Główna sala balowa zamku, która wydaje się jeszcze jak gdyby większa niż zwykle. Jest zupełnie pusta. W pewnym momencie uchylają się, po lewej, duże, dwuskrzydłowe, zdobione drzwi i wkracza przez nie Wilhelm, niosący jakiś zwój. Demon staje na samym środku, po czym jeszcze robi krok w bok upewniając się, że na pewno stoi na samym środku. Następnie unosi wysoko ów zwój, ubiera okulary i odchrząkuje.]

[Wilhelm] [do Widowni] Szanowni Państwo, zbliża się koniec roku, więc czas na małe podsumowanie. W związku z licznymi prośbmi, tfu, prośbami, na zakończenie tego aktu, roku i w ogóle… [po czym reflektuje się] Nie, nie wszystkiego, gdyż nasza opowieść jeszcze potrwa. Na zakończenie więc tego aktu, chcielibyśmy przypomnieć Państwu wszystkich dotychczasowych, mieszkańców, gości i inne przybłędy, jakie mieliście możliwość podziwiać i wyśmiewać w Zamku Drachenfels.

[Od tej pory, w miarę jak Wilhelm wylicza, pojawiają się wymieniane osoby.]

[Wilhelm] [uroczyście] Zaczynamy [demon upuszcza jeden koniec zwoju, który upada na podłogę i długo toczy się po niej, rozwijając pokaźnych rozmiarów listę] Pikuś, nasz wierny demoniczny kundelek. Pierwsi z poszukiwacze przygód, aktualnie w swych eterycznych formach, czyli Snori, Wolfgang i Lorindil. Zjarane szczątki podłego konfidenta i nędznego donosiciela ghoula Maurycego. Blup! Nasz wierny glut, eee, nurgling! Krwiopuszcz, rozpoczynające długą listę przybyszy z Otchłani, brutalnie spopielony przed własnym lustrem. Demon Ignatz, który myślał, że opanuje Drachnefelsa. Edmund i Ediwn, gargulce, którym przytrafił się [z naciskiem] niefortunny wypadek. Ghoul Pierre, dzielny zastępca Maurycego na stanowisku kucharza zamkowego. Demon <Eee> i tutaj bez komentarza. Duch Helmuta Grossmauera, poborcy podatkowego, który chciał obłożyć Pikusia podatkiem. Gobelin! [Wilhelm patrząc na ścianę, na której wisi sporo podobnych gobelinów] Przepraszam, korekta, gobelin wraz z rodziną! Unikatowe i jedyne w swoim rodzaju mięsne golemy! A raczej pamięć po nich, gdyż Pikuś zeżarł. Duch Jeana aka Czerwony Kapturek, przebiegły duch zwierzoczłeka Arnolda i Pani Jeziora. [do Pani Jeziora] Jak głowa?
[Pani Jeziora] Bywało lepiej, ostatnio strasznie mnie…
[Wilhelm] [ignorując ją] To ładnie… [i czyta dalej] Gunther i Klara z SS! A skoro już przy faszystach jesteśmy, powitajmy również Alberta inkwizytora i jego przydupasów. Nagrodźmy również brawami dzielnego ducha kiepskiego pisarza. Przed Państwem Goethe! I z tego co widzę, zawitał do nas również mój sąsiad Horacy.
[Horacy] Cześć Wilhelm.
[Wilhelm] [beznamiętnie] Na drzewo palancie. [do widowni ponownie] Idąc dalej… Duchy żołnierzy i rycerzy imperialnych: Olaf, Gustav, Heinrich, Zygfryd, Herman i Zbyszko. Tak… Witamy również Śmierć! Komentarz zbędny. Jest z nami również nasz Lustro, a w nim duch samego Juliusza Cezara. Jest także duch Jakuba, co wisiał obok mnie na krzyżu. [demon popada w zamyślenie] Hm, głupio się czuje mówiąc to… Nieważne. Longinus, żołnierz, co przebił mnie, bez skojarzeń kurde, dzidągiem. [demon patrzy, czy wszyscy się mieszczą]. Ok, czas na silną reprezentację zielonoskórych. Powitajmy Garrika, Urgoka, Oriego i orka Vagraza, co go Sigmar zgładził. Skoro już jesteśmy przy nadprzyrodzonych [do siebie] to też zabrzmiało jak spis ludności w Kitaju… Są z nami też duchowo, Gork, Mork, którzy okazali się orczymi bóstwami, a nie jak domniemywaliśmy goblińskimi. [do siebie] Jeden pies jeśli o mnie chodzi. Są także gdzieś w Eterze Slaanesh, Tzeentch, Sigmar, który dzisiaj ma zakaz nawalania we mnie piorunami i inne bóstwa z chmurek. są też duchy kolejnych poszukiwaczy przygód: Gotfryd, Yorri, szalony halfling Kuba i Lithaniel. Jest z nami również, bo gdzie by miał kurde być, Bardul Garbaty.

[W tym momencie na salę wkracza cała masa różnych stworów i ustawia się wraz z różnymi instrumentami, strategicznie z tyłu.]

[Wilhelm] [wskazując ręką] A oto i nasza orkiestra ćwicząca pod moja skromną dyrygencją, w składzie: trzy gobliny ze skrzypcami, dwie banshee, trzy strzygi, cztery wilki, muskularny zombie Zenobi przy wielkim dzwonie. Dalej duch Herr Menela, uniwersalnej przyprawy i składnika do przeróżnych czarów, w tym przyzywania demona. Jest także goblin losujący Sharankiel, reprezentujący fundację M.S.D.L.W.B. Wprost z opowieści wigilijnej przybyli do nas: duch Hasana, Nagash, duch Marleya oraz duchy świąt Edward nożycoręki, Zuzia, a także Bezimienny Duch Przyszłych Świąt. [do siebie] Chwytliwa ksywa. Dalej mamy duchy Skavenów i Shrieka ich prawnika, a skoro przy nich jesteśmy, to powitajmy również demony z puszki i wirtuoza trąbki Gnortsmra Siuola. Prosto z Nuln przybyli Karl i Franz, hrabina Emmanuela, co się spasła oraz fircyk Johan. Przy tej okazji jest z nami również nasz stajenny Damien, pomiot Szatana. Zawitał także Dominik, który również miał nieszczęśliwy wypadek, przed którym służył Herr Gotfrydowi herbu skowronek. A teraz silna reprezentacja tajnej policji. Francois, Jean i komendant Paul Belmondo. Proszę zauważyć, że odeszliśmy od standardów i nie wystąpili u nas, jak to zwykle czynią przy dowolnym bretońskim akcencie, Jean Reno i Gerrard Depardieu. Co tu dalej… A tak, duch rycerza chaosu Ragnara, co miał problemy emocjonalne. A skoro o problemach i zboczeniach mowa, powitajmy również ducha Freuda. Dalej, duchy krasnoludów, Gnorriego, Yorriego, Snorriego i Borriego aka Bolec, Kolec, Stolec i Pierdolec. A teraz scena biblijna, tj. wąż Teofil o tysiącu głosach, Ewa i owoc tej znajomości, dżin. Towarzyszy nam również erotyczny głos zapowiadającej wszystko Doroty, którą nie wiedzieć czemu, wyręczam.
[Dorota] [erotycznym głosem zza sceny] Dobry Wieczór Państwu.
[Wilhelm] Cicho być! Teraz kolej na, już niestety bezgłowego, Archeona, Pana Ciemności o piskliwym głosie. [do Archeona] Nie becz stary, znajdziesz kiedyś łeb, w przyrodzie nic nie ginie. I kolejni poszukiwacze przygód, a raczej ich duchy: Virandil, Marhor, Roland. A teraz Leszy i ojciec Niedźwiedź, świeżo zreanimowany.

[Ojciec Niedźwiedź wkracza z chmarą much nad głową, ale Leszy ma problemy z wejściem, jako że jest za duży.]

[Wilhelm] [do Leszego] Zmniejsz się pało!

[Leszy kurczy się i wchodzi.]

[Wilhelm] [do siebie] Cholerny megaloman. [do widowni] Zawitał także jak widzę Manfred von Carstein, wampir w towarzystwie ducha Anny, matki przełożonej kultu Shallyi. Swoją drogą są z nami również shallyjanki: Maria, Genowefa, Helena, Zdzisława i [z naciskiem] Zbździmira, a także Wielki Teogonista kultu Sigmara i rycerz Jurand. O, kolejny wampir, Fryc! A teraz…

[Rozbrzmiewa <Navras>]

[Wilhelm] Cain aka Kaine vel Herr Godfellow pseudo Herr McBrain etc. Władca Loren, wszystkich elfów, białej magii bla bla bla. Hermenegilda, szlachcianka, co w Otchłani była i wbrew swej woli wróciła! Gotrek Gurnisson i Felix Jaeger aka Jaś i Małgosia, a raczej ich duchy. Morathi, królowa mrocznych elfów wraz z synem Malekithem! Na zewnątrz przycupnęła również smoczyca Kasandra. Ech, a teraz kolejni poszukiwacze przygód, w postaci eterycznej: Maksymilian, Ewa, Tilvryniell aka Agorath, Elisan i Hogni oraz Vilrilliel, Johan i Kunegunda, goście hotelowi. Harold, demon wegetarianin, co się pochorował jak elfa zeżarł. Drzwi!

[Drzwi skrzypią w progu zawiasami.]

[Wilhelm] Duch Ulricha von Wolfenhausena i jego żony Elżbiety, wprost z Równiny Astralnej. Wampir Vlad, co konserwował krew. Zygi, tym razem wraz z bratem Ferdynandem, czyli demoniczni bracia bliźniacy. A teraz goście z pustyni: Ahmet, Adbul, Ale, tfu, Ali Baba i reszta hołoty, e, rozbójników. Drugi dżin! Duch, wcale smacznego, Connana barbarzyńcy. Zbyszek od zapowiedzi, siedzący obok Doroty.

[Zbyszek] [zza sceny] Dobry wieczór.

[Wilhelm] Bohaterowie ostatnich wydarzeń: Święty Mikołaj i Pani Mikołajowa, a także elfy: Gustaw, Konrad i Franciszek i duch elfa Pankracego. [demon ociera pot z czoła i ogląda się na licznie zgromadzonych za swoimi plecami.] No i na samym końcu, jedyny i niepowtarzalny… Pan i władca…

[Rozbrzmiewa <O Fortuna>]

[Wilhelm] Herr Konstant von Drachenfels!

[Rozbrzmiewają brawa zebranych. Konstant Drachenfels staje obok Wilhelma i gestem dłoni ucisza zebranych.]

[Konstant Drachenfels] [chłodno] Skoro mam was już wszystkich w jednym miejscu… [unosi dłoń] Zdychajcie w cierpieniach.

[Zebrani kurczą się i panikują rozglądając się skąd dosięgnie ich niebezpieczeństwo.]

[Wilhelm] [beznamiętnie] Żart.
[Konstant Drachenfels] Tak jest. Krwawego Nowego Roku życzę Państwu.
[Wilhelm] [dołączając się do życzeń] Spędźcie choć jego część w naszym skromnym zamku.
[Konstant Drachenfels] [z naciskiem] Moim skromnym zamku.
[Wilhelm] Tak jest. Miłego wieczoru!

[Zebrani kłaniają się, po czym rozbrzmiewa muzyka orkiestry stojącej z tyłu i zebrani śpiewają razem <The Chaos Path> Arcturusa. Kurtyna opada.]

Koniec Aktu VI

autor: Aradesh

[Wilhelm] [do Widowni] Szanowni Państwo, zbliża się koniec roku, więc czas na małe podsumowanie. W związku z licznymi prośbmi, tfu, prośbami, na zakończenie tego aktu, roku i w ogóle… [po czym reflektuje się] Nie, nie wszystkiego, gdyż nasza opowieść jeszcze potrwa. Na zakończenie więc tego aktu, chcielibyśmy przypomnieć Państwu wszystkich dotychczasowych, mieszkańców, gości i inne przybłędy, jakie mieliście możliwość podziwiać i wyśmiewać w Zamku Drachenfels.

[Od tej pory, w miarę jak Wilhelm wylicza, pojawiają się wymieniane osoby.]

[Wilhelm] [uroczyście] Zaczynamy [demon upuszcza jeden koniec zwoju, który upada na podłogę i długo toczy się po niej, rozwijając pokaźnych rozmiarów listę] Pikuś, nasz wierny demoniczny kundelek. Pierwsi z poszukiwacze przygód, aktualnie w swych eterycznych formach, czyli Snori, Wolfgang i Lorindil. Zjarane szczątki podłego konfidenta i nędznego donosiciela ghoula Maurycego. Blup! Nasz wierny glut, eee, nurgling! Krwiopuszcz, rozpoczynające długą listę przybyszy z Otchłani, brutalnie spopielony przed własnym lustrem. Demon Ignatz, który myślał, że opanuje Drachnefelsa. Edmund i Ediwn, gargulce, którym przytrafił się [z naciskiem] niefortunny wypadek. Ghoul Pierre, dzielny zastępca Maurycego na stanowisku kucharza zamkowego. Demon <Eee> i tutaj bez komentarza. Duch Helmuta Grossmauera, poborcy podatkowego, który chciał obłożyć Pikusia podatkiem. Gobelin! [Wilhelm patrząc na ścianę, na której wisi sporo podobnych gobelinów] Przepraszam, korekta, gobelin wraz z rodziną! Unikatowe i jedyne w swoim rodzaju mięsne golemy! A raczej pamięć po nich, gdyż Pikuś zeżarł. Duch Jeana aka Czerwony Kapturek, przebiegły duch zwierzoczłeka Arnolda i Pani Jeziora. [do Pani Jeziora] Jak głowa?
[Pani Jeziora] Bywało lepiej, ostatnio strasznie mnie…
[Wilhelm] [ignorując ją] To ładnie… [i czyta dalej] Gunther i Klara z SS! A skoro już przy faszystach jesteśmy, powitajmy również Alberta inkwizytora i jego przydupasów. Nagrodźmy również brawami dzielnego ducha kiepskiego pisarza. Przed Państwem Goethe! I z tego co widzę, zawitał do nas również mój sąsiad Horacy.
[Horacy] Cześć Wilhelm.
[Wilhelm] [beznamiętnie] Na drzewo palancie. [do widowni ponownie] Idąc dalej… Duchy żołnierzy i rycerzy imperialnych: Olaf, Gustav, Heinrich, Zygfryd, Herman i Zbyszko. Tak… Witamy również Śmierć! Komentarz zbędny. Jest z nami również nasz Lustro, a w nim duch samego Juliusza Cezara. Jest także duch Jakuba, co wisiał obok mnie na krzyżu. [demon popada w zamyślenie] Hm, głupio się czuje mówiąc to… Nieważne. Longinus, żołnierz, co przebił mnie, bez skojarzeń kurde, dzidągiem. [demon patrzy, czy wszyscy się mieszczą]. Ok, czas na silną reprezentację zielonoskórych. Powitajmy Garrika, Urgoka, Oriego i orka Vagraza, co go Sigmar zgładził. Skoro już jesteśmy przy nadprzyrodzonych [do siebie] to też zabrzmiało jak spis ludności w Kitaju… Są z nami też duchowo, Gork, Mork, którzy okazali się orczymi bóstwami, a nie jak domniemywaliśmy goblińskimi. [do siebie] Jeden pies jeśli o mnie chodzi. Są także gdzieś w Eterze Slaanesh, Tzeentch, Sigmar, który dzisiaj ma zakaz nawalania we mnie piorunami i inne bóstwa z chmurek. są też duchy kolejnych poszukiwaczy przygód: Gotfryd, Yorri, szalony halfling Kuba i Lithaniel. Jest z nami również, bo gdzie by miał kurde być, Bardul Garbaty.

[W tym momencie na salę wkracza cała masa różnych stworów i ustawia się wraz z różnymi instrumentami, strategicznie z tyłu.]

[Wilhelm] [wskazując ręką] A oto i nasza orkiestra ćwicząca pod moja skromną dyrygencją, w składzie: trzy gobliny ze skrzypcami, dwie banshee, trzy strzygi, cztery wilki, muskularny zombie Zenobi przy wielkim dzwonie. Dalej duch Herr Menela, uniwersalnej przyprawy i składnika do przeróżnych czarów, w tym przyzywania demona. Jest także goblin losujący Sharankiel, reprezentujący fundację M.S.D.L.W.B. Wprost z opowieści wigilijnej przybyli do nas: duch Hasana, Nagash, duch Marleya oraz duchy świąt Edward nożycoręki, Zuzia, a także Bezimienny Duch Przyszłych Świąt. [do siebie] Chwytliwa ksywa. Dalej mamy duchy Skavenów i Shrieka ich prawnika, a skoro przy nich jesteśmy, to powitajmy również demony z puszki i wirtuoza trąbki Gnortsmra Siuola. Prosto z Nuln przybyli Karl i Franz, hrabina Emmanuela, co się spasła oraz fircyk Johan. Przy tej okazji jest z nami również nasz stajenny Damien, pomiot Szatana. Zawitał także Dominik, który również miał nieszczęśliwy wypadek, przed którym służył Herr Gotfrydowi herbu skowronek. A teraz silna reprezentacja tajnej policji. Francois, Jean i komendant Paul Belmondo. Proszę zauważyć, że odeszliśmy od standardów i nie wystąpili u nas, jak to zwykle czynią przy dowolnym bretońskim akcencie, Jean Reno i Gerrard Depardieu. Co tu dalej… A tak, duch rycerza chaosu Ragnara, co miał problemy emocjonalne. A skoro o problemach i zboczeniach mowa, powitajmy również ducha Freuda. Dalej, duchy krasnoludów, Gnorriego, Yorriego, Snorriego i Borriego aka Bolec, Kolec, Stolec i Pierdolec. A teraz scena biblijna, tj. wąż Teofil o tysiącu głosach, Ewa i owoc tej znajomości, dżin. Towarzyszy nam również erotyczny głos zapowiadającej wszystko Doroty, którą nie wiedzieć czemu, wyręczam.
[Dorota] [erotycznym głosem zza sceny] Dobry Wieczór Państwu.
[Wilhelm] Cicho być! Teraz kolej na, już niestety bezgłowego, Archeona, Pana Ciemności o piskliwym głosie. [do Archeona] Nie becz stary, znajdziesz kiedyś łeb, w przyrodzie nic nie ginie. I kolejni poszukiwacze przygód, a raczej ich duchy: Virandil, Marhor, Roland. A teraz Leszy i ojciec Niedźwiedź, świeżo zreanimowany.

[Ojciec Niedźwiedź wkracza z chmarą much nad głową, ale Leszy ma problemy z wejściem, jako że jest za duży.]

[Wilhelm] [do Leszego] Zmniejsz się pało!

[Leszy kurczy się i wchodzi.]

[Wilhelm] [do siebie] Cholerny megaloman. [do widowni] Zawitał także jak widzę Manfred von Carstein, wampir w towarzystwie ducha Anny, matki przełożonej kultu Shallyi. Swoją drogą są z nami również shallyjanki: Maria, Genowefa, Helena, Zdzisława i [z naciskiem] Zbździmira, a także Wielki Teogonista kultu Sigmara i rycerz Jurand. O, kolejny wampir, Fryc! A teraz…

[Rozbrzmiewa <Navras>]

[Wilhelm] Cain aka Kaine vel Herr Godfellow pseudo Herr McBrain etc. Władca Loren, wszystkich elfów, białej magii bla bla bla. Hermenegilda, szlachcianka, co w Otchłani była i wbrew swej woli wróciła! Gotrek Gurnisson i Felix Jaeger aka Jaś i Małgosia, a raczej ich duchy. Morathi, królowa mrocznych elfów wraz z synem Malekithem! Na zewnątrz przycupnęła również smoczyca Kasandra. Ech, a teraz kolejni poszukiwacze przygód, w postaci eterycznej: Maksymilian, Ewa, Tilvryniell aka Agorath, Elisan i Hogni oraz Vilrilliel, Johan i Kunegunda, goście hotelowi. Harold, demon wegetarianin, co się pochorował jak elfa zeżarł. Drzwi!

[Drzwi skrzypią w progu zawiasami.]

[Wilhelm] Duch Ulricha von Wolfenhausena i jego żony Elżbiety, wprost z Równiny Astralnej. Wampir Vlad, co konserwował krew. Zygi, tym razem wraz z bratem Ferdynandem, czyli demoniczni bracia bliźniacy. A teraz goście z pustyni: Ahmet, Adbul, Ale, tfu, Ali Baba i reszta hołoty, e, rozbójników. Drugi dżin! Duch, wcale smacznego, Connana barbarzyńcy. Zbyszek od zapowiedzi, siedzący obok Doroty.

[Zbyszek] [zza sceny] Dobry wieczór.

[Wilhelm] Bohaterowie ostatnich wydarzeń: Święty Mikołaj i Pani Mikołajowa, a także elfy: Gustaw, Konrad i Franciszek i duch elfa Pankracego. [demon ociera pot z czoła i ogląda się na licznie zgromadzonych za swoimi plecami.] No i na samym końcu, jedyny i niepowtarzalny… Pan i władca…

[Rozbrzmiewa <O Fortuna>]

[Wilhelm] Herr Konstant von Drachenfels!

[Rozbrzmiewają brawa zebranych. Konstant Drachenfels staje obok Wilhelma i gestem dłoni ucisza zebranych.]

[Konstant Drachenfels] [chłodno] Skoro mam was już wszystkich w jednym miejscu… [unosi dłoń] Zdychajcie w cierpieniach.

[Zebrani kurczą się i panikują rozglądając się skąd dosięgnie ich niebezpieczeństwo.]

[Wilhelm] [beznamiętnie] Żart.
[Konstant Drachenfels] Tak jest. Krwawego Nowego Roku życzę Państwu.
[Wilhelm] [dołączając się do życzeń] Spędźcie choć jego część w naszym skromnym zamku.
[Konstant Drachenfels] [z naciskiem] Moim skromnym zamku.
[Wilhelm] Tak jest. Miłego wieczoru!

[Zebrani kłaniają się, po czym rozbrzmiewa muzyka orkiestry stojącej z tyłu i zebrani śpiewają razem <The Chaos Path> Arcturusa. Kurtyna opada.]

Koniec Aktu VI

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4341
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3739
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3263
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały