[Dziedziniec zamkowy. W tle choinka i Leszy. Na pierwszym planie zaś, po jednej stronie stoi Konstant Drachenfels, po drugiej tuż przy bramie, ubrany w swoje firmowe ciuchy, Święty Mikołaj. Obaj przeciwnicy mierzą się wzrokiem z zaciętymi minami. W pewnym momencie pomiędzy nimi pojawia się Sharankiel z papierową tubą w dłoni.]

[Sharankiel] [w kierunku widowni, przez papierową tubę, która magicznie pogrubia jego głos i upodabnia go do głosu znanego prezentera walk bokserskich] Panie i panowie, demony i demonetki oraz wszelkie potężne siły nadprzyrodzone oglądające nas… i ty Sigmarze… Dzisiejszego wieczoru Fundacja M.S.D.L.W.B. prezentuje walkę stulecia… tysiąclecia… eonu! [wskazując Świętego Mikołaja] Oto w rogu dziedzińca przy bramie, ważący 140 kg, posługujący się Magią Świąt, dotychczas niepokonany [przeciągając] Święęęęęęęęęęęętyyyyyyyyyyy Miiiiiiiikoooooooooołaaaaaaaaj!

[Drachenfels chowa dłoń za plecami, pstryka palcami i niewiadomo skąd rozlegają się gwizdy i buczenie.]

[Leszy] [w tle] Hura! Wiwat! Go Mikołaj! [klaszcząc w ręce] S.O.S. Mi ko łaj is the best!
[Konstant Drachenfels] [patrząc na Leszego z wyrzutem] Zdrajca! Z dworu cię łajzo przygarnąłem i tak mi się odpłacasz?
[Leszy] Ta, a prezenty to, kto przyniesie? Chyba nie Święty Drachenfels, no nie? [ignorując Czarnoksiężnika] Dawaj Miki! Skop mu zad!
[Sharankiel] [wskazując Drachenfelsa] A w tej części dziedzińca… Ważący ile mu się podoba, posługujący się dowolną magią [szeptem] za wyjątkiem <Magii Świąt> [głośno] również niepokonany, znany dobrze miejscowej publiczności [przeciągając] Kooooooooonstaaaaaaaaant Draaaaaaaaaacheeeeeeenfeeeeeeels!

[Drachenfels ponownie pstryka palcami, ale tym razem słychać wiwaty i klaskanie.]

[Leszy] [gwiżdżąc raz po raz] Buuuuuu! Precz z faszystą! Buuuuu! Do domu!

[Sharankiel wyjmuje i zakłada na głowę garnek stylizowany na hełm niemiecki z drugiej wojny światowej.]

[Sharankiel] Więc bez dalszego pieprzenia… Lets get ready to ruuuuuumbleeeeee!!!

[Goblin pospiesznie oddreptowuje pod ścianę i pada na płasko, jakby miał miejsce nalot.]

[Sharankiel] [bardzo szybko, głosem Dariusza Szpakowskiego] Witam państwa na żywo z Zamku Drachenfels. Przed nami pasjonująca bitwa. Obaj zawodnicy mierzą się wzrokiem, cholera, ależ złe z nich skurczybyki. Drachenfels chyba przejdzie do szybkiego ataku. On lubi, wygrywać przez KO. I… tak też się dzieje, jest ofensywa…
[Konstant Drachenfels] [gestykulując] Nabradath Kerenath Var…

[Mikołaj rzuca jednak Drachenfelsowi czymś świecącym w oczy i Czarnoksiężnik nie kończy zaklęcia.]

[Sharankiel] Drachenfels wygarnął od razu z grubej rury podbródkowym czarem <Apokalipsa>, ale został skontrowany przez szczwanego lisa Mikołaja brokatem w oczy! Tak proszę państwa, stary rutyniarz z pana Świętego.
[Święty Mikołaj] [chwytając się za brzuch] Ho ho ho!
[Sharankiel] Och nie! Potrójne <ho>! To może oznaczać tylko jedno!

[Zaskoczonego Drachenfelsa oplatają kolorowe wstążki]

[Sharankiel] Atak wstążkami!
[Konstant Drachenfels] [poirytowany] Hragath!

[Wstążki stają w płomieniach, a na ich końcach pojawiają się paszcze węży, które zwracają się w kierunku Mikołaja i z demoniczną prędkością rzucają się na niego.]

[Sharankiel] Piękny cios kontrujący, co na to popularny Miki?!
[Święty Mikołaj] Białe Święta!

[Zaczyna sypać gęsty śnieg, ogniste, demoniczne węże gasną.]

[Sharankiel] [głosem Franka Sinatry] Im dreaming of a white… christmas…

[Następnie goblin wyjmuje mały gong.]

[Sharankiel] [skrzekliwym głosem] Koniec rundy pierwszej!

[W międzyczasie, w tle widać, jak za plecami Leszego usiłują się przeczmychnąć trzy małe postacie.]

[Leszy] [dostrzegając elfy] Te, a wy gdzie?!
[Elf Gustaw] [piskliwym głosem] Uratować Mikołajową!
[Elf Konrad] Ta, i nas kurde nie powstrzymasz!
[Elf Franciszek] Będziemy walczyć do upadłego!

[Nagle, ku wielkiemu zdziwieniu elfów, Leszy odwraca się i udaje, że ich nie widzi. Elfy stoją przez chwilę zdezorientowane, po czym niepewnie ruszają w kierunku budynku głównego. W tym jednak momencie Leszy chwyta elfa Gustawa.]

[Leszy] [rozglądając się, konspiracyjnym szeptem] Powiedz Mikołajowi, że chcę rower. [odstawia malucha na ziemię i groźnie wskazuje go palcem] Ale pamiętaj, ma być czerwony.
[Elf Gustaw] Się wie szefie, nara szefie.

[Elfy biegną oswobodzić Mikołajową. Na dziedziniec zaś wychodzi demonetka trzymając w ręku tabliczkę z napisem <II>. Sharankiel uderza w swój gong.]

[Konstant Drachenfels] Zgereneth karahat!

[Z ziemi wyrastają kamienne ręce, które chwytają Mikołaja i zaczynają go dusić]

[Sharankiel] Uuuu, kamienny Nelson… Ostro.
[Konstant Drachenfels] Ha! Mam cię dziadu!

[W tym jednak momencie z budynku głównego wybiega Elf Gustaw.]

[Elf Gustaw] [gwiżdżąc i machając do Świętego Mikołaja] Mikołajowa odbita!

[Po czym maluch czmycha, a korzystając z dekoncentracji Drachenfelsa Mikołaj przykłada palec do nosa i magicznym sposobem znika, zostawiając za sobą ślad gwiezdnego pyłu.]

[Święty Mikołaj] Ho ho ho! Wesołych Świąt Drachenfels!
[Konstant Drachenfels] [wołając w niebo] Wracaj tu podły tchórzu!

[Na dziedziniec wychodzi Wilhelm. Drachenfels patrzy na niego morderczym wzrokiem.]

[Konstant Drachenfels] [przez zęby] Zapłacisz mi za to.
[Wilhelm] [z przerażeniem] E, nie mogłem nic poradzić!

[Nagle pakunek pojawia się w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą był Mikołaj.]

[Wilhelm] [wskazując paczkę] Szefie! Pan zobaczy! Prezent dla pana!

[Konstant Drachenfels staje osłupiały. Przez chwilę patrzy niepewnie na zielone pudełko z dużą czerwoną wstęgą.]

[Konstant Drachenfels] [niedowierzając] Prezent? [po chwili] Dla mnie?

[Wielki Czarnoksiężnik podchodzi do prezentu. Podnosi go. Potrząsa nim lekko.]

[Konstant Drachenfels] [wielce zaskoczony] Ej, to chyba nawet nie rózga.
[Wilhelm] [podchodząc z zaciekawieniem] Niech pan otworzy, niech pan otworzy.

[Czarnoksiężnik odwija powoli wstęgę i otwiera pudełko, z którego wyjmuje liścik.]

[Konstant Drachenfels] [czytając] <Dla najfajniejszego Czarnego Charakteru na świecie, Wesołych Świąt, życzy Mikołaj.>

[Następnie Drachenfels wyjmuje z pudełka ciężką, pancerną rękawicę.]

[Konstant Drachenfels] O kurde, nowa magiczna rękawica. [pokazując Wilhelmowi] Patrz ma nawet platynowe zdobienia… i zadaje dwukrotnie więcej obrażeń niż moja dotychczasowa!
[Wilhelm] Wow, niech pan przymierzy.

[Drachenfels ubiera rękawicę. Zaciska kilkakrotnie pięść.]

[Konstant Drachenfels] Świetnie leży, co nie?
[Wilhelm] [zadowolony] Mhm.
[Konstant Drachenfels] [z uśmiechem na twarzy, szeptem] Ech, dzięki Mikołaju.
[Wilhelm] [zaskoczony] Co pan powiedział?!
[Konstant Drachenfels] [z nagle kamienną twarzą, ostro] Powiedziałem, spadaj do kuchni i rób sernik, bo wypróbuję na tobie tę rękawicę.
[Wilhelm] [z westchnieniem] I wszystko wraca do normy.
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Ruszaj się.
[Wilhelm] Ja wohl.

autor: Aradesh

[Sharankiel] [w kierunku widowni, przez papierową tubę, która magicznie pogrubia jego głos i upodabnia go do głosu znanego prezentera walk bokserskich] Panie i panowie, demony i demonetki oraz wszelkie potężne siły nadprzyrodzone oglądające nas… i ty Sigmarze… Dzisiejszego wieczoru Fundacja M.S.D.L.W.B. prezentuje walkę stulecia… tysiąclecia… eonu! [wskazując Świętego Mikołaja] Oto w rogu dziedzińca przy bramie, ważący 140 kg, posługujący się Magią Świąt, dotychczas niepokonany [przeciągając] Święęęęęęęęęęęętyyyyyyyyyyy Miiiiiiiikoooooooooołaaaaaaaaj!

[Drachenfels chowa dłoń za plecami, pstryka palcami i niewiadomo skąd rozlegają się gwizdy i buczenie.]

[Leszy] [w tle] Hura! Wiwat! Go Mikołaj! [klaszcząc w ręce] S.O.S. Mi ko łaj is the best!
[Konstant Drachenfels] [patrząc na Leszego z wyrzutem] Zdrajca! Z dworu cię łajzo przygarnąłem i tak mi się odpłacasz?
[Leszy] Ta, a prezenty to, kto przyniesie? Chyba nie Święty Drachenfels, no nie? [ignorując Czarnoksiężnika] Dawaj Miki! Skop mu zad!
[Sharankiel] [wskazując Drachenfelsa] A w tej części dziedzińca… Ważący ile mu się podoba, posługujący się dowolną magią [szeptem] za wyjątkiem <Magii Świąt> [głośno] również niepokonany, znany dobrze miejscowej publiczności [przeciągając] Kooooooooonstaaaaaaaaant Draaaaaaaaaacheeeeeeenfeeeeeeels!

[Drachenfels ponownie pstryka palcami, ale tym razem słychać wiwaty i klaskanie.]

[Leszy] [gwiżdżąc raz po raz] Buuuuuu! Precz z faszystą! Buuuuu! Do domu!

[Sharankiel wyjmuje i zakłada na głowę garnek stylizowany na hełm niemiecki z drugiej wojny światowej.]

[Sharankiel] Więc bez dalszego pieprzenia… Lets get ready to ruuuuuumbleeeeee!!!

[Goblin pospiesznie oddreptowuje pod ścianę i pada na płasko, jakby miał miejsce nalot.]

[Sharankiel] [bardzo szybko, głosem Dariusza Szpakowskiego] Witam państwa na żywo z Zamku Drachenfels. Przed nami pasjonująca bitwa. Obaj zawodnicy mierzą się wzrokiem, cholera, ależ złe z nich skurczybyki. Drachenfels chyba przejdzie do szybkiego ataku. On lubi, wygrywać przez KO. I… tak też się dzieje, jest ofensywa…
[Konstant Drachenfels] [gestykulując] Nabradath Kerenath Var…

[Mikołaj rzuca jednak Drachenfelsowi czymś świecącym w oczy i Czarnoksiężnik nie kończy zaklęcia.]

[Sharankiel] Drachenfels wygarnął od razu z grubej rury podbródkowym czarem <Apokalipsa>, ale został skontrowany przez szczwanego lisa Mikołaja brokatem w oczy! Tak proszę państwa, stary rutyniarz z pana Świętego.
[Święty Mikołaj] [chwytając się za brzuch] Ho ho ho!
[Sharankiel] Och nie! Potrójne <ho>! To może oznaczać tylko jedno!

[Zaskoczonego Drachenfelsa oplatają kolorowe wstążki]

[Sharankiel] Atak wstążkami!
[Konstant Drachenfels] [poirytowany] Hragath!

[Wstążki stają w płomieniach, a na ich końcach pojawiają się paszcze węży, które zwracają się w kierunku Mikołaja i z demoniczną prędkością rzucają się na niego.]

[Sharankiel] Piękny cios kontrujący, co na to popularny Miki?!
[Święty Mikołaj] Białe Święta!

[Zaczyna sypać gęsty śnieg, ogniste, demoniczne węże gasną.]

[Sharankiel] [głosem Franka Sinatry] Im dreaming of a white… christmas…

[Następnie goblin wyjmuje mały gong.]

[Sharankiel] [skrzekliwym głosem] Koniec rundy pierwszej!

[W międzyczasie, w tle widać, jak za plecami Leszego usiłują się przeczmychnąć trzy małe postacie.]

[Leszy] [dostrzegając elfy] Te, a wy gdzie?!
[Elf Gustaw] [piskliwym głosem] Uratować Mikołajową!
[Elf Konrad] Ta, i nas kurde nie powstrzymasz!
[Elf Franciszek] Będziemy walczyć do upadłego!

[Nagle, ku wielkiemu zdziwieniu elfów, Leszy odwraca się i udaje, że ich nie widzi. Elfy stoją przez chwilę zdezorientowane, po czym niepewnie ruszają w kierunku budynku głównego. W tym jednak momencie Leszy chwyta elfa Gustawa.]

[Leszy] [rozglądając się, konspiracyjnym szeptem] Powiedz Mikołajowi, że chcę rower. [odstawia malucha na ziemię i groźnie wskazuje go palcem] Ale pamiętaj, ma być czerwony.
[Elf Gustaw] Się wie szefie, nara szefie.

[Elfy biegną oswobodzić Mikołajową. Na dziedziniec zaś wychodzi demonetka trzymając w ręku tabliczkę z napisem <II>. Sharankiel uderza w swój gong.]

[Konstant Drachenfels] Zgereneth karahat!

[Z ziemi wyrastają kamienne ręce, które chwytają Mikołaja i zaczynają go dusić]

[Sharankiel] Uuuu, kamienny Nelson… Ostro.
[Konstant Drachenfels] Ha! Mam cię dziadu!

[W tym jednak momencie z budynku głównego wybiega Elf Gustaw.]

[Elf Gustaw] [gwiżdżąc i machając do Świętego Mikołaja] Mikołajowa odbita!

[Po czym maluch czmycha, a korzystając z dekoncentracji Drachenfelsa Mikołaj przykłada palec do nosa i magicznym sposobem znika, zostawiając za sobą ślad gwiezdnego pyłu.]

[Święty Mikołaj] Ho ho ho! Wesołych Świąt Drachenfels!
[Konstant Drachenfels] [wołając w niebo] Wracaj tu podły tchórzu!

[Na dziedziniec wychodzi Wilhelm. Drachenfels patrzy na niego morderczym wzrokiem.]

[Konstant Drachenfels] [przez zęby] Zapłacisz mi za to.
[Wilhelm] [z przerażeniem] E, nie mogłem nic poradzić!

[Nagle pakunek pojawia się w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą był Mikołaj.]

[Wilhelm] [wskazując paczkę] Szefie! Pan zobaczy! Prezent dla pana!

[Konstant Drachenfels staje osłupiały. Przez chwilę patrzy niepewnie na zielone pudełko z dużą czerwoną wstęgą.]

[Konstant Drachenfels] [niedowierzając] Prezent? [po chwili] Dla mnie?

[Wielki Czarnoksiężnik podchodzi do prezentu. Podnosi go. Potrząsa nim lekko.]

[Konstant Drachenfels] [wielce zaskoczony] Ej, to chyba nawet nie rózga.
[Wilhelm] [podchodząc z zaciekawieniem] Niech pan otworzy, niech pan otworzy.

[Czarnoksiężnik odwija powoli wstęgę i otwiera pudełko, z którego wyjmuje liścik.]

[Konstant Drachenfels] [czytając] <Dla najfajniejszego Czarnego Charakteru na świecie, Wesołych Świąt, życzy Mikołaj.>

[Następnie Drachenfels wyjmuje z pudełka ciężką, pancerną rękawicę.]

[Konstant Drachenfels] O kurde, nowa magiczna rękawica. [pokazując Wilhelmowi] Patrz ma nawet platynowe zdobienia… i zadaje dwukrotnie więcej obrażeń niż moja dotychczasowa!
[Wilhelm] Wow, niech pan przymierzy.

[Drachenfels ubiera rękawicę. Zaciska kilkakrotnie pięść.]

[Konstant Drachenfels] Świetnie leży, co nie?
[Wilhelm] [zadowolony] Mhm.
[Konstant Drachenfels] [z uśmiechem na twarzy, szeptem] Ech, dzięki Mikołaju.
[Wilhelm] [zaskoczony] Co pan powiedział?!
[Konstant Drachenfels] [z nagle kamienną twarzą, ostro] Powiedziałem, spadaj do kuchni i rób sernik, bo wypróbuję na tobie tę rękawicę.
[Wilhelm] [z westchnieniem] I wszystko wraca do normy.
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Ruszaj się.
[Wilhelm] Ja wohl.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4339
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3735
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3261
5 BookOfRats 1 MB 3197

Najwyżej oceniane materiały