[Jadalnia. Olbrzymie pomieszczenie, w którym stoi olbrzymi prostokątny stół, z olbrzymim żyrandolem nad nim wiszącym. Na ścianach wiszą olbrzymie obrazy, a zastawa jest… srebrna i kryształowa. Niemniej jednak atmosfera przygniatającej wielkości wszystkiego, a także przepychu jest zdecydowanie wyczuwalna. W pewnym momencie w tle zaczynają lecieć <Cztery pory roku> Vivaldiego (wiosna konkretnie) i przez, tak, tak, olbrzymie, wrota zaczynają wchodzić goście.

Pochód rozpoczynają pary hrabiów elektorów wraz z małżonkami, za nimi kroczą sędziwi magowie, kapłani i kapłanki, następnie baronowie, grafowie, bojarzy i pomniejsza szlachta, a także wybrani przedstawiciele rycerstwa. Ów dionizyjski pochód ocieka złotem i brylantami. Każdy gość odnajduje opatrzone tabliczką ze swoim imieniem krzesło i zasiada do stołu. Tylko jedno miejsce pozostaje wolne… no zgadnijcie które. Za każdą parą krzeseł ustawia się sługa, gotów usługiwać państwu przy posiłku. Na sali znajduje się również Wilhelm w kobiecej postaci i zasiada tuż obok Wielkiego Teogonisty. Demon rozgląda się niepewnie, ale wkrótce sam zaczyna uczestniczyć w coraz śmielszych plotach i ploteczkach. W pewnym, jednak momencie, światło nieznacznie przygasa, po sali przelatuje demoniczny podmuch i zalega grobowa cisza. Po chwili drzwi z hukiem rozchylają się, a w progu staje… Leszy.]

[Leszy] [patrząc gniewnie po zebranych, chwilę zbiera ślinę, a następnie soczyście wyrzuca z siebie] Ej! Nie deptać, kurde, kwiatków!

[Zebrani patrzą na siebie, ze zdziwieniem, a potem jednocześnie zerkają na podłogę, czy nie ma tam czasem jakiś kwiatków. Wilhelm zaś uderza głową w blat stołu.]

[Wilhelm] [do siebie] Wiedziałem, że o czymś zapomniałem…
[Wielki Teogonista] [unosząc się z miejsca] Kim jesteś zły duchu i czemu zakłócasz nasze spotkanie?
[Leszy] [patrząc na niego spode łba] A ty, co za jeden?
[Wielki Teogonista] [oburzony] Jam jest…
[Leszy] A kogo to, kurde, obchodzi?!

[Teogonista milknie zaskoczony.]

[Leszy] Nie depcz kwiatków palancie! [z naciskiem] Moich kwiatków…

[Wielki Teogonista widząc niepokojące rozbawienie innych i zachwianie własnego autorytetu, poprawia szatę i z uniesioną głową postanawia zripostować Leszego.]

[Wielki Teogonista] Ha! Tu nie ma żadnych kwiatków, ta podłoga jest kamienna! [dodając po chwili] E… zielony grzybie!

[Leszy podchodzi do człowieka, na odległość kilku centymetrów.]

[Leszy] [prosto w twarz Teogonisty, przez zęby] A czego częścią jest podłoga… szpeju?!
[Wielki Teogonista] [z zacięta miną] Zamku… głąbie.
[Leszy] A zamek na czym stoi… kulawa stokrotko?
[Wielki Teogonista] Na ziemi… e, zmurszały pawianie…
[Leszy] [gniewnie wrzeszcząc] Nie, skretyniały, wypierdku psiej dupy, oblazłej trądem! Na trawie! I [z naciskiem] moich kwiatkach!

[Teogonista siada pod naporem oddechu Leszego, Wilhelm krztusi się ze śmiechu, a reszta towarzystwa wydaje się na wpół zdziwiona, na wpół przerażona, a na trzecie wpół rozbawiona takim potraktowaniem najwyższego kapłana kultu Sigmara. W tym momencie rozbrzmiewa ‘O Fortuna’ i w drzwiach staje Konstant Drachenfels. Triumfalnie unosi dłonie ku górze i już ma powitać gości, ale nagle spostrzega Leszego.]

[Konstant Drachenfels] [do Leszego, z oczyma Garfielda] Co ty tu robisz?

[Leszy podchodząc do Drachenfelsa.]

[Leszy] Słuchaj no Drachenfels… Nie dość, że stawiasz zamek na [z naciskiem] mojej łące…
[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Zamek stoi na skale Leszy.

[Leszy wydaje się lekko zbity z tropu, więc sytuacje wykorzystuje Wielki Teogonista, aby się wtrącić.]

[Wielki Teogonista] Ten stwór ośmielił się…
[Konstant Drachenfels] [do Teogonisty] Zamknij się… [po chwili reflektując się] Znaczy, chciałem powiedzieć, usiądź panie, zaraz załatwię tę sytuację.

[Teogonista siada.]

[Leszy] [nabierając powietrza w płuca] Ach tak?! A wiesz, że na skałach też rosną kwiatki?! [po chwili z dumą] I to takie, pod ochroną!
[Konstant Drachenfels] Ech, Leszy, nie mam teraz czasu na dyskusje botaniczne, więc pozwól, że zapytam… czego?
[Leszy] [obrażonym głosem] Nie zaprosiłeś mnie na bal!
[Konstant Drachenfels] Bo to jest bal [z naciskiem] tylko dla ludzi.
[Leszy] Rasista!
[Konstant Drachenfels] Och, proszę cię, bo się rozkleję…
[Leszy] [pod nosem nucąc melodyjnie] Auschwitz, Birkenau, szalalalala [rozglądając się] A w takim razie… [wskazując Wilhelma] Co [z naciskiem] ten tu robi?!

[Wilhelm zaczyna pogwizdywać i obserwować architekturę sufitu.]

[Konstant Drachenfels] [gniewnie, szeptem] Leszy, cholera, milcz…
[Leszy] [dramatycznie] A nie będę! Jak ta pokraka demoniczna [tu po sali przelatuje pomruk oburzenia] może, to ja też mogę!

[Leszy podchodzi do stołu, bierze za frak losowo wybranego szlachcica, zrzuca go z krzesła, siada na jego miejscu, kładzie serwetkę na kolana i zakłada ręce, robiąc przy tym bardzo zaciętą minę. Konstant Drachenfels, łamie gniewnie stawy w dłoniach, ale w tym momencie unosi się jakiś rycerz.]

[Jurand] [teatralnym głosem] Ośmieliłeś się obrazić Matkę Przełożoną Kultu Shallyi, najczystszą i najznamienitszą istotę w całym Imperium!

[Wilhelm krztusi się winem, Leszy unosi brew patrząc na rycerza.]

[Leszy] Ty jesteś jakiś głupi, czy z Tajnej Policji?
[Jurand] Tego za wiele! Wyzywam cię kreaturo na bój śmiertelny! W tej chwili! Na dziedzińcu!
[Konstant Drachenfels] [starając się być mediatorem] Ależ drodzy państwo, załatwmy to…
[Jurand] Nie! Tu chodzi o honor nas wszystkich! Ruszajmy!

[Jurand rzuca Leszemu rękawicę. Ten przygląda jej się z zaciekawieniem i po chwili przymierza.]

[Konstant Drachenfels] [do siebie] Czekaj, czekaj, jak ja ci rzucę moją rękawicę…
[Leszy] [dłubiąc w nosie palcem w rękawicy Juranda] Znaczy się mam ci skopać dupę na zewnątrz, ta?
[Jurand] Argh! Za dwie minuty na dziedzińcu!
[Konstant Drachenfels] Ależ panowie…

[Ale jego prośby nic nie dają. Oburzona szlachta, falą powodziową wypływa z sali, na której wkrótce zostają tylko Wilhelm i Konstant.]

[Wilhelm] [z westchnieniem] No i nici z obiadu…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] A ty, co tak siedzisz? Idź! Twój rycerz walczy o twój honor, popatrzyłbyś chociaż i smarkajką mu pomachał.
[Wilhelm] [idąc niechętnie do drzwi] Ech, głupie bóstwo opiekuńcze lasów…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4343
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały