[Ta sama karczma, co w poprzedniej scenie. Tym razem jednak Wilhelm i Konstant Drachenfels siedzą przy stole. Do przybytku powrócili zaś klienci, którzy aktualnie, bez pardonu wlepiają śle

[Konstant Drachenfels] [chłodno] Wiesz co Wilhelm? Mam wrażenie, że rzucamy się w oczy.
[Wilhelm] Doprawdy? [machając do kilku ludzi przy innym stoliku, którzy bacznie im się przyglądają] Skąd pan wnosi?
[Konstant Drachenfels] Trzeba coś z tym zrobić.
[Wilhelm] Ma pan jakiś pomysł?
[Konstant Drachenfels] Owszem.

[Wielki Czarnoksiężnik unosi się z miejsca i podchodzi do najbliższego stolika. Wilhelm obserwuje działania swego Pana.]

[Konstant Drachenfels] [przysiadając się do trzech miejscowych] Witajcie.
[Karl, Sigismund, Olaf] …
[Konstant Drachenfels] [konspiracyjnym szeptem] Nie działo się tu ostatnio coś podejrzanego?
[Olaf] Znaczy się co?
[Karl] Tak! Pamiętasz, zeszłej nocy żona Alfreda wyszła z domu i nie wróciła!
[Konstant Drachenfels] To na pewno sprawka złych mocy.

[W tym momencie demon widzi, jak dzieje się rzecz przedziwna. Miejscowi natychmiast tracą nimi zainteresowanie i wszystko wraca do normy. Pomimo iż wciąż wyróżniają się ubiorem i zachowaniem, nikt już nie zwraca na nich uwagi.]

[Wilhelm] [uderzając palcami o stół] Hm… [po dłuższej chwili] A! [do widowni] No tak. Jak przebywać gdzieś wyglądając, mówiąc i zachowując się zupełnie inaczej niż tubylcy, a jednocześnie być traktowanym niczym element krajobrazu? Być poszukiwaczem przygód oczywiście.

[Demoniczny sługa zadowolony podchodzi do baru. Wyjmuje złoty pieniążek i kładzie go na ladzie.]

[Wilhelm] [konspiracyjnym szeptem, z wieśniackim akcentem] Tej, Hans, tej… Działo się tu ostatnio coś podejrzanego, tej?
[Hans] [wprawnym ruchem zgarniając monetę pod ladę] Jasne przybyszu, którego nigdy w życiu nie widziałem, ale któremu zaraz w skrócie opowiem najmroczniejsze tajemnice tej okolicy.

[Po czym wyjmuje kartę, podobną trochę do dzisiejszego <Menu>.]

[Wilhelm] [zaskoczony] Cóż to? [bierze kartę do ręki i czyta] <Karta Gossipu>… [do siebie] No proszę, jacy zorganizowani ci dzisiejsi karczmarze. [patrząc nieufnie na karczmarza] A te ploty tutaj, to na pewno świeże?
[Hans] Sie wie, rano pisałem. Na dole jest nawet data.
[Wilhelm] [czytając] <Kartę sporządziłem dzisiaj>. [udając olśnienie] No fakt, dzisiaj mamy dzisiaj.

[Demon pogrąża się w lekturze.]

[Wilhelm] [do siebie, czytając] Marianowi urodziło się dwugłowe dziecko… Żona Hermana ma astmę, podejrzewa się ją o spółkowanie z Nurglem… Szczury zeżarły szynkę karczmarzowi, pytaj przy ladzie o szczegóły… O! To jest ciekawe: Umarli wstają na cmentarzu za miastem. [patrząc pobłażliwie na Hansa] A jakie oryginalne [i targa go lekko za policzek.] Herr Drachenfels! Tfu, znaczy… ej, Konstant cho, no.

[Konstant Drachenfels] [podchodząc do Wilhelma, udając zainteresowanie] Co jest? Swoją drogą, wiedziałeś, że Marianowi…
[Wilhelm] Urodziło się dwugłowe dziecko?
[Konstant Drachenfels] Tak. [teatralnie] O la boga. O zgrozo.
[Wilhelm] A na cmentarzu straszy!
[Konstant Drachenfels] [udając zaskoczenie] Nie!
[Wilhelm] Tak!
[Konstant Drachenfels] Hm, chyba powinniśmy to zbadać.
[Hans] Muszę was uprzedzić dzielni śmiałkowie, o niskim stopniu wtajemniczenia w zawodzie…
[Wilhelm] Ej, skąd wiesz, że nie jesteśmy wypaśnymi rozwalatorami z mieczami pochłaniającymi dusze przy pasie każdy?
[Hans] [głosem rutyniarza] Bo karta jest dla zielonych właśnie przeznaczona. Nie czytalibyście jej, gdybyście nie byli zieloni.
[Wilhelm] Ach.
[Hans] Tak więc muszę was uprzedzić, że ktokolwiek zapędził się na ten cmentarz po północy… [podsycając napięcie chwilą ciszy] Nigdy nie wrócił!
[Konstant Drachenfels] Nie!
[Wilhelm] Tak!
[Konstant Drachenfels] Tak, wrócił?
[Hans] Nie.
[Konstant Drachenfels] No mówię, że nie.
[Wilhelm] No ta, a ja potwierdzam.
[Konstant Drachenfels] Nie, powiedziałeś, że tak, wracają.
[Wilhelm] Nie.
[Konstant Drachenfels] Teraz mówisz, że nie, a wcześniej było, że tak.
[Wilhelm] Ale to było tak przeczące… [chwilę się zastanawia] Albo nie potwierdzające… Sam już nie wiem.
[Konstant Drachenfels] [udając zrezygnowanie] Hans! Tak nie, czy nie tak?
[Hans] [patrzy skonfundowany] Yyyy…
[Wilhelm] Nie tak, nie?
[Konstant Drachenfels] Nie! Tak nie, nie?

[Hans patrzy na Wilhelma, patrzy na Drachenfelsa, znowu na Wilhelma.]

[Hans] [przeraźliwym wrzaskiem] Aaaa! Głowa mi zaraz eksploduje!

[Hans wybiega na zaplecze. Drachenfels przybija Wilhelmowi piątkę.]

[Wilhelm] [patrząc niepewnie na pozostałych ludzi, szeptem do Drachenfelsa] E i co teraz…
[Konstant Drachenfels] [robiąc niewinną minę, również szeptem] Przemowa.
[Wilhelm] A. [odchrząkując, głośno i teatralnie] A więc ruszajmy! Ku przygodzie! Aby przodkowie tych zacnych ludzi zaznali spokój! Zgładzimy podłe złe siły plądrujące, przeczystą, świętą ziemię ich pochówku! [niepewnie do Drachenfelsa] Dobrze?
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Prawie się porzygałem… Co znaczy, że najwyższej jakości przemówienie bohatera.
[Wilhelm] Hm, wie Pan co? Swoją drogą to wygłupianie się, jakoś tak mnie nastroiło, żeby faktycznie iść na ten cmentarz.
[Konstant Drachenfels] Wiesz, mnie w sumie też, chodźmy.

[I jak postanowili, tak wyszli. Gdy drzwi się za nimi zamykają dają się słyszeć będące do tej pory w cieniu tego przedstawienia rozmowy karczemne.]

[Olaf] Ech, nie znoszę cholernych poszukiwaczy przygód.
[Karl] Gadaj zdrów, ale tylko oni płacą złotymi monetami za piwo. Turystyka się jakoś rozwijać musi, co nie?
[Olaf] Fakt.
[Sigismund] Ciekawe, kim byli z zawodu.
[Karl] Ten przygarbiony, to pewnie jakiś sigmaryta, przyszły rycerz, albo veneryta.
[Sigismund] Skąd wiesz?
[Karl] Z gadki jakoś mi pasuje.
[Olaf] No a ten drugi?
[Karl] Hm… Ja wiem… Może hiena cmentarna?
[Olaf] Gdzie tam! Głupoty gadasz, dobrze mu z oczu patrzyło… Jakiś pasterz pewno…
[Sigismund] No. W najgorszym przypadku cyrkowiec, albo złodziejaszek.

[Wszyscy trzej unoszą kufle i piją swoje piwo.]

autor: Aradesh

pia w dwóch przybyszów z zamku.]

[Konstant Drachenfels] [chłodno] Wiesz co Wilhelm? Mam wrażenie, że rzucamy się w oczy.
[Wilhelm] Doprawdy? [machając do kilku ludzi przy innym stoliku, którzy bacznie im się przyglądają] Skąd pan wnosi?
[Konstant Drachenfels] Trzeba coś z tym zrobić.
[Wilhelm] Ma pan jakiś pomysł?
[Konstant Drachenfels] Owszem.

[Wielki Czarnoksiężnik unosi się z miejsca i podchodzi do najbliższego stolika. Wilhelm obserwuje działania swego Pana.]

[Konstant Drachenfels] [przysiadając się do trzech miejscowych] Witajcie.
[Karl, Sigismund, Olaf] …
[Konstant Drachenfels] [konspiracyjnym szeptem] Nie działo się tu ostatnio coś podejrzanego?
[Olaf] Znaczy się co?
[Karl] Tak! Pamiętasz, zeszłej nocy żona Alfreda wyszła z domu i nie wróciła!
[Konstant Drachenfels] To na pewno sprawka złych mocy.

[W tym momencie demon widzi, jak dzieje się rzecz przedziwna. Miejscowi natychmiast tracą nimi zainteresowanie i wszystko wraca do normy. Pomimo iż wciąż wyróżniają się ubiorem i zachowaniem, nikt już nie zwraca na nich uwagi.]

[Wilhelm] [uderzając palcami o stół] Hm… [po dłuższej chwili] A! [do widowni] No tak. Jak przebywać gdzieś wyglądając, mówiąc i zachowując się zupełnie inaczej niż tubylcy, a jednocześnie być traktowanym niczym element krajobrazu? Być poszukiwaczem przygód oczywiście.

[Demoniczny sługa zadowolony podchodzi do baru. Wyjmuje złoty pieniążek i kładzie go na ladzie.]

[Wilhelm] [konspiracyjnym szeptem, z wieśniackim akcentem] Tej, Hans, tej… Działo się tu ostatnio coś podejrzanego, tej?
[Hans] [wprawnym ruchem zgarniając monetę pod ladę] Jasne przybyszu, którego nigdy w życiu nie widziałem, ale któremu zaraz w skrócie opowiem najmroczniejsze tajemnice tej okolicy.

[Po czym wyjmuje kartę, podobną trochę do dzisiejszego <Menu>.]

[Wilhelm] [zaskoczony] Cóż to? [bierze kartę do ręki i czyta] <Karta Gossipu>… [do siebie] No proszę, jacy zorganizowani ci dzisiejsi karczmarze. [patrząc nieufnie na karczmarza] A te ploty tutaj, to na pewno świeże?
[Hans] Sie wie, rano pisałem. Na dole jest nawet data.
[Wilhelm] [czytając] <Kartę sporządziłem dzisiaj>. [udając olśnienie] No fakt, dzisiaj mamy dzisiaj.

[Demon pogrąża się w lekturze.]

[Wilhelm] [do siebie, czytając] Marianowi urodziło się dwugłowe dziecko… Żona Hermana ma astmę, podejrzewa się ją o spółkowanie z Nurglem… Szczury zeżarły szynkę karczmarzowi, pytaj przy ladzie o szczegóły… O! To jest ciekawe: Umarli wstają na cmentarzu za miastem. [patrząc pobłażliwie na Hansa] A jakie oryginalne [i targa go lekko za policzek.] Herr Drachenfels! Tfu, znaczy… ej, Konstant cho, no.

[Konstant Drachenfels] [podchodząc do Wilhelma, udając zainteresowanie] Co jest? Swoją drogą, wiedziałeś, że Marianowi…
[Wilhelm] Urodziło się dwugłowe dziecko?
[Konstant Drachenfels] Tak. [teatralnie] O la boga. O zgrozo.
[Wilhelm] A na cmentarzu straszy!
[Konstant Drachenfels] [udając zaskoczenie] Nie!
[Wilhelm] Tak!
[Konstant Drachenfels] Hm, chyba powinniśmy to zbadać.
[Hans] Muszę was uprzedzić dzielni śmiałkowie, o niskim stopniu wtajemniczenia w zawodzie…
[Wilhelm] Ej, skąd wiesz, że nie jesteśmy wypaśnymi rozwalatorami z mieczami pochłaniającymi dusze przy pasie każdy?
[Hans] [głosem rutyniarza] Bo karta jest dla zielonych właśnie przeznaczona. Nie czytalibyście jej, gdybyście nie byli zieloni.
[Wilhelm] Ach.
[Hans] Tak więc muszę was uprzedzić, że ktokolwiek zapędził się na ten cmentarz po północy… [podsycając napięcie chwilą ciszy] Nigdy nie wrócił!
[Konstant Drachenfels] Nie!
[Wilhelm] Tak!
[Konstant Drachenfels] Tak, wrócił?
[Hans] Nie.
[Konstant Drachenfels] No mówię, że nie.
[Wilhelm] No ta, a ja potwierdzam.
[Konstant Drachenfels] Nie, powiedziałeś, że tak, wracają.
[Wilhelm] Nie.
[Konstant Drachenfels] Teraz mówisz, że nie, a wcześniej było, że tak.
[Wilhelm] Ale to było tak przeczące… [chwilę się zastanawia] Albo nie potwierdzające… Sam już nie wiem.
[Konstant Drachenfels] [udając zrezygnowanie] Hans! Tak nie, czy nie tak?
[Hans] [patrzy skonfundowany] Yyyy…
[Wilhelm] Nie tak, nie?
[Konstant Drachenfels] Nie! Tak nie, nie?

[Hans patrzy na Wilhelma, patrzy na Drachenfelsa, znowu na Wilhelma.]

[Hans] [przeraźliwym wrzaskiem] Aaaa! Głowa mi zaraz eksploduje!

[Hans wybiega na zaplecze. Drachenfels przybija Wilhelmowi piątkę.]

[Wilhelm] [patrząc niepewnie na pozostałych ludzi, szeptem do Drachenfelsa] E i co teraz…
[Konstant Drachenfels] [robiąc niewinną minę, również szeptem] Przemowa.
[Wilhelm] A. [odchrząkując, głośno i teatralnie] A więc ruszajmy! Ku przygodzie! Aby przodkowie tych zacnych ludzi zaznali spokój! Zgładzimy podłe złe siły plądrujące, przeczystą, świętą ziemię ich pochówku! [niepewnie do Drachenfelsa] Dobrze?
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Prawie się porzygałem… Co znaczy, że najwyższej jakości przemówienie bohatera.
[Wilhelm] Hm, wie Pan co? Swoją drogą to wygłupianie się, jakoś tak mnie nastroiło, żeby faktycznie iść na ten cmentarz.
[Konstant Drachenfels] Wiesz, mnie w sumie też, chodźmy.

[I jak postanowili, tak wyszli. Gdy drzwi się za nimi zamykają dają się słyszeć będące do tej pory w cieniu tego przedstawienia rozmowy karczemne.]

[Olaf] Ech, nie znoszę cholernych poszukiwaczy przygód.
[Karl] Gadaj zdrów, ale tylko oni płacą złotymi monetami za piwo. Turystyka się jakoś rozwijać musi, co nie?
[Olaf] Fakt.
[Sigismund] Ciekawe, kim byli z zawodu.
[Karl] Ten przygarbiony, to pewnie jakiś sigmaryta, przyszły rycerz, albo veneryta.
[Sigismund] Skąd wiesz?
[Karl] Z gadki jakoś mi pasuje.
[Olaf] No a ten drugi?
[Karl] Hm… Ja wiem… Może hiena cmentarna?
[Olaf] Gdzie tam! Głupoty gadasz, dobrze mu z oczu patrzyło… Jakiś pasterz pewno…
[Sigismund] No. W najgorszym przypadku cyrkowiec, albo złodziejaszek.

[Wszyscy trzej unoszą kufle i piją swoje piwo.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4336
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3733
3 altdorf_night 4 MB 3603
4 Zapłata 54 KB 3259
5 BookOfRats 1 MB 3195

Najwyżej oceniane materiały