[Sala tronowa. Drachenfels spokojnie drzemie na tronie, gdy nagle w magicznym lustrze zawieszonym na ścianie pojawia się oblicze demona, składające się z trzech paskudnie zdeformowanych, zrośniętych twarzy.]

[Karol] [jednocześnie z trzech paszcz, ciepłym, miłym głosem] Masz wiadomość… Masz wiadomość.

[Konstant otwiera oczy i od niechcenia pstryka palcami. W lustrze pojawia się twarz Kaina Godfellowa.]

[Kain] [przyjacielsko] Witaj Konstancie.
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Rzuć się. Czego?
[Kain] Chciałem zapytać, czy moja córka nie sprawia problemów?
[Konstant Drachenfels] [z przekonaniem w głosie] Ależ skąd, najmniejszych.
[Kain] [zdziwiony] Mówisz serio? Myślałem, że komuś takiemu jak ty, ktoś taki jak ona będzie bardzo zawadzać.
[Konstant Drachenfels] W żadnym razie.
[Kain] [z niedowierzaniem] Na pewno?
[Konstant Drachenfels] [ze stoickim spokojem] Tak.
[Kain] [po chwili] Nie wierzę ci. Czy mogę rozmawiać z Klarą?
[Konstant Drachenfels] [złożywszy dłonie] Nie, nie możesz.
[Kain] Och? Z jakiej przyczyny?
[Konstant Drachenfels] Niestety Klara, ku wielkiemu zmartwieniu nas wszystkich, została porwana, gdy nie patrzyłem.
[Kain] Kpisz.
[Konstant Drachenfels] Ee.
[Kain] Klara nie dałaby się porwać!
[Konstant Drachenfels] [z rozbawieniem] Mówisz? Sprawdźmy… [głośno] Klaro! Klaaaaaroooooo?! Hop hop! Przyjdź kochanie do wujka! [odczekując chwilę] Ojej, chyba jej nie ma. [udając zastanowienie] No to albo poszła na grzyby, albo… Ty chyba, jednak ją porwali, wiesz?
[Kain] [przez zęby] Drachenfels, grabisz sobie. Masz natychmiast…
[Konstant Drachenfels] Jak już mówiłem na początku naszej rozmowy, rzuć się. Przysyłasz mi swojego wnerwiającego bachora bez żadnego zaproszenia, czy nawet poinformowania mnie. Mając powyższe na uwadze sądzę, że możesz mi skoczyć i na twoim miejscu zacząłbym wysyłać jakichś drzewoprzytulaczy na zwiad, coby młoda wróciła na Wielkanoc. Może się oduczysz niezapowiedzianych wizyt na przyszłość.
[Kain] Zdajesz sobie sprawę, że to oznacza wojnę?
[Konstant Drachenfels] [wciągając powietrze przez nos] Mmm, uwielbiam zapach palonych ciot o poranku. Pa.

[Drachenfels pstryka palcami, twarz Kaina znika. Wielki Czarnoksiężnik spokojnie strzela kośćmi palców. Nagle do sali wpada Wilhelm.]

[Konstant Drachenfels] Wilhelm cholero, nie wpadaj bez pukania, gdy obmyślam krwawą zagładę moich wrogów.
[Wilhelm] [do siebie] Znaczy: zawsze. [do Drachnfelsa, dusząc śmiech] Ale Panie, ja muszę Panu coś pokazać.
[Konstant Drachenfels] Co takiego?
[Wilhelm] Najśmieszniejszą rzecz jaka się wydarzyła tu od… czwartku!
[Konstant Drachenfels] Hm, biorąc pod uwagę, że mamy piątek, musi to być prawdziwa rewelacja. Gdzież ta beczka śmiechu?
[Wilhelm] W stajni!
[Konstant Drachenfels] [z obrzydzeniem] Bah, Wilhelmie stajnia, to twoja domena.
[Wilhelm] [energicznie] Nie pożałuje pan!
[Konstant Drachenfels] Wiesz co, to mam lepszy pomysł. Zamiast iść do stajni…

[Wielki Czarnoksiężnik wstaje, unosi ręce do góry i mamrocze magiczną formułę. W ścianie po lewej pojawiają się drzwi.]

[Konstant Drachenfels] …stajnia przyjdzie do mnie.
[Wilhelm] Wygodne.

[Demoniczny sługa pospiesznie podbiega do drzwi i otwiera je. Oczom Konstanta ukazuje się leżący na sianie wyglądający na pijanego Harold, z przyklejonym, ale na odwrót (czyli szpicem do dziury we łbie), rogiem.]

[Konstant Drachenfels] [unosząc brew] I co to ma być?
[Wilhelm] [oparłszy się o ścianę] No więc tak… Po tym jak postanowił pan… “poprawić” wygląd Harolda, zdejmując mu uderzeniem róg, jako miły i usłużny demon, jakim jestem… [Drachenfels odchrząkuje] postanowiłem pomóc biedakowi i dałem mu słoiczek kleju, coby doprowadził się do porządku. Nie wziąłem jednak pod uwagę…
[Konstant Drachenfels] [przerywając] Przez co rozumiesz, że wziąłeś pod uwagę, ale to olałeś.
[Wilhelm] Tak właśnie. Nie wziąłem, więc pod uwagę faktu, że klej jest lekko toksyczny i wąchanie go może powodować… Zaburzenia motoryczno-wzrokowe.
[Konstant Drachenfels] Czytaj: naćpał się.
[Wilhelm] [zadowolony z siebie] Tak właśnie. A naćpawszy się, pierdoła jedna, przykleił sobie róg do góry nogami! [Wilhelm zaczyna lekko się śmiać]… Ale to nie koniec. Ponieważ… zupełnie niechcący przeprowadziliśmy ciekawy eksperyment naukowy dotyczący jednorożców [dusi w sobie śmiech].
[Konstant Drachenfels] Mianowicie?
[Wilhelm] [parskając co jakiś czas] Róg jednorożca jest słynny ze swych właściwości leczniczych, tak?
[Konstant Drachenfels] No Bardulowi na katar pomaga.

[Harold w tym momencie kicha]

[Wilhelm] [kładąc się na ziemi owładnięty śmiechem] A ta… Ta… pierdoła! Ponieważ [śmiech] Ponieważ przykleił sobie ów róg na odwrót…[salwa śmiechu]
[Konstant Drachenfels] [lekko uśmiechając się] No co ty? Żartujesz…
[Wilhelm] [konając ze śmiechu] Nie!… Odwrócił [śmiech] odwrócił również właściwości rogu… i teraz [śmiech] O bogowie… [śmiech] I teraz… Zdycha na malarię! [salwa śmiechu]

[Konstant Drachenfels śmiejąc się nieznacznie przygląda się Haroldowi. Ów unosi łeb.]

[Harold] [pijackim głosem] O, brdzfo śmierżne, brdzfo smierżne… Zamknij drzwie planancie, bo muchi ucikają! Ugh…

[Harold kona.]

[Wilhelm] [turlając się po podłodze] Buahahahahahaha!
[Konstant Drachenfels] [chłodno do Wilhelma, ale jednak wciąż z lekkim uśmiechem] Jak skończysz rżeć, to wyniesiesz to ścierwo na dziedziniec, będzie robił za unikalną ozdobę…
[Wilhelm] Muahahahaha… Malaria, nie mogę! Muahahahaha.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4328
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3719
3 altdorf_night 4 MB 3599
4 Zapłata 54 KB 3254
5 BookOfRats 1 MB 3192

Najwyżej oceniane materiały