[Pokój w karczmie. Jedna z jego ścian… nie istnieje, a zamiast niej rozciąga się panoramiczny krajobraz Równiny Astralnej. W wygodnym skórzanym fotelu zasiada Konstant Drachenfels, a przed nim stoi Wilhelm z kartką papieru w dłoni.]

[Konstant Drachenfels] No to dawaj podsumowanie dnia.
[Wilhelm] [ubierając binokle] Tak jest. [czytając z kartki] Więc najpierw wystraszyliśmy…
[Konstant Drachenfels] Wystraszyłem…
[Wilhelm] [poprawiając się] Tak, wystraszył pan ghoula na cmentarzu. Następnie jak się okazało zabił pan również złego nekromantę, chociaż co by nie psuć reputacji, zaliczymy to jako samobója, bo w końcu sam wlazł do otwartego grobu i skręcił sobie kark…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Nudy…
[Wilhelm] Następnie spotkaliśmy przedstawicieli Zakonu Rycerzy Pantery, których zamienił pan w przypływie dobrego nastroju w prawdziwe pantery, które okazały się wściekłymi kanibalami…
[Konstant Drachenfels] Nudy…
[Wilhelm] Potem zabił pan…
[Konstant Drachenfels] Nudy…
[Wilhelm] Następnie zmasakrował pan…
[Konstant Drachenfels] Nudy…
[Wilhelm] I jeszcze kilka podobnych pozycji. [niepewnie] Nudy?
[Konstant Drachenfels] [przytakując] Nudy. [załamując ręce] Potrzebuję prawdziwej rozrywki Wilhelmie. Zatrute uczty, pomniejsze ludobójstwa, wojny bóstw na Równinie Astralnej, mordowanie poszukiwaczy przygód, palenie lasów, plądrowanie świątyń… [melancholijnie] Każda z tych czynności ma ten niepowtarzalny, dziecięcy urok… Ale ile można?
[Wilhelm] Kolejny eon, panie?
[Konstant Drachenfels] W zasadzie tak… [po chwili] Ale potrzeba mi urozmaicenia.
[Wilhelm] Hm, chyba mam pomysł…

[Drachenfels zastanawia się chwilę.]

[Konstant Drachenfels] Nie, to głupi pomysł.
[Wilhelm] O cholera, nie wiedziałem, że umie pan czytać w myślach bez użycia magii.
[Konstant Drachenfels] Bo nie umiem… Z góry zakładam po prostu, że twój pomysł jest głupi.
[Wilhelm] …
[Konstant Drachenfels] Za to mam lepszy.
[Wilhelm] [obrażonym głosem] Nie wątpię.
[Konstant Drachenfels] Wilhelm, czego do tej pory nigdy nie zrobiliśmy jeszcze? Jakiego niegodziwego czynu do tej pory nie udało mi się popełnić.

[Wilhelm zaczyna intensywnie myśleć.]

[Wilhelm] Hm, szczerze mówiąc, to jak przerzucam w pamięci wspomnienia z tych piętnastu tysięcy lat tu spędzonych, to chyba właściwie zaliczyliśmy już wszystko.
[Konstant Drachenfels] [z demonicznym uśmiechem] I tu się mylisz…

[Kurtyna opada i po dłuższej chwili unosi się. Sceneria przedstawia wnętrze świątyni Shallyi, bogini miłosierdzia. Gotycka katedra zdobiona jest skromnie tu i ówdzie symbolami gołębicy, kropelki krwi itp. centralne miejsce zajmuje w niej sporych rozmiarów ołtarz, przy którym modli się aktualnie kilka kapłanek. W pewnym momencie na scenę z lewej strony wchodzi kolejna kapłanka, a za nią dwie postaci w białych habitach z kapturami.]

[Eustanazja] Niezwykle miło jest mi gościć braci z zagranicy.
[Konstant Drachenfels] Nasze, eee… [pstryka palcami]
[Wilhelm] Serca?
[Konstant Drachenfels] Otóż to… Nasze serca, również wypełnia radość.
[Eustanazja] Zechciejcie tu poczekać, a ja pójdę matkę przełożoną o waszym przybyciu.

[Kapłanka schodzi ze sceny.]

[Wilhelm] [szeptem] Zastanawia mnie tylko jedno… Jakim cudem nie wypieprzył w nas jeszcze żaden piorun?
[Konstant Drachenfels] Powiedzmy, że jeden bóg Chaosu ma u mnie długi karciane i z powodzeniem może zająć uwagę koleżanki z sąsiedniej chmurki.

[Po jakimś czasie kapłanka powraca.]

[Eustanazja] No tak, wszystkie formalności załatwione, więc mogę szanownych braci oficjalnie powitać w Altdorfie. Czy zechcielibyście się może w tej chwili, po podróży, pomodlić?
[Wilhelm] E, w zasadzie, to my się nie modlimy…

[Demon dostaje kopniaka w kostkę od Czarnoksiężnika.]

[Eustanazja] Jakże to?
[Konstant Drachenfels] Tak, bo widzi siostra… Reprezentujemy z bratem odłam kultu, który w swych założeniach nie uznaje modlitwy… zewnętrznej. Praktykujemy jedynie modlitwę wewnętrzną. Taki prywatny dialog z boginią. Zwykłych śmiertelników zamykają za to do czubków, ale gdy ma się habit, to zupełnie inna rozmowa, sama siostra rozumie.
[Eustanazja] Ach tak. A kiedy są pory tych waszych wewnętrznych rozmów.
[Konstant Drachenfels] W nocy.
[Wilhelm] Ta, gdy śpimy…

[Kopniak w kostkę.]

[Wilhelm] Ał. [poprawiając się] Znaczy, gdy medytujemy.
[Eustanazja] Rozumiem. W takim razie zapewne chcielibyście przejść od razu do dzisiejszego porządku dziennego?
[Konstant Drachenfels] Oczywiście.
[Eustanazja] Znakomicie, za mną proszę.

[Konstant Drachenfels i Wilhelm zostają lekko z tyłu.]

[Wilhelm] [szeptem] A co to jest ten porządek dzienny?
[Konstant Drachenfels] Skąd mam wiedzieć? Niemniej jednak, chyba nie uda nam się jej wmówić, że nasz odłam nie praktykuje tzw. porządku dziennego, prawda?
[Wilhelm] Słowo <porządek> źle mi się kojarzy.
[Konstant Drachenfels] [chłodno] A fraza <kopniak w dupę>?
[Wilhelm] Ech, dobrze już nie marudzę.

[Kurtyna opada, po czym unosi się. Scena przedstawia niewielkie pomieszczenie, w którym znajduje się jedynie prosty stół, kilka krzeseł i miednica z wodą. Przebywają tu aktualnie obaj mieszkańcy zamku i siostra Eustanazja.]

[Eustanazja] [wychodząc] Znakomicie, zacznę przysyłać chorych.

[Wilhelm patrzy pytająco na Drachenfelsa, ale ten wzrusza tylko ramionami. Po chwili do pomieszczenia wchodzi człowiek, którego ewidentnie i poważnie toczy trąd.]

[Fryc] [bełkotliwie] Dobry.
[Wilhelm] O! Nurglista. Cześć stary. [przyjaźnie poklepując Fryca po ramieniu] Co tam słychać?

[W tym momencie kawałek ramienia biedaka odpada. Obaj przyglądają się temu skonfundowani, po czym człowiek mdleje.]

[Wilhelm] [przestraszony] Zepsułem nurglistę!
[Konstant Drachenfels] [patrząc okiem specjalisty] Wiesz, on mi jakoś niezdrowo wygląda.

[Demon patrzy na niego zaskoczonym wzrokiem.]

[Wilhelm] No co pan? Zgnilizna piękna aż się patrzy. Podręcznikowa bym powiedział.
[Konstant Drachenfels] No tak, ale w takim stanie, to on już się zbliża do statusu Siewcy Zarazy, prawda?
[Wilhelm] No tak.
[Konstant Drachenfels] No właśnie. Ale oprócz dorodnej degradacji ciała, to nie wygląda najlepiej. Wedle standardów Siewców Zarazy oczy powinny już mu się zacząć zlewać w jedno. A u niego wciąż takie niezdrowe dwa i to nawet nie zezowate. No i nie ma rogu. Widziałeś kiedyś Siewcę Zarazy bez rogu na czole?
[Wilhelm] Hm, no nie. Ma pan rację.
[Konstant Drachenfels] No właśnie, trza mu pomóc.

[Czarnoksiężnik wyrywa nieprzytomnemu człowiekowi oko, po czym chwyta krzesło, wyrywa jedną nogę i bezceremonialnie wbija mu ją w czoło. Następnie z zadowoleniem ustawia Fryca pionowo. Ten jednak po chwili opada bez życia.]

[Konstant Drachenfels] Hm…
[Wilhelm] No jak to go zabiło, to ja nie wiem.
[Konstant Drachenfels] Ja też… No cóż, mamy chyba tym nieszczęśnikom pomagać, więc…

[Czarnoksiężnik pstryka palcami i Fryc wstaje jako zombie z nogą od krzesła w czole.]

[Konstant Drachenfels] Chyba powinien wyjść stąd tylnymi drzwiami.
[Wilhelm] Ale tu nie ma tylnych drzwi.

[Drachenfels patrzy na Wilhelma jak na idiotę, po czym pstryka palcami. W jednej ze ścian pojawiają się drzwi, przez które następnie zostaje wyrzucony Fryc.]

[Konstant Drachenfels] [otrzepując ręce] Znakomicie…
[Wilhelm] [otwierając drzwi prowadzące do świątyni] E! Następny!

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4343
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały