[Klepisko niedaleko areny gladiatorów wydzielone drewnianymi barierkami. Wewnątrz masywny mężczyzna z Norski o małpiej twarzy uderzający zapamiętale drewnianą kukłę tępym mieczem. Obok przