[Korytarz zamkowy. Na ścianach obrazy Wielkiego Czarnoksiężnika oraz świeczniki w kształcie szponiastych dłoni, a na podłodze krwisto-czerwony dywan. W pewnym momencie jednocześnie otwierają się masywne drzwi dwóch komnat, z których wychodzą Konstantyn i Ur’Ulryk, przy czym drugi z nich ma na głowie kapelusz.]

[Konstantyn, Ur’Ulryk] [spostrzegając się jednocześnie, do siebie] Szlag.
[Konstantyn] [założywszy ręce] E, witaj, szlachetny rycerzu Ulryka!
[Ur’Ulryk] [poprawiając kapelusz] Witaj, czcigodny wyznawco Sigmara!

[Zapada chwila niezręcznej ciszy.]

[Konstantyn] [po dłuższej chwili, niepewnie] To, e… Jakże się spało?
[Ur’Ulryk] Znakomicie! Świetnie!
[Konstantyn] Mhm, podłoga aby wygodna?
[Ur’Ulryk] Bardzo! A jakże Waści się spało?
[Konstantyn] Znakomicie. Nigdy lepiej.

[Chwila ciszy.]

[Konstantyn, Ur’Ulryk] [jednocześnie] Nie przytrafiło się…
[Konstantyn] Hehe, nie no proszę, co chciałeś Waszmość powiedzieć?
[Ur’Ulryk] A nic, nic, tylko tak chciałem zapytać, czy się coś niespodziewanego wam nie przytrafiło w nocy?
[Konstantyn] Nie! Skąd! Czyżby Tobie, panie…?
[Ur’Ulryk] Nie! Czemu tak myślisz waść?
[Konstantyn] Nie no, bo myślałem…
[Ur’Ulryk] Hyhy, myślenie to niech waść mi zostawi.

[W tym momencie, coś zagrzmiało na dole, jakby… zamek zaśmiał się piwnicą.]

[Konstantyn] Taaak…

[Po czym na końcu korytarza pojawiają się, jak gdyby nigdy nic, dwaj zwierzoludzie. Jeden z nich ma rogi byka i psi pysk, drugi zaś mordę byka i rogi… kozy.]

[Daniel Psi Pysk] [w mrocznej mowie] Azaliż… Powiadam ci Dawidzie, istoty jakoweś!
[Dawid Byczy Ryj] [również w mrocznej mowie] Zaprawdę! Hm? Czyżby nasi?
[Daniel] Na to wygląda! Wszak pomutowani.
[Dawid] Idziemy zaznajomić?
[Daniel] Chodźmy naprędce!

[W tym samej chwili…]

[Konstantyn i Ur’Ulryk] [każdy do siebie tak, aby drugi nie słyszał] Cholera jasna, jeszcze halucynacje. Nie mogę sie z nimi zdradzić!
[Konstantyn] [patrząc nagle na sufit, jak gdyby patrzył w niebo] Ładną… e, ładną… pogodę mamy!
[Ur’Ulryk] [nagle z zainteresowaniem, również obserwując sufit] A faktycznie! Wspaniała!
[Konstantyn] [ochoczo] Pyszna!
[Ur’Ulryk] Mhm.

[Zwierzoludzie podchodzą do dwóch rycerzy.]

[Daniel] [wesoło, wciąż w mrocznej mowie] Serwus!
[Dawid] Jestem Dawid.
[Daniel] A ja Daniel.

[Rycerze udają, że nie widzą i nie słyszą mutantów.]

[Daniel] Haloooooo.
[Dawid] Hop, hooop!
[Konstantyn] [do siebie] Cholera, może to nie halucynacje? Nieeee, niemożliwe. Kto to widział zwierzoczłeka poza lasem?
[Ur’Ulryk] [do siebie] Cholera, moje halucynacje chrumkają i śmierdzą.
[Daniel] Wiecie chłopaki, nie ma co być nieśmiałymi.
[Dawid] Ta, każdy czasami jest nowy!
[Konstantyn, Ur’Ulryk] …
[Daniel] [obrażonym głosem] Ach tak?! Dobra. Dooobra. Chodźmy Dawidzie. Zadzierają nosa, nic tu po nas!
[Dawid] Ta, spod Altdorfku są pewnie burżuje.
[Daniel] [ze wzgardą] Pf.

