[“Podwórze” przed Zamkiem. Pod bramą Wilhelm zamiata swoim sposobem gościniec… Czyli stoi wsparty na miotle i ogląda ze znudzeniem wymalowanym na twarzy swoje paznokcie.]

[Wilhelm] [przeciągle] Ech… [po kilkunastu sekundach] Ja to mam ciężką egzystencję.

[Nagle demon wydaje się coś zauważyć na horyzoncie. Jego oczom ukazuje się dwóch ludzi. Jeden, w bogatym, szlacheckim stroju dosiada dorodnego rumaka. Drugi zaś, to przygarbiony, starszy mężczyzna wsparty na kosturze. Na ich widok demon “przerywa” pracę.]

[Gerhard*] [w kierunku Wilhelma] Ave, dobry człowieku!

[Demon obraca się za siebie z miotłą gotową do ukatrupienia ewentualnego dobrego człowieka, któren po raz kolejny go podszedł]

[Manfred**] [z lekką stylizacją na akcent bretoński] Haha! To nie żaden dobry człowiek…

[Wilhelm obraca się w ich kierunku ze zdziwieniem.]

[Manfred] [kontynuując] …to zwykły lokaj, [z naciskiem] kanalia!
[Gerhard] Ależ czcigodny panie Manfredzie, skąd pan wie, że ów dobry człowiek jest kanalią?
[Manfred] Albowiem mój drogi plebejuszu, jak jest jakieś morderstwo i umiera ktoś wysoko postawiony… Załóżmy prawie tak wysoko jak ja… To kto jest zawsze winny? [nie czekając nawet chwilę na odpowiedź] Tak jest, lokaj!
[Gerhard] Naczytaliście się czcigodny panie kryminałów.
[Wilhelm] [wtrącając od niechcenia] Ta, wygląda na oczytanego… [do siebie] znaczy rumak, nie człek.

[Manfred postępuje, a raczej podjeżdża kilka kroków.]

[Manfred] A tobie kto pozwolił się odzywać, [z naciskiem] plebsie?!
[Wilhelm] [udając zaskoczonego] Aaa, bo pan to szlachcic jest?
[Manfred] [wypinając klatę] Słusznieś zgadł pachołku.
[Wilhelm] A, to pokornie przepraszam…
[Manfred] No ja…
[Wilhelm] … pański rumak taki mizerny, a ciuch tak wypłowiały, że myślałem, że to miejscowy kowal znowu zachlał i przyjechał dostać w ryj.

[Zapada chwila ciszy.]

[Wilhelm] Ale… wygląda na to, że nie.

[Szlachcic wyjmuje pistolet zza pasa i oddaje strzał wprost w czoło Wilhelma. Ów pada na wznak.]

[Gerhard] [przerażony] Panie!
[Manfred] [niewinnie] Co?! Sprowokował mnie!
[Gerhard] [ironicznie] Ta, nieomalże pana napadł, co?
[Manfred] No! Sam widziałeś! Bydle zachłysnęło się słodkim powietrzem wolności bijącym od mojej osoby i zapomniało, gdzie jego miejsce!
[Gerhard] [pochylając głowę] Niech Sigmar ma w opiece…
[Wilhelm] [unosząc palec w górę, leżąc na ziemi] Tylko nie Sigmar, kurde! … I ja wciąż żyję.

[Manfred wyjmuje drugi pistolet.]

[Gerhard] [dostrzegłszy to] Panie!
[Manfred] Co?! Lepiej go dobić, co się ma bidula męczyć?
[Wilhelm] [podnosząc się z przerażeniem] Co ty kurde, jakiś cholerny Desperado z Estalii? [macając dziurę w czole] Bez łaski, to tylko draśnięcie!
[Gerhard] Draśnięcie?! Kula weszła w samo czoło!
[Wilhelm] [przez zęby] Mam twardą czaszkę i rabat modlitewny u Shallyi.
[Gerhard] Zaiste, to prawdziwy cud.
[Manfred] [drapiąc końcem lufy skroń] Ja wiem, czy cud… Dla mnie to bardziej wgląda na interwencje nieczystych mocy… Herezja jakaś może nawet.
[Wilhelm] [pogardliwie] Inkwizytor się znalazł.

[W tym momencie Manfred wyjmuje z torby podróżnej zwój i od niechcenia rzuca go demonicznemu słudze.]

[Wilhelm] [czytając na głos] “Niniejszy dokument zaświadcza, że jego posiadacz jest z ramienia Jego Wysokości Imperatora Pana blablabla miliona krain… Inkwizytorem.
[Manfred] [do siebie, ale tak żeby wszyscy słyszeli] Nabrałem ochoty na grilla…
[Wilhelm] Ej, zaraz, on [wskazując Gerharda] mówi do pana per Manfred, a ten papier jest na jakiegośtam Klausa…

[Manfred podjeżdża i wyrywa Wilhelmowi dokument.]

[Manfred] Dawaj to. Mam na drugie Klaus.
[Wilhelm] Ta, a na trzecie Dorotka.

[Szlachcic znowu sięga po pistolety, ale Wilhelm przezornie kryje się za Gerhardem.]

[Wilhelm] Ekhm, tak… a w ogóle, to zapomniałem podstawowego pytania… Czego tu?
[Gerhard] A tak… A więc szlachetny pan Manfred von Krammer i moja skromna osoba, przybyliśmy do panicza Drachenfelsa…
[Wilhelm] [jakby nagle się ocknął] E, przepraszam… Co było przed “Drachenfelsa”?
[Gerhard] Panicza.
[Wilhelm] Panicza… No kurde, słyszałem już różne jego tytuły…
[Konstant Drachenfels] Wilhelm!

[Za Wilhelmem pojawia się postać Konstanta Drachenfelsa, w wieku mnij więcej ośmiu lat. W tle zaczyna grać gotycki cover tematu głównego kreskówki “Smurfy”. Demonowi szczęka zatrzymuje się mniej więcej na wysokości pasa.]

[Wilhelm] P-Panie…?
[Konstant Drachenfels] [do gości, dziecięcym, ale chłodnym głosem] Panowie wybaczą, ale mój debilny sługa nie został poinformowany o panów przybyciu. [do demona] Wilhelmie, to moi nowi nauczyciele piśmiennictwa, fechtunku oraz etykiety. Zaprowadź ich do przygotowanych dla nich komnat. [do gości] Witam szlachetnych…
[Wilhelm] [lekko skołowany] Nauczyciele? Że co…
[Konstant Drachenfels] [przymknąwszy oczy] Wilhelm, rób baranie co każę, bo przypieprzę ci grzechotką…
[Wilhelm] Tak jest.

[* Postać Gerharda w niniejszym akcie wzorowana jest na “autentycznej” postaci Kennego, którego przygody miałem przyjemność prowadzić.
** Postać Manfreda wzorowana jest zaś na postaci Evina, którą również z wielką przyjemnością wspominam z moich sesji.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4342
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały