[Skromny pokój. Przy jednej ze ścian stół i kanapa, na której siedzą Konstant Drachenfels i Wilhelm. Na przeciwległej ścianie rozwieszona jest, pozbawiona głowy, skóra niedźwiedzia.]

[Wilhelm] Jak pan myśli [wskazując skórę misia] czemu on ma takie śmieszne dziury w okolicach nerek?

[Konstant Drachenfels] [patrząc niechętnie we wskazanym kierunku] Bo zabił go elf, który spadł na niego z drzewa, wbijając się obcasami.
[Wilhelm] Haha. [po czym patrzy niepewnie na Drachenfelsa] E, pan nie żartuje?
[Konstant Drachenfels] [patrząc na Wilhelma jak na idiotę] Wilhelm, czy ja kiedykolwiek żartowałem?

[W tym jednak momencie otwierają się drzwi do pomieszczenia…]

[Wilhelm] O, wreszcie poznamy naszego gospodarza.
[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Whee.

[…i na dziwnym krześle z kołami wjeżdża podstarzały Norseman, barbarzyńca z gołą klatą, tatuażami i kolczykami. Wilhelm i Drachenfels patrzą zdziwieni.]

[Wilhelm] [wskazując wózek] Em, nie chce się panu chodzić?
[Volkar] [donośnym głosem] Nie mogę!
[Wilhelm] [równie donośnie] Dlaczego?!
[Volkar] Bo miś mnie przetrącił w kręgosłup!
[Wilhelm] Aha!
[Konstant Drachenfels] I dlatego rzuciłeś w niego elfem z wysokości?
[Volkar] To żaden elf, tylko chudy człowiek z długimi uszami! I nie rzuciłem, tylko sam spadł sierota! Ale skąd o tym wiesz?!
[Konstant Drachenfels] Rozszczepiwszy mentalnie płaszczyzny międzywymiarowe, przetransponowałem swoją wolę w inny czas i miejsce, co dało mi obraz sytuacji.
[Wilhelm] [szeptem] Cholera, czemu pan mu powiedział, teraz trzeba mu wymazać pamięć.
[Konstant Drachenfels] [również pod nosem] Co ty? On nic nie zrozumiał.
[Volkar] Aha!
[Wilhelm] [po chwili] No tak, czy inaczej, zostaliśmy tu przysłani, jako młodzi adepci…
[Volkar] Młodzi?! Nie wyglądacie na młodych! Ile masz lat?!
[Wilhelm] Siedemnaście… [do siebie] eonów.
[Volkar] Aha!
[Wilhelm] No. Więc zostaliśmy przysłani, żeby pomóc. Więc, w czym możemy służyć?
[Volkar] Volkar, chce znowu chodzić!
[Konstant Drachenfels] [zakasując rękawy] Da się zrobić.
[Wilhelm] [szeptem] Nie, chwila, matka przełożona wyraźnie mówiła <nie robić mu krzywdy>.

[Drachenfels wstaje, a jego monumentalna sylwetka rzuca złowieszczy cień, na lekko speszonego barbarzyńcę.]

[Konstant Drachenfels] [z lekką nutką ironii w głosie] Wilhelm, czy ty wiesz jak [z naciskiem] bardzo względnym pojęciem jest <krzywda>?

[Wilhelm przezornie, przesłania oczy, ale podgląda przez szparę między palcami. Czarnoksiężnik zaś podchodzi do Volkara i kładzie mu dłoń na czole, po czym szybko ją jednak zabiera z obrzydzeniem i wyciera w skórę niedźwiedzia. Następnie pstryka palcami i człowiek zasypia.]

[Konstant Drachenfels] [unosząc do góry dłonie] Haskarat virathur Kamilek!

[W pomieszczeniu pojawia się postać około dwu i półmetrowego, chudego demona o białej skórze i długich palcach.]

[Kamilek] [demonicznym głosem] Kto mnie przyzwał?
[Konstant Drachenfels] Ja.
[Kamilek] Ha, a więc płać należną mi…
[Konstant Drachenfels] [krótko] Zamknij mordę.

[Wielki Czrnoksiężnik pstryka palcami, po czym z różnych części ciała barbarzyńcy wystrzeliwują magiczne sznurki, które oplatają palce demona.]

[Kamilek] [zaskoczony] Co to ma być?!
[Konstant Drachenfels] To twoja nowa pacynka. Będziesz teraz z nią chodził po mieście, a konkretnie pójdziesz do matki przełożonej kultu Shallyi pod osłona niewidzialności i używając pacynki urżniesz jej łeb.

[Zapada chwila ciszy.]

[Wilhelm] E, czyli znudziła nam się już służba u shallyjanek?
[Konstant Drachenfels] Ta, za dużo dobra czynimy. Aż mnie skręca w dołku.
[Wilhelm] [patrząc na Norsemana, na demona i znowu na człowieka] Ta… <dobra>.
[Kamilek] Chwila! Nie wiem coście za jedni, ani coście ćpali, ale jak myślicie, że zrobię…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Zrobisz.
[Kamilek] Bo co?!
[Konstant Drachenfels] [złowrogo] Bo w ryj.
[Kamilek] Ta, a kim ty niby kurde jesteś?! Wielkim Zabijaczem Demonów?!
[Wilhelm] E, nie, to jest Wielki Zabijacz [z naciskiem] Wszystkiego i Wszystkich, Wielki Czarnoksiężnik Hrabia Konstant von Drachenfels.

[Kamilek przygląda się Drachenfelsowi i tak, jak był biały, tak jeszcze bardziej zbladł.]

[Kamilek] [ciągnąc za sznurki, powodując, że Volkar podrywa się z miejsca i tańczy niczym marionetka] Co tak siedzisz! Spacerek! Idziemy do milłej pani! Raz, raz!

[Po czym demon pospiesznie wychodzi, ale wkrótce wraca się.]

[Kamilek] [przymilnie] Do widzenia panie Drachenfels.
[Wilhelm] Ta, spieprzaj.

[Demon wychodzi.]

[Wilhelm] [do Drachenfelsa] To co, kończymy naszą małą eskapadę i wracamy do Zamku?
[Konstant Drachenfels] Ależ skąd. Zbliżają się moje urodziny. [wyglądając przez okno] W ramach świeczek mam zamiar zdmuchnąć wieczny ogień w Świątyni Ulryka.
[Wilhelm] E, w Middenheim?
[Konstant Drachenfels] Tak jest, ruszamy do miasta białego kundla, wilka, czy innego wszarza.

autor: Aradesh

[Konstant Drachenfels] [patrząc niechętnie we wskazanym kierunku] Bo zabił go elf, który spadł na niego z drzewa, wbijając się obcasami.
[Wilhelm] Haha. [po czym patrzy niepewnie na Drachenfelsa] E, pan nie żartuje?
[Konstant Drachenfels] [patrząc na Wilhelma jak na idiotę] Wilhelm, czy ja kiedykolwiek żartowałem?

[W tym jednak momencie otwierają się drzwi do pomieszczenia…]

[Wilhelm] O, wreszcie poznamy naszego gospodarza.
[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Whee.

[…i na dziwnym krześle z kołami wjeżdża podstarzały Norseman, barbarzyńca z gołą klatą, tatuażami i kolczykami. Wilhelm i Drachenfels patrzą zdziwieni.]

[Wilhelm] [wskazując wózek] Em, nie chce się panu chodzić?
[Volkar] [donośnym głosem] Nie mogę!
[Wilhelm] [równie donośnie] Dlaczego?!
[Volkar] Bo miś mnie przetrącił w kręgosłup!
[Wilhelm] Aha!
[Konstant Drachenfels] I dlatego rzuciłeś w niego elfem z wysokości?
[Volkar] To żaden elf, tylko chudy człowiek z długimi uszami! I nie rzuciłem, tylko sam spadł sierota! Ale skąd o tym wiesz?!
[Konstant Drachenfels] Rozszczepiwszy mentalnie płaszczyzny międzywymiarowe, przetransponowałem swoją wolę w inny czas i miejsce, co dało mi obraz sytuacji.
[Wilhelm] [szeptem] Cholera, czemu pan mu powiedział, teraz trzeba mu wymazać pamięć.
[Konstant Drachenfels] [również pod nosem] Co ty? On nic nie zrozumiał.
[Volkar] Aha!
[Wilhelm] [po chwili] No tak, czy inaczej, zostaliśmy tu przysłani, jako młodzi adepci…
[Volkar] Młodzi?! Nie wyglądacie na młodych! Ile masz lat?!
[Wilhelm] Siedemnaście… [do siebie] eonów.
[Volkar] Aha!
[Wilhelm] No. Więc zostaliśmy przysłani, żeby pomóc. Więc, w czym możemy służyć?
[Volkar] Volkar, chce znowu chodzić!
[Konstant Drachenfels] [zakasując rękawy] Da się zrobić.
[Wilhelm] [szeptem] Nie, chwila, matka przełożona wyraźnie mówiła <nie robić mu krzywdy>.