[Zwierzoludzie odchodzą.]

[Dawid] [odchodząc, z wyrzutem] A ty tam, to w ogóle byś trochę krwi na te szpony sobie sprawił!
[Daniel] Chodźmy Dawidzie, nie warto.
[Dawid] One nie są od grzebania w uchu!

[Zwierzoludzie nikną za rogiem]

[Konstantyn] [oburzony, wymachując rękami, strącając Ur’Ulrykowi kapelusz] Ach tak?! Wróć tu to cię nimi tak wydoję, że ci świstak nie pomoże, krowia mordo!
[Ur’Ulryk] [tryumfalnie] Ha! A więc ich widzisz! Ha! Masz haluny!
[Konstantyn] Aha! Ty też! [patrząc na głowę rozmówcy i pokazując palcem] I masz rogi!
[Ur’Ulryk] I co?! A ty szpony!

[Rycerze nagle opamiętują się. Konstantyn zakłada ręce, Ur’Ulryk podnosi i nakłada kapelusz.]

[Konstantyn] [zmieszany] To wcale nie szpony, tylko tego… no… to co z tymi rogami?
[Ur’Ulryk] [również zmieszany] A nieeee. Hehe, to nie rogi. To e… to samo co u ciebie, panie. Wiesz, ta przypadłość mistrzów zakonnych.
[Konstantyn] A tak… [nabierając trochę pewności siebie] Ale wiesz waść. To moje to dar od Sigmara!

[Grzmoty na zewnątrz.]

[Ur’Ulryk] A tak, tak, moje też. Znaczy się od Ulryka. [grzmoty] Wszak sam ustalam doktrynę zakonu!
[Konstantyn] [wesoło] No właśnie!
[Ur’Ulryk] No!

[Chwila ciszy, po której ze ściany (dosłownie) wychodzi Wilhelm i drapie się leniwie po karku.]

[Konstantyn] Czy ty przed chwilą wyszedłeś ze ściany?!
[Wilhelm] [zdziwiony] Nie, a co?
[Konstantyn] [zaskoczony odpowiedzią] E, bo wydawało mi się, że…
[Wilhelm] [podejrzliwie] Halunki?
[Konstantyn] E, nie. Skąd!
[Wilhelm] [spokojnie do Ur’Ulryka] Pan coś widział?
[Ur’Ulryk] [zaskoczony] E… Nie, bo… [pokazując wyjście z korytarza] Ja patrzyłem w tamtą stronę! Bo e… Było tam coś ciekawego… Ale już nie ma.
[Wilhelm] [ponownie do Konstantyna] Halunki?
[Konstantyn] [skołowany całą sytuacją] Nie, nie, hehe, pytałem tylko informacyjnie, czy nie wyszedłeś czasem ze ściany, albo co. Nie żeby to widział!
[Wilhelm] Mhm. Nie, bo wie pan co? Takich co wyłażą ze ścian, albo powiedzmy… [złowrogo] Mutują…

[Konstantyn robi krok do tyłu.]

[Wilhelm] [coraz bardziej złowieszczo] … to Hrabia tutaj… [z naciskiem] pali. [do siebie] nie tylko takich zresztą.

[Rycerze przełykają ślinę.]

[Ur’Ulryk] No! My też! Tak powinno być, na Ulryka!
[Konstantyn] Na Sigmara!

[Grzmoty.]

[Wilhelm] [przymilnie] Mhm, zapraszam na śniadanie w takim razie. Za mną, proszę.

[Demon ponownie wchodzi w ścianę, ale po chwili wychodzi i rusza raźno korytarzem.]

[Wilhelm] [beztrosko] Albo chodźmy tędy, pozwiedzamy trochę!

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3788
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3294
3 altdorf_night 4 MB 3285
4 vaevictis 433 KB 2769
5 Zapłata 54 KB 2762

Najwyżej oceniane materiały