[Komnata zamkowa. Łoże z baldachimem, szafa, stolik, mała szafka przy łóżku, dywan oraz lustro. Na suficie żyrandol. Obok łóżka na podłodze śpi Ur’Ulryk. Na środku pomieszczenia stoi zaś Wilhelm.]

[Wilhelm] [do widowni] Witajcie śmiertelnicy. Jak zapewne pamiętacie, w poprzedniej scenie Herr Drachenfels raczył uknuć chytry plan zadrwienia z dwóch mistrzów zakonnych. Pozwoliliśmy się naszym bohaterom wyspać i przy okazji lekko przymutować podczas snu. [uśmiechnąwszy się od ucha do ucha] Czas sprawdzić rezultaty.

[Demon wyjmuje zza pazuchy małą trąbkę i dmie nią wprost do ucha Ur’Ulryka.]

[Wilhelm] [po tym jak człowiek zrywa się na równe nogi, cichym, łagodnym szeptem] Pobudka.
[Ur’Ulryk] [zaskoczony] Na Ulryka!

[W tle słychać jak niebo lekko grzmi.]

[Wilhelm] [do siebie, z satysfakcją] Oho, zaczyna się.
[Ur’Ulryk] Na Ulryka, która godzina?! [niebo grzmi]
[Wilhelm] Za kwadrans poranek, mości panie.
[Ur’Ulryk] [ziewając] Zamawiałem pobudkę?
[Wilhelm] [do siebie] Nie. [do niego] Tak.
[Ur’Ulryk] Aha.
[Wilhelm] Czy mogę spytać, dlaczego wielmożny pan raczył spać na podłodze? Łoże niewygodne?
[Ur’Ulryk] Zawsze tak sypiam! Niczym…
[Wilhelm] [niewinnie] Pies?
[Ur’Ulryk] Nie, plugawcze! Niczym wilk!
[Wilhelm] Mhmmm. [nagle patrząc na jego głowę, gdzie tuż nad czołem daje się zauważyć uwypuklające się, maleńkie różki] Oj, ale chyba wielmożny pan sobie łepetynę ciut obtłukł o tę naszą posadzkę.
[Ur’Ulryk] Że co?!
[Wilhelm] No spojrzy pan [wskazując mu lustro] Guzy pan ma.

[Rycerz staje przed lustrem i z niepokojem, i zdziwieniem dotyka palcami rogów.]

[Ur’Ulryk] Na Ulryka! [grzmienie]
[Wilhelm] [stając za nim, konspiracyjnym tonem] Hm, te guzy trochę dziwnie wyglądają, nie sądzi pan?
[Ur’Ulryk] [z niepokojem] E, dziwnie? Dlaczego dziwnie? Wyglądają bardzo normalnie!
[Wilhelm] No, ale nie przypominają panu trochę… [szeptem] rogów?
[Ur’Ulryk] [blednąc] E, nie… Nie, zdecydowanie nie! Jak już to może… Kły!
[Wilhelm] Kły?
[Ur’Ulryk] Y, tak, kły. Bo my Ulrykanie jak się uderzymy, to potem rany przybierają postać na przykład właśnie wilczych kłów. To znak, że nasz pan, Ulryk [grzmot z błyskawicą na zewnątrz] Troszczy się o nas. Mhm. [po chwili] To nieomalże błogosławieństwo!
[Wilhelm] Kły wilka?
[Ur’Ulryk] Kły wilka.
[Wilhelm] Na głowie?!

[Chwila ciszy.]

[Wilhelm] Zapytałem: “Na…”

[Ur’Ulryk wymierza demonowi cios w głowę, po którym ten momentalnie upada na podłogę.]

[Ur’Ulryk] [z przekonaniem] Kły wilka.
[Wilhelm] [zbierając się z podłogi] No dobrze… To ja może pójdę drugiego pana obudzić.
[Ur’Ulryk] Gdy już to zrobisz, przynieś mi kapelusz.
[Wilhelm] E, myślałem, że będzie się pan chciał pochwalić błogosławieństwem swego…
[Ur’Ulryk] Zimno mi w głowę! [po chwili] I poza tym nieładnie być chwalidupą.
[Wilhelm] [rechocząc pod nosem] Jak pan sobie życzy.

[Demon wychodzi. Kurtyna opada. Gdy się unosi, oczom widzów ukazuje się bliźniacza komnata, w której, tym razem już na łożu, śpi Konstantyn.]

[Wilhelm] [zatrąbiwszy na swojej małej trąbce] Pobudka.

[Konstantyn] [usiadłszy z wrażenia, lekko nieprzytomnym głosem] Któ-która godzina?
[Wilhelm] [do siebie] Czy ja wyglądam jak cholerny zegarek? [do Konstantyna] Za chwil parę – późno, psze pana.
[Konstantyn] Aha.
[Wilhelm] [przymilnie] Jak się spało?
[Konstantyn] Nieźle, wcale nieźle.
[Wilhelm] No ba. Wszak dostał pan komnatę z lodówką.
[Konstantyn] [zaskoczony] Że z czym?
[Wilhelm] [wskazując na szafę] No, lodówką.

[Demon widząc, że człowiek nie bardzo wie o co mu chodzi, podchodzi do szafy i otwiera ją. Wewnątrz znajduje się odziana na biało kobieta o śnieżnobiałych włosach i takichże oczach. Jest przykuta do tylnej ściany szafy łańcuchami, a usta ma zakneblowane. Ściany szafy pokrywa gruba warstwa lodu.]

[Wilhelm] [wskazując szafę] Lodówka. Wynalazek Herr Drachenfelsa. Wkładasz Królową Śniegu do szafy i proszę! Można trzymać mięso i się nie zepsuje!

[Demon zatrzaskuje drzwi szafy.]

[Konstantyn] [zwlekając się z łóżka] Na Sigmara! [za oknem ponownie grzmi] To niedopuszczalne!
[Wilhelm] [z satysfakcją] Oho.
[Konstantyn] Toż to… [ale, gdy unosi palec do góry w groźnym geście, dostrzega, że zdobi go pokaźnych rozmiarów szpon]

[Człowiek z przerażeniem patrzy na swoje dłonie. Każdy paznokieć przemienił mu się w takie same, groźne szpony.]

[Wilhelm] [ironicznie] U la la. Komuś by się tu manicure chyba przydał, hm?

[Chwila ciszy.]

[Konstantyn] [podenerwowany] E… Nie… To zupełnie normalne!
[Wilhelm] [podejrzliwie] Normalne?
[Konstantyn] E, tak! Najwyżsi w hierarchii rycerzy panter miewają takie przypadłości!
[Wilhelm] Doprawdy?
[Konstantyn] Tak! To znak od Sigmara [błyskawica za oknem] Że, e… Dobrze i wiernie mu służymy!
[Wilhelm] Hm, no nie wiem. Te szpony wyglądają dosyć demonicznie.
[Konstantyn] Bzdura! Ja znakomicie wiem, jak wyglądają demonie szpony! To są, takie bardziej no… panterze!

[Konstantyn zakłada ręce ukrywając szpony.]

[Wilhelm] Mhm, no dobra, zobaczymy, co pański towarzysz na to powie. Kiedy już się pan oporządzi, zapraszam na śniadanie.
[Konstantyn] [niepewnie] Czy…
[Wilhelm] [wychodząc] Nie, nie mamy czasem pilnika.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4344
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały