[Zamkowa sala pojedynkowa (tak, owszem, ten zamek ma takie pomieszczenie). Na ścianach widz uświadczy nieco oręża w postaci szabel, rapierów, mieczy, toporów, broni palnej, kusz etc. Komnata zaplanowana jest na planie koła, ma wysokie sklepienie, z którego zwisa na grubym łańcuchu żyrandol. Mniej więcej na środku stoją na przeciw siebie Manfred i mały Drachenfels, obaj dzierżący rapiery, a w odległości, z założonymi rękoma, podpiera ścianę Wilhelm, sprawiający wrażenie lekko znudzonego.]

[Manfred] Czy panicz jest absolutnie, zupełnie pewien, że będziemy używać broni ostrej na ćwiczeniach?
[Konstant Drachenfels] [dziecinnie, ale chłodno] Tak.
[Manfred] Ale mogę paniczowi przypadkiem wyrządzić krzywdę, myślę…
[Wilhelm] [do siebie] Ta, kto komu…
[Konstant Drachenfels] Nie, nie, nie, od myślenia jest Gerhard, pan jest nauczycielem od fechtunku i z tej przyczyny uczymy się teraz fechtować, a nie myśleć… Kapewu?
[Manfred] Ech, ale…
[Konstant Drachenfels] Zresztą ja jestem bardzo wierzący.

[Słychać jak niebo na zewnątrz przez chwilę grzmi.]

[Manfred] A jeśli mogę zapytać… Co to ma do rzeczy?
[Konstant Drachenfels] Ponoć jest pan Inkwizytorem. Nie powinien pan tego wiedzieć?
[Manfred] [z zakłopotaniem] E, tego no… Ale Sigmar nie ratuje tych co się sami proszą… znaczy… O, wiem… Ratunek Sigmara w tym przypadku polega na tym, że za pomocą mojej osoby, która wskazuje niebezpieczeństwa broni ostrej, stara się odegnać od panicza niebezpieczeństwo! Tak, mhm.
[Konstant Drachenfels] Wspaniały pokaz relatywizmu religijnego… Aż faktycznie można uwierzyć, że jest pan hierarchą kapłańskim… Ale mi chodziło o to, że broń jest poświęcona, więc…

[Znowu grzmi.]

[Konstant Drachenfels] [do siebie] Cholera jasna muszę naprawić to niebo… [ponownie do Manfreda] Broń jest poświęcona, a jak wiemy ze świętych zwojów, o których przecie pan chyba słyszał?
[Manfred] E… Oczywiście!
[Konstant Drachenfels] Że?
[Manfred] [paląc głupa] Mhm, że…
[Konstant Drachenfels] Eh, “Święta broń nie ugodzi tego o czystym sercu.”

[Grzmoty.]

[Manfred] Hm, chyba zanosi się na burzę…
[Konstant Drachenfels] Albo pradawny wieśniak przestawia szafę na chmurce. [po chwili] To co, możemy zaczynać?
[Manfred] No chyba tak…
[Wilhelm] [do siebie, ale tak że wszyscy słyszą] No wreszcie, już myślałem, że nigdy nie zaczną się dźgać.
[Manfred] …
[Konstant Drachenfels] Proszę go zignorować, on tak ma o tej porze eonu…
[Manfred] Hm, zawsze można by go spalić.
[Konstant Drachenfels] Nie tam, śmierdzi jak się tli… [wskazując rapier] Więc?
[Manfred] Słusznie… Więc, to jest r a p i e r.
[Konstant Drachenfels] …
[Manfred] Rapier jest to broń biała, służąca…
[Konstant Drachenfels] [przez zęby] Stop. Znam teorię, oglądałem W11.
[Manfred] E, W11?

[W tym momencie światła w pomieszczeniu przygasają, za wyjątkiem jednego, które oświetla Wilhelma.]

