[Las. Drzewa przyprószone śniegiem. Pod jednym z nich przemyka się zajączek zostawiając w białym puchu niewielkie ślady. Generalnie sielankowa sceneria. W pewnym momencie na scenie pojawia się brodzący po kolana w śniegu Wilhelm. Oprócz swego standardowego ubioru ma na sobie dodatkowo ciepłe rękawice z jednym palcem, czerwony szal i takąż czapkę z pomponem. W prawej dłoni demon dzierży siekierkę.]

[Wilhelm] [pogwizdując] Hej ho, hej ho, hej ho… [stając pod olbrzymią choinką] Witam w szóstym akcie. Święta za pasem! A jak święta, to choinka…

[W tym momencie sługa patrzy na swoją niewielką siekierką i wielkie drzewko.]

[Wilhelm] Tia… <Idź Wilhelm, łajzo, po drzewko, ino siekierkę chwyć przy wyjściu.> Ta, jasne. [odrzucając siekierkę, zakasując rękawy] Czas na sensowniejsze metody działania. [do siebie] Po pierwsze, potrzebuję halflinga. [rozglądając się dookoła] Taś, taś?

[Demon czeka chwilę.]

[Wilhelm] Cholera, nie działa… No nic, trza sobie radzić inaczej.

[Wilhelm, lepi niewielkiego bałwanka ze śniegu, a w okolicy głowy i stóp umieszcza trochę igliwia, jako <atrapę> włosów. Następnie ustawia tak przygotowanego bałwanka tuż przy pniu choinki.]

[Wilhelm] Ta, nizioł jak malowany. Czas na punkt drugi planu.

[Sługa mamrocze magiczną inkantację i otwiera się wir chaosu, z którego wychodzi rycerz w rogatym hełmie, pełnej zbroi płytowej i toporem bojowym w ręku.]

[Wilhelm] [łągodnie] Dobry Khornita, dobry… Bierz cholernego kurdupla! Bierz go, bierz!

[Rycerz zwraca się ku bałwankowi, rozpędza się i z szalonym rykiem na ustach szarżuje nań. Siekąc zapamiętale toporem, podcina przy okazji pień drzewa.]

[Wilhelm] [głośno] Uwaga, drzewo!

[Choinka upada z trzaskiem na rycerza, ale tuż obok stóp Wilhelma.]

[Wilhelm] [do widowni, z zadowoleniem] Nigdy nie niedoceniaj potęgi idiotyzmu. [patrząc na drzewo] no dobra, ścięte, ale jak ja to kurde przetransportuję z powrotem do zamku?

[Nagle rozlegają się głośne kroki… bardzo głośne kroki i na scenie pojawia się około dwudziesto cztero metrowa postać Leszego.]

[Leszy] Kto kurde ścina moje drzewa?!

[Wilhelm robi minę, jak gdyby w ogóle nie wiedział, o co chodzi.]

[Leszy] [wskazując olbrzymim palcem Wilhelma] To ty!
[Wilhelm] Tak.
[Leszy] [zaskoczony] Przyznajesz się?
[Wilhelm] Taaaa. Ja jak cholera. [pokazując jedną zaspę] Tam leży moja siekierka.
[Leszy] [wymachując rękoma, przewracając kolejne drzewa] Ten, kto psuje mi drzewa w lesie, ten ginie!
[Wilhelm] Ta słuchaj, ale mam dla ciebie propozycję.
[Leszy] Znaczy?
[Wilhelm] Zakład!
[Leszy] [z zaciekawieniem] Hm, lubię zakłady. A jaki zakład?
[Wilhelm] Wojna na śnieżki! Ten, który wygra będzie musiał wtargać tę chojnę, powiedzmy… powiedzmy do Zamku Drachenfels!
[Leszy] Dobra! Jedziemy!

[Wilhelm odlicza do trzech, po czym z niepokojem patrzy jak gigantyczny Leszy lepi ze sporej hałdy śniegu <kulkę>. Następnie bóstwo lasu upuszcza na Wilhelma te kilkaset kilo śniegu.]

[Wilhelm] [z trudem wygrzebując się spod śniegu] Wygrałeś kurde!
[Leszy] Ha! Zawsze wygrywam.
[Wilhelm] [odchodząc w kierunku zamku] Dobra, to bierz drzewo i za mną.
[Leszy] [do siebie] Hm, chyba gdzieś popełniłem błąd.

[Kurtyna opada. Po paru chwilach podnosi się ponownie ukazując dziedziniec zamkowy, ustawioną na nim choinkę, Wilhelma i Leszego.]

[Leszy] Zrobione.
[Wilhelm] No, świetnie wygląda. Piękne drzewko.
[Leszy] Ta, ale cały czas mam wrażenie, że cos jest nie w porządku.

[W tym momencie rozlega się <O Fortuna> i na dziedziniec wkracza Konstant Drachenfels w cieplejszym płaszczu i nausznikach.]

