[Typowa karczma imperialna. Na przeciw widowni stoi szynk, a za nim bardzo gruby, łysawy człowiek. Tuż przy lewym końcu lady biegną schody na górę. Na pierwszym planie zaś znajduje się kilka stołów i ławy, na których aktualnie zasiada kilku mieszczan. W pewnym momencie po schodach schodzi Wilhelm. Będąc w ich połowie ziewa, rozgląda się dookoła i leniwie pstryka palcami. W tym momencie czas się zatrzymuje dla wszystkich oprócz niego.]

[Wilhelm] Stop kurde klatka. [do widowni] Dzień dobry Państwu i witam w siódmym już akcie. Ostatnimi czasy nikt nie chciał zawitać do naszego pięknego zamku. Ewidentnie ludzie zrobili się wygodniccy. W dzisiejszych czasach przedostanie się przez stado dzikich harpii, kilka ogrów i jakieś tam jeszcze błahe niebezpieczeństwa, stanowią jak widać zbyt wielki problem dla jaśniepaństwa… Takoż postanowiliśmy sami wyruszyć w teren i z tej też przyczyny witam państwa z przybytku zwanego karczmą „Pod Złotym Pantoflem” w Altdorfie.

[Demon pstryka ponownie palcami i bieg czasu wraca do normy. Następnie sługa podchodzi do lady.]

[Wilhelm] Co tam Hans, jak leci?
[Hans] [patrząc spode łba na Wilhelma] Goście skarżyli się…
[Wilhelm] [odwracając się do niego plecami] To ładnie, idę na miasto, zrób jakieś ciepłe śniadanie, wrócę za kilkanaście minut.
[Hans] Chwileczkę!
[Wilhelm] [z irytacją odwracając się z powrotem] Co?
[Hans] Goście skarżyli się na demoniczne wrzaski dochodzące z pokoju Herr Drachenfelsa.
[Wilhelm] [do siebie] No to chyba normalne, gdy ktoś magicznie łączy część jednej ze ścian z Otchłanią, bo mu ciasno, co nie?
[Hans] Co proszę?
[Wilhelm] [do Hansa] Pytałem [z naciskiem] jakie wrzaski?
[Hans] Demoniczne!

[Demon zastanawia się chwilę.]

[Wilhelm] No właśnie! Co to za demoniczne wrzaski w tym przybytku?!
[Hans] [z zakłopotaniem] Ale…
[Wilhelm] [histerycznie] Płaci się niewiadomo ile za pokoje i na dodatek musi się rano wysłuchiwać jeszcze jakichś wrzasków!
[Hans] Ale to było w nocy.
[Wilhelm] [oburzony] No co za bezczelność! W nocy też spać nie mogę, a ten mi jeszcze o tym z zadowoleniem melduje. Wiem chyba, kiedy nie spałem, co nie?!
[Hans] E, tak, tak przepraszam.
[Wilhelm] No ja kurde myślę! I żeby mi się to więcej nie powtórzyło!
[Hans] Tak, tak, zapewniam pana, że już żadnych więcej wrzasków nie będzie, zajmę się tym.
[Wilhelm] [wyciągając z manierą Dyzmy palec przed siebie] No!

[Po czym demon wychodzi pogwizdując z karczmy. Chwilę potem rozbrzmiewa <O Fortuna> wywołując niemałą konsternację wśród obecnych, którzy nie mają bladego pojęcia, gdzie karczmarz schował orkiestrę, po czym na schodach pojawia się Konstant Drachenfels w szlafroku. Wielki Czarnoksiężnik siada ze strudzoną miną przy ladzie i opiera ciężką głowę na łokciu.]

[Konstant Drachenfels] [zaspanym głosem] Kawy.
[Hans] Co proszę?

[Drachenfels pstryka palcami.]

[Konstant Drachenfels] [głosem tysiąca potępionych dusz, który wstrząsa fundamentami] Kawy!!!

[Hans pada ogłuszony na podłogę, a jeden z klientów wydaje się przechodzić właśnie zawał serca.]

[Hans] [wstając z podłogi] Niestety nie mamy kawy.
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Niesamowite, jesteś bardziej do dupy niż Wilhelm. Przynieś gorącą wodę, mam swoją.
[Hans] [lekko wystraszony] Tak jest!

[Po chwili karczmarz wraca z kubkiem wrzątku. Drachenfels natomiast udaje, że wsypuje kawę z woreczka, a w rzeczywistości magicznie zamienia wodę w kawę.]

[Konstant Drachenfels] [do siebie] Cholera i pomyśleć, że zamiana wody w coś smaczniejszego u niektórych ludów wzbudza emocje.

[Czarnoksiężnik zaczyna popijać kawę i masować sobie raz po raz skronie.]

[Hans] [przyjacielsko] Ciężka noc, co?
[Konstant Drachenfels] I to jak [bierze łyka kawy] Dasz wiarę, że twoja karczma jest w miejscu styku przelotów dwóch rodzajów magii, plus trzeba omijać wibracje eteru wysyłane przez Wielkiego Teogonistę, żeby w końcu po kilku próbach, wreszcie przeniknąć w esencję Otchłani i nagiąć realia do własnego widzimisię?
[Hans] [z wybałuszonymi oczyma] …
[Konstant Drachenfels] [do siebie] Szlag. [pstryka palcami] Amnezja…
[Hans] [jakby nagle się ocknął, przyjacielsko] Ciężka noc, co?
[Konstant Drachenfels] Ta.

[W tym momencie drzwi karczmy otwierają się z hukiem i wchodzi przez nie dobrze zbudowany, wytatuowany człowiek.]

[Klaus] [głośno] Ej, ty w szlafroku, przy barze! To moje miejsce!

[Drachenfels nie reaguje. Klaus podchodzi do niego i pokazuje kolejno palcem…]

[Klaus] To [z naciskiem] moje krzesło, mój karczmarz i moja karczma.
[Konstant Drachenfels] Winszuję panie Złoty Pantofel, a to [pstryka palcami] Moja ochrona.

[W tej chwili słychać jakieś uderzenia na piętrze. Karczma zaczyna się trząść w takt czyichś kroków. Po chwili na schodach pojawiają się, znani nam już, monumentalnej budowy rycerze z chustami na twarzy i demonicznymi oczyma. Jest ich czterech. Karczma momentalnie pustoszeje.]

[Konstant Drachenfels] [przyglądając się od niechcenia swoim rycerzom] Hm, trza wam sprawić jakieś bambosze. Cholernie hałasujecie na tej drewnianej podłodze. [wskazując Klausa] Zabić…

[Ku przerażeniu człowieka wyżsi od niego o głowę rycerze dobywają mieczy. Momentalnie jednak powstrzymuje ich Drachenfels gestem ręki.]

[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Zapomniałem, że nie jesteśmy w domu. [do rycerzy] Won ubrać mi się przyzwoicie, straszycie ludzi. [do Klausa] Won z tego Landu.

[Rycerze idą na górę, a Klaus pospiesznie wybiega z karczmy. Hans robi się blady, a Drachenfels popija dalej kawę. Po kilku minutach znowu schodzą rycerze. Wyglądają dokładnie tak samo, oprócz faktu, że na czarne zbroje płytowe mają naciągnięte żółte rajtuzy, a na napierśniki białe koszule. Ich głowy natomiast zdobią białe kapelusze z olbrzymim rondem i pokaźnych rozmiarów żółtym piórem.]

[Konstant Drachenfels] [przyglądając im się, z aprobatą] No, o niebo lepiej.

autor: Aradesh

[Wilhelm] Stop kurde klatka. [do widowni] Dzień dobry Państwu i witam w siódmym już akcie. Ostatnimi czasy nikt nie chciał zawitać do naszego pięknego zamku. Ewidentnie ludzie zrobili się wygodniccy. W dzisiejszych czasach przedostanie się przez stado dzikich harpii, kilka ogrów i jakieś tam jeszcze błahe niebezpieczeństwa, stanowią jak widać zbyt wielki problem dla jaśniepaństwa… Takoż postanowiliśmy sami wyruszyć w teren i z tej też przyczyny witam państwa z przybytku zwanego karczmą „Pod Złotym Pantoflem” w Altdorfie.

[Demon pstryka ponownie palcami i bieg czasu wraca do normy. Następnie sługa podchodzi do lady.]

[Wilhelm] Co tam Hans, jak leci?
[Hans] [patrząc spode łba na Wilhelma] Goście skarżyli się…
[Wilhelm] [odwracając się do niego plecami] To ładnie, idę na miasto, zrób jakieś ciepłe śniadanie, wrócę za kilkanaście minut.
[Hans] Chwileczkę!
[Wilhelm] [z irytacją odwracając się z powrotem] Co?
[Hans] Goście skarżyli się na demoniczne wrzaski dochodzące z pokoju Herr Drachenfelsa.
[Wilhelm] [do siebie] No to chyba normalne, gdy ktoś magicznie łączy część jednej ze ścian z Otchłanią, bo mu ciasno, co nie?
[Hans] Co proszę?
[Wilhelm] [do Hansa] Pytałem [z naciskiem] jakie wrzaski?
[Hans] Demoniczne!

[Demon zastanawia się chwilę.]

[Wilhelm] No właśnie! Co to za demoniczne wrzaski w tym przybytku?!
[Hans] [z zakłopotaniem] Ale…
[Wilhelm] [histerycznie] Płaci się niewiadomo ile za pokoje i na dodatek musi się rano wysłuchiwać jeszcze jakichś wrzasków!
[Hans] Ale to było w nocy.
[Wilhelm] [oburzony] No co za bezczelność! W nocy też spać nie mogę, a ten mi jeszcze o tym z zadowoleniem melduje. Wiem chyba, kiedy nie spałem, co nie?!
[Hans] E, tak, tak przepraszam.
[Wilhelm] No ja kurde myślę! I żeby mi się to więcej nie powtórzyło!
[Hans] Tak, tak, zapewniam pana, że już żadnych więcej wrzasków nie będzie, zajmę się tym.
[Wilhelm] [wyciągając z manierą Dyzmy palec przed siebie] No!

[Po czym demon wychodzi pogwizdując z karczmy. Chwilę potem rozbrzmiewa <O Fortuna> wywołując niemałą konsternację wśród obecnych, którzy nie mają bladego pojęcia, gdzie karczmarz schował orkiestrę, po czym na schodach pojawia się Konstant Drachenfels w szlafroku. Wielki Czarnoksiężnik siada ze strudzoną miną przy ladzie i opiera ciężką głowę na łokciu.]

[Konstant Drachenfels] [zaspanym głosem] Kawy.
[Hans] Co proszę?

[Drachenfels pstryka palcami.]

[Konstant Drachenfels] [głosem tysiąca potępionych dusz, który wstrząsa fundamentami] Kawy!!!

[Hans pada ogłuszony na podłogę, a jeden z klientów wydaje się przechodzić właśnie zawał serca.]

[Hans] [wstając z podłogi] Niestety nie mamy kawy.
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Niesamowite, jesteś bardziej do dupy niż Wilhelm. Przynieś gorącą wodę, mam swoją.
[Hans] [lekko wystraszony] Tak jest!

[Po chwili karczmarz wraca z kubkiem wrzątku. Drachenfels natomiast udaje, że wsypuje kawę z woreczka, a w rzeczywistości magicznie zamienia wodę w kawę.]

[Konstant Drachenfels] [do siebie] Cholera i pomyśleć, że zamiana wody w coś smaczniejszego u niektórych ludów wzbudza emocje.

[Czarnoksiężnik zaczyna popijać kawę i masować sobie raz po raz skronie.]

[Hans] [przyjacielsko] Ciężka noc, co?
[Konstant Drachenfels] I to jak [bierze łyka kawy] Dasz wiarę, że twoja karczma jest w miejscu styku przelotów dwóch rodzajów magii, plus trzeba omijać wibracje eteru wysyłane przez Wielkiego Teogonistę, żeby w końcu po kilku próbach, wreszcie przeniknąć w esencję Otchłani i nagiąć realia do własnego widzimisię?
[Hans] [z wybałuszonymi oczyma] …
[Konstant Drachenfels] [do siebie] Szlag. [pstryka palcami] Amnezja…
[Hans] [jakby nagle się ocknął, przyjacielsko] Ciężka noc, co?
[Konstant Drachenfels] Ta.

[W tym momencie drzwi karczmy otwierają się z hukiem i wchodzi przez nie dobrze zbudowany, wytatuowany człowiek.]

[Klaus] [głośno] Ej, ty w szlafroku, przy barze! To moje miejsce!

[Drachenfels nie reaguje. Klaus podchodzi do niego i pokazuje kolejno palcem…]

[Klaus] To [z naciskiem] moje krzesło, mój karczmarz i moja karczma.
[Konstant Drachenfels] Winszuję panie Złoty Pantofel, a to [pstryka palcami] Moja ochrona.

[W tej chwili słychać jakieś uderzenia na piętrze. Karczma zaczyna się trząść w takt czyichś kroków. Po chwili na schodach pojawiają się, znani nam już, monumentalnej budowy rycerze z chustami na twarzy i demonicznymi oczyma. Jest ich czterech. Karczma momentalnie pustoszeje.]

[Konstant Drachenfels] [przyglądając się od niechcenia swoim rycerzom] Hm, trza wam sprawić jakieś bambosze. Cholernie hałasujecie na tej drewnianej podłodze. [wskazując Klausa] Zabić…

[Ku przerażeniu człowieka wyżsi od niego o głowę rycerze dobywają mieczy. Momentalnie jednak powstrzymuje ich Drachenfels gestem ręki.]

[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Zapomniałem, że nie jesteśmy w domu. [do rycerzy] Won ubrać mi się przyzwoicie, straszycie ludzi. [do Klausa] Won z tego Landu.

[Rycerze idą na górę, a Klaus pospiesznie wybiega z karczmy. Hans robi się blady, a Drachenfels popija dalej kawę. Po kilku minutach znowu schodzą rycerze. Wyglądają dokładnie tak samo, oprócz faktu, że na czarne zbroje płytowe mają naciągnięte żółte rajtuzy, a na napierśniki białe koszule. Ich głowy natomiast zdobią białe kapelusze z olbrzymim rondem i pokaźnych rozmiarów żółtym piórem.]

[Konstant Drachenfels] [przyglądając im się, z aprobatą] No, o niebo lepiej.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4337
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3733
3 altdorf_night 4 MB 3603
4 Zapłata 54 KB 3259
5 BookOfRats 1 MB 3195

Najwyżej oceniane materiały