[Konstant Drachenfels stoi w pustej jadalni. Ogarnia wzrokiem olbrzymi stół i zastawę. Strapiony siada przy stole i zaczyna bawić się srebrnym nożem. Rzuca nim parę razy, ale ów jak na złość nie chce się wbić w blat. Konstant robi zwiedzioną minę. Odwraca się razem z krzesłem tak, że siedzi teraz tyłem do stołu, a frontem do reszty pomieszczenia. Przyjmuje niezwykle znudzoną pozę. Waży chwilę nóż w dłoni. Następnie pstryka palcami. W odległości około pięciu metrów od Czarnoksiężnika pojawia się trumna, stojąca pionowo. Po chwili jej wieko z trzaskiem upada na podłogę, a z wnętrza wychodzi postać o niezwykle bladej cerze, ostrych kłach, ubrana w komiczny czarny płaszcz.]

[Fryc] [z silnym rumuńskim akcentem] Haha! Ja żyję!

[Drachnfels mierzy i rzuca wampira nożem prosto w serce. Tym razem ostrze wbija się.]

[Fryc] [konając] Ugh…

[Wampir pada na ziemię martwy i błyskawicznie rozpada się w proch. Chwilę potem to samo dzieje się z jego trumną. Konstant Drachenfels przybiera jeszcze bardziej znudzony wyraz twarzy.]

[Konstant Drachenfels] [poprawiając się w krześle] Nie no tak nie może być. Ja w tym zamku rozdaję karty.

[Czarnoksiężnik pstryka palcami i w miejscu, gdzie przed chwilą zginął wampir pojawia się Leszy.]

[Leszy] [zaskoczony] Ej! Ja się miałem bić właśnie!
[Konstant Drachenfels] [podpierając brodę dłonią] Słuchaj no Leszy…

[Lecz w tym momencie duch lasu również pstryka palcami i znika. Drachnfels mruga dwa razy oczami.]

[Konstant Drachenfels] [gniewnie] Ożesz ty!

[Ponownie pstryka, Leszy pojawia się.]

[Leszy] [poirytowany] Ej, ja tak mogę długo.
[Konstant Drachenfels] [przez zęby] A ja cię zaraz wypieprzę w Otchłań [po chwili spokojniejszym głosem] Leszy, po co chcesz zabijać tego nędznego człowieka?
[Leszy] Bo mnie wezwał!
[Konstant Drachenfels] [poprawiając] Wyzwał…
[Leszy] Co?! A jak mnie nazwał?
[Konstntant Drachenfels] [uderzając otwartą dłonią w czoło] Nieważne…
[Leszy] [podenerwowany] Jeszcze mnie przezywa głupia menda? Ja mu pokaże!
[Konsant Drachenfels] Leszy…
[Leszy] Czego? Dosyć czasu z tobą straciłem.
[Konstant Drachenfels] [materializując butelkę w dłoni] Może się napijemy przed twoją walką w takim razie?
[Leszy] [patrząc na Drachenfelsa podejrzliwie] Ej, ty mnie nie chcesz czasem upić, co?
[Lonstant Drachenfels] [niewinnie] Ja? Gdzieżbym! Zresztą, takiego twardziela jak ty, z taką twardą głową nie udałoby mi się nigdy przepić. Ba, nie padłbyś nawet, gdyby używał
na sobie czaru <neutralizacja alkoholu>!
[Leszy] Ta, to się zgadza, co mówisz… Polej Drachu…

[Opada kurtyna, przed nią zaś niepewnym krokiem wychodzi Bardul.]

[Bardul] [niepewnie] Em… Co to ja miałem… [po chwili] A! Już wiem!… Nie, to nie to… [zwracając się do widowni] Przepraszam, nie wiedzą państwo, co próbuję sobie przypomnieć?

[Na scenę wkracza Wilhelm zaklęty w ciele kobiety. Podchodzi do krasnoluda i strzela go z dłoni w potylicę.]

[Wilhelm] [poirytowany] Won!
[Bardul] [odchodząc] Kobieta mnie bije…

[Demon odczekuje, aż Bardul sobie pójdzie, następnie spogląda z wysoka na widownię.]

[Wilhelm] [nabierając powietrza w płuca] Chwilę, kurde, później!

[Demon opuszcza scenę, kurtyna podnosi się. Leszy siedzi nad kieliszkiem, który Drachenfels pstryknięciami palców wciąż napełnia i kiwając głową przysłuchuje się słowom leśnego bóstwa.]

[Leszy] [głosem osoby ostro wciętej] …i wtedy ja do niego: <Ej! Nie depcz, kurde kwiatków!>, a on: <Bo co?>, a ja go wtedy…

[W tym momencie Leszy pada twarzą na blat stołu.]

[Konstant Drachenfels] [do chrapiącego Leszego] Hm, niech zgadnę… Zmniejszyłeś go…

[Drachenfels pstryka palcami. Leszy zmniejsza się do rozmiarów piłki tenisowej.]