[Wilhelm] Przyniosłem choinkę panie! Ładna, prawda?
[Konstant Drachenfels] [patrząc na Leszego] A jego, to dostałeś w promocji świątecznej?
[Wilhelm] Nie tam, sam się przypętał.
[Leszy] Ej!
[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Wywal go.
[Wilhelm] Jak mam wywalić takiego olbrzyma?!
[Konstant Drachenfels] Kombinuj.
[Leszy] [obrażonym głosem] Leszy się nie da wywalić.
[Wilhelm] O, widzi pan?!
[Konstant Drachenfels] [chuchając w dłonie] Leszy, wiesz co to <Święta>?
[Leszy] [myśląc intensywnie] Yyy…
[Konstant Drachenfels] Święta, to taki czas w roku, kiedy nikt mnie nie wkurza, bo w ryj.
[Wilhelm] [do siebie] Ta, to dopiero nowość. [do Leszego] Święta, to czas, kiedy wszyscy [zerkając na Drachenfelsa] są dla siebie [z naciskiem] mili, świetnie się bawią i jedzą, aż o mało co nie pękną.
[Leszy] [radośnie] Leszy też chce Święta! Święta fajne!
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Nie ma mowy, spadaj.
[Wilhelm] [niepewnym głosem] Ale szefie, to nasz najbliższy sąsiad. Da mu pan zostać, co?
[Konstant Drachenfels] Za duży jest.

[Leszy momentalnie zmniejsza się do wzrostu około dwóch metrów.]

[Leszy] Leszy już jest mały!
[Konstant Drachenfels] Jakby cię jakiś krasnolud usłyszał… [chwilę myśląc] Dobra, co mi tam, Święta są. Możesz zostać.
[Leszy] Dziękuję!
[Konstant Drachenfels] [odchodząc] Ale nie myśl, że się będziesz opieprzał. Pomóż Wilhelmowi ubrać drzewko, a potem do kuchni myć gary.
[Leszy] [opuściwszy głowę] Leszy nie lubi pracować.
[Wilhelm] [klepiąc Leszego po plecach] Stary, nie wiesz jak cię rozumiem… Ale w Święta, wieszanie bombek choinkowych i inne tego typu prace, to niezła frajda.
[Leszy] [nieufnie] Praca, to frajda?
[Wilhelm] Ta, ale tylko w Święta.
[Leszy] [zadowolony] Święta rządzą.
[Wilhelm] Tia, coś w tym jest.
[Leszy] Ty, a gdzie mieszkając ci Bombkowie Choinkowi, co ich będziemy wieszać?
[Wilhelm] Ech, chodź, pokażę ci.

autor: Aradesh

[Wilhelm] [pogwizdując] Hej ho, hej ho, hej ho… [stając pod olbrzymią choinką] Witam w szóstym akcie. Święta za pasem! A jak święta, to choinka…

[W tym momencie sługa patrzy na swoją niewielką siekierką i wielkie drzewko.]

[Wilhelm] Tia… <Idź Wilhelm, łajzo, po drzewko, ino siekierkę chwyć przy wyjściu.> Ta, jasne. [odrzucając siekierkę, zakasując rękawy] Czas na sensowniejsze metody działania. [do siebie] Po pierwsze, potrzebuję halflinga. [rozglądając się dookoła] Taś, taś?

[Demon czeka chwilę.]

[Wilhelm] Cholera, nie działa… No nic, trza sobie radzić inaczej.

[Wilhelm, lepi niewielkiego bałwanka ze śniegu, a w okolicy głowy i stóp umieszcza trochę igliwia, jako <atrapę> włosów. Następnie ustawia tak przygotowanego bałwanka tuż przy pniu choinki.]

[Wilhelm] Ta, nizioł jak malowany. Czas na punkt drugi planu.

[Sługa mamrocze magiczną inkantację i otwiera się wir chaosu, z którego wychodzi rycerz w rogatym hełmie, pełnej zbroi płytowej i toporem bojowym w ręku.]

[Wilhelm] [łągodnie] Dobry Khornita, dobry… Bierz cholernego kurdupla! Bierz go, bierz!

[Rycerz zwraca się ku bałwankowi, rozpędza się i z szalonym rykiem na ustach szarżuje nań. Siekąc zapamiętale toporem, podcina przy okazji pień drzewa.]

[Wilhelm] [głośno] Uwaga, drzewo!

[Choinka upada z trzaskiem na rycerza, ale tuż obok stóp Wilhelma.]

[Wilhelm] [do widowni, z zadowoleniem] Nigdy nie niedoceniaj potęgi idiotyzmu. [patrząc na drzewo] no dobra, ścięte, ale jak ja to kurde przetransportuję z powrotem do zamku?

[Nagle rozlegają się głośne kroki… bardzo głośne kroki i na scenie pojawia się około dwudziesto cztero metrowa postać Leszego.]

[Leszy] Kto kurde ścina moje drzewa?!

[Wilhelm robi minę, jak gdyby w ogóle nie wiedział, o co chodzi.]

[Leszy] [wskazując olbrzymim palcem Wilhelma] To ty!
[Wilhelm] Tak.
[Leszy] [zaskoczony] Przyznajesz się?
[Wilhelm] Taaaa. Ja jak cholera. [pokazując jedną zaspę] Tam leży moja siekierka.
[Leszy] [wymachując rękoma, przewracając kolejne drzewa] Ten, kto psuje mi drzewa w lesie, ten ginie!
[Wilhelm] Ta słuchaj, ale mam dla ciebie propozycję.
[Leszy] Znaczy?
[Wilhelm] Zakład!
[Leszy] [z zaciekawieniem] Hm, lubię zakłady. A jaki zakład?
[Wilhelm] Wojna na śnieżki! Ten, który wygra będzie musiał wtargać tę chojnę, powiedzmy… powiedzmy do Zamku Drachenfels!
[Leszy] Dobra! Jedziemy!

[Wilhelm odlicza do trzech, po czym z niepokojem patrzy jak gigantyczny Leszy lepi ze sporej hałdy śniegu <kulkę>. Następnie bóstwo lasu upuszcza na Wilhelma te kilkaset kilo śniegu.]

[Wilhelm] [z trudem wygrzebując się spod śniegu] Wygrałeś kurde!
[Leszy] Ha! Zawsze wygrywam.
[Wilhelm] [odchodząc w kierunku zamku] Dobra, to bierz drzewo i za mną.
[Leszy] [do siebie] Hm, chyba gdzieś popełniłem błąd.

[Kurtyna opada. Po paru chwilach podnosi się ponownie ukazując dziedziniec zamkowy, ustawioną na nim choinkę, Wilhelma i Leszego.]

[Leszy] Zrobione.
[Wilhelm] No, świetnie wygląda. Piękne drzewko.
[Leszy] Ta, ale cały czas mam wrażenie, że cos jest nie w porządku.

[W tym momencie rozlega się <O Fortuna> i na dziedziniec wkracza Konstant Drachenfels w cieplejszym płaszczu i nausznikach.]

[Wilhelm] Przyniosłem choinkę panie! Ładna, prawda?
[Konstant Drachenfels] [patrząc na Leszego] A jego, to dostałeś w promocji świątecznej?
[Wilhelm] Nie tam, sam się przypętał.
[Leszy] Ej!
[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Wywal go.
[Wilhelm] Jak mam wywalić takiego olbrzyma?!
[Konstant Drachenfels] Kombinuj.
[Leszy] [obrażonym głosem] Leszy się nie da wywalić.
[Wilhelm] O, widzi pan?!
[Konstant Drachenfels] [chuchając w dłonie] Leszy, wiesz co to <Święta>?
[Leszy] [myśląc intensywnie] Yyy…
[Konstant Drachenfels] Święta, to taki czas w roku, kiedy nikt mnie nie wkurza, bo w ryj.
[Wilhelm] [do siebie] Ta, to dopiero nowość. [do Leszego] Święta, to czas, kiedy wszyscy [zerkając na Drachenfelsa] są dla siebie [z naciskiem] mili, świetnie się bawią i jedzą, aż o mało co nie pękną.
[Leszy] [radośnie] Leszy też chce Święta! Święta fajne!
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Nie ma mowy, spadaj.
[Wilhelm] [niepewnym głosem] Ale szefie, to nasz najbliższy sąsiad. Da mu pan zostać, co?
[Konstant Drachenfels] Za duży jest.

[Leszy momentalnie zmniejsza się do wzrostu około dwóch metrów.]

[Leszy] Leszy już jest mały!
[Konstant Drachenfels] Jakby cię jakiś krasnolud usłyszał… [chwilę myśląc] Dobra, co mi tam, Święta są. Możesz zostać.
[Leszy] Dziękuję!
[Konstant Drachenfels] [odchodząc] Ale nie myśl, że się będziesz opieprzał. Pomóż Wilhelmowi ubrać drzewko, a potem do kuchni myć gary.
[Leszy] [opuściwszy głowę] Leszy nie lubi pracować.
[Wilhelm] [klepiąc Leszego po plecach] Stary, nie wiesz jak cię rozumiem… Ale w Święta, wieszanie bombek choinkowych i inne tego typu prace, to niezła frajda.
[Leszy] [nieufnie] Praca, to frajda?
[Wilhelm] Ta, ale tylko w Święta.
[Leszy] [zadowolony] Święta rządzą.
[Wilhelm] Tia, coś w tym jest.
[Leszy] Ty, a gdzie mieszkając ci Bombkowie Choinkowi, co ich będziemy wieszać?
[Wilhelm] Ech, chodź, pokażę ci.

autor: Aradesh


Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4339
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3735
3 altdorf_night 4 MB 3605
4 Zapłata 54 KB 3261
5 BookOfRats 1 MB 3197

Najwyżej oceniane materiały