[Gdzieś na tyłach Zamku, polana, nieopodal tajnego przejścia w skale prowadzącego do zamkowych lochów. Trzech ludzi oraz elf wygląda tak, jakby byli wyraźnie rozdrażnionymi faktem, iż nigdzie w pobliżu nie ma ani skrawka cienia, w którym mogliby się skryć. Mają na sobie ciemne, podróżne ubrania i poręczne chusty przewiązane na szyi, które równie poręcznie można w odpowiedniej chwili założyć na twarz i przestraszyć kilku przedszkolaków, lub udawać banitów. Ich podręczny ekwipunek stanowią dwa sporych rozmiarów wory, krótkie miecze, sztylety i jedna samopowtarzalna kusza. Gdy ewidentnie wydają sie szukać owego tajnego przejścia nieopodal którego stoją, na polanie w pewnej odległości pojawia się Wilhelm z koszykiem pełnym muchomorów w ręku.]

[Wilhelm] [lekko znudzony] Hm, wyjdzie demon na grzyby, a tu mu się robactwo od zakrystii pleni. [stawia koszyk na ziemi] Ciekawe co knują. Chyba pora wykorzystać mój prezent z okazji Dnia Demona [wyciąga z kieszeni pierścień, zwraca się ku widowni z wyrzutem] Tak, nie ma nic oryginalniejszego niż dać demonowi pierścień co go znika, prawda? Ech, a przydałaby się nowa koszula.

[Demon zakłada pierścień i momentalnie znika, co oczywiście nie ma efektu względem widowni. Następnie demoniczny sługa podchodzi do grupki awanturników.]

[Grisza] Oleg,pies twojej matce mordę lizał, mówiłeś, że tu tajne przejście ma być.
[Misza] Pies jej mordę lizał jak dupy nadstawić nie chciała!
[Hakhathar] E… no!

[Poprzedni dwaj patrzą na elfa, któren to z owym “no” wypalił, z dezaprobatą]

[Grisza] Anton psubracie, wrzuciłbyś porządnie Olegowi.
[Misza] Właśnie, psia twoja mać!
[Oleg] Syn kundla i suki nie potrafi!
[Hakhatar] E… To, że nie umiem ułożyć tysiąca bluzg składających się z różnych wariacji połączeń “psa” i członków najbliższej rodziny wcale, a wcale, nie oznacza, że nie jestem z Kislevu, a z całą pewnością nie oznacza, że nie jestem człowiekiem!

[Wilhelm z zaciekawieniem przysłuchując się całej dyskusji staje dokładnie po środku zgromadzenia rzezimieszków. Upewnia się, że stoi absolutnie na samym środku, po czym szybkim ruchem zdejmuje z palca pierścień.]

[Wilhelm] [pojawiając się] Bu!

[Przerażeni zebrani, za wyjątkiem elfa, przysiadają z zaskoczenia na trawie z wybałuszonymi oczyma.]

[Oleg] Ki czort?!
[Wilhelm] [z oczyma Garfielda, w kierunku elfa] Czego się mnie nie boisz długouchy?
[Hakhatar] E… To że się nie boję nagle pojawiających się, e… [przygląda się Wilhelmowi] woźnych… i mam długie uszy, absolutnie nie oznacza…
[Wilhelm] [poirytowany] Twoja stara woźny, a twój stary jej pies!
[Oleg, Misza, Grisza] [jakby na chwilę zapomnieli o wszystkim] Ta jest!
[Wilhelm] Ale zaraz, czy ja mam wrażenie, czy ty jesteś jednym z tych fenomenów natury, stojących pośród pomników jej niewybrednych dowcipów?
[Hakhatar] To znaczy?
[Misza] [do Griszy] Co ten suczyj syn powiedział?
[Wilhelm] No wiesz… Pedantyczny krasnolud abstynent, halfling anorektyk, ogolony ulrykanin… [wskazując Hakhatara] elf idiota…
[Hakhatar] Tylko nie elf!
[Wilhelm] Nie, pewnie, to ja mam buzię gładką jak pupa niemowlęcia, piszczę jak po kastracji i udaje, że jestem z Kislevu.
[Grisza] [jak gdyby nagle coś do niego dotarło] Ej! Anton! On ciebie wrzuca normalnie!… Zwyzywaj jego matkę!

[Demon uderza się ze zrezygnowaniem w czoło.]

[Wilhelm] Dobra, nic tu po mnie, idę robić grzybową… [wyciągając palec przed siebie] Tam, matoły macie tajne wejście do zamku. Chciałem was zakatrupić na miejscu, ale widzę, że zrobią to za mnie pierwsze napotkane drzwi, więc szkoda zachodu. Pa…

[Wilhelm znika, kurtyna opada. Gdy się podnosi widowni ukazuje się kuchnia zamkowa, w której demoniczny sługa gotuje coś w wielkim kotle, co jakiś czas próbując łyżką, czy dobrze doprawione. W pewnym momencie rozlega się “O Fortuna” i do pomieszczenia wkracza Konstant Drachenfels.]

[Konstant Drachenfels] Długo jeszcze?
[Wilhelm] [próbując zupę] Hm… Elficka dziewica musi się jeszcze trochę przegryźć.
[Konstant Drachenfels] [wąchając przez chwilę] Znowu robisz ją w grzybach? Co ja mroczny elf jestem, żeby moja dieta składała się w 90% z fungusów?
[Wilhelm] [lekko obrażony] Moja wina, że tylko grzybową umiem robić?
[Konstant Drachenfels] Bah, od jutra będzie tu nowy kucharz.
[Wilhelm] [dorzucając muchomorów do kotła] A właśnie, a’propos nowych… Mamy gości.
[Konstant Drachenfels] Gości?
[Wilhelm] [dodając więcej muchomorów] Ta, banda owłosionych szympansów z Kislevu z elfem imbecylem na czele.
[Konstant Drachenfels] [z zainteresowaniem] Banici?
[Wilhelm] [mieszając zupę, która poczęła wydzielać zielonkawe opary] Na moje to niepełnosprytni, ale niech będzie, że banici.
[Konstant Drachenfels] [demonicznym głosem] Hm, mam chytry plan.

[Wilhelm patrzy przez chwilę na Drachenfelsa.]

[Wilhelm] E. Jeśli myśli pan, że mogliby porwać małą, to proszę nie robić sobie nadziei, są bardziej tempi niż obłożona poduszkami drewniana maczuga i tak samo groźni. Panienka Klara zdmuchnie ich zanim…
[Konstant Drachenfels] [wychodząc] Chyba że, malkontencie jeden, powiem małej, że to zabawa.
[Wilhelm] [do siebie] Hm, no chyba że tak. Byłoby to pierwsze zastosowanie awanturników, inne niż tani opał do kominka. [próbując zupę] Hm… [dorzucając więcej muchomorów] Jeszcze kilka i będzie w sam raz.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4412
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3785
3 altdorf_night 4 MB 3648
4 Zapłata 54 KB 3299
5 BookOfRats 1 MB 3256

Najwyżej oceniane materiały