[Drachenfels wstaje, a jego monumentalna sylwetka rzuca złowieszczy cień, na lekko speszonego barbarzyńcę.]

[Konstant Drachenfels] [z lekką nutką ironii w głosie] Wilhelm, czy ty wiesz jak [z naciskiem] bardzo względnym pojęciem jest <krzywda>?

[Wilhelm przezornie, przesłania oczy, ale podgląda przez szparę między palcami. Czarnoksiężnik zaś podchodzi do Volkara i kładzie mu dłoń na czole, po czym szybko ją jednak zabiera z obrzydzeniem i wyciera w skórę niedźwiedzia. Następnie pstryka palcami i człowiek zasypia.]

[Konstant Drachenfels] [unosząc do góry dłonie] Haskarat virathur Kamilek!

[W pomieszczeniu pojawia się postać około dwu i półmetrowego, chudego demona o białej skórze i długich palcach.]

[Kamilek] [demonicznym głosem] Kto mnie przyzwał?
[Konstant Drachenfels] Ja.
[Kamilek] Ha, a więc płać należną mi…
[Konstant Drachenfels] [krótko] Zamknij mordę.

[Wielki Czrnoksiężnik pstryka palcami, po czym z różnych części ciała barbarzyńcy wystrzeliwują magiczne sznurki, które oplatają palce demona.]

[Kamilek] [zaskoczony] Co to ma być?!
[Konstant Drachenfels] To twoja nowa pacynka. Będziesz teraz z nią chodził po mieście, a konkretnie pójdziesz do matki przełożonej kultu Shallyi pod osłona niewidzialności i używając pacynki urżniesz jej łeb.

[Zapada chwila ciszy.]

[Wilhelm] E, czyli znudziła nam się już służba u shallyjanek?
[Konstant Drachenfels] Ta, za dużo dobra czynimy. Aż mnie skręca w dołku.
[Wilhelm] [patrząc na Norsemana, na demona i znowu na człowieka] Ta… <dobra>.
[Kamilek] Chwila! Nie wiem coście za jedni, ani coście ćpali, ale jak myślicie, że zrobię…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Zrobisz.
[Kamilek] Bo co?!
[Konstant Drachenfels] [złowrogo] Bo w ryj.
[Kamilek] Ta, a kim ty niby kurde jesteś?! Wielkim Zabijaczem Demonów?!
[Wilhelm] E, nie, to jest Wielki Zabijacz [z naciskiem] Wszystkiego i Wszystkich, Wielki Czarnoksiężnik Hrabia Konstant von Drachenfels.

[Kamilek przygląda się Drachenfelsowi i tak, jak był biały, tak jeszcze bardziej zbladł.]

[Kamilek] [ciągnąc za sznurki, powodując, że Volkar podrywa się z miejsca i tańczy niczym marionetka] Co tak siedzisz! Spacerek! Idziemy do milłej pani! Raz, raz!

[Po czym demon pospiesznie wychodzi, ale wkrótce wraca się.]

[Kamilek] [przymilnie] Do widzenia panie Drachenfels.
[Wilhelm] Ta, spieprzaj.

[Demon wychodzi.]

[Wilhelm] [do Drachenfelsa] To co, kończymy naszą małą eskapadę i wracamy do Zamku?
[Konstant Drachenfels] Ależ skąd. Zbliżają się moje urodziny. [wyglądając przez okno] W ramach świeczek mam zamiar zdmuchnąć wieczny ogień w Świątyni Ulryka.
[Wilhelm] E, w Middenheim?
[Konstant Drachenfels] Tak jest, ruszamy do miasta białego kundla, wilka, czy innego wszarza.

autor: Aradesh


Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4374
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3763
3 altdorf_night 4 MB 3622
4 Zapłata 54 KB 3276
5 BookOfRats 1 MB 3225

Najwyżej oceniane materiały