[No i stało się drodzy Czytelnicy, dobrnęliśmy do setnej sceny DT! W związku z tym, jakże wzruszającym wydarzeniem, chciałem podziękować wszystkim, którzy dzielnie dotrwali ze mną do tego miejsca.
Dzisiejsza scena w związku z tym będzie dosyć szczególna (jak na scenę numer 100 przystało). Występująca w niej postać Dziadka, wzorowana jest na osobie śp. dziadka Wojciecha Cejrowskiego, o którym ów był uprzejmy opowiedzieć na spotkaniu literackim w Gdyni i którą to opowieścią sprawił, że popłakałem się ze śmiechu.
Pieprzenie mode off, zapraszam na DT.]

[Jedna z komnat zamkowych. Dosyć duże pomieszczenie, w którym znajduje się ciężkie dębowe biurko i mnóstwo półek dosłownie zawalonych książkami. Tu i ówdzie walają się zwoje, przybory piśmiennicze i inne podobne akcesoria. Przy samym biurku siedzi młody człowiek o jasnych, krótko ściętych włosach, odziany w drogie mieszczańskie ubranie. W dłoni dzierży czerwone pióro z ogona zmutowanego rajskiego ptaka chaosu ™ i energicznie zakreśla coś w manuskryptach. Przez ścianę wchodzi Wilhelm.]

[Wilhelm] Dzień dobry Herr Aradesh.
[Aradesh] Dzień dobry Wilhelmie. [odrywa się od ksiąg i siada frontem do swego rozmówcy]
[Wilhelm] Nie przeszkadzam?
[Aradesh] Nie, nie, “glosuję” sobie właśnie.
[Wilhelm] [lekko zdziwiony] E, na kogo pan głosuje?
[Aradesh] [z naciskiem] Glosuję. Znaczy robię glosy.
[Wilhelm] Znaczy…
[Aradesh] [pokazując kartkę z tomiska] Te takie duperele między linijkami.
[Wilhelm] A, notatki.
[Aradesh] Tak jest. W czym mogę pomóc?
[Wilhelm] No więc… [w tym momencie Aradesh wyjmuje spod biurka małą klepsydrę i ustawia ją w widocznym miejscu, po czym opiera głowę na dłoni i słucha] E… [wskazując klepsydrę] A po co to?
[Aradesh] [lekko zaskoczony] To? A takie tam… [cichszym, lekko bełkotliwym głosem] Licznik należności [normalnym głosem] mierzy czas.
[Wilhelm] [patrząc z lekką bojaźnią] Acha… A jaka jest, że się tak wyrażę, taryfa?
[Aradesh] [przyjaźnie] Nie martw się! Dogadamy się!
[Wilhelm] [podejrzliwie] Ile?
[Aradesh] Prawie darmo!
[Wilhelm] [z oczyma Garfielda] Chcę zapłacić z góry.
[Aradesh] [zawiedziony] Ech. Dopsz, nasza ofia… tfu! Nasz klient, nasz pan. Dwanaście złotych koron za poradę prawną.
[Wilhelm] [z kwaśną miną] Sporawo. Pewnie nie mogę zapłacić w duszach?
[Aradesh] Jasne, że możesz!
[Wilhelm] [wyciągając zza pazuchy cyrograf] Dobrze, to zapłacę duszą pigmeja, bo nie mam innych drobnych.
[Aradesh] O [biorąc cyrograf] znakomicie! No to skompletowałem całą wioskę!
[Wilhelm] [zdziwiony] Ma pan wioskę pigmejów?
[Aradesh] A konkretnie wioskę dusz pigmejów. Teraz jak pozdychają na malarię, to będę mógł ich sprzedać w pakiecie startowym jakiemuś początkującemu bóstwu za jakiś fajny artefakt.
[Wilhelm] [spode łba] Hm, a mówią, że to demony są złe, bo kradną dusze i bawią się ludzkim losem.
[Aradesh] No jeszcze musicie popracować, bo [z naciskiem] wy macie jeszcze średnio raz na eon skrupuły.
[Wilhelm] …
[Aradesh] Ok, to w czym mogę pomóc?
[Wilhelm] E, tak. No więc mamy oblężenie. Czy jest jakiś sposób, aby pozbyć się owego oblężenia bez konieczności zatrudniania pana Wołodyjowskiego?

