[Scena ukazuje widok wnętrz czterech komnat zamkowych, tak, iż widownia ma na przeciw siebie widok, od wewnątrz, drzwi każdej z nich. Wszystkie mają umeblowanie zbliżone do sypialni z poprzedniej sceny, która zresztą jest wśród czterech z nich, a znajduje się na pozycji drugiej od prawej. Idąc kolejno od lewej widać sypialnię Wilhelma, który leży już w łóżku w szlafmycy.

Dalej sypialnia, w której śpi para ludzi, dalej komnata drużyny, która została już przedstawiona i która wciąż żywo debatuje przy stole, natomiast na końcu kolejna sypialnia, w której elf popija przy stole herbatę. W pewnym momencie Wilhelm otwiera oczy i zwraca się ku widowni.]

[Wilhelm] Jak państwo widzą, zawitali do nas kolejni goście. Herr Drachenfels zignorował mój donos, o niezwykłości pierwszych gości, nakazał rozlokować pozostałych i robić za ciecia, tfu, znaczy zarządcę hotelu. Takoż czynię… dobranoc państwu.

[Demon przewraca się na bok i zaczyna głośno chrapać.]

[Wilhelm] [unosząc z zamkniętymi oczyma palec tryumfalnie do góry] Profesjonalizm! [i zadowolony z siebie wraca do chrapania]

[Po paru chwilach w pokoju drużyny pięciorga wykolejeńców losu, znowu zaczęło być głośno.]

[Hogni] Dosyć mam twojego ciągłego narzekania!
[Tilvryniell] Jak ja ci zacznę wymieniać, czego [z naciskiem] ja mam dosyć, to ci się przykro zrobi!
[Elisan] [chłodno] Zabijmy kurdupla i po sprawie.
[Maksymilian] Wtedy utnę ci łeb.
[Tilvryniell] A ja tobie!
[Hogni] Cholera, z elfami to tak zawsze. Czy to leśne pedały, czy mroczne pedały, grunt że pedały. Z pedałem nie dogadasz się, jak go uprzednio nie wykastrujesz, bo będzie cię chciał przeruchać.
[Tilvryniell] [przez zęby] Dosyć tego. Na pohybel z tobą karle!

[Tilvryniell Przygotowuje się do wypowiedzenia zaklęcia. To samo czyni Hogni. Uprzedza ich jednak milcząca do tej pory Ewa.]

[Ewa] Astar Naghatar!

[Całe pomieszczenie rozświetla się momentalnie oślepiającym błyskiem. Wszyscy oprócz Ewy padają na ziemię jak rażeni piorunem i dopiero po chwili przecierając oczy, wstają.]

[Ewa] [z nieobecnym spojrzeniem] Spokój ma być…
[Elisan] A za co ja oberwałam, to nie wiem.
[Ewa] Słuchajcie, wszyscy mamy jeden i ten sam cel. Wszyscy również wiemy, że każde z nas prędzej zginie, niż podzieli się nim z resztą drużyny. Niemniej jednak, nasze szanse na zdobycie go rosną, gdy współdziałamy. Pomimo, iż Czarnoksiężnik Drachenfels nie żyje, jego zamek wciąż może być niebezpiecznym miejscem. Kto wie, co czeka na nas w podziemiach? Sugeruję zawieszenie broni i współdziałanie, aż do momentu odnalezienia tego, po co tu przyszliśmy. Następnie radośnie pozabijamy się w walce o supermację nad przedmiotem naszego pożądania. [z naciskiem] Ale… dopiero, gdy go odnajdziemy.
[Tilvryniell] Kobieta dobrze mówi, jestem za.
[Hogni] Kogo obchodzi co mówisz, skoro to i tak nie ma żadnego znaczenia w perspektywie twoich czynów.
[Tilvryniell] Masz lepszy pomysł niż ona?
[Hogni] Nie, ale nie mam ochoty wysłuchiwać twojej opinii.
[Ewa] Spokój! Ech… Jesteście żałosni. Trzeba jednak wyznaczać herszta. Przyjmijmy go przez głosowanie, żeby nie było sporów. Zgadacie się?
[Wszyscy] Tak.
[Ewa] Dobrze, ale pamiętajcie… od tej pory, aż do śmierci herszta lub osiągnięcia celu, cokolwiek nastąpi wcześniej, herszt rządzi. Osoba, która złamie dyscyplinę zostanie zlikwidowana. Jasne?
[Wszyscy] Tak.
[Ewa] Dobrze, potrzebujemy kandydatur. Nominacje… Ja nominuję Hogniego, ruszamy wszak w podziemia. Inne propozycje?
[Elisan] Tilvryniell.
[Ewa] Dobrze. Ktoś jeszcze? [po chwili] Nie słyszę. Przejdźmy do głosowania. Kto głosuje na Hogniego?

[Rękę do góry podnosi Hogni, Maksymilian i Ewa.]

[Ewa] Przegłosowane. Hogni jest hersztem.
[Hogni] Skoro to już mamy za sobą…
[Tilvryniell] [do Elisan] Nastraneth naar kerda me.
[Elisan] Veranae.
[Hogni] Ej! Co to za mroczny bełkot?! Trzy sekundy jestem hersztem i już niesubordynacja.
[Tilvryniell] Nie było zakazu używania mojej ojczystej mowy.
[Hogni] Od teraz jest!
[Tilvryniell] Tak jest, o wielki, niewielki przywódco.
[Hogni] Grabisz sobie… Coś do niej powiedział?
[Elisan] Powiedział, że jesteśmy usatysfakcjonowani wyborami, a ja potwierdziłam.
[Hogni] I myślisz, że ja w to uwierzę?
[Tilvryniell] To po cholerę pytasz?
[Maksymilian] [znudzony] Skończyliście już?
[Hogni] Tak. Przejdźmy do sprawy. [odchrząknąwszy] Pierwszy punkt programu, to rytuał przyzwania pomniejszego demona, aby zasięgnąć języka. [do Tilvryniella] Jeśli nasz przemroczny, raczy?
[Tilvryniell] [beznamiętnie] Raczę…

[Tilvryniell szepce magiczną inkantację, po czym kreśli w powietrzu symbol pentagramu. Jego ciało spowija czarny dym, który kłębi się od jego stóp, aż po sufit. Po chwili dym znika i pojawia się portal, z którego skrzecząc wychodzi krwiopuszcz, a więc przygarbiony rogaty demon z ogonem, pazurami i mieczem. Następnie demon zaczyna rozmawiać w demonicznej mowie z Tilvryniellem. W międzyczasie, w pokoju po lewej, budzi się mężczyzna.]

[Johan] [na wpół przebudzony] Co do cholery? [pukając w ścianę] E! Ciszej tam!
[Kunegunda] [obudzona przez Johana] Co się dzieje kochanie?
[Johan] Cholerne małolaty chyba imprezę urządziły! Pójdę to sprawdzić!
[Kunegunda] [zaspanym głosem] Leż, zaraz się uspokoją, zobaczysz.
[Johan] Ech, jak nie, to na nich doniosę…

[I z powrotem w pokoju obok.]

[Krwiopuszcz] Rezghrytankryghparyn
[Tilvryniell] [przytakując] Grykhta.
[Hogni] I co?
[Tilvryniell] Demon chce ofiary.
[Hogni] No to daj mu swoją duszę.
[Tilvryniell] [z oczyma Garfielda] Chyba na trąbę upadłeś, jak myślisz, że poświęcę duszę dla pomniejszego demona. [do Elisan] Przyprowadź ofiarę.
[Elisan] [beznamiętnie] Frunę. [przy drzwiach] Może tego lokaja?
[Tilvryniell] Daj spokój, będziesz go teraz szukać, sprawdź, kto jest w pokoju obok i daj go tu.

[Elisan rusza do pokoju po prawej i puka do drzwi. Zaskoczony elf podchodzi do nich i otwiera.]

[Vilrilliel] Och, witam panią, w czym mogę służyć?
[Elisan] [przywdziewając zalotny uśmiech] Dobry wieczór, widzi pan, w mojej komnacie jest mysz… Okropnie się jej boję, czy…
[Vilrilliel] Ach, to stąd te wrzaski. Proszę nic więcej nie mówić, zaraz się tym zajmę.
[Elisan] [puszczając elfa przodem] Och, taki pan dzielny.

[Elf wchodzi do komnaty drużyny, za nim wchodzi Elisan i zamyka drzwi.]

[Vilrilliel] [zaskoczony] Co tu się dzieje?!
[Tilvryniell] Urocze. [w kierunku demona] Żryj.

[Krwiopuszcz rzuca się na elfa i zaczyna rozrywać wrzeszczącą ofiarę na strzępy. Pozostali patrzą na to beznamiętnie. Natomiast w pokoju obok.]

[Johan] Dosyć tego! Nie będą łobuzy mi hałasować nad głową! Słono płacę za ten pokój.
[Kunegunda] Kochanie, daj spokój.
[Johan] Nie mam zamiaru!

[Po czym wstaje, ubiera szlafrok i kapcie, a następnie trzasnąwszy drzwiami podchodzi do drzwi komnaty Wilhelma i puka. Wilhelm przeciąga się, ziewa… przewraca się na drugi bok. Pukanie się ponawia.]

[Wilhelm] [zaspanym głosem] Czego?! [po chwili] Znaczy tfu! Już idę.

[Znowu słychać pukanie. Demon wstaje i zmierza do drzwi, również przywdziawszy szlafrok i kapcie.]

[Wilhelm] No mówię, że idę, to idę!

[Otwiera drzwi]

[Wilhelm] [prostując się, przez zęby] Co?
[Johan] [oburzonym głosem] Panie zarządco, lokatorzy obok urządzają nocne orgie!
[Wilhelm] [ziewając] I co, nie zaprosili pana?
[Johan] Nie mogę spać!
[Wilhelm] To idź pan do lekarza, od snu, kurde.
[Johan] Nie zamierza pan nic z tym zrobić?!
[Wilhelm] Owszem, proszę im przekazać, że mają <oficjalną naganę ciecia>. Dokurdebranoc.
[Johan] Poskarżę się panu Drachenfelsowi!
[Wilhelm] [zniechęcony, poprawiając szlafrok] Ech… [rusza w kierunku pokoju drużyny bohaterów]

[Sługa puka. Wszyscy wewnątrz robią zaskoczone miny. Krwiopuszcz wciąż spożywa leżące na podłodze, rozbryzgane szczątki elfa. Tilvryniell podchodzi do drzwi i delikatnie je uchyla, zasłaniając swoim ciałem widok do wewnątrz.]

[Tilvryniell] Tak?
[Wilhelm] Postulat od sąsiada…
[Tilvryniell] Tak, słucham.
[Wilhelm] Zamknąć mordy!
[Tilvryniell] Ach, czyżby było zbyt głośno?
[Wilhelm] Nooooo. Co tam robicie? Demony kurde przyzywacie?
[Tilvryniell] [robiąc niewinną minę] Nie, skąd!
[Wilhelm] Dobra, cisza ma byc, bo wywalę na zbity ryj! [po chwili] Hm… czy ja czuję krew ofiarną?
[Tilvryniell] Zrozumiałem, dobranoc!

[Elf zatrzaskuje drzwi. Wilhelm wydaje się być zdezorientowany.]

[Wilhelm] [przystawiając ucho do drzwi, zdziwiony] Harold?
[Johan] I co?!
[Wilhelm] Nico, będzie cicho, idź pan spać.
[Johan] No!
[Wilhelm] [do siebie] Harold, zawsze był wegetarianienem… dostaje padaczki jak się mięsa nażre…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4340
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3739
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3262
5 BookOfRats 1 MB 3201

Najwyżej oceniane materiały