[Konstant Drachenfels] O tak… A potem [ujmując Leszego w dłoń] Chwyciłeś go, o tak…

[Po czym podchodzi do okna, otwiera je i robi zamach.]

[Konstant Drachenfels] [rzucając Leszym] I wyrzuciłeś go [radosnym głosem] w pizdu na łąkę za lasem, [odprowadzając Leszego wzrokiem] o tak.

[Czarnoksiężnik zamyka okno i zajmuje swoje miejsce przy stole.]

[Konstant Drachenfels] [gromko] Wilhelm!

[Po dłuższej chwili przez drzwi z zadartą kiecą wpada zdyszany demon w ciele kapłanki.]

[Wilhelm] [dysząc, do siebie] Cholera, jak można w ten sposób poruszać się przez całe życie? [do Drachenfelsa] Panie? Zadzieram kiecę i lecę jak mawiają…
[Konstant Drachenfels] [patrząc zaskoczony] A tak, zapomniałem. Słuchaj, powiedz tym baranom, żeby wracali do koryta, bo Leszy nie przyjdzie.
[Wilhelm] [zmierzając do drzwi, do siebie] Cholerne obcasy, cholerna kieca… cholerne, wchodzące w oczy kudły… [po chwili jednak obraca się] Panie, czy to znaczy, że… eee… nasz las, że tak powiem, nie ma już bóstwa opiekuńczego?
[Konstant Drachenfels] [oglądając paznokcie] Ależ skąd. Ma, a jak się obudzi, to będzie w bardzo… ciekawym nastroju i [z naciskiem] ty pójdziesz go przeprosić.
[Wilhelm] [do siebie, wychodząc] Szlag!

[Kurtyna opada. Znów niepewnie wychodzi przed nią Bardul, ale zanim zdąży otworzyć usta…]

[Wilhelm] [zza sceny] <Po chwili>!… Idioto!

[Bardul, schodzi ze sceny, kurtyna podnosi się. Wszyscy goście powrócili na swoje miejsca.]

[Konstant Drachenfels] [unosząc się z miejsca] W związku z tym, iż [odkaszlnąwszy] samoistnie rozwiązały się małe niedogodności, które wystąpiły na początku naszego spotkania… Chciałbym, więc państwa oficjalnie powitać w Zamku Drachenfels! [tu zapada chwilowa, niepokojąca cisza, po której Konstant kontynuuje] Liczę, iż pobyt ten zapamiętacie do kresu swych dni…
[Wilhelm] [szeptem, do siebie] Czyli przez kilka następnych godzin…
[Konstant Drachenfels] …i każdy z was zabierze stąd <cząstkę> Zamku, i na odwrót, każdy z was coś po sobie tu pozostawi.
[Wilhelm] [znów do siebie] Gorejące zwłoki i dusze, a zbierzecie i owszem… tęgie baty…
[Konstant Drachenfels] Natenczas życzę wam smacznego, a po, mam nadzieję udanym posiłku, nabierzcie sił, gdyż wieczorem rozpoczynamy [i to słowo wymawia niesamowicie przenikliwym, wywołującym ciarki głosem] bal.

[Rozlegają się oklaski, po czym służący wnoszą na srebrnych półmiskach przeróżne potrawy: kuropatwy, łososie, prosięta, jagnięcinę i wszystko, co da się złowić w lesie, okraszone owocem rozmaitem. Goście rozpoczynają rozmowy towarzyskie. Widownia jednak słyszy tylko jedną z nich. Owszem, Frau Wilhelm i Wielki Teogonista.]

[Wielki Teogonista] No i co tam Anno, co sądzisz o naszym gospodarzu?
[Wilhelm] [chłodno] A, ta, fajny…
[Wielki Teogonista] [rozbawiony] Ty to zawsze potrafisz wszystko ująć tak prosto, acz celnie.
[Wilhelm] Ehe…
[Wielki Teogonista] [ciepłym szeptem] To co, wpadniesz, po obiedzie, do mnie jak zwykle?
[Wilhelm] [zaskoczony] Do ciebie? Po co?
[Wielki Teogonista] [lekko rumieniąc się] No wiesz, o czym mówię, nie bądź taka dokuczliwa.
[Wilhelm] [z błędnym wzrokiem] Człowieku, o czym ty do mnie rozmawiasz?
[Wielki Teogonista] Och, ale ty jesteś [kładzie Wilhelmowi rękę na kolanie] Zostawię drzwi otwarte jak zwykle i odeślę służących, żebyśmy mieli trochę prywatności. [mruga okiem]
[Wilhelm] [odwróciwszy się w drugą stronę, do siebie] Na Khornea, zaraz się porzygam. I co ja mam teraz robić?!

[Demon obraca się w stronę Teogonisty, jakby nie wierząc w to, co przed chwilą usłyszał, ale otrzymuje tylko kolejne mrugnięcie okiem.]

[Wilhelm] [kiwając głową] Co to nie spotka demona, gdy tylko kiecę wdzieje…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4340
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3738
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3262
5 BookOfRats 1 MB 3201

Najwyżej oceniane materiały