[Salonik. Przytulne pomieszczenie z kominkiem i skórą misia na podłodze. Na ścianach portrety hrabiego, jakieś szable. W centrum komnaty gustowny stolik i trzy skórzane fotele, z czego dwa wysadzane czarnymi klejnotami. Na trzecim z kolei zasiada Konstant Drachenfels i pieczołowicie wykuwa z jakiegoś czarnego kamienia świecznik za pomocą magicznego dłuta. Do saloniku wpada Wilhelm.]

[Wilhelm] Panie! [nagle wyczuwając jakiś zapach w powietrzu] E? Co tu tak Otchłanią daje? Co najmniej jakby ktoś… [nagle dostrzega dzieło Drachenfelsa] E, co pan robi?
[Konstant Drachenfels] [nie odrywając się od pracy] Świecznik.
[Wilhelm] [podejrzliwie] Ta, a z czego, jeśli można spytać?

[Wielki Czarnoksiężnik w odpowiedzi dmucha lekko na świecznik, pod wpływem czego ten przechodzi przez całą paletę barw i powraca po chwili do swej pierwotnej czerni.]

[Wilhelm] Spacz-świecznik?
[Konstant Drachenfels] Mhm, a zgadnij, z czego są ozdoby na fotelach?
[Wilhelm] Próbuje pan stworzyć “salonik zakrzywiania czasoprzestrzeni”?
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Sądząc po tym, że tu przylazłeś, mamy gości.
[Wilhelm] Tak jest.
[Konstant Drachenfels] No to zaproś ich tu.
[Wilhelm] E? Przecież taka ilość Kamienia Przemian zamieni ich momentalnie w wijące się masy pierwotnego chaosu!
[Konstant Drachenfels] Nie, idioto. To są mistrzowie zakonni.
[Wilhelm] No i? O ile mi wiadomo, to nie czyni ich demonami, a skoro nie są demonami, to taka ilość…
[Konstant Drachenfels] [przerywając Wilhelmowi] Wystarczy w sam raz żeby lekko przymutowali i żebyśmy nie musieli na to czekać eonami.
[Wilhelm] Nie rozumiem.
[Konstant Drachenfels] Nic nowego. [po chwili] Przedstawię ci to przekrojowo. Wewnątrz takiego Wielkiego Mistrza mamy warstwę debilizmu koncentrycznie skupioną wokół jego malutkiego móżdżku. Następnie masę mięśni hardego wojownika. Potem mamy aurę wiary, aurę błogosławieństwa i aurę odporności magicznej. Taki prześwięty tort. To tak, jakby nosili ołowiane mundurki. Zakładam też, że mają ze sobą jakieś śmieszne artefakty, więc dawka energii Otchłani, znajdująca się w tym pomieszczeniu, powinna być w sam raz, aby było zabawnie.
[Wilhelm] [podejrzliwie] A oni czasem tego tu nie wyczują?
[Konstant Drachenfels] A jak zareagowali na ciebie?
[Wilhelm] E, no powiedziałem, że z Praag jestem.
[Konstant Drachenfels] No widzisz, ładne mam praażańskie meble? A teraz biegnij po nich, a ja skończę mój świecznik.
[Wilhelm] Ja wohl.

[Demon opuszcza komnatę, a Drachenfels kończy swoje dzieło, ogląda je wnikliwie, po czym ustawia na środku stolika. Po dłuższej chwili Wilhelm powraca i staje wewnątrz, tuż obok drzwi.]

[Wilhelm] Ekhm. [głośno] Szlachetni mistrzowie zakonów Rycerzy Panter i Rycerzy Białego Wilka, Herr Konstantyn von Abberheimer i Herr Ur’Ulryk von Ulryk Plugawcze.
[Ur’Ulryk] [wchodząc, do Wilhelma] Na Ulryka! “Plugawcze” było do ciebie, plugawcze!
[Konstantyn] [również wchodząc] A “Ulryk” wtedy do kogo było?

[Wielki Czarnoksiężnik unosi się z miejsca, a jego postać wydaje się górować nad gośćmi, mimo iż nie ustępują mu wzrostem.]

[Konstant Drachenfels] Witam w Zamku Drachenfels, szlachetni rycerze!
[Wilhelm] [do siebie] To powitanie zawsze brzmi jak pożegnanie.

[Nagle niewidzialne prądy czystej energii Otchłani oplatają sylwetki Rycerzy, wypychając ich lekko w kierunku drzwi.]

[Ur’Ulryk] Na Ulryka! Jakieś nieczyste siły wypychają mnie w kierunku drzwi!
[Konstant Drachenfels] Nie, nie, to tylko przeciąg. Wilhelmie, zamknij drzwi.

[Demon z ironicznym uśmieszkiem zatrzaskuje potężne, niepasujące za bardzo do tego pomieszczenia, okute drzwi.]

[Konstant Drachenfels] [uprzejmie, z lekki uśmiechem, wskazując fotele] Proszę, siadajcie wielmożni goście.

[Rycerze siadają, nie bez trudu. Wir mrocznych mocy trochę się ucisza. Konstant Drachenfels również siada.]

[Konstant Drachenfels] Ufam, że podróż minęła spokojnie?
[Konstantyn] [z żalem] Niestety nie.
[Konstant Drachenfels] Och?
[Ur’Ulryk] Ta, bo ten tu [wskazując Konstantyna] człowiek-latarnia, musiał spalić co druga napotkaną wioskę!
[Konstantyn] [z wyrzutem] Plenił się w nich Chaos, rozpusta, herezja i brak podstawowych zasad higieny!
[Ur’Ulryk] Spalił wioskę, bo podali mu wino w brudnym kubku!
[Konstantyn] Nie dlatego, że w [z naciskiem] brudnym kubku, tylko dlatego że w kubku. Każdy człowiek wie, że wina nie podaje się w kubkach, przeto ten kto tego nie wie, nie jest człowiekiem. A kto nie jest człowiekiem, ni zwierzęciem, ten jest kim? Pomiotem Chaosu! Tako rzeką zapisy w księgach!
[Ur’Ulryk] Pf. Smarkam na twoje literki i papierki.
[Konstantyn] [do Drachenfelsa] No sam niech pan powie, mości hrabio. Jakże pan reaguje, gdy napotka pan Chaos na swych włościach?
[Wilhelm] [do siebie] Zależy, jak ciekawy, to zabiera do domu i chowa pod łóżkiem, albo wrzuca do piwnicy na lepsze czasy. [na głos] To może ja skocze po wino! [po chwili] W pucharach!
[Konstantyn] Tak jest! To po sigmarowemu!
[Konstant Drachenfels] Sigmar, o ile mi wiadomo nie pijał wina, tylko krasnoludzkie piwo.
[Konstantyn] Mości hrabia, jest miłośnikiem historii naszego Patrona, widzę?
[Konstant Drachenfels] Tak, powiedzmy.

[W międzyczasie Wilhelm, widząc, że goście zwróceni są do niego tyłem, ewakuuje się przez ścianę.]

[Konstant Drachenfels] Co do poprzedniego pytania… Naturalnie wzywam czem prędzej inkwizytora imperialnego, ażeby po sprawiedliwym sądzie i jeszcze sprawiedliwszym wyroku, spalił wszystko do ziemi.
[Konstantyn] [kiwając głową z aprobatą] Prawidłowo, prawidłowo.
[Ur’Ulryk] Pf.
[Konstant Drachenfels] [do Ur’Ulryka] A wy panie, co robicie, gdy napotkacie potwora Chaosu?
[Ur’Ulryk] Hmpf! Na Ulryka! Nic! Mutanci widząc dumną postać wojownika Ulryka, giną z przestrachu, albo uciekają z powrotem do Bretonni, skąd przybyli!
[Konstantyn] Na Sigmara! Mutanci przybywają z północnych pustkowi, a nie Bretonni.
[Ur’Ulryk] Na Ulryka! To czemuże prowadziliśmy z nimi wojnę?!
[Konstantyn] Bo wam powiedzieliśmy, że stamtąd przybywają zwierzoludzie, bo nie byliście w stanie pojąć politycznego aspektu wojny!
[Konstant Drachenfels] [próbując uspokoić atmosferę] Dobrze, dobrze…. Ale powiedzcie panowie, co robicie, gdy zdarzają się mutacje w waszych zakonach?
[Konstantyn] Ha! To niemożliwe, hrabio! Przeczyści rycerze Sigmara, nigdy nie pozwalają by skalały ich nieczyste siły… Wilkojebcy z kolei… Z samej natury rzeczy… [porozumiewawczo kiwając głową na Ulrykanina]
[Ur’Ulryk] Brednie! Rycerz Białego Wilka jest tak przerażający, że nawet mutacje przed nim uciekają!
[Konstant Drachenfels] Rozumiem, czyli nie zdarzyło się powiedzmy, żeby mistrz zakonu nabrał kopyt, czy rogów?
[Konstantyn, Ur’Ulryk] Nigdy!
[Konstant Drachenfels] Znakomicie.

[W międzyczasie demoniczny sługa wraca z tacą, na której znajdują się trzy srebrne puchary z winem.]

[Wilhelm] [podając puchary zebranym] Proszę bardzo… W dobrym, sigmarofilnym pucharze.

[Gdy rycerze sięgają po puchary, srebro parzy ich. Obaj cofają dłonie jak… no jak oparzeni.]

[Konstantyn, Ur’Ulryk] Ał!
[Ur’Ulryk] Na Ulryka! To wino jest wrzące!
[Konstantyn] Ciepłe wino to herezja!
[Wilhelm] [do siebie] Tak, tak, płoń spaczludku, płoń.
[Konstantyn] Coś powiedział?!
[Wilhelm] Powiedziałem, że “gapa jestem” i idę wymienić wino na chłodne.
[Konstant Drachenfels] [zadowolonym głosem] Tak, i podaj gościom może w złotej zastawie.
[Wilhelm] Ja wohl, mein Fuhrer. [mrugnąwszy zdziwiony własnymi słowami, do siebie] O cholera, a skąd to się wzięło?

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3954
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3361
3 altdorf_night 4 MB 3352
4 Zapłata 54 KB 2823
5 vaevictis 433 KB 2820

Najwyżej oceniane materiały