[Salon. Otwarte na oścież drzwi wychodzące na korytarz zamkowy. Duży kominek, dywan z niedźwiedzia, dwa wielkie, wygodne, skórzane fotele. Pomiędzy fotelami stół, na którym stoi gustowny świecznik. Na ścianach mnóstwo obrazów. Pomieszczenie jest kameralne i panuje w nim przytulny klimat. Demoniczny ogień wesoło buzuje na spaczeniu napchanym do wspomnianego kominka… Na jednym z foteli siedzi zamyślony Konstant Drachenfels. W pewnym momencie w tle słychać początek <Navras> Juno Reactor i pojawia się postać.

Jest to wysoki mężczyzna o długich, sięgających po pas, włosach koloru platyny i zielonych oczach. Ubrany jest w, pięknie wyszywaną złotą nicią, białą togę kroju elfickiego. Jego lewe ucho poprzekłuwane jest wieloma misternie wykonanymi, srebrnymi kolczykami.]

[Cain] [dźwięcznym głosem] Witaj Konstant.
[Konstant Drachenfels] [nieporuszony] No proszę, kogo tu złe wichry przywiały… [wskazując mu fotel] Siadaj Cain.
[Cain] [siadając, po chwili] No zapytaj.
[Konstant Drachenfels] Dobrze. Cain, czemu odwiedzasz mój zamek po piętnastu tysiącach lat? Las ci spłonął, czy co?
[Cain] Loren stoi, ale miło, że pytasz. A przybyłem, gdyż…
[Konstant Drachenfels] Gdyż, zachwiałem, lub zachwieję równowagą świata?
[Cain] Mhm. Twój masowy mord szlachty imperialnej i czołowych kapłanów, tudzież magów, wywoła chaos w imperium, a wraz z chaosem wewnętrznym, przybycie fali Chaosu z północy. Imperium padnie…
[Konstant Drachenfels] I co mnie to obchodzi?
[Cain] Tak myślałem, że taki będzie twój punkt widzenia. Nic się nie zmieniałeś. Są co najmniej dwa powody, dla których nie chcesz upadku Imperium.
[Konstant Drachenfels] Jeden, to, to, że skończy mi się zabawa z miejscowymi i będę musiał zadowolić się Tileańczykami, Bretończykami i Estalijczykami, którzy są znacznie mniej zabawni wbrew wszelkim pozorom… A drugi?
[Cain] [oglądając z zadowoleniem paznokcie] Użyję swych mocy magicznych i skieruję falę uderzeniową kohort Nurglistów wprost pod twoje włości. Będziesz miał pod zamkiem największe skupisko boga zgnilizny, jakie ten świat widział. Nie pozbędziesz się smrodu przez eon…
[Konstant Drachenfels] [przez zęby] Nie ośmielisz się…
[Cain] [z wyzywającym uśmiechem] Wypróbuj mnie.
[Konstant Drachenfels] Nienawidzę cię.
[Cain] Na tym ten świat polega…

[W tej chwili w drzwiach pojawia się Wilhelm, który właśnie szedł korytarzem, wciąż pod postacią kobiety. Widząc Caina przystaje i przeciera oczy.]

[Wilhelm] [zaskoczony] Mnie się na ślepaki rzuciło, czy widzę…
[Cain] Witaj, Wilhelmie. [po chwili] Zmieniłeś się.
[Wilhelm] [patrzy na swoje ręce i nogi] A, ta, wypadek przy pracy. [po chwili] Miło znowu pana widzieć. Panowie wybaczą, ale mam [przez zęby] randkę.
[Konstant Drachenfels] Czekaj, chodź tu.

[Wilhelm podchodzi. Drachenfels pstryka palcami i Wilhelm wraca do dawnej postaci.]

[Wilhelm] [z niesamowitą ulgą w głosie] O na wszystkich Mrocznych Bogów, co za koszmar, dobrze, że mam to za sobą!… Wiecie, jak się chodzi na szpilkach?! Koszmar! A te gacie…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Zamknij się.
[Wilhelm] Tak jest! [po chwili, nieśmiało] Ale co z Wielkim Teogonistą?
[Konstant Drachenfels] Wysłałem mu demonetkę Slaanesha pod postacią tej Shallyjanki…

[Demon robi krok do przodu i zwraca się do widowni.]

[Wilhelm] [głosem tłumacza] Slaanesh, to ten, z którym Herr Drachenfels niegdyś grał w szachy. Bóg Chaosu, którego dziedziną jest rozkosz, perwersja, rozwiązłość seksualna etc. Trafny wybór, nie sądzą Państwo?

[Wilhelm wraca na swoje miejsce, rozmowa toczy się dalej.]

