[Dziedziniec zamkowy. Wilhelm ziewa nad miotłą. Jest piękny, słoneczny dzień.]

[Wilhelm] [ziewając] Ech, ale nudy. Słońce praży, a ja nawet nie mogę się poopalać, bo jestem demonem. [ziewnięcie] Ech, mogłoby się coś wydarzyć, jacyś goście albo co… Powinniśmy się reklamować w “imperialnych anonsach”.

[W tym momencie w bramie pojawiają się dwie sylwetki ciężkozbrojnych rycerzy na ogromnych rumakach bojowych. Jeden z nich ma niezwykle wysoki hełm stylizowany na zwieńczeniu na łeb smoka, drugi zaś w ogóle nie ma hełmu, za to w przeciwieństwie do poprzedniego, gęstą brodę. Brodacz dzierży olbrzymi młot bojowy, jego towarzysz zaś runiczny miecz.]

[Ur’Ulryk] [wskazując Wilhelma młotem, donośnie] Człowiek!!!
[Konstantyn] [chłodno] Na Sigmara, twe uwagi są niczym okrzyki wojenne Ulrykaninie. Powstrzymajże gardło.
[Ur’Ulryk] Co?!
[Konstantyn] [machnąwszy pancerną rękawicą i zdejmując hełm] Ech, nieważne. [do Wilhelma] Ejże, plebejuszu! Podejdźcie no tu!

[Demon przygląda się chwilę konnym, po czym niepewnie podchodzi.]

[Konstantyn] Jak się zwiesz chłopie?
[Wilhelm] [przymrużywszy oczy] Otóż Wilhelm i nie chłop a demo… e, sługa.
[Konstantyn] A więc Wilhelmie, czy słusznie przypuszczam, że nawiedziliśmy gród wielmożnego hrabiego Konstanta von Drachenfels?
[Ur’Ulryk] Na Ulryka… Do diabła z tym! Powiedz lepiej, czy to Zamek Drachenfels, bo rozłupię ci czerep moim “Rozłupywaczem Czerepów”! [groźnie macha młotem].
[Konstantyn] [do kompana] Raczyłbyś milczeć, panie?
[Ur’Ulryk] Nazwałeś mnie panią?!
[Konstantyn] Ech, ta zdradziecka gramatyka. Wiem co teraz powiesz…
[Ur’Ulryk] Na Ulryka! Ta zniewaga krwi wymaga!
[Konstantyn] [ze zrezygnowaniem] Ech, o właśnie… Przypominam ci jednak, pa… [zreflektowawszy się] Przypominam ci jednak, że właśnie na mediacje tu przyjechaliśmy, więc zechciej powstrzymać swą rządzę krwi do tego czasu.
[Wilhelm] [przerywając im] Zaraz, zaraz… jaką mediację?
[Konstantyn] Herr Drachenfels podjął się mediacji pomiędzy altdorfskim Zakonem Rycerzy Pantery, a Zakonem Rycerzy Białego Wilka z Middenheim.
[Ur’Ulryk] Na Ulryka!
[Konstantyn] No właśnie.
[Wilhelm] Mhm, a jeśli można… O co poszło?
[Konstantyn] Jak to o co?! [pokazując ulrykanina ostentacyjnie palcem] To idioci.
[Ur’Ulryk] Na Ulryka, heretyk!
[Konstantyn] Bluźnierca! Bałwochwalca!
[Ur’Ulryk] [wskazując przytwierdzoną do pozłacanego pancerza Konstantyna, pieczęć Imperatora] Ta? Przynajmniej mi metka nie wystaje!
[Konstantyn] [wskazując szmaciane ciżemki w strzemionach Ur’Ulryka] Tak? A waść masz śmieszne kapcie!
[Ur’Ulryk] To magiczne…
[Konstantyn] [dokańczając za niego] …cichobiegi lekkiego czmychania?
[Ur’Ulryk] Synowie Ulryka to najdzielniejsi rycerze Imperium, a nie takie wyperfumowane lafiryndy jak wy!
[Wilhelm] Ekhm, w porządku, zrozumiałem. Niemniej jednak dziękuję za pokazówkę. [przymilnie] Jestem pewien, że Herr Drachenfels jest znakomitą osobą do załatwienia waszego problemu. [po chwili] Więc jeśli zaparkujecie konie gdzieś, o tam…
[Konstantyn] Jak to “zaparkujecie”?! A gdzież stajenni?!
[Wilhelm] E, tak. Minimalizujemy koszty.
[Ur’Ulryk] Pf, wyfiołkowana pannica. Rycerz Białego Wilka potrafi i spać na koniu.
[Konstantyn] [przez zęby] “Wyfiołkowana”. Niewiarygodne. Ileż sylab!
[Wilhelm] [poirytowany] Dobra! Zawezmę klacze, panowie raczą poczekać.

[W momencie, gdy Wilhelm zbliża się do jeźdźców ogier Konstantyna staje dęba i zaczyna wściekle rżeć.]

[Wilhelm] Mmm, charakterek.
[Konstantyn] Coś jest nie tak! Ryszard reaguje tak tylko na zło i demony!
[Ur’Ulryk] Ekhm. Nazwałeś konia… “Ryszard”?

[Zapada chwila ciszy.]

[Konstantyn] Tak, coś nie w porządku?
[Ur’Ulryk] [z naciskiem] “Ryszard”?!
[Konstantyn] Uważam, że “Ryszard” to wspaniałe imię dla konia. Dumne takie…
[Ur’Ulryk] Dla tresowanego goblina chyba.
[Konstantyn] Dobrze, a jak żeś waszmość sam ochrzcił swego ogiera?
[Ur’Ulryk] …
[Konstantyn] No, słuchamy, słuchamy.
[Ur’Ulryk] [ledwo słyszalnie] Ulr.
[Konstantyn] Nie dosłyszałem.
[Ur’Ulryk] Ulrk.
[Konstantyn] Jak?!
[Ur’Ulryk] Ulryk, no! [pospiesznie dodając] Na cześć…
[Konstantyn] Na cześć bezdennego braku inwencji twórczej, ot co! [do swego konia] Ryszardzie, parsknij z pogardą na Ulryka.

[Koń wykonuje polecenie.]

[Konstantyn] [z satysfakcją] Widzisz? Mój rumak parska na twego, panie!
[Ur’Ulryk] A czemu parskał wcześniej na tego tu sługę?
[Konstantyn] [zwracając się z groźnym wyrazem twarzy do Wilhelma] No właśnie, czemu mój koń na ciebie parska?
[Wilhelm] [z zakłopotaniem] E, ma katar może?
[Konstantyn] Nie, nie. On wyczuwa tu [z naciskiem] Chaos!
[Wilhelm] Aaa. Bo tego, ja z Praag jestem!
[Konstantyn] No i co z tego?
[Wilhelm] Byliście mości rycerzu w Praag kiedy?
[Konstantyn] A nie byłem.
[Wilhelm] No to Praag, to miasto położone nieopodal granicy z pustkowiami Chaosu, prawda?
[Konstantyn] I co w związku z tym?
[Wilhelm] No i tam demony i takie tam to chleb powszedni. Wyłażą ze ścian, czasem grają z nami w karty jak się dzień dłuży… [widząc coraz bardziej inkwizycyjną minę Markowo-Jurkową na twarzy Konstantyna, Wilhelm zmienia ton] No i dlatego…
[Konstantyn] Dlategoś heretyk? Dałeś się opętać złym mocom?!
[Wilhelm] Nie, gdzie tam! Kubraczek mi pewno nimi zaśmiardł.
[Konstantyn] No nie wiem…
[Ur’Ulryk] Ech, wy panienki z Altdorfu to byście tylko wszystkich oskarżali, palili i w ogóle. Dla byle trolla stos układacie!
[Konstantyn] [z poirytowaniem] Troll to stwór Chaosu!
[Ur’Ulryk] Wcale, bo nie! To większy taki goblin! Trza go młotem!
[Konstantyn] Pochodnią!
[Ur’Ulryk] Młotem!
[Konstantyn] Sam żeś młot.
[Wilhelm] [do siebie] Spór w doktrynie zakonnej. [do kłócących się] To ja może skoczę zawiadomić hrabiego o panów przyjeździe, co?
[Ur’Ulryk] [nie zwracając na sługę uwagi] Nie bo ty!
[Konstantyn] Mutanta Chaosu od goblinoida imbecyle nie rozróżniają!
[Wilhelm] Tia, pójdę.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3727
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3267
3 altdorf_night 4 MB 3250
4 vaevictis 433 KB 2742
5 Zapłata 54 KB 2740

Najwyżej oceniane materiały