[Komnata zamkowa przerobiona tymczasowo na kwaterę Matki Przełożonej kultu Shallyi. Na ścianach porozwieszane są arrasy z powyszywanymi symbolami bogini tj. gołębiami i kropelkami krwi. Całość pomieszczenia udekorowana jest na biało. Na skromnie zdobionych meblach stoją kryształowe naczynia. Po środku pomieszczenia znajduje się wygodny fotel. W pewnym momencie drzwi otwierają się i niepewnie wkracza Wilhelm pod postacią kobiety.

Jego demoniczność zdradzają jedynie czerwone diaboliczne oczy. Demon przekracza próg, rozgląda się po pomieszczeniu i uderza się otwartą dłonią w czoło. Już ma zawracać, ale orszak idących za nim kapłanek, dosłownie wpycha go do środka. Jedna z sióstr zamyka drzwi. Wilhelm jeszcze raz rozgląda się po pomieszczeniu i robi niewyraźną minę.]

[Wilhelm] [do siebie] Zaraz się porzygam…
[Maria] [nieśmiało] Matko Anno, raczy matka spocząć.
[Wilhelm] [dopiero po chwili zorientowawszy się, że o niego chodzi, kobiecym głosem, ale z lekką męska chrypą] A tak, dziękuję…

[Demon siada w fotelu rozkładając wygodnie nogi, ale po chwili czując nieprzyjemny przeciąg, łączy kolana i wydaje się jeszcze bardziej zmartwiony całą sytuacją.]

[Helena] Matko Anno, czy jesteś chora? Słyszę szorstkość w twym głosie.
[Genowefa] Och, i zaczerwienione oczy! Matka Przełożona jest przeziębiona!
[Wilhelm] [żywo gestykulując] Nie, nie! Wszystko jest w…

[Lecz zanim skończył, wszystkie pięć zebranych kapłanek, jednocześnie zaczęły mamrotać słowa zaklęcia <leczenie>]

[Zdzisława] Oj, chyba nie pomaga, to chyba coś poważniejszego, oczy wciąż są czerwone.
[Wilhelm] Nie, naprawdę…

[Ale znowu nie udaje mu się dokończyć, gdy kapłanki rzucają <leczenie ciężkich chorób>]

[Wilhelm] [demonicznym głosem] Stop! [reflektując się i podwyższając barwę głosu] To nie to co myślicie! To, eee, [rozglądając się po pokoju i dostrzegając symbol kropelki krwi] znak od naszej bogini! Dar!
[Zbździmira] Przekrwione oczy?
[Wilhelm] [pobłażliwie] Czego boginią jest Shallyia?
[Wszystkie] [chórem] Dobra, miłosierdzia, współczucia…
[Wilhelm] Ta, ta… I krwi.
[Wszystkie] Krwi?!
[Wilhelm] [niepewnie patrząc na symbol kropelki krwi na ścianie] No, a nie?
[Maria] Kropla krwi nie symbolizuje czasem aspektu leczenia ran?
[Wilhelm] [niepewnie] Też, też… [nagle żywiej] Ale kto tu jest Matką Przełożoną, co?
[Genowefa] Ty matko.
[Wilhelm] No! To chyba wiem lepiej, czego bogini kult prowadzę, nie?
[Maria] [skruszona] Tak, przepraszam matko.
[Wilhelm] No! I przekrwione oczy, to właśnie dar od Shallyi, jako bogini krwi.

[Zapada cisza, podczas której kapłanki przyswajają nową wiedzę. Po dłuższej chwili…]

[Zbździmira] [wahając się] Matko, czy nie jest już pora?
[Wilhelm] [pocierając nerwowo skronie] Pora na co?
[Genowefa] No, na dzisiejsze modły?
[Wilhelm] [do siebie] Szlag. [niepewnie] A tak… Słuchaj [do Marii] ty! Dzisiaj ty poprowadzisz modły! Jest do dla ciebie zaszczyt i wyróżnienie, za opiekę nad świętymi mewami!
[Maria] [zaskoczona] Mewami?
[Wilhelm] [patrzy wnikliwe na arrasy, do siebie] Idiota… [do Marii] Oczywiście chodziło mi o albatrosy!
[Maria] A nie przypadkiem o gołębie?
[Wilhelm] Ech, gołębie, no jasne [do siebie] Co za debil to wyszywał?… [na głos] Wybacz, eee, otrzymywałam właśnie wizje od bogini i nie mogłam się skupić. Jest to, więc nagroda za opiekę nad świętymi gołębiami!
[Maria] [skruszona] Matko, ale ja wcale się nie opiekowałam…
[Wilhelm] Platoniczna opieka! Znasz takie określenie?! A co, może mi powiesz, że nie myślałaś regularnie o naszych świętych gołębiach?
[Maria] [zawstydzona] Nie, ależ oczywiście, że myślałam.
[Wilhelm] No wreszcie się dogadaliśmy… To w nagrodę przeprowadź dzisiejsze modły.
[Zbździmira] [niepewnie] Matko…
[Wilhelm] Co znowu? Znowu masz jakiś problem?
[Zbździmira] Czy w naszej świętej księdze, nie jest czasem napisane, że tylko Matka Przełożona może odprawiać główną ceremonię modlitewną?
[Wilhelm] [na granicy irytacji] Słuchaj dziecko… Kto według ciebie napisał tę księgę?
[Zbździmira] [bez zastanowienia] Shallyia za pomocą dłoni anioła!
[Wilhelm] [do siebie] Ja pierniczę… [do kapłanki] Dobra, a kto ją interpretuje w takim razie, hm?
[Zdzisława] [niepewnie] Ty matko?
[Wilhelm] Dokładnie! I ja mówię, że mogę przekazać funkcję prowadzenia modłów! Więc [pokazując palcem Marię] jak ci tam na imię, przeprowadź je.
[Maria] [pokornie] Tak matko…
[Wilhelm] [do siebie] Jeszcze trochę i odwiozą mnie do czubkowa…

[Kapłanki stają zaś w kręgu trzymając się za dłonie i pytająco patrzą na Wilhelma.]

[Maria] Nie przyłączysz się do nas matko?
[Wilhelm] Nie! Głowa mnie boli! W plecach strzyka! [po chwili, widząc bark przekonania w oczach kapłanek] Mam wizje od bogini!
[Wszystkie] Ach…

[Obrządek więc rozpoczyna się bez Wilhelma. Kapłanki tańczą radośnie w kręgu, co jakiś czas klaszcząc w ręce.]

[Wszystkie] [radośnie] Lalalalala la la lalalalala.

[Wilhelm obserwuje to z opuszczoną szczęką.]

[Wilhelm] [do siebie] Nie, ja mam dość… Musze to przerwać, bo zwariuję. [na głos] Stop!

[Kapłanki nieruchomieją.]

[Maria] [zarumieniona] Czy coś nie tak Matko? Za mało <la>?
[Wilhelm] [do siebie] Właśnie o jedno <la> za daleko… [do kapłanek, wzniosłym tonem] Od tej pory, dekretem boskim…
[Zbździmira] [przerywając] Święta Księga nie przewiduje żadnych dekretów…
[Wilhelm] [poirytowany] Słuchaj, czy ty jesteś jakimś zaplutym karłem reakcji, czy co? Wszystko ci się nie podoba! Jak masz na imię?!
[Zbździmira] [wystraszona] Zbździmira…
[Wilhelm] [do siebie] To sporo tłumaczy, w szkole miała przesrane… [gromko] Gniew bogini ześlesz na siebie!
[Maria] [zaskoczona] Gniew bogini miłosierdzia?
[Wilhelm] Nie wierzycie? Dobrze, udowodnię wam! Zamknijcie oczy! I nie podglądajcie!

[Kapłanki posłusznie zamykają oczy. Demon mamrocze magiczną formułę i wiązka czarnej energii pali na popiół Zbździmirę. Kapłanki otwierają oczy.]

[Wszystkie minus jedna] [z przerażeniem] O rany!
[Wilhelm] Widzicie! Gniew Shallyi! Was też to spotka, jak będziecie mnie… znaczy Ją wkurzać. [po chwili] Dobra, na czym to ja stanąłem, e, stanęłam?
[Zdzisława] [bojaźliwie] Na dekrecie, matko.
[Wilhelm] A tak. Niniejszym dekretem zmieniam ceremonię modlitewną. Odtąd po wsze czasy będziemy raczyć się alkoholami wysokoprocentowymi, aby otrzymywać wizje od samej Shallyi!
[Wszystkie minus jedna] …
[Genowefa] Ależ jak to? Co to ma wspólnego z naszym kultem?
[Wilhelm] [z hitlerowską manierą w głosie] Co?! Ty też się sprzeciwiasz woli Shallyi?!
[Genowefa] [przerażona] Nie, skąd!
[Wilhelm] Ja myślę! Ale dopsz, oświecę cię w twej ciemnocie. Czym dezynfekuje się rany?
[Maria] [niepewnie] Spirytusem?
[Wilhelm] I tu leży odpowiedź, na wasze pytania.
[Wszystkie minus jedna] Aaaa…
[Wilhelm] No! A teraz won do kuchni po procenty i wracać mi tu migiem na liba… znaczy modlitwę.

[Kapłanki pospiesznie opuszczają komnatę. Wilhelm natomiast ciężko rozsiada się w fotelu.]

[Wilhelm] [patrząc w sufit] Dobrze, że jesteś boginią miłosierdzia, bo za te wszystkie herezje…

[Nagle w demona uderza piorun.]

[Wilhelm] [do siebie, ze zrezygnowaniem dymiąc] Musiałeś palancie, musiałeś…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4197
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3567
3 altdorf_night 4 MB 3525
4 Zapłata 54 KB 3188
5 BookOfRats 1 MB 2999

Najwyżej oceniane materiały