[Wilhelm] [głosem mężczyzny, o więcej niż pewnym raku krtani, którego mamy nieprzyjemność wysłuchiwać w kinach przed seansem, podczas zapowiedzi.] Tego lata! W Altdorfie! Opowieść jakiej jeszcze nie widziałeś! [rozbrzmiewa dźwięk orkiestry symfonicznej] Historia pasji! Historia lęku! Historia… nie do końca dobrze opowiedzianych dramatów z życia prostolinijnych mieszczan, których dzieci się szwendają po ciemnych uliczkach, a oni sami zapijają smutki życia codziennego w swych domach o średnim standardzie, z którymi większość widowni może poczuć więź emocjonalną. [po chwili] Zobacz na własne oczy co to znaczy żyć na krawędzi! Zobacz co znaczy nie móc rozwiązać zagadki, kiedy dziecko z widowni wywrzaskuje odpowiedź po raz siedemnasty! Zobacz co to znaczy być kobietą w straży miejskiej, która nie pociąga erotyczne żadnego kolegi ze służby, nawet pomimo tego, że umie obsługiwać halabardę! [po chwili] Tego lata! W twoim kukiełkowym teatrze przydrożnym… [do raka gardła dochodzi wsiuński akcent] W… 11! W jeden jeden! Jedna krew! Jedna halabarda! Wstęp od piętnastego roku życia, lub pierwszych postrzyżyn.

[Światła wracają do normy. Manfred i Drachenfels obserwują Wilhelma oczyma Garfielda.]

[Wilhelm] [po dłuższej chwili, normalnym juz głosem, poirytowany] Dobra! Idę se! Widzę, że nikt mnie tu nie chce!

[Wielki Czarnoksiężnik spostrzega jednak, że jego sługa zamierza odejść tradycyjną metodą, tj. przez ścianę. Pstryka palcami, na ścianie przed Wilhelmem pojawia się mała tabliczka z napisem “Nie przez ścianę, debilu, gości mamy”.]

[Wilhelm] [spostrzegłszy tabliczkę, która znika momentalnie po przeczytaniu, do Drachenfelsa] No przecież wiem! Chciałem tylko… tylko… popatrzeć na ścianę, bo… bo było tam coś fajnego, o!

[Obrażony demon wychodzi przez drzwi, o mały włos nie zapomniawszy, aby je najpierw otworzyć.]

[Manfred] E, tak, to na czym stanęliśmy?
[Konstant Drachenfels] Pokazywał mi pan swój [z naciskiem] mały rapier.

[Człowiek ogląda niepewnie broń.]

[Manfred] Ej… [wyginając lekko końcówkę o podłogę] Nie jest taki mały… może trochę krzywawy, albo co i w tym świetle… A w ogóle to zimno jest…
[Konstant Drachenfels] [przez zęby] Do rzeczy.
[Manfred] A tak. Więc najpierw panicz musi się nauczyć zbijać ciosy. Wymierzę cios, a panicz go teraz zbije. Uwaga… gotów?

[“Inkwizytor” wymierza cios, Drachenfels paruje zaś z taką siłą, że nauczyciel wypuszcza swój rapier z dłoni.]

[Manfred] [z zakłopotaniem] Hm, miałem widać… e… wilgotną dłoń [podnosi broń z podłogi] Spróbujmy jeszcze raz. Uwaga… gotów?

[Ponownie wyprowadzony zostaje cios. Tym razem Wielki Czarnoksiężnik zbija w ten sposób, że rapier Manfreda wylatuje mu z ręki do góry i odcina jedną świecę z żyrandola, która spada nieszczęśnikowi na głowę, ogłuszając go.]

[Konstant Drachenfels] [sucho] Myślę, że “zbijanie” mam już opanowane. Na następnej lekcji przejdziemy do czegoś trudniejszego.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3731
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3270
3 altdorf_night 4 MB 3253
4 vaevictis 433 KB 2747
5 Zapłata 54 KB 2744

Najwyżej oceniane materiały