[Wilhelm] [do Caina] To, co pana sprowadza do nas?
[Konstant Drachenfels] Wilhelm, co ja przed chwilą powiedziałem?
[Wilhelm] Że wysłał pan demonetkę…
[Konstant Drachenfels] Wcześniej…
[Wilhelm] A tak… [skarcony] Już się zamykam.
[Cain] To jak Konstant, dogadaliśmy się?
[Konstant Drachenfels] Dobrze, masz moje słowo, że ich nie pozabijam.
[Cain] Konstant, znamy się od eonów, nie żartuj sobie. Ja mówię poważnie.
[Konstant Drachenfels] Nic innego oprócz słowa nie mogę ci dać przecież, czego ty ode mnie chcesz?
[Cain] Ech, z tobą się czasem gada jak z demonem. Po pierwsze przeformułujmy stwierdzenie <nie pozabijam ich> na <nic złego im nie zrobię>. Znając ciebie, owszem mógłbyś ich nie pozabijać, ale o pomutowaniu wszystkich nie było mowy, prawda? Dalej, dodajmy, że nic złego nie stanie im się [z naciskiem] w ogóle w tym zamku. Wiemy przecież już, że [z naciskiem] Ty im nic nie zrobisz, ale to nie znaczy, ze nie możesz ich nasłać na siebie na wzajem, na ten przykład, prawda? No i kwestia twojej prawdomówności… Chce tu zostać i wszystko koordynować, tak, aby mieć pewność, że nasza umowa zostanie dotrzymana.
[Konstant Drachenfels] [ironicznie] Minąłeś się z powołaniem, trzeba było zostać prawnikiem. Dobrze, zgadzam się na wszystkie warunki.
[Cain] [zaskoczony] Czemu?
[Konstant Drachenfels] Co <czemu>?
[Cain] Nie sądziłem, że się zgodzisz… A już na pewno nie w taki prosty sposób. Co ty znowu knujesz?
[Konstant Drachenfels] [niewinnie] Nic, absolutnie nic.
[Cain] Wiem, że łżesz, ale nie wiem jeszcze, w jaki sposób. Zawsze byłeś trudnym przeciwnikiem Konstant.
[Konstant Drachenfels] Sojusznikiem zresztą też…
[Cain] To prawda… Idę przystosować do swoich potrzeb jakąś komnatę gościnną, jeśli pozwolisz.
[Konstant Drachenfels] [przyjaźnie] Naturalnie, czuj się jak u siebie… [do siebie] Tylko żadnych pedalskich roślinek i kapliczek w moim zamku, bo w ryj…

[Cain wychodzi.]

[Wilhelm] [nieśmiało] Już?
[Konstant Drachenfels] Tak, już.
[Wilhelm] Dziękuję, że uwolnił mnie pan z ciała kobiety, ale czy ten pakt oznacza, że cały nasz trud poszedł na marne?
[Konstant Drachenfels] [wpatrując się w demoniczny płomień na kominku] Wręcz przeciwnie… Teraz dopiero zrobiło się ciekawie.
[Wilhelm] Tak, ale Herr Godfellow, to jeśli mogę pozwolić sobie na śmiałość, równorzędny przeciwnik.
[Konstant Drachenfels] Tak Wilhelmie… [po chwili] Ale gramy na moim boisku…

[Po tych słowach do salonu wpada jakaś szlachcianka w pięknej sukni.]

[Hermenegilda] [teatralnie] O! Herr Drachenfels, co za nieoczekiwane i cudowne spotkanie.
[Konstant Drachenfels] Niewątpliwie nieocze… [poprawiając się] cudowne.

[Szlachcianka przysuwa się bliżej Czarnoksiężnika. Drachenfels wciska się lekko w fotel.]

[Konstant Drachenfels] Ekhm, zechce panienka spocząć?
[Wilhelm] [do siebie, szeptem] w pokoju…
[Hermenegilda] [zalotnie mrugając] Herr Drachenfels, może zechciałby pan lepiej oprowadzić mnie po komnatach zamkowych, jeszcze przed balem?
[Wilhelm] [ponownie do siebie] Zwłaszcza po sypialniach, co? Było zostawić maskę szefie…
[Konstant Drachenfels] Z największą przyjemnością… Ale najpierw pozwoli panienka, że rozmówię się z moim sługą? Spotkajmy się na piętrze pod czwartą komnatą po lewej od sali tronowej, za godzinę, dobrze? Tylko [mrugając do niej nieznacznie okiem] proszę czasem, nie wchodzić, bo to moja sypialnia i mogę być nie odziany.
[Hermenegilda] [promiennie uśmiechając się] Oczywiście, do zobaczenia, więc.

[Szlachcianka radośnie wychodzi. Wilhelm patrzy przez chwilę za nią, a potem zwraca się do Czarnoksiężnika.]

[Wilhelm] [zamyślony] Nie ma czwartej komnaty po lewej od sali tronowej, tam są tylko trzy przecież…
[Konstant Drachenfels] [udając zaskoczenie] Tak? Och moja gafa. Taki rozkojarzony jestem.
[Wilhelm] No nic, pewnie wtedy pójdzie pod tę trzecią… [po chwili uzmysłowiwszy sobie coś] Ale przecież to jest…

[Kurtyna opada. Wychodzi Wilhelm.]

[Wilhelm] Godzinę, kurde, później. [do siebie] Ech, nie sądziłem, ze kiedyś będę się cieszył z tego, że mogę to znowu robić… Bycie kobietą, jest do dupy…

[Wilhelm schodzi ze sceny, kurtyna unosi się, ukazując korytarz zamkowy i rząd solidnych drzwi, na ostatnich widnieje tabliczka, na której nie ma jednak żadnego napisu. Na korytarz tanecznym krokiem wkracza Hermenegilda, w jeszcze piękniejszej sukni. Poprawia fryzurę, rozgląda się niepewnie po korytarzu. Liczy komnaty. Wzrusza ramionami. Delikatnie puka do drzwi, przed którymi stoi, i które zarazem są tymi ostatnimi na korytarzu. Po chwili otwiera je i zagląda nieśmiało do środka.]

[Hermenegilda] [zaglądając do komnaty] Halo, Herr Drachenfels?

[Nagle strumień powietrza wsysa ją do wewnątrz, a drzwi zatrzaskują się z hukiem. Na tabliczce magicznym sposobem pojawia się napis <Uwaga! Otchłań Chaosu, nie wchodzić!>]

[Cain] [zza sceny, głosem, który powoduje drżenie fundamentów zamku] Drachenfels!

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4330
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3723
3 altdorf_night 4 MB 3601
4 Zapłata 54 KB 3255
5 BookOfRats 1 MB 3193

Najwyżej oceniane materiały