Scena II
[Główny Hol zamkowy, w którym jednak nastąpiły drobne zamiany. Przy jednej ze ścian znajduje się teraz przytłaczających rozmiarów biurko recepcjonisty ze złotym dzwoneczkiem na blacie. Za biurkiem, na stołeczku stoi Bardul (inaczej nie byłoby go widać zza biurka) przebrany w mundurek.

Za Bardulem zaś znajdują się ponumerowane klucze do pokoi. Krwistoczerwony dywan przykrywa dosłownie całą przestrzeń podłogi. Tu i ówdzie stoją ozdobne rośliny doniczkowe. Na ścianach wiszą obrazy przedstawiające portrety imperatorów. Od lewej strony sceny wkracza piątka gości, a za nimi Wilhelm z bagażami.]

[Wilhelm] [do siebie] Szlag, ale to ciężkie… [nagle obejrzawszy pomieszczenie] O, pozmieniało się.
[Tilvryniell] Co proszę?
[Wilhelm] Nie, nie, nic, nową palmę wstawili.
[Tilvryniell] Rozumiem.
[Ewa] [zachwyconym głosem] Och, Maks! Zobacz jak tu… bogato!
[Maksymilian] [zaniepokojony] E, tak, ciekawe ile doba tu kosztuje.
[Ewa] Och, przestań. Ile razy udaje nam się wyrwać na jakąś wycieczkę?
[Maksymilian] [do Ewy] Mhm. [szeptem do Wilhelma] Ty, ile tu bierzecie za dobę?
[Wilhelm] [odchrząknąwszy] Ceny są przestępne… tfu, przystępne.
[Hogni] Hm, nie wygląda ten dywan na bardzo zużyty. Miewacie tu w ogóle gości?
[Wilhelm] Mnóstwo! Po prostu, co tydzień wymieniamy dywan!
[Hogni, Maksymilian] Co tydzień?!
[Maksymilian] [do siebie] O cholera, zbankrutuję tu…
[Wilhelm] [oglądając paznokcie] Ta jest, bijemy się o <złotą patelnię>, tfu… złoty ten no… <złoty klucz>.
[Elisan] <Złoty klucz>?
[Wilhelm] Ta jest, nagroda przyznawana najbardziej elitarnym hotelom w Imperium.
[Hogni] I co, zdobyliście już ją kiedyś?
[Wilhelm] Jasne, zdobywamy ją od zawsze, od kiedy ją przyznają [do siebie] zwłaszcza, że przed chwilą ją wymyśliłem. [do gości] Zapraszam do recepcji.

[Cała szóstka podchodzi do Bardula. Krasnolud w ogóle na nich nie zwraca uwagi, tylko raz po raz pociąga nosem. Widząc to Wilhelm uderza go otwartą dłonią w głowę. Na ten sygnał Bardul wyjmuje beznamiętnie z kieszeni kartkę i czyta.]

[Bardul] Witam w za… za… za…
[Wilhelm] [pomagając] Zamku…
[Bardul] Zamku Drachenfels. Mam na… na… na…
[Wilehlm] [spokojnie podpowiadając] Nadzieję…
[Bardul] Nadzieję, że państwa pobyt będzie niezapomniany. Jako nasi ty… ty… ty…
[Wilhelm] [zaskoczony] <ty>? [patrząc krasnoludowi przez ramię] A, tysięczni.
[Bardul] Tysięczni goście, korzystacie z przywileju darmowego pobytu.
[Maksymilian] [zachwycony] Znaczy nic nie musimy płacić?!
[Bardul] [z mętnym wzrokiem] Co?
[Maksymilian] No powiedział pan…
[Wilhelm] [przerywając] Ta, ale on nie rozumie, co czyta… Tak, są państwo gośćmi za darmochę, nic nie płacicie, pobyt gratis, null kosztów, zero zobowiązań, żadnych pułapek etc.
[Maksymilian] Hura!
[Ewa] No widzisz Maks, wszystko jak w bajce.
[Wilhelm] [do siebie] Tak kochaniutka, ale takiej dla dorosłych…
[Hogni] Em, bijecie się o <złoty klucz>, a macie niepełnosprytnego w recepcji?
[Wilhelm] [ganiącym wzrokiem, przez zęby] Przepraszam bardzo, czy jest pan jakimś dyskryminantem?
[Hogni] Czym do licha?
[Wilhelm] Osobą dyskryminującą osoby upośledzone umysłowo?
[Hogni] [zawstydzony] No nie, ale… w recepcji?

[Wilhelm] [odciągając krasnoluda na stronę, szeptem] Związki zawodowe nam kazały, rozumie pan. Równe szanse dla wszystkich etc.
[Hogni] A, to przepraszam.
[Maksymilian] [podchodząc do Wilhelma] A w tym pakiecie darmowym, jakie przysługują pokoje, bo mam nadzieję, że nie dostaniemy schowków na miotły…

[W tym jednak momencie rozbrzmiewa <O Fortuna>. Na scenę wkracza Konstant Drachenfels.]

[Konstant Drachenfels] Apartamenty królewskie drogi panie Maksymilianie.
[Maksymilian] [zaskoczony] A pan to, kto?
[Konstant Drachenfels] [kłaniając się lekko] Pan raczy wybaczyć. Hrabia Konstant von Drachenfels do państwa usług.

[Onieśmielone panie odruchowo dygają, natomiast panowie kłaniają się nisko.]

[Maksymilian] [lekko zaskoczony] To pan raczy wybaczyć hrabio. Nazywam się Maksymilian Herrgant, [wskazując Ewę] to moja żona Ewa, [dalej wskazując elfów] to zaś czcigodni pan Tilvryniell i pani Elisan…
[Wilhelm] [wtrącając się, z zaciekawieniem] Które to które?
[Konstant Drachenfels] [patrząc wrogo na demona] Państwo raczą wybaczyć, tak trudno o kulturalną służbę w dzisiejszych czasach.
[Maksymilian] [wskazując krasnoluda] A to słynny Hogni z Karak Osiem Szczytów, inżynier i wynalazca.
[Konstant Drachenfels] [z arystokratyczną manierą w głosie] Jestem zaszczycony. [do Bardula] Bardul, wydaj państwu klucze. [do gości, wskazując Wilhelma] Wilhelm będzie zaś do państwa usług o każdej porze dnia i nocy…
[Wilhelm] [do siebie] Ej!
[Konstant Drachenfels] I zajmie się bagażami. Gdy już się państwo rozgoszczą mam nadzieje, że dostąpi mnie zaszczyt państwa towarzystwa przy obiedzie. A póki co, pozwólcie, że się oddalę.

[Drachenfels wychodzi.]

[Ewa] [do Elisan] Co za uroczy człowiek, nieprawdaż?
[Elisan] Zgadzam się i taki… taki szarmancki.
[Ewa] Ma żywioł w oczach, na pewno jest bardzo interesującym rozmówcą.
[Elisan] A widziałaś jego maniery? Na pewno nie raz bywa na dworach, czy to cesarskim, czy carskim.
[Ewa] I bardzo przystojny, nie uważasz?
[Elisan] Jak na człowieka, zdecydowanie, ciekawe ile ma lat.
[Ewa] No ja mu daję coś w okolicach trzydziestki.
[Elisan] Nie znam się na ludzkim wieku, ale uwierzę ci na słowo.
[Ewa] Ciekawe, czy zamężny.
[Elisan] [ganiącym głosem] Ewo! On zapewne nie, bo by nam przedstawił hrabinę, ale [z naciskiem] ty tak.
[Ewa] [niewinnie] Och, no co? Nie może dziewczyna pomarzyć?

[W międzyczasie Maksymilian odbiera klucze w recepcji.]

[Maksymilian] O czym gadacie dziewczyny?
[Ewa] [rumieniąc się] O niczym takim.
[Elisan] Tilvryniell skarbie, czy mamy już klucze?
[Tilvryniell] Owszem, więc jeśli Wilhelm zechce…
[Wilhelm] [niechętnie chwytając bagaże] Ta jest…

[Wszyscy zaczynają iść w kierunku schodów prowadzących na piętro.]

[Wilhelm] [uginając się pod ciężarem walizek] A swoją drogą, skąd państwo są?
[Maksymilian] Z Marienburga.
[Wilhelm] Och, to miło… [po chwili] A co tam u Kurta?
[Ewa] U kogo?
[Wilhelm] U Kurta.
[Elisan] Przykro nam, chyba nie mieliśmy przyjemności.

[Wilhelm upuszcza ze zdziwienia bagaże, w międzyczasie goście idą dalej.]

[Wilhelm] [do siebie] Oni coś ukrywają, nie mogą być z Marienburga. [do widowni] Słowo wyjaśnienia dla państwa. Kurt, to najbardziej znana persona w Marienburgu. Jest chyba tam bardziej znany niż sam Imperator. Prowadzi działalność mafijnopodobną i nie ma takiej możliwości, aby ktokolwiek, kto chociaż przez chwilę był w Marienburgu nie znał Kurta. Muszę mieć ich na oku…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4374
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3763
3 altdorf_night 4 MB 3622
4 Zapłata 54 KB 3276
5 BookOfRats 1 MB 3225

Najwyżej oceniane materiały