[Aradesh wstaje z fotela i bierze z górnej półki egzemplarz “Necronomiconu z komentarzem”, po czym wraca na miejsce i zaczyna kartkować księgę.]

[Wilhelm] Myślałem, że śmiertelnicy tracą zmysły przy czytaniu tej księgi.
[Aradesh] [zaczytany] Ta jasne, a skąd my prawnicy znalibyśmy formułę na napój energetyczny ze szpiku kostnego nienarodzonych dzieci?
[Wilhelm] [robiąc wielkie oczy] Co?!
[Aradesh] [opamiętawszy się] Co? Nic, a co?
[Wilhelm] O czym pan przed chwilą mówił?!
[Aradesh] [z lekkim zakłopotaniem] Co? A, to. Nie, nic, widziałem kiedyś taką sztukę teatralną z Margarettą Dietrich. Lubisz panią Dietrich. Ja bardzo! Widziałeś jej ostatnie przedstawienie? Było super.
[Wilhelm] Ale…
[Aradesh] O! Mam odpowiedź na twoje pytanie!
[Wilhelm] …
[Aradesh] [odchrząkując, czytając w mowie demonicznej] W wypadku nastania stanu nadzwyczajnego ograniczającego swobodę przemieszczania się i/lub bezpiecznego wydalania się z obiektu mieszkalnego o zabudowie obronnej, dalej zwanego “zamkiem” i trwania tego stanu, dalej zwanego “oblężeniem” przez okres minimum jednej trzeciej średniego okresu podatkowego, którego szczegółową długość normuje odrębna ustawa, strony aktywne konfliktu, obowiązane są przestrzegać praw stron pasywnych konfliktu, przez cały okres trwania oblężenia zamku, w szczególności prawa do kapitulacji, negocjacji, a także siedzenia z palcem w dupie i nie robienia niczego.
[Wilhelm] [po dłuższej chwili zamyślenia] Co, kurde?
[Aradesh] W skrócie, możemy skapitulować, albo przeczekać oblężenie.
[Wilhelm] A jeśli nie chcemy ani jednego, ani drugiego?
[Aradesh] W takim wypadku możemy powiedzieć, że ponieważ atakującymi są elfy, ich napaść ma charakter rasistowski i w ten sposób uzyskać wyrok sądowy nakazujący rozpędzenie oblężenia.
[Wilhelm] Jakie są szanse że wygramy?
[Aradesh] 100%.
[Wilhelm] Poważnie? Skąd ta pewność?
[Aradesh] Bo sędziowie są ludźmi, a ludzie nie lubią elfów, bo jest domniemanie, że elfy nocami chodzą i pożerają dzieci.
[Wilhelm] A to nie jest czasem rasizm?
[Aradesh] [chłodno] Nie, to racjonalizm.
[Wilhelm] Ok, a co jak leśne cioty nie posłuchają nakazu sądu?
[Aradesh] Wtedy poślemy po komornika, a on skonfiskuje im łuki, na poczet kary.
[Wilhelm] Brzmi rozsądnie. Ale w jaki sposób mam się dostać do sądu?
[Aradesh] [zdziwiony] Kpisz? Przeteleportuj się? Wyczaruj se skrzydła? Zniknij się?
[Wilhelm] [zawstydzony] Skończyła mi się mana na dzisiaj.
[Aradesh] … [po chwili] Nie wiem, to idź do… Dziadka. [w tle słychać odgłos orkowych bębnów wojennych]

[Demon blednie.]

[Wilhelm] [przestraszony] Do… do Dziadka? [odgłos orkowych bębnów wojennych]
[Aradesh] Ta, do Dziadka [odgłos bębnów]

[Dłuższa chwila ciszy.]

[Wilhelm] [cichym głosem] Boję się.
[Aradesh] Miłego starszego pana? Zwariowałeś?
[Wilhelm] To niech pan sam do niego idzie!

[Ponownie chwila ciszy.]

[Aradesh] [niepewnie] E, to niemożliwe.
[Wilhelm] Dlaczego?!
[Aradesh] Eee, Herr Drachenfels zabronił mi!
[Wilhelm] Zabronił panu?! Dlaczego.
[Aradesh] A nie wiem, ale to było dawno. W każdym razie nie mogę zbliżać się do Dziadka [bębny] na odległość mniejszą niż 30 metrów. Wiesz jaki jest Herr Drachenfels. więc bardzo bym chciał, ale nie mogę.
[Wilhelm] [przez zęby] Kłamie pan.
[Aradesh] Nigdy w życiu! Jak babkę kocham!
[Wilhelm] Pan nie ma babki…
[Aradesh] Ale mógłbym mieć!

[Kurtyna opada. Chwilę później podnosi się. Widowni ukazuje się ciemne pomieszczenie Delikatne światło ledwo pozwala odróżnić zarys jakiejś postaci siedzącej w wielkim, ciężkim fotelu. Nagle słychać delikatne pukanie, a po chwili drzwi lekko uchylają się i przez szparę zagląda przerażony Wilhelm.]

[Wilhelm] [bardzo niepewnie] E, proszę… proszę pana? Proszę pana Dziadka? [rozlegają się bębny, które wydają się zbudzić siedzącego w fotelu mężczyznę.]
[Dziadek] [po chwili, głosem stylizowanym na Ojca Chrzestnego] Czeeego chceeesz?
[Wilhelm] [przełykając ślinę, przekraczając niepewnie próg] E, proszę Dziadka.
[Dziadek] [chłodno, niezwykle dudniącym głosem] Kto ci pozwolił wejść? [Demon natychmiast cofa się za próg] I nie jestem twoim dziadkiem. nie mów do mnie tak… [przenikliwym głosem] Bo cię spaaaalę.
[Wilhelm] Tak jest! Przysłał mnie Herr Aradesh.
[Dziadek] Co chciała ta kanalia?
[Wilhelm] [wciąż ze strachem w łosie] Mówił, że pan może… Pan może mi powiedzieć jak przejść przez oblężenie.

[Cisza.]

[Wilhelm] [niepewnie] Może pan?
[Dziadek] [groźnym głosem] Nie poganiaj mnie!… Bo cię spaaaaalę.

[Dłuższa chwila ciszy.]

[Dziadek] Słuchaj Kaziu…
[Wilhelm] [cicho] “Wilhelmie”.
[Dziadek] [wciąż groźnie] Nie przerywaj mi, jak mówię! Bo cię spaaalę. [po chwili] Zapamiętaj co ci powiem, bo nie chcę żebyś tu przyszedł znowu za piętnaście minut… W ogóle tu więcej nie przychodź. [z naciskiem] Bo cię spaaalę. [po namyśle] Wyjdziesz przez główną bramę, z podniesioną głową. Podejdziesz do pierwszego elfa, jak gdyby nigdy nic. Podejdziesz, popatrzysz na niego… Popatrzysz na innych wyzywająco. Znowu na niego… I zasadzisz mu kopa w jaja!… Zrozumiałeś?
[Wilhelm] E…
[Dziadek] Zrozumiałeś?!
[Wilhelm] Tak jest!
[Dziadek] Dobrze. Kiedy zasadzisz pierwszemu z nich kopa, pozostali będą się bali podejść, żeby nie oberwać. Elfy to picze! Mają miękkie jaja. Kopnięcie w jaja łamie ich morale. [chwila ciszy] A teraz wynoś się. I nie wracaj… Bo cię spaaalę.

[Demon zatrzaskuje pospiesznie drzwi.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4330
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3723
3 altdorf_night 4 MB 3601
4 Zapłata 54 KB 3255
5 BookOfRats 1 MB 3193

Najwyżej oceniane materiały