[Korytarz zamkowy. Ten sam, na którym <zniknęła> Hermenegilda. Na jednych drzwiach wciąż widnieje napis: <Uwaga! Otchłań Chaosu, nie wchodzić!>. Na korytarz wkracza Wilhelm z miotłą. Rozgląda się niepewnie. Wzdycha. Przeciąga się. Znowu się rozgląda. Mlaska. Waży miotłę w ręku. Znowu się rozgląda.]

[Wilhelm] [z niezwykłą niechęcią i westchnieniem] Ech, no dobra, to robimy…

[Demon stawia profesjonalnie miotłę pod ścianą i sam pod nią siada, wyjmuje zza pazuchy kanapkę. W tle zaczyna lecieć Fools Garden <Lemon Tree>.]

[Wilhelm] [nucąc pod nosem] Im sitting here in the boring room [rozgląda się] Szlag, nie ma okna… [po czym nuci dalej] Its just another rainy Sunday afternoon… Im wasting my time
I got nothing to do… Im hanging around [gryzie kanapkę] Im waiting for you… [znudzonym głosem] But nothing ever happens… and I wonder…

[Gdy już ma przejść do refrenu, urywa się ta piosenka i rozbrzmiewa ‘Navras’ Juno Reactor i na korytarzu pojawia się Cain.]

[Cain] Wilhelm!
[Wilhelm] [przestraszony] To nie ja zrobiłem! [po chwili] A o co chodzi?
[Cain] Gdzie jest Drachenfels?

[Demon wzrusza ramionami.]

[Cain] [groźnie] Wilhelm!
[Wilhelm] Słowo demonicznego skauta!
[Cain] Czego?
[Wilhelm] Nie ma demonicznych skautów? [mieszając się] To przysięgam na… na zdrowie mojej babci!
[Cain] …
[Wilhelm] Szlag, fakt, nie mamy babć. [zamyślonym głosem] Nie sądzi pan, że my demony mamy bardzo przerąbane życie? Ani harcerstwa, ani krewnych…
[Cain] Wilhelm! [kładąc palce na skroniach] Przestań tu siedzieć i udawać stereotyp leniwego meksykanina…
[Wilhelm] Kogo?
[Cain] Nieważne! To nie jest teraz istotą rozmowy… W każdym razie powiedz mi gdzie jest Drachenfels, proszę.
[Wilhelm] [wstając] Nie mam bladego pojęcia.
[Cain] Ech, nie mam na to czasu, trzeba ratować tę biedną dziewczynę… [patrząc na Wilhelma] Trzeba ją wyciągnąć z Otchłani.

[Demon przytakuje]

[Wilhelm] [po chwili, rozglądając się] Że co, że niby ja?
[Cain] Tak, ty.
[Wilhelm] Ale dlaczego?
[Cain] Bo to też twoja wina, że ona tam jest.
[Wilhelm] No kurde, było czytać tabliczkę [wskazując tabliczkę] stoi jak byk napisane, nie?
[Cain] [materializując kulę błyszczącej energii na dłoni] Wilhelm, zaczynam się niecierpliwić…
[Wilhelm] [zrezygnowany] No dobra…

[Wilhelm otwiera drzwi, nabiera w płuca powietrza, zatyka nos, jakby wskakiwał do wody i wchodzi w Otchłań. Przez chwilę z Otchłani słychać jakieś jęki, zawodzenia, a nagle nawet wrzaski…]

[Wilhelm] [z Otchłani] Oddaj! Wypluj! Zły krwiopijec! Wypluj mówię! [po chwili] O rany! Zeżryj z powrotem, albo nie wiem… Fuj! [znowu po chwili] Oddaj nogę!!!

[Cain robi zaskoczoną minę. Po chwili z Otchłani wyłania się Wilhelm z podbitym okiem, poszarpaną liberią, a za rękę… znaczy mackę, ciągnie jakieś monstrum. Stwór ma około trzy metry wzrostu, szczypce, macki, musze oczy, antenki jak u karalucha, a porusza się jak ślimak, pełznąc.]

[Cain] Coś ty przywlókł?
[Wilhelm] [chwiejąc się na nogach] Pan pozwoli, że przedstawię… [wskazując monstrum] panienka Hermenegilda.

[Stwór wyciąga mackę, Cain uderza się otwartą dłonią w twarz.]

[Cain] [do siebie] Cholerni, psychopaci… Cholerna SpaczOtchłań
[Wilhelm] Tia [oglądając potwora] Kto daje i odbiera ten się ze spawnem poniewiera… Zawsze mówią, że to, co wpadło do Otchłani powinno w niej zostać…
[Cain] [chłodno] Milcz…

[Czarodziej pstryka palcami, Hermenegilda wraca do swej normalnej ludzkiej postaci. Patrzy na siebie wystraszonymi oczyma, patrzy na Caina, na Wilhelma, za siebie w Otchłań…]

[Hermenegilda] [przeraźliwym wraskiem] Aaaaaaaaaaaaaaa!!!

[Demon i Cain zatykają uszy. Cain pstryka palcami.]

[Hermenegilda] [jakby nagle nic się nie stało] O, dzień dobry panom…
[Wilhelm] [do siebie] Było jej wymazać pamięć [z naciskiem] zanim straciłem bębenki, leśny szpeju…
[Hermenegilda] Czy nie widzieli panowie Herr Drachenfelsa? [rumieniąc się] Miał mnie oprowadzić po zamku.
[Cain] [ze złością] Nie, ale jak go znajdę… [po chwili] A zresztą… [do Wilhelma] Wilhelm, możesz przekazać Konstantowi, że ewakuuję szlachtę imperialną z jego zamku i to zaraz!

[Cain odchodzi.]

[Hermenegilda] Hm, niegrzeczny jakiś [do Wilhelma] Któż to?
[Wilhelm] [zamyślonym głosem] Nadludzka istota, żywa esencja magii, która przybyła około piętnaście tysięcy lat temu na ten świat z Drachenfelsem, po czym razem odpędzili zamieszkującego ziemię Boga Chaosu i jego demoniczne smoki, z tym, że jeden ze smoków został… Boga wywalili zaś w Otchłań i zabezpieczyli portal trzynastoma pieczęciami, których zaklęć ochronnych strzeże trzynaście ksiąg, z czego jedną ma Konstant, drugą Cain, a pozostałych jedenaście jest rozproszonych po całym świecie. Po tym ich drogi się rozeszły i teraz Drachenfels robi za zło tego świata, a Herr Godfellow za dobro, razem balansując się, gdyż są równie potężni, z czego Drachenfels to okrutny sadysta, a ten drugi mięczak, drzewoprzytulacz, zamieszkuje Loren i niańczy elfy.
[Hermenegilda] [z wyrazem wysiłku na twarzy słucha, po czym uśmiecha się] Znaczy znajomy Herr Drachenfelsa?
[Wilhelm] [uderzając się otwartą dłonią w twarz] Ta, znajomy…
[Hermenegilda] [nagle przypomniawszy sobie o czymś] Och, ale ja tu gadu gadu, a Herr Drachenfels pewnie czeka…
[Wilhelm] [do siebie] Ta, z pewnością…
[Hermenegilda] [machając i odchodząc] To pa…
[Wilhelm] [odmachując] Pa! [po chwili] Kretynka…

[Demon staje zamyślony, ujmuje miotłę. Waży ją w ręku, po czym zarzuciwszy ją na ramię rusza w kierunku zejścia ze sceny.]

[Wilhelm] [odchodząc, głosem donosiciela] Szeeeeeeeeeeeee…

[Kurtyna opada i po chwili ponownie się unosi ukazując salę tronową i Drachenfelsa czytającego jakąś księgę, siedzącego na tronie.]

[Wilhelm] [wchodząc przez ścianę] …eeeeeefieeeeee. A pan Godfellow, to chce wszystkich z zamku ewakuować. Tak powiedział, mhm…

[Konstant nie odrywając wzroku od książki pstryka palcami. Demon stoi przez chwilę zdezorientowany. Po paru chwilach podchodzi do lustra.]

[Wilhelm] [do lustra] Lustro, pokaż bramę główną.

[W lustrze pojawia się obraz, na którym Cain niczym Mojżesz wyprowadza szlachtę imperialną przez bramę.]

[Wilhelm] [spanikowany] Panie! Panie! Oni uciekają! On ich wyprowadza! Niech pan zobaczy!

[Konstant Drachenfels nagle zanosi się demonicznym śmiechem.]

[Wilhelm] [zdziwiony] Znaczy się, jest dobrze?
[Konstant Drachenfels] Wilhelmie, jest bardzo dobrze.
[Wilhelm] Zechce mnie pan wtajemniczyć?
[Konstant Drachenfels] [głosem Sherlocka Holmesa] To bardzo proste mój drogi Wilhelmie. Rzuciłem na szlachtę, magów i kapłanów mój czar autorski, który nazwałem <spaczone dziedzictwo>. Cain nie może odkryć żadnych skutków, bo one teraz nie nastąpią. Natomiast… Każdy z moich gości został przeklęty i pierwsze trzy osoby, którym podadzą ręce, zostaną obdarzone zmutowanym potomkiem.
[Wilhelm] Fajne, ciekawe, czy któryś dotknie Imperatora… [po chwili] A co, jeśli któryś z nich poda rękę panu Cainowi w podzięce, za ocalenie życia?

[Konstant Drachenfels znowu zanosi się gromkim, tym razem słyszalnym w całym zamku i promieniu kilkuset metrów, demonicznym śmiechem.]

Koniec Aktu IV

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4328
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3719
3 altdorf_night 4 MB 3599
4 Zapłata 54 KB 3254
5 BookOfRats 1 MB 3192

Najwyżej oceniane materiały