Sala tronowa. Na tronie zaś sam Konstant Drachenfels, przed którym z sufitu wystaje hak, na haku wisi lina, a na linie, za nogi pani Mikołajowa z zakneblowanymi ustami. Obok stoi Wilhelm i ogląda szpony.]

[Konstant Drachenfels] [z nieobecnym wzrokiem] Przeprowadziłeś aukcję?
[Wilhelm] Ta.

[Cisza.]

[Wilhelm] [pochylając się nad Mikołajową] Niech się pani nie martwi, szefowi i tak się nie uda… [po chwili] Czy współudział za porwanie pani, będzie się liczył jeszcze jako zły uczynek [z naciskiem] na te święta, czy może już na następne?… [patrząc niepewnie na Mikołajową] No tak, nie może pani mówić. Proszę stęknąć raz na tak, czyli że dostanę w tym roku prezent i dwa razy na nie.

[Mikołajowa z wysiłkiem stęka dwa razy.]

[Wilhelm] [zadowolony] <Tak, tak>, rozumiem, dziękuję.

[Demon następnie zaczyna się przechadzać po pomieszczeniu.]

[Wilhelm] Hm, szefie…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Przerwij mi jeszcze raz knucie, a pokażę ci na własnej skórze jak wyginęły dinozaury.
[Wilhelm] Co wyginęło?
[Konstant Drachenfels] Nieważne. Czego chciał?
[Wilhelm] Na co my w ogóle czekamy?
[Konstant Drachenfels] A jak myślisz? Na gwiazdkę z nieba.

[Jednak w tym momencie, z zewnątrz, słychać głośne…]

[Elf Pankracy] [gromkim tubalnym głosem] Uwaga Drachenfels, uwaga Drachenfels! Wiemy, że masz tam panią Mikołajową! Masz pięć minut na wydanie jej, albo przystępujemy do zmasowanego ataku! To pierwsze i ostatnie ostrzeżenie!

[Wielki Czarnoksiężnik podchodzi do okna.]

[Konstant Drachenfels] Szlag, gdzie moje smoki?!
[Elf Pankracy] Przekupiliśmy twoich obrońców prezentami gwiazdkowymi. Poddaj się, jesteś otoczony.
[Konstant Drachenfels] Ty Wilhelm, patrz, mają więcej tych latających sań. [krzycząc przez okno] Bo co? Zakolędujecie mnie małe łajzy na śmierć?

[Drachenfels wymawia magiczną formułę i z jego dłoni wylatuje promień energii.]

[Elf Pankracy] Argh!!! Czerwone sanie 1 zestrzelone! S.O.S.!

[I słychać huknięcie o bruk dziedzińca. Następnie zapada krótka cisza i rozlega się odgłos trąb.]

[Elfy] Ataaaaak!

[Nagle słychać kilka silnych wybuchów, a jeden z nich odrzuca nawet Drachenfelsa od okna.]

[Wilhelm] Co się do cholery dzieje za tym oknem?!
[Konstant Drachenfels] Elfy Kamikaze. Wlatują rozpędzonymi saniami w mury zamkowe.
[Wilhelm] [lekko wystraszony] Wytrzymamy?
[Konstant Drachenfels] [zacierając dłonie z demonicznym spojrzeniem] Mmm, uwielbiam zapach napalmu o poranku.

[Czarnoksiężnik unosi ręce w górę. Rozlega się gromko <O Fortuna>. Wicher podwiewa pelerynę maga.]

[Konstant Drachenfels] [doniośle] Haskarath nekabla demenar!

[Nagle w całym pomieszczeniu robi się krwawo czerwono, a na zewnątrz słychać odgłosy, jak gdyby miejsce miał pożar. Słychać zawodzenia konających.]

[Wilhelm] [do siebie] Hm, musze dopisać do menu wigilijnego pieczeń z renifera w sosie z elfa.

[Mija jeszcze parę chwil i Drachenfels odchodzi od okna.]

[Konstant Drachenfels] Odparliśmy pierwsze uderzenie.
[Wilhelm] Spodziewa się pan ich więcej?
[Konstant Drachenfels] Pewnie, wszak grubasa nie było wśród nich.

[Nagle, ni z tego ni z owego, lina podtrzymująca Mikołajową zrywa się i kobieta, lekko skołowana, upada, oswobadza się i zdejmuje sobie knebel.]

[Mikołajowa] [bardzo wkurzona, podchodzi do zaskoczonego Drachenfelsa] Słuchaj no młody człowieku!

[W tym momencie Wilhelm zaczyna kaszleć i dusić się.]

[Wilhelm] [ledwo słyszalnie] <Zacny młodzieńcze> od razu!
[Mikołajowa] [do Wilhelma] A ty też byś się wstydził! Co roku prezenty dostajesz i tak się nam odpłacasz?!
[Konstant Drachenfels] Co?! Ty też dostawałeś prezenty?!
[Wilhelm] [zmieszany] No ten, tego… Takie tam…
[Mikołajowa] [odwracając się w stronę Drachenfelsa] A ty, za kogo w ogóle się uważasz?
[Konstant Drachenfels] [przez zęby] Za międzywmiarowego, przedwiecznego podróżnika, władającego niemalże nieograniczoną potęga magiczną.

[Następuje chwila ciszy.]

[Mikołajowa] [lekko zbita z tropu] Dooobrze… Ale to jeszcze nie usprawiedliwia twojego zachowania! W ten sposób postępując nigdy nie zostaniesz dobrym człowiekiem.
[Wilhelm] Szlachetna pani, chciałbym podpowiedzieć… Nie zdobywa pani gruntu takimi argumentami.
[Mikołajowa] [ignorując Wilhelma] Właśnie takim postępowaniem zasługujesz na tę rózgę każdego roku!
[Konstant Drachenfels] No co? Moim hobby jest zabijanie ludzi, wielkie mi halo.
[Wilhelm] [poprawiając, wyliczając na palcach] A właściwie, to ludzi, krasnoludów, niziołków, elfów, goblinoidów, demonów, małpoidów, sigmarytów, ulrykanów, wszelakich istot eterycznych, pomniejszych bóstw…
[Konstant Drachenfels] [ucinając] Dobrze! To akurat w tej chwili nieistotne.

[Nagle słychać dźwięk, jakby ktoś wyważył bramę wejściową.]

[Święty Mikołaj] [z zewnątrz zamku] Drachenfels! Wyzywam cię na pojedynek złoczyńco!
[Konstant Drachenfels] [do Wilhelma, wskazując Mikołajową] Pilnuj!… Ja idę oskalpować starucha.

[Drachenfels pstryka palcami i znika. Natomiast Wilhelm zostaje sam na sam z Mikołajową. Patrzy na nią niepewnie.]

[Wilhelm] [proszącym głosem] Ale nie da pani nogi, co? Szef by mnie ukatrupił.
[Mikołajowa] A jak nie posłucham?
[Wilhelm] [z autentycznym żalem] No proszę się nie wydurniać! Jak połamię pani kolana, to już na nie dostanę prezentu!
[Mikołajowa] I tak… [zreflektowawszy się] Zaraz… Co powiedziałeś?!

[Kurtyna opada. Przed nią zaś wychodzi Wilhelm]

[Wilhelm] [do widowni] Proszę nie przegapić następnego odcinka, w którym odbędzie się wielki pojedynek: Drachenfels vs Mikołaj! Dobranoc państwu.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4374
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3763
3 altdorf_night 4 MB 3622
4 Zapłata 54 KB 3276
5 BookOfRats 1 MB 3225

Najwyżej oceniane materiały