[Niniejsza scena dedykowana jest Amadiemu w związku z jego twórczością w ramach komiksu Gothlife]

[Dziedziniec zamkowy. Słońce góruje na błękitnym niebie, Szatan pod postacią kobiety krząta się przy swoim straganiku, a martwy osioł leniwie rozkłada się na bruku. W pewnym momencie na horyzoncie pojawia sie pojedyncza chmura gradowa, z której sporadycznie biją pioruny. Po jakimś czasie chmura przesuwa się nad bramą, a na dziedziniec wjeżdża rycerz w pełnej zbroi płytowej (za wyjątkiem hełmu) koloru czarnego, natomiast twarz jego zdobi… puder… i cos co wygląda jak kredka do oczu… i ma kolczyki… i fioletowe pasemko na kruczoczarnych włosach.]

[Szatan] [dostrzegłszy przybysza, do siebie] Mam niejasne wrażenie, jakbym właśnie widział prekursora jakiejś idiotycznej subkultury.

[Rycerz podjeżdża do straganu, a od jego persony powiewa chłodem.]

[Szatan] [rezolutnie] Powiewa od was chłodem wielmożny panie.
[Lord Dark Morgoth 666] …
[Szatan] Hm… Halo?
[Lord Dark Morgoth 666] …
[Szatan] [po chwili zastanowienia] Czyżbyście byli panie…
[Lord Dark Morgoth 666] [grobowym głosem] Vanitas.

[Dłuższa chwila ciszy.]

[Szatan] E… Vanitas?
[Lord Dark Morgoth 666] [odgarniając zachodzącą na oczy grzywkę] …
[Szatan] Co “vanitas”?
[Lord Dark Morgoth 666] [gromko] Omnia!
[Szatan] [unosząc brew] Doooobrze, spróbujmy jeszcze raz. [odchrząknąwszy] Dzień dobry, nazywam się Lucyfer, ale koledzy mówią do mnie Książę Piekieł, albo Nosiciel Światła, mamy piękny dzień, nieprawdaż?
[Lord Dark Morgoth 666] Jakże ten dzień może być piękny, gdy życie nie ma sensu i nadchodzi zagłada nas wszystkich?
[Szatan] [rozglądając się dookoła] Zagłada? Gdzie? [po chwili] A… o Drachenfelsa chodzi? [z przyjaznym uśmiechem] Tak, tak, jest u siebie.
[Lord Dark Morgoth 666] To dobrze… [poprawiając się] znaczy, to źle… zawsze jest źle, ale lepiej niż być mogło… chociaż w sumie i tak fatalnie.
[Szatan] Hm?
[Lord Dark Morgoth 666] Miałem się z nim spotkać razem z dwoma innymi rycerzami, ale się spóźniłem, bo zatrzymałem się dwa razy w okolicznych wioskach powdychać cmentarnego powietrza… [nagle umilknąwszy, jakby wsłuchiwał się w echo własnych słów] Będę musiał o północy, przy świecach, popijając krwiste wino, napisać o tym wiersz.
[Szatan] [lekko znudzony przybyszem] To pięknie.
[Lord Dark Morgoth 666] A potem go spale! Bo i tak nie ma to sensu.
[Szatan] Bo wszyscy zginiemy, vanitas i zagłada?
[Lord Dark Morgoth 666] Tako rzecze doktryna Zakonu Czarnego Kruka, pana życia i śmierci, ale ze wskazaniem na to drugie, Morra.
[Szatan] [zadowolony z siebie] Ach, Morryta! No i wszystko jasne. Tak, tak, i pan jest zapewne wielkim mistrzem? Lord Dark Morgoth 997?
[Lord Dark Morgoth 666] 666! Znamię bestii.
[Szatan] [do siebie] Twoja mama bestia… Ja nie mogę, postawi sobie upadły anioł domek letniskowy przy alei Potępionych, na siódmym poziomie piekła, pod numerem 666, żeby w wolnych chwilach trochę odpocząć, a tu już wieść się niesie… Potem przeklęta dusza, przeklętej duszy o tym donosi, poziom piekła, po poziomie, a jak wyjdzie na powierzchnię, do ludzi, to wychodzi z tego, że 666 to liczba bestii. Głuchy telefon normalnie…
[Lord Dark Morgoth 666] Co tam mruczysz do siebie?
[Szatan] A nie, nic. Tak sobie tu cierpię docześnie. [gromko w stronę zamku] Wilhelm!!!

[Po chwili.]

[Wilhelm] [z okna] Czego?!
[Szatan] Gościa mamy!
[Wilhelm] Niech będzie skarbem i sam się porwie, a potem zakatrupi w piwnicy, nie mam teraz czasu!
[Szatan] Ale to Wielki Mistrz Zakonu Morra!
[Wilhelm] Już lecę! [i już ma faktycznie wyskoczyć z okna i podlecieć] Szlag! Albo pójdę schodami! [dodając pospiesznie] Bo zawsze tak robię!

[Po dłuższej chwili demoniczny sługa, lekko zziajany, wybiega na dziedziniec.]

[Wilhelm] [do rycerza] Witamy, witamy, witamy! To o tym zakatrupianiu tam, to oczywiście żarty były.
[Lord Dark Morgoth 666] [chłodno] Nie boję się śmierci. Śmierć… to moja kochanka.
[Wilhelm i Szatan] [jednocześnie do siebie na wzajem] Nekrofil?

[Obaj wybuchają śmiechem i przybijają sobie “piątkę”.]

[Wilhelm] [otrząsając się] Dobra… żart, żart. Zapraszam, pana koledzy już tutaj są.
[Lord Dark Morgoth 666] Nie mam kolegów. [z naciskiem] Żadnych.
[Wilhelm] [patrzy na niego ze zdziwieniem] Nie, no wiem, chodzi mi o kolegów po fachu.
[Lord Dark Morgoth 666] [z naciskiem] Żadnych.

[Chwila ciszy.]

[Wilhelm] [do Szatana, szpetem] Dobra, o co chodzi temu autyście?
[Szatan] Jest mroczny.
[Wilhelm] [z oczyma Garfielda] Jesteśmy w średniowieczu, nawet poranna toaleta, wymaga stalowych nerwów, niezwykłej odporności i śni się po nocach.
[Szatan] Ja wiem, ale on ma puder na twarzy.
[Wilhelm] … [po dłuższej chwili] Co?!
[Szatan] No wiesz, że jak trup wygląda.
[Wilhelm] [zerknąwszy na Morrytę] Trupy malują oczy i włosy?
[Szatan] No wiesz, widać takie ma wyobrażenie… Może jak był mały to widział świeży zewłok transwestyty, albo co.
[Wilhelm] To mogę go, motyla noga, zabrać do jadalni i pokazać jak trup wygląda… albo nawet zbiorowy grób.
[Szatan] [wzdrygnąwszy się] “Motyla noga”?
[Wilhelm] Widzisz?! Tak to jest jak się przebywa wśród umalowanych facetów.
[Lord Dark Morgoth 666] [wtrącając się] O czym tak szepczecie… niczym arktyczne wichry?
[Wilhelm] [do rycerza] Nic, nic… A więc… E… [do siebie] Szlag, jak to będzie w kretyńsku… [ponownie do Morgotha] Azaliż odstąpisz panie od swej jazdy piekielnej, na kopytach krwią spływających stojącej, ażebym mógł zawieść twe kroki, w kierunku bliżej nieznanej otchłani demoniej, w której zatracone dusze grają w bierki?
[Lord Dark Morgoth 666] E, słucham?
[Wilhelm] … [ze zrezygnowaniem] Zlezie pan z konia, to zaprowadzę na pokoje.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3954
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3361
3 altdorf_night 4 MB 3352
4 Zapłata 54 KB 2823
5 vaevictis 433 KB 2820

Najwyżej oceniane materiały