Zanim jednak wojownik zdołał odpowiedzieć, do pokoju z hukiem wpada Wilhelm rujnując atmosferę zwierzeń.]

[Wilhelm] [dramatycznie] Freud! Potrzebuję pomocy!
[Freud] [spokojnym tonem] Wilhelmie, przyjmuję teraz pacjenta, musisz zaczekać.
[Wilhelm] [poirytowany, do rycerza] Won.
[Ragnar] Co proszę?
[Wilhelm] Won mówię!
[Ragnar] [zaskoczony] Kim ty w ogóle jesteś, za kogo ty się uważasz?
[Freud] [głosem mediatora] Panowie, spokojnie. [do Ragnara] Ten pan, to Wilhelm, demoniczny sługa Herr Drachenfelsa.

[Chaota załamuje ręce.]

[Ragnar] [płaczliwym głosem] No pięknie! On to został demonem. [do Wilhelma] Jak to zrobiłeś?! Długo musiałeś mutować?
[Wilhelm] [przez zęby] Powtórzę ostatni raz, a potem dojdzie do rękoczynu: Won!

[Ragnar podchodzi i z łzami w oczach chwyta Wilhelma za poły surduta.]

[Ragnar] Musisz mi powiedzieć! Całe życie chciałem zostać demonem!
[Wilhelm] [do siebie] Enaf…

[Demon uderza człowieka pięścią w głowę z taką siłą, że ta przemieszcza się pomiędzy jego barki. Następnie sługa jedną ręką wyrzuca okute blachą zwłoki na korytarz i zatrzaskuje drzwi. Chwilę później mamrocząc przekleństwa pod nosem, zajmuje miejsce na kanapie i wzdycha głęboko.]

[Freud] [nieporuszony] Wilhelmie, rozmawialiśmy już o twojej nadpobudliwości ostatnim razem…
[Wilhelm] [pospiesznie] Ta, ta, słuchaj mam problem.
[Freud] Od tego wszak jestem.
[Wilhelm] A możemy skasować tę cholerną muzykę? Irytuje mnie prawie tak samo jak ten pedalski kolor na ścianach.
[Freud] Niestety została zaklęta w ten pokój.
[Wilhelm] A to akurat nie problem. [demon mamrocze magiczną formułę, muzyka cichnie] Rozwianie magii to moja specjalność. [po chwili] No więc mam problem. Ostatnio miewam omamy wzrokowe.
[Freud] Aha. A jakież to omamy?
[Wilhelm] Widzę Bretończyków!
[Freud] [notując] O… To faktycznie interesujące.
[Wilhelm] Co więcej mają jakąś tajną organizację, gadają hasłami i w ogóle pętają się po całym zamku…
[Freud] [przerywając] Tajna organizacja… To mi się z czymś kojarzy. Powiedz mi, czy w młodości twoja matka zamykała się z tobą w ciasnych pomieszczeniach?
[Wilhelm] [z oczami Garfielda] Freud…
[Freud] [z rozmarzonym wzrokiem] Czy tłumaczyła to tym, że zakładacie tajny klub, a to będzie wasza baza…
[Wilhelm] Freud.
[Freud] [z narastającym napięciem] i czy w tej bazie robiła…
[Wilhelm] Freud!
[Freud] Co?
[Wilhelm] Jestem demonem zboczony imbecylu, nigdy nie miałem matki… Mówiłem ci to na każdym naszym spotkaniu.
[Freud] [zamyśliwszy się] A tak… wspominałeś. To powoduje pewne luki w mojej teorii. Wybacz nie mam zbyt wielu demonów pacjentów. [po chwili] A właściwie to jesteś jedynym demonem, którego leczę. Czy wy czasem nie jesteście odporni na oddziaływania psychologiczne, czy coś?
[Wilhelm] [zrezygnowany] Freud, je cię proszę… [pokazując drżącą dłoń] Czy ja bym był w takim stanie, gdybym był odporny na oddziaływania psychologiczne?

[Nagle w całym zamku rozlega się gromkie…]

[Konstant Drachenfels] Wilhelm!
[Freud] Oj, chyba szef woła.
[Wilhelm] [zakładając ręce, robiąc obrażoną minę] Pieprzę! Nie idę! Zdrowie przede wszystkim.
[Konstant Drachenfels] [powodując drżenie murów zamkowych] Wilhelm!!!

[Demon pozostaje na miejscu. Po chwili w pomieszczeniu pojawia się Konstant Drachenfels. Freud kłania mu się, a Wilhelm z lekko wystraszoną miną udaje, że go nie widzi.]

[Konstant Drachenfels] [chłodnym, przenikliwym głosem] Wilhelmie, wyjaśnij mi dwie rzeczy. Dlaczego narażając się na wieczność cierpienia nie wykonujesz mojego polecenia i nie oprowadzasz gości po ogrodzie i dlaczego nie przybywasz, gdy cię wołam?
[Wilhelm] [wysokim głosem] Ja tak nie mogę dłużej! Pan mnie wykończy! Żyję w ciągłym stresie! Mam już nawet omamy wzrokowe!
[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Jakie omamy?
[Wilhelm] Bretończyków widzę!
[Konstant Drachenfels] Tajną Policję?
[Wilhelm] [zaskoczony] Tak… [po chwili] Pan też ich widzi?
[Konstant Drachenfels] Tak, baranie, gdyż oni tutaj są, przyjechali wczoraj nad ranem.
[Wilhelm] [podskoczywszy z radości] A więc nie oszalałem! Hura! [całując Drachenfelsa w dłoń, którą ten z obrzydzeniem zabiera] Dziękuję Panie! [biegnąc w kierunku drzwi] Idę oprowadzić gości! [do siebie, chłodnym już demonicznym głosem] I zabić każdego żabojada, którego spotkam po drodze…

[Demon wybiega zatrzaskując za sobą drzwi. Konstant patrzy chwilę za nim, po czym odchrząkuje i z lekko nieobecnym wzrokiem siada, ku zdziwieniu Freuda, na kanapie.]

[Konstant Drachenfels] Słuchaj Freud, mam problem… Mam sługę paranoika.
[Freud] [notując] To niezwykle ciekawe… A powiedz, czy twoja matka lubiła przebierać się może za służącą?
[Konstant Drachenfels] [uderzając się otwartą dłonią w czoło] Nie Freud, wiesz co? Zapomnij, już mi lepiej.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4344
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały