[Sala tronowa. Po środku, dobrze nam już znanego, pomieszczenia znajduje się duży, okrągły stół, na którym leżą jakieś karty z rysunkami. Przy stole stoi Konstant Drachenfels i uważnie przygląda się papierom. Po dłuższej chwili, przez ścianę wkracza Wilhelm.]

[Wilhelm] Pan wzywał… [nagle dostrzegłszy stół] No nie…
[Konstant Drachenfels] [zniecierpliwiony] No wreszcie jesteś. Chodź tu.

[Wilhelm niechętnie podchodzi do stołu.]

[Konstant Drachenfels] [z dumą w głosie] Oto one! Plany zgładzenia Świętego Mikołaja.
[Wilhelm] [chłodno] Hura…
[Konstant Drachenfels] Teraz go dopadnę.
[Wilhelm] Ech, dopsz. Na czym polega pański plan?
[Konstant Drachenfels] [zacierając ręce] Mój plan jest genialny!
[Wilhelm] [bez entuzjazmu] Nie wątpię.
[Konstant Drachenfels] [uderzając Wilhelma otwartą dłonią w potylicę] Nie przerywaj, gdy odgrywam kwestię czarnego charakteru.
[Wilhelm] Przepraszam. Proszę kontynuować.
[Konstant Drachenfels] [ponownie zacierając dłonie] Mój plan jest genialny. Punkt pierwszy przewiduje rozsypanie pinesek na całej powierzchni dachu zamku. [z naciskiem] Ty się tym zajmiesz.
[Wilhelm] Tak, tak, a jeśli Święty Mikołaj przypuszczalnie, powiedzmy, nosi ciężkie buty, jak to na zimę przystało, to, co wtedy.
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Debil jesteś.
[Wilhelm] Nie dostrzegłem jakiejś nad wyraz ukrytej, zawiłej i jednocześnie przebiegłej w swej naturze, opcji w tej części planu?
[Konstant Drachenfels] [ignorując sarkazm Wilhelma] To renifery mają w nie wleźć.
[Wilhelm] Ach.
[Konstant Drachenfels] Taki renifer wejdzie sobie raźno na pineskę i się potknie ściągając za sobą całe sanie. Czyniąc to spowoduje, że Mikołaj spadnie z dużej wysokości i najpewniej zabije się o bruk dziedzińca.
[Wilhelm] [udając zainteresowanie] Ma sens, ma sens.
[Konstant Drachenfels] Ale… Gdyby to jednak zawiodło…
[Wilhelm] Nie, niemożliwe.
[Konstant Drachenfels] Ale, gdyby jednak… To na wszelki wypadek, wysyłam również na patrol dziesięć smoków.
[Wilhelm] Dziesięć smoków panie?
[Konstant Drachenfels] Tak. Mickey, Pluto, Donald, Chip i Dale tworzą drużynę Alfa, która patroluje zachodnią część nieba…
[Wilhelm] O ile się nie mylę panie, to Dale złapał katar.
[Konstant Drachenfels] Tym lepiej, tym lepiej. Jak kicha, to zieje ogniem ze zdwojoną mocą.
[Wilhelm] No chyba, że tak.
[Konstant Drachenfels] [kontynuując z pasją w głosie] Natomiast Fred, Wilma, Betty, Barney i Pebbles tworzą drużynę Beta i patrolują wschodnią stronę. W przypadku zauważenia jakiegokolwiek obiektu latającego mają ziać bez ostrzeżenia i w razie potrzeby atakować bezpośrednio pazurami.
[Wilhelm] [do siebie] Dobrze, że nikt na zamku nie wysyła korespondencji za pośrednictwem gołębi pocztowych. [do Drachenfelsa] Herr Drachenfels, a skąd pan w ogóle wie, że Mikołaj zawita do naszego zamku?
[Konstant Drachenfels] Wysłałem mu list.
[Wilhelm] List? Nie jestem pewien, czy odpowie na [z naciskiem] pana list.
[Konstant Drachenfels] Debil jesteś. Podpisałem list: <Marysia lat 5, Zamek Drachenfels>, a w liście poprosiłem o zabawki.
[Wilhelm] [podejrzliwie] Hm, że tak spytam, jakie zabawki pan zamówił?
[Konstant Drachenfels] No… Standardowe.
[Wilhelm] Mhm, czyli: dyby, łańcuchy, kilogram spaczenia etc.?
[Konstant Drachenfels] I kajdany.
[Wilhelm] Nie mam więcej pytań.
[Konstant Drachenfels] Oczywiście dodałem do koperty wąglik…
[Wilhelm] Wąglik panie?
[Konstant Drachenfels] [patrząc chwilę na Wilhelma] A, zapomniałem, że ty jeszcze nie wiesz, co to jest. No taka nurglowa trucizna.
[Wilhelm] Rozumiem.
[Konstant Drachenfels] [z zamyśleniem] Tak, ale podejrzewam, że elfy czytające listy Świętego Mikołaja same się nim zatrują i nie mam, co liczyć akurat na tę pułapkę.
[Wilhelm] [lekko znudzony] Dobrze, czy to wszystko?
[Konstant Drachenfels] Tak, to wszystko.
[Wilhelm] [zbierając się do wyjścia] Swoją drogą, skoro nie udało się panu zabić Świętego Mikołaja, to myśli pan, że ten tam Węglik zabije chociażby takiego elfa?
[Konstant Drachenfels] [pochylając się ponownie nad planami] Ta, elfów zabiłem już tysiące, tylko Mikołaj jakiś nietykalny jest.

[Nagle Czarnoksiężnik prostuje się, robi wielkie oczy i po chwili demonicznie wykrzywia usta w uśmiechu.]

[Wilhelm] [do siebie] Ech, coś mi kurde mówi, że powiedziałem dokładnie o jedno słowo za wiele.
[Konstant Drachenfels] Wilhelm, to jest to!
[Wilhelm] [niepewnie] Co jest co?

[Drachenfels podchodzi do swego magicznego lustra.]

[Konstant Drachenfels] [z przejęciem] Lustro!
[Lustro] Panie?
[Konstant Drachenfels] Pokaż mi panią Mikołajową!

[W lustrze ukazuje się postać pogodnej staruszki w fartuszku z wyszytym na nim jabłkiem. Wielki Czarnoksiężnik zakasa rękaw i wkłada dłoń w lustro. Chwilę grzebie, a następnie wyciąga za frak wspomnianą kobiecinę.]

[Pani Mikołajowa] [przerażona] Gdzie ja jestem?!
[Konstant Drachenfels] [mamrocząc formułę, władczo] Śpij.

[Kobieta pada nieprzytomna.]

[Konstant Drachenfels] Wilhelm!
[Wilhelm] Panie?
[Konstant Drachenfels] Weźmiesz jakiś stary numer <Kuriera Imperialnego> i powycinasz z niego literki, sylaby i słowa, z których potem przyklejając na kartkę, ułożysz wiadomość: <Mam twoją żonę, jeśli chcesz zobaczyć ją jeszcze żywą przyjedź nieuzbrojony do Zamku Drachenfels. Nie zwlekaj, jeden fałszywy ruch i po niej.> Następnie wyślesz tę wiadomość Świętemu Mikołajowi. [zastanawiając się, niepewnie do Wilhelma] Myślisz, że powinienem jej odciąć palec i załączyć do listu, żeby wiedział, że mówię serio?
[Wilhelm] [ze zrezygnowanym głosem] Nie szefie, myślę, że Mikołaj wie, że pan mówi serio.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4343
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały