[To samo pomieszczenie. Ponownie zastajemy w nim Konstanta i Wilhelma.]

[Wilhelm] [zmęczonym głosem] Całe to leczenie strasznie mnie wykańcza.
[Konstant Drachenfels] Czego narzekasz? Jesteś tylko pielęgniarką, całą robotę ja wykonuję.

[W tym momencie wchodzi siostra Eustanazja.]

[Eustanazja] I jak wam idzie bracia?
[Wilhelm] Nieźle, klienci wychodzą zadowoleni.
[Konstant Drachenfels] za wyjątkiem jednego ślepego…
[Eustanazja] Och. Wytłumaczyliście mu, że my tu nie czynimy cudów, a tylko leczymy i że nie da się mu pomóc?
[Konstant Drachenfels] Ależ ja mu pomogłem.
[Eustanazja] Naprawdę?!
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Mhm. Oberwałem mu uszy i język, ażeby oczy nie zazdrościły innym organom, że te są sprawne.

[Shallyjanka patrzy na Drachenfelsa z przerażeniem.]

[Wilhelm] [robiąc głupią minę] Hehe. Żart! Taki nasz braterski humor, co nie bracie?
[Konstant Drachenfels] Ta, żart.
[Eustanazja] [lekko zbita z tropu] E, dobrze, to ja już może nie przeszkadzam.

[Eustanazja wychodzi. Po paru chwilach rozlega się pukanie.]

[Wilhelm] [krzycząc] Nie, dzięki! My się modlimy w nocy!

[Drzwi otwiera jednak jakiś dziwny osobnik. Jest… zielony, masywnej postury, o bardzo rozbudowanej żuchwie i przekrwionych oczach, ubrany zaś w przepaskę biodrową.]

[Gorgok] Griprezyn Trenak Wargih?

[W tym momencie Wilhelm pokazuje publiczności napis: <W związku z mało powszechną znajomością języka zielonoskórych wśród ludzi, wypowiedzi bohaterów będą tłumaczone na Reikspiel.>]

[Gogrok] [grubym, charczącym głosem] Czy można?
[Wilhelm] O kurde, ork!
[Gogrok] [zamykając drzwi] Nie, nie. Nie jestem orkiem… Cierpię po prostu na rzadką chorobę skóry.

[Wilhelm patrzy na Drachenfelsa.]

[Konstant Drachenfels] [wzruszając ramionami] Ork.
[Gorgok] Nie, nie, nie. Widzicie, cierpię na tę przypadłość od dziecka…
[Wilhelm] Mhm, gdyż jesteś orkiem. To normalne, że orkowie od urodzenia są orkami.
[Gorgok] [do siebie] Ech, prymitywni mnisi, zawsze ich trzeba uświadamiać. [do Wilhelma] Urodziłem się z zieloną skórą. Moja rodzina mieszkała w lesie i trudniła się łowiectwem, które uprawiała z pomocą naszych tresowanych goblinów, których hodowlę mamy.
[Wilhelm] Em…
[Gorgok] Pozwól, że skończę. Zabawny kolor skóry, specyficzny zapach, nadmiernie rozbudowana szczęka wiązała się z licznymi docinkami rówieśników w okresie dzieciństwa. [zmieniając ton na płaczliwy] Wszystkie dzieci wyzywały mnie od <orków>.

[Wilhelm siada na krześle i zaczyna kołysać się do tyłu i do przodu.]

[Gorgok] Z powodu wady wymowy nie były wstanie mnie zrozumieć, gdy mówiłem im, żeby przestały. Z tego też powodu nigdy nie zdecydowałem się na opuszczenie lasu… Aż do teraz, gdyż usłyszałem, że mogę u was znaleźć lekarstwo. Słyszałem od jednego goblina… [zerkając na Wilhelma] Nie, nie myślcie, że oszalałem. Mieszkałem w tym lesie z nimi tak długo, że w końcu nauczyłem się rozumieć ich mowę.
[Konstant Drachenfels] Biorąc pod uwagę, że mówicie jednym językiem, trudnym by było żebyście się nie rozumieli.
[Gorgok] Dokładnie! Jestem jak weterynarz, który rozmawia ze zwierzętami!
[Wilhelm] …
[Gorgok] W każdym razie… to jak, jesteście wstanie mi pomóc?
[Wilhelm] Em, nie… Przepraszam, ale nie wykonujemy operacji [z naciskiem] zmiany rasy!

[Twarz Gorgoka twardnieje.]

[Gorgok] [przez zęby] Ach, tak! A więc wy też? Przychodzi chory człowiek… liczy na pomoc… [spluwa na podłogę] Brzydzę się wami! Faszyści! Tacy jesteście fajni i doskonali?! Łatwo się śmiać z poszkodowanego przez los, co?!
[Wilhelm] Spokojnie stary, bez nerw. [po chwili] Znany minstrel Michael Jackson coś tam kombinował ze zmianą koloru skóry. Być może…

[W tym momencie wstaje Drachenfels i podaje Gorgokowi pudełeczko.]

[Gorgok] [przez łzy] Co to?
[Konstant Drachenfels] [przyjaźnie] Kremik.
[Gorgok] Co on robi?
[Konstant Drachenfels] Potwornie śmierdzi.
[Gorgok] …
[Konstant Drachenfels] Ale… powinien pomóc na twoją małą dolegliwość.
[Gorgok] [radosnym głosem] Ha! Wiedziałem, że macie serce! Dzięki stary, po stokroć dzięki.

[Gorgok uradowany wychodzi.]

[Wilhelm] [podejrzliwie] Co pan mu dał?
[Konstant Drachenfels] Kremik, który potwornie śmierdzi i powinien rozwiązać jego problem.
[Wilhelm] A konkretnie?
[Konstant Drachenfels] Wabik na trolle. Jak go troll zeżre, to skończą się jego problemy, nie sądzisz?

[Następuje chwila ciszy.]

[Wilhelm] [niepewnie] Panie…
[Konstant Drachenfels] Ani mi się waż!
[Wilhelm] Ale…
[Konstant Drachenfels] Nie, to mi się znudzi leczenie jako pierwszemu i to ja zaproponuję przejście do robienia czegoś ciekawszego.

[Ponownie następuje chwila ciszy, podczas której Wilhelm bezcelowo obserwuje całe pomieszczenie.]

[Konstant Drachenfels] Dobra, znudziło mi się. Idziemy po misję do matki przełożonej.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4340
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3739
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3262
5 BookOfRats 1 MB 3201

Najwyżej oceniane materiały