[Wspomniana w poprzedniej scenie Katedra, jej wnętrze. Nawa główna jest tak wysoka, że ledwo można dostrzec szczegóły na strzelistym sklepieniu. Wszędzie pod łukami widnieją liczne rzeźby przedstawiające głównie lamentujące niewiasty. Gdzieniegdzie widać chaotyczne witraże osadzone w ciemnym, niemal czarnym kamieniu.

Podłoga usłana jest tysiącem płyt nagrobnych, a światło wlatuje do środka z niewiadomych źródeł i załamuje się wbrew jakimkolwiek prawom fizyki. Ze zdobionych kolumn zwisają karmazynowe proporce, oblewając je niczym spływająca krew. Gdzieniegdzie dostrzec można małe karykaturalne ambony, wyrastające z podłogi niczym olbrzymie grzyby. Przy olbrzymich złotych organach zasiada postać w staromodnym (nawet jak na realia DT) czarnym stroju męskim zdobionym koronkami. Jest owa osoba obdarzona nad wyraz uwydatnionymi kłami, a pod dolną jej wargą widać ślad czegoś czerwonego. Mężczyzna ów zaczyna grać, co po niezbyt długim czasie zdaje się powodować, iż z cieni wyłania się drugi, bardzo podobny kawaler, z tym że nieubrudzony na brodzie.]

[Heliodor] Maurycy! Do ciężkiej cholery!

[Maurycy jednak milczy, ewidentnie pochłonięty własną twórczością muzyczną.]

[Heliodor] [podenerwowany] Maurycy!!!
[Maurycy] …

[Heliodor wyjmuje z kieszeni aksamitną rękawiczkę, ubiera ją na prawą dłoń, którą następnie sięga do kieszeni i wyciąga ząbek czosnku. Podrzuca go chwile w dłoni, po czym rzuca w kierunku kolegi, który otrzymawszy uderzenie spada ze stołka niczym rażony gromem.]

[Maurycy] [lekko zamroczony] Uch…
[Heliodor] Co ty kurde… z Rubikiem się na mózgi pozamieniałeś?!
[Maurycy] Ja pierniczę, czosnkiem?! Na artystę?!
[Heliodor] Pf, artystę! Rzępolisz aż mi ministranci z piwnicy uciekają!
[Maurycy] O, a właśnie, Heliodorze!
[Heliodor] [zaskoczony] Hę?
[Maurycy] Powiedz ty mi no, od kiedy, to ty taki amator chłopców jesteś?
[Heliodor] Nie rozumiem o co ci chodzi, Maurycy.
[Maurycy] [z wyrzutem] Nie rozumiem, nie rozumiem… Z diety stricte dziewczęcej, przerzuciłeś się nagle na słowiki!
[Heliodor] Ty chyba żartujesz. Skoro wyżarliśmy wszystkie dziewczęta we wsi, to chyba naturalne, że zostali sami…
[Maurycy] Ta, akurat! I wszyscy tacy jacyś dziwnie przystojni, co?
[Heliodor] [oburzony] Ja nie wierzę! Zazdrosny jesteś?! O jedzenie?!
[Maurycy] Jedzenie, jedzenie. A kto to wie, jak się bawisz zanim zjesz?!
[Heliodor] Że gdzie się niby bawię?! Niżej szyi nie schodzę!
[Maurycy] Jakieś te twoje posiłki dziwnie zaskoczone miny mają jak z nimi skończysz… Jakby ich coś nagle dźgnęło w…
[Heliodor] [stanowczo] Przestań!
[Maurycy] [z wyrzutem] No co? Wiesz jak samotnie się czuję, gdy twoja trumna jest pusta? Co to za spanie obok otwartego grobu?!
[Heliodor] Och, proszę cię!
[Maurycy] Dobra, nieważne. Bądź taki! [pod nosem] Też zacznę kolację jadać w łóżku…
[Heliodor] Ale z ciebie… Dobra. Starczy. [po chwili] Ech, obiecuję, że będziemy częściej jadać razem od tej pory, dobrze?
[Maurycy] [podejrzliwie] Żadnych powrotów po świcie na automatycznym pilocie ze złamanym nosem?
[Heliodor] Oj, daj spokój! Znowu mi to wyciągasz?!
[Maurycy] No co?! Jak, powiedz mi proszę, zamieniając się w zwierzę z echolokacją można zaryć w drzewo?!
[Heliodor] Była mgła!
[Maurycy] Echolokacja!

[Cisza.]

[Heliodor] No dobra, dobra przegryzłem wcześniej paru krasnoludów w oberży.
[Maurycy] Acha! Mam cię!

[Chwila ciszy.]

[Heliodor] [nagle] Zaraz, zaraz. A co ty masz pod wargą? Jadłeś beze mnie!
[Maurycy] [ścierając i patrząc na rękaw] Hę? A nie, nie, to kisiel poziomkowy.

[Cisza.]

[Heliodor] [z westchnieniem] Ech, dobrze nie kłóćmy się.
[Maurycy] [radośnie] “Pocałunek śmierci” na zgodę?
[Heliodor] E, nie, nie jestem w nastroju.
[Maurycy] “Noski wampirki”?
[Heliodor] E-e.
[Maurycy] [z nadzieją] “Cathayska odtylna pluszowa żaba partyzantka”?
[Heliodor] O kurde, a co to?! [opamiętując się] E, nieważne, nie chcę wiedzieć!
[Maurycy] [poirytowany] Moja podeszwa na twoim zadku?
[Heliodor] No weź, mieliśmy się nie kłócić.
[Maurycy] [zrezygnowany] Ech, dobrze, chodźmy zobaczyć co nadają w kryształowej kuli po wiadomościach.
[Heliodor] W zasadzie, to mamy zajęcie na dzisiejszy wieczór.

[Maurycy robi maślane oczy.]

[Heliodor] Nie to!
[Maurycy] No weź, ten gumowy osikowy kołek trzeba w końcu przetestować…
[Heliodor] [z uniesioną brwią] Zbok jesteś, wiesz? [po chwili] Gości mamy!
[Maurycy] O kurde felek! No co ty gadasz?!

[Spory kawałek od dyskutujących wampirów materializuje się nagle Wilhelm.]

[Wilhelm] [do widowni] Uch, a wy co tu robicie? [do widza w trzecim rzędzie] Ty tam, zdejm czapek wsiunie, w kościele jesteś! [czeka chwilę] No. [ponownie do całej widowni] Zatem przybyłem do Katedry w jednym konkretnym celu, a mianowicie mam, z polecenia Herr Drachenfelsa, powiadomić wampiry, że nie życzy sobie żadnego gryzienia gości, co zresztą mogłoby się okazać dla naszych nieumarłych lekkim psikusem, zważywszy na stopień kontaminacji krwi zakonników świętym plugastwem. Ponadto Wielki Czarnoksiężnik żąda, aby wspomniane wampiry dostarczyły mu śmiertelników na Necropolis, tuż nieopodal Katedry, gdzie odbędzie się ostateczna scena niniejszego aktu. [zaczerpnąwszy oddech] No, to tyle, jeśli chodzi o teorię. [po chwili] Natomiast ja mam dzisiaj bardzo kiepski dzień, a na dodatek jestem homofobem no i… [z nikczemnym uśmieszkiem] sami rozumiecie Państwo. Więc jeżeli te dwa geje w jakikolwiek, choćby najmniejszy sposób mnie urażą, to mogę [z naciskiem] nieco przekręcić przekaz Herr Drachenfelsa.

[Demon podchodzi do wampirów.]

[Wilhelm] [przyjaźnie] Hola, los pedrylos!
[Maurycy] [również przyjaźnie] Witaj, Wilhelmie.

[Postaci wampirów zastygają w bezruchu, a Wilhelm ponownie zwraca się do widowni.]

[Wilhelm] Słyszeliście Państwo tę zjadliwą ironię w słowie “witaj”? Ten nikczemny, sączący się jad? [czeka chwilę, po czym obrażony] No, a ja tak! Chcą wojny, to będą ją mieli.

[Wszyscy ponownie poruszają się normalnie.]

[Heliodor] Co tam, Wilhelmie?
[Wilhelm] A ty co taki prosty nos masz, Heliodorze? Nie zaliczyłeś ostatnio po krasnoludku żadnego drzewka?

[Maurycy rechocze.]

[Heliodor] [z wyrzutem] Pf.
[Wilhelm] Dobra, nie o tym, nie o tym. Kojarzycie tych gości, co ich zaraz będziecie mieli?
[Heliodor] No? I co z nimi?
[Wilhelm] Otóż, jest nieformalny zakład, że nie uda wam się ich wypić przed świtem.
[Maurycy] Hę?! Między kim, a kim?
[Heliodor] [oburzony] Co to za głupi zakład?
[Wilhelm] No bo mamy w Zamku… my, demony, znaczy się… milenium zrywania z umarlaków i w jego ramach mamy zakłady bukmacherskie, jak bardzo w tym milenium wasz gatunek się ośmieszy. [dalej cierpliwie, beznamiętnie tłumacząc] Czy tym razem zginiecie od czosnku, kołka, solarki, czy skisłego kobolda.
[Heliodor] Dosyć!
[Maurycy] Właśnie!
[Heliodor] Nikt z tej Katedry żywym nie wyjdzie!
[Wilhelm] [podstępnie trącając Maurycego łokciem] Te, więc to on w waszym związku nosi spodnie, hę?
[Maurycy] Hah! Zobaczysz! [opętańczo] Ja także nie pozwolę nikomu opuścić tego miejsca zanim ostatnia wyduszona zeń mgiełka krwi nie opadnie, na jego wybebeszone flaki wymieszane z ekskrementami poprzedników, którzy polegli tutaj [zaczynają płonąć mu oczy] srając pod siebie ze strachu!!!

[Heliodor i Wilhelm gapią się na Maurycego z otwartymi ustami.]

[Wilhelm] O kurka.
[Heliodor] Maurycy, ty to jednak jesteś zbok.

[Maurycy robi niewinną minę. Nagle gigantyczne, rzeźbione wrota Katedry otwierają się na oścież. Stają w nich dwaj Mistrzowie Zakonni.]

[Konstantyn] Widzisz?! Mówiłem, że czar “otwieranie zamków” [z naciskiem] nigdy nie zawodzi.
[Wilhelm] [pod nosem] Idą goście, drzwi otwórzcie się na oścież.
[Heliodor] [z przerażeniem do Wilhelma] Coś ty powiedział?!

[Nagle ziemia zaczyna drżeć.]

[Wilhelm] [ze zdziwieniem] E, co się dzieje?
[Heliodor] Ty kretynie! Wypowiedziałeś tajemne zaklęcie budzące do życia ducha Katedry!
[Wilhelm] E, to zła rzecz, tak?
[Maurycy] [lamentując] Po nas! Już po nas!
[Heliodor] Katedra pochłonie nasze istnienia! Jesteśmy zgubieni!

cdn.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3813
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3311
3 altdorf_night 4 MB 3304
4 vaevictis 433 KB 2784
5 Zapłata 54 KB 2782

Najwyżej oceniane materiały