[Sala tronowa. Dla tych, którzy nie pamiętają: duże pomieszczenie z ustawionym po środku masywnym tronem, magicznym lustrem na ścianie i kapliczkami chaosu w tle. Nagle słychać mocne szarpnięcie za klamkę i odgłos drzwi, które stawiły opór napaści.]

[Konstant Drachenfels] [zza drzwi, pod nosem] Hmpf, głupia posępna blokada, głupie drzwi, głupi zamek…

[Czarnoksiężnik wypowiada magiczną formułę i ponownie szarpie za klamkę, ale drzwi wciąż nie puszczają.]

[Konstant Drachenfels] [poirytowany] No do…

[Słychać potężne kopnięcie i drzwi wpadają z impetem i… zawiasami do środka. Wielki Czarnoksiężnik wchodzi do środka, staje i wyraźnie na coś oczekuje.]

[Konstant Drachenfels] [po chwili] No co jest do cholery dzisiaj z tym zamkiem? [gwiżdże]

[W tle słychać “O fortunę” odgrywaną w lekko przyspieszonym tempie. Drachenfels kiwa głową z dezaprobatą i udaje się w kierunku tronu. Nieco zmęczony opada nań. W tym momencie zza sceny słychać przeraźliwy skowyt banshee, a z lustra wychodzi demoniczny pies o trzech głowach.]

[Konstant Drachenfels] [do siebie] Szlag, zapomniałem alarmu wyłączyć…

[Demoniczny pies rzuca się na Wielkiego Czarnoksiężnika, ale otrzymuje natychmiast plaskacza z pancernej rękawicy w jedną z trzech głów, co powoduje iż podkula ogon i ucieka piszcząc z powrotem do lustra. Banshee wciąż wyje.]

[Konstant Drachenfels] [za siebie, groźnie] Zamknij się!

[Wycie nie ustępuje. Czarnoksiężnik pstryka palcami, po czym słychać gruchotanie eterycznego karku i wrzask ustaje. Drachenfels masuje przez chwilę skronie.]

[Konstant Drachenfels] Wilhelm!!!

[Demoniczny sługa wynurza się z podłogi i staje przed tronem.]

[Wilhelm] [wesoło] Witam z powrotem w…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Zamknij się.
[Wilhelm] [skarcony] Tak jest.
[Konstant Drachenfels] Wilhelmie, gdy wyjeżdżałem, było tu oblężenie. Nie masz przypadkiem pomysłu, co się z nim stało?
[Wilhelm] Oblężenie? [po chwili] A tak, komornik je rozpędził.
[Konstant Drachenfels] Komornik?!
[Wilhelm] Tak. Zarekwirował im łuki, to se poszli, bo głupio bez nich wyglądali. Nie żeby z nimi jakoś specjalnie lepiej im było…
[Konstant Drachenfels] Czekaj, czekaj. Poszczułeś tych biednych drzewoprzytulaczy… prawnikiem?
[Wilhelm] Ehe.
[Konstant Drachenfels] [patrząc spode łba] To dosyć podłe, nie sądzisz? Nawet jak na ciebie. Ja tu mobilizuje wojska imperialne, żeby wyciąć “wąskie biodra” po ludzku w pień, a ty ich znienacka prawnikiem? Tego chyba jakieś konwencje zakazują?
[Wilhelm] No grunt, że ich nie ma, prawda?
[Konstant Drachenfels] Jesteś prekursorem holocaustu, Wilhelmie.
[Wilhelm] Dziękuję! [patrząc niepewnie na Drachenfelsa] Chyba…
[Konstant Drachenfels] No dobrze, a teraz powiedz mi mój ty cwany demonie, kto zapłaci prawnikom?
[Wilhelm] [zadowolony z siebie] Wszystko juz uregulowane! Zlicytowali łuki i podzielili się pieniędzmi.
[Konstant Drachenfels] Jak na hieny przystało. [po chwili] No dobra, to chyba odwołam pospolite ruszenie. Głupio tak ciągać wojsko tam, gdzie nie zginie.
[Wilhelm] Jasne, a ja się biorę za sporządzanie petycji pracowniczej.
[Konstant Drachenfels] [zdziwiony] Czego znowu?
[Wilhelm] No pan Aradesh mi powiedział przy okazji, że yyy… jak on to powiedział… “w związku z nawiązaniem stosunku pracy przysługują mi…”
[Konstant Drachenfels] Nic ci nie przysługuje.
[Wilhelm] Ale…
[Konstant Drachenfels] Wstrzymaj tę myśl. [głośno] Aradesh!!!

[Po sekundzie.]

[Konstant Drachenfels] Dlaczego jeszcze go tu nie ma?
[Wilhelm] Pewnie poszedł schodami.
[Konstant Drachenfels] [zaskoczony] Po cholerę?!
[Wilhelm] Bo on nie przełazi przez ściany?
[Konstant Drachenfels] A spaczprzejścia?

[Po dłuższej chwili do sali wpada Aradesh.]

[Aradesh] [zdyszany] Pan wzywał?
[Konstant Drachenfels] Czemu ty nie poruszasz się jak normalna osoba? Po cholerę mamy tu spaczprzejścia?
[Aradesh] Ta. Jasne. Wejdę tu, a wyjdę w piwnicy u Grzmotosława, kislevickiego sprzedawcy mydła ziołowego.
[Konstant Drachenfels] Jak se chcesz. Wilhelm twierdzi, że zasiałeś w jego małym móżdżku ziarenko buntu.
[Aradesh] [niewinnie] Że ja?! Nigdy w życiu! Jak portfel kocham!
[Wilhelm] No przecież mówił pan, że “w związku z nawiązaniem…”
[Aradesh] Tak, tak, Wilhelmie… stosunku pracy.
[Wilhelm] No! [do Drachenfelsa] Widzi pan?
[Aradesh] Ale ty nie pozostajesz w stosunku pracy.
[Wilhelm] Jak to?! Przecież pracuję tu… ciężko!
[Aradesh] Tak, tak… ale tej pracy w branży my nie nazywamy w zasadzie “stosunkiem pracy”…
[Wilhelm] A czym?
[Aradesh] [oglądając paznokcie] No tym… No… Niewolnictwem.
[Wilhelm] …
[Aradesh] Ale nie martw się! Możesz spróbować założyć związek zawodowy niewolników, na pewno shallyjanki was poprą…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Nie, nie może.
[Aradesh] [beztrosko] A. No to widzisz, po problemie.
[Wilhelm] [spode łba] Nie lubię pana.
[Aradesh] Gdybyś mnie lubił, to by mi odebrali prawo wykonywania zawodu. [do Drachenfelsa] To co, odbieramy mu ustawowo jakieś prawa… nie wiem, status demona… czy mogę iść?

[Kurtyna opada, a przed nią wychodzi Wilhelm.]

[Wilhelm] A w przyszłym akcie poznamy innych znajomych Aradesha [bez entuzjazmu] Hu-kurde-ra. Serdecznie zapraszamy!

Koniec Aktu IX

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4343
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały