[Duży pokój, cały wyłożony czarnym atłasem. Po środku pomieszczenia znajduje się podwyższenie, na którym spoczywa, duża, czarna trumna. Wnętrze oświetlają jedynie delikatne płomienie świec. Nie występuje tu żadne inne źródło światła, nie widać też żadnych okien, a więc panuje półmrok. Na dobrą sprawę, nie ma tu także drzwi. Przy jednej ze ścian stoi rząd krzeseł. W pewnym momencie ze ściany wypadają (dosłownie) bohaterowie: Hogni, Tilvryniell, Maksymilian, Elisan i Ewa.]

[Tilvryniell] [podnosząc się z trudem] Cholerny, skarłowaciały, bezmózgi, niewydarzony, zidiociały, półślepy, ćwierćinteligentny, debilny [nabiera powietrza i krzyczy] Kurdupel!
[Hogni] Czekaj, tylko wstanę, to zasadzę ci takiego kopa, ze mój but wyjdzie ci nosem.
[Ewa] [wstając chwiejnie] Spokój ma być.
[Elisan] [również wstając] Wydaje mi się, że fakt, iż nasz niewydarzony lider nie jest wstanie poprawnie określić własnego położenia wewnątrz tunelu, podobnego, do każdego innego tunelu na świecie, a przez to dokładnie takiego samego, jak ten, w którym poczęła go przypadkiem, ta sucz, jego matka i wpieprza nas w cholerne spaczprzejście, całkowicie uzasadnia frustrację Tilvryniella.
[Hogni] [chwilę patrząc na kobietę] Ej, czy ty mnie obrażasz?
[Maksymilian] [wciąż leżąc, jako że był na dole i wszyscy zlecieli mu na łeb] Poczekaj, aż ja wstanę, to cię dopiero poobrażamy, a obrażenia będą fizyczne… [nagle patrząc w kierunku centrum komnaty] Ej? Czy to jest trumna?

[Drużyna dopiero teraz zauważa trumnę. Pierwszy podchodzi do niej Tilvryniell.]

[Hogni] [taktycznie zmieniając temat] Ciekawe, co w niej jest.
[Tilvryniell] [udając zastanowienie] Czekaj, niech pomyślę… A niech tam, raz kozie śmierć, strzelę… trup?
[Maksymilian] [wstając, z zaciekawieniem] Nigdy nie wiadomo, otwórz i zobacz.
[Hogni] Ta, pokaż umarlaka.

[Tilvryniell patrzy oczyma Garfielda na swoich towarzyszy, po czym ostentacyjnie siada na wieku trumny.]

[Maksymilian] Co ty robisz?
[Hogni] No, co robisz?
[Maksymilian] Zamknij się Hogni, za ciebie też się zaraz weźmiemy.

[W międzyczasie kobiety zaczynają myszkować po pomieszczeniu]

[Tilvryniell] [przez zęby] Nie widzicie nic dziwnego w tej sytuacji?
[Maksymilian] Co masz na myśli?
[Hogni] [przymilnie] Właśnie?
[Maksymilian i Tilvryniell] Zamknij się!

[Krasnolud obrażony również zaczyna rozglądać się po komnacie.]

[Tilvryniell] Zwizualizuj sobie scenkę…
[Maksymilian] Co mam zrobić?
[Tilvryniell] [z westchnieniem] Wyobraź sobie scenkę. Drużyna poszukiwaczy przygód wchodzi do mrocznego pomieszczenia (lub jak na załączonym obrazku wpada do rzeczonego) i napotyka trumnę. Co robią poszukiwacze przygód?
[Maksymilian] Zaglądają do środka?
[Tilvryniell] Zaglądają do środka… I co się dzieje, według najbardziej tandetnego scenariusza?
[Maksymilian] [po chwili zastanowienia] Atakuje ich wampir?

[Tilvryniell przytakuje.]

[Tilvryniell] Dlatego nie ruszymy tego wieka, niech, cokolwiek tam jest, spoczywa w pokoju, a my wyjdźmy stąd czym prędzej. Jedno, czego na pewno nie ma w trumnie, to skarby, ani żadne inne użyteczne rzeczy.
[Ewa] Tylko, że jest mały problem.
[Tilvryniell] Mianowicie?
[Elisan] [opukując ściany] Tu nie ma drzwi.

[Zapada chwilowa cisza.]

[Tilvryniell] Ok, zadam, być może głupie, pytanie. Co to za komnata, do której prowadzi tylko cholerne spaczprzejście?
[Elisan] Komnata w Zamku Drachenfels.
[Tilvryniell] [zbity z tropu] Punkt.

[Chwila ciszy.]

[Hogni] [wyjątkowo uradowany] Ej, zobaczcie, co znalazłem pod krzesłem!
[Maksymilian] Kolejne spaczprzejście, mam nadzieję.
[Hogni] Lepiej! [po chwili] Skrzynkę wódki! Tu chyba miała się odbywać jakaś stypa.
[Tilvryniell] Nie chciałbym ci rujnować świata nasz ty <inżynierze>, ale chciałbym nadmienić, że wódka nie wybucha i [z naciskiem] nie zrobisz nią otworu w ścianie.
[Hogni] [odbijając jedną butelkę] Może i nie, ale z pewnością umili czas potrzebny na wymyślenie, jak stąd wyjść…
[Ewa] O nie, muszę zaprotestować!…

[Kurtyna opada i po chwili unosi się. Drużyna przystawiła krzesła do trumny, czyniąc z niej stół, na którym porozstawiali butelki i z których raz po raz pociągają. Wszyscy, a zwłaszcza Hogni, są już nieźle wstawieni.]

[Hogni] [bełkotliwie] Dobra! Co teraz śpiewamy?!
[Maksymilian] [oparłszy głowę o stół] Może znowu o małym goblinie?
[Tilvryniell] Nie, po czterech razach mi się znudziło.
[Elisan] Tilvryniell zaśpiewaj <Bal Kreślarzy>.
[Ewa] [z zaciekawieniem] A.. [tu odbija jej się] A co to?
[Elisan] Śliczna piosenka.
[Tilvryniell] Ale nie jak jestem wstawiony.
[Elisan] Daj spokój i tak jesteś najbardziej trzeźwy z nas wszystkich.
[Hogni] [rozpaczliwie] Protestuje! [po czym pada na glebę i zaczyna chrapać]
[Tilvryniell] Tia…
[Ewa] No Tirvryniell, nie daj się prosić.
[Tilvryniell] Po pierwsze, przestańcie używać w stosunku do mnie tego pedalskiego, leśnego, przyłatanego, wąskodupnego imienia. Nazywam się Agorath.
[Elisan] Jak sobie życzysz, ale weź [ciągnie z butelki łyka] zaśpiewaj, wiesz jak lubię tę piosenkę.
[Agorath] Dopsz…

[Elf staje na trumnie i odchrząknąwszy, zaczyna śpiewać.]

[Agorath] [niezwykle melodyjnie] Patrz, płynie… kolorowych świateł nad Reikiem sznur…
W dolinie grzmi Altdorfu nocny śpiew jak świerszczy chór… Jak noże – czarne ostrza dachów kroją nieba tło… [tu patrzy Elisan prosto w oczy] W nich okno lśni, tam jak i Ty, ktoś spać nie może… [żywiej] Dziś u Cesarza bal kreślarzy, każdy wytworny jest jak lord… Nikt dnia im wspomnieć się nie waży, ni pracy, praca – chamski sport. [unosząc flaszkę] Odbijaj flaszkę, żądz nie kiełznaj, hej, pod niebiosa wszyscy wraz! Bo gdy tak ktoś od rana pełza, to wieczór spędzić chce wśród gwiazd. [ujmuje Elisan za dłoń] I Ty tu jesteś, Ty, o rękach, co tak gotycki mają rys i piękna jesteś jak jutrzenka w swoich sukienkach z…

[Wtem przerywa mu nagły kontakt z ziemią, jakiego zaznał, gdy otworzyło się wieko trumny, z której zaraz po tym wychodzi, faktycznie, wampir. Jest ubrany jak standardowy, tandetny Dracula, ze starych horrorów.]

[Vlad] [z rumuńskim akcentem] Co tu się do cholery dzieje?! Spać nie można!
[Agorath] [wstając i zataczając się] Ej! Śpiewałem, cholerny, cygański imigrancie!
[Vlad] Pożałujesz tego śmiertelniku!
[Agorath] Śmiertelnik cię robił! [po czym pada na ziemię]
[Vlad] Ej, wy jesteście pijani?
[Ewa] Nigdy w życiu!
[Vlad] [podnosząc jedną z butelek] Ej, chyba nie piliście tego.
[Elisan] O… o…
[Vlad] <O>?
[Elisan] Odrobinę!
[Vald] O cholera, to kiepsko…
[Agorath] [udając orła na podłodze] Właśnie że nie, jest super!
[Vlad] To była moja zakonserwowana krew na czarną godzinę!
[Agorath] Ciemno było!
[Elisan] [lekko oprzytomniawszy] To czym… Czym ty ją konserwowałeś?
[Vlad] [wyniośle] To chyba oczywiste. Dodatkiem krwi, z największą możliwą dawką alkoholu z lekką nutką magii…
[Elisan] Czyli?
[Vlad] Krwią krasnoludów chaosu oczywiście!

[W tym momencie wszyscy obecni, za wyjątkiem śpiącego Hogniego, wymiotują. Elisan, nawet o tyle niefortunnie, że do wnętrza trumny Vlada.]

[Vlad] Fu! I kto to teraz posprząta?
[Agorath] [po chwili zastanowienia] Hogni! Słuchaj, umowa jest taka dostajesz służącego krasnoluda z najlepiej <zakonserwowaną> krwią, a w zamian odteleportujesz nas stąd… a my pójdziemy rzygać gdzie indziej. Stoi?
[Vlad] [zatykając nos i rozglądając się dookoła] Stoi.

[Partia śpiewana Agoratha to przeróbka <Balu Kreślarzy> Kazika, którą to piosenkę, gorąco polecam.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4341
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3739
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3263
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały