[Sceneria przedstawia gościniec w środku lasu. Po lewej stronie znajduje się szlaban, przy którym stoi i dłubie w nosie, wysoki zwierzoczłek o małpiej twarzy i długich ramionach, z których jedno ma postać szczypiec kraba, w których to osobnik trzyma dróżniczy lizak. Od prawej strony sceny nadjeżdża czarny powóz ciągnięty przez kare szkapy z czarnymi kitami na łbach. Na koźle zasiada bezgłowy woźnica z kosą. Widząc nadjeżdżających, zwierzoczłek zaczyna energicznie machać lizakiem i wychodzi przed szlaban. Woźnica zwalnia i przystaje tuż przed szlabanem.]

[Sylwester] Stop! Stop! Przejazdu nie ma, zawróćcie.

[Woźnica nie reaguje, ale za to z okienka w powozie wygląda głowa Wilhelma.]

[Wilhelm] Ej! Czemu stoimy?! Cztery kopyta i o drogę pyta?! Wio!

[Woźnica wskazuje kosą Sylwestra.]

[Wilhelm] [chowając głowę z powrotem do wnętrza powozu] Szlag, znowu jakiś cholerny żebrak, co zobaczył złote zdobienia. Mówiłem, żeby podróżować latającym dywanem, jego powstrzymają tylko magiczne mole, a te jak wiemy…
[Konstant Drachenfels] [ze środka powozu, szorstko] Zamknij się i usuń tego barana. Jeśli okaże się bandytą, rzuć go koniom na pożarcie.
[Wilhelm] Się robi.

[Wilhelm wysiada, przeciąga się i z rękoma w kieszeniach podchodzi do Sylwestra.]

[Wilhelm] Co jest? Spaczmyto pobierasz?
[Sylwester] Musicie zawrócić. Przejścia nie ma.
[Wilhelm] Że niby czemu nie ma?
[Sylwester] Hordy Chaosu prowadzą oblężenie miasta Middenheim. Wielcy czempioni wiodą tysiące krwiożerczych wojowników i demonów, niosąc śmierć…
[Wilhelm] [przerywając mu] Bla, bla, bla… Zatrudnij się na prezentera w <Kurierze Imperialnym>. [po chwili] Wiesz kto jedzie tym powozem?
[Sylwester] Ty?
[Wilhelm] Dobrze, ale poza mną?
[Sylwester] Choćby i sam Konstant Drachenfels, przejścia nie ma!
[Wilhelm] [uśmiechnąwszy się ironicznie] Dobra [unosi dłonie do góry] dobra, dobra. Jak se chcesz.

[Sługa podchodzi do powozu.]

[Wilhelm] [głosem konfidenta] Paaaanieeeee…. A ten tu zwierzoczłek, to nas nie chce przepuuuuuuściiiić.
[Konstant Drachenfels] Jesteś bezużyteczny.

[Konstant Drachenfels wychodzi z powozu i mierzy wzrokiem Sylwestra.]

[Sylwester] [wskazując Czarnoksiężnika palcem z przerażeniem w oczach] Dy… dy… dy… dra… dra…
[Konstant Drachenfels] Mutacja głosu: jąkanie?
[Sylwester] Drachenfels!
[Wilhelm] [oglądając paznokcie] Po nazwisku, to po pysku…

[Na potwierdzenie tych słów Konstant wypuszcza z dłoni promień energii, który spopiela Sylwestra.]

[Wilhelm] [przyglądając się niechętnie zwłokom] Swoją drogą, napomknął coś o jakimś oblężeniu. Jak pan myśli, o co mu chodziło?
[Konstant Drachenfels] [złowrogim głosem] Że co? [zaciska swą pancerną rękawicę] Mówiłem tym debilom wyraźnie: <Żadnych inwazji, gdy mam wakacje.>
[Wilhelm] Przez określenie <ci debile>… ma pan na myśli…
[Konstant Drachenfels] Bolka, Lolka, Jasia i Małgosię… Potocznie zwanych Khornem, Slaaneshem, Tzeentchem i Nurglem. Nie słuchają, co się do nich mówi, to kij snotlinga strzelił, nie będzie inwazji.

[Kurtyna opada, ale wkrótce unosi się, ukazując wnętrze olbrzymiego namiotu, gdzie w obstawie dwóch rycerzy, na potężnym tronie zasiada równie potężny, odziany w gigantycznych rozmiarów (monumentalność dzisiejszej sceny sponsoruje producent preparatu Viagra) zbroję i niemniejszy hełm człowiek, o ile można tak nazwać lorda Chaosu. Ach tak… miecz jego, równie pokaźnych rozmiarów, stoi oparty o tron. W pewnym momencie do namiotu wchodzą najspokojniej w świecie Konstant Drachenfels i Wilhelm.]

[Wilhelm] [zatykając nos] Szlag, to miejsce śmierdzi jak dupa.
[Konstant Drachenfels] Nie nabijaj się z głupich chaosowców…
[Wilhelm] Nie nabijam się, po prostu stwierdzam, że to miejsce śmierdzi jak dupa.
[Archaon] [z zadowoleniem] Ha! Odór, to manifestacja obecności Nurgla w mym mrocznym sercu! [nagle jakby zdał sobie z czegoś sprawę] Ej! Jak się tu dostaliście?! To środek obozu Chaosu, a na zewnątrz jest co najmniej, jak sprawnie oblicza mój błogosławiony przez Tzeentcha umysł, pierdylion strażników!
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Cicho chodzę.
[Arachaon] Ha! Nieważne, albowiem Khorne wprowadzi mnie zaraz w morderczy szał i odgryzę wam głowy i…
[Wilhelm] W imię Slaanesha wyruchasz w otwór szyjny?
[Arachaon] Jak śmiesz?!
[Konstant Drachenfels] [przez zęby] Nie, C3P0… Jak [z naciskiem] ty śmiesz stawać na drodze mojemu wakacyjnemu odpoczynkowi, zjawiać się tu ze wszystkimi brudasami spod spaczbram i oblegać Middenheim?
[Archaon] [zrywając się z miejsca] Giń niewierny!

[Archaon podbiega do Drachenfelsa, ale na powitanie otrzymuje tylko potężny cios, który przywodzi trochę na myśl scenę z marsjaninem Marvinem z Królika Buggsa. Konstant uderza przeciwnika od góry swą pancerną pięścią. Siła uderzenia powoduje, że całe ciało Archaona zostaje <wmiażdżone> do wewnątrz hełmu.]

[Wilhelm] [w kierunku widowni] I tak, drogie dzieci, odparte zostało oblężenie Miasta Białego Wilka, choć zapewne, środowiska od nas niezależne będą miały swoją wersję wydarzeń. Dobranoc.

[Kurtyna opada, widnieje na niej zaś kartka z napisem: <Za pomysły na tematykę nadchodzącego interludium autor DT wdzięcznym będzie.>]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4342
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3739
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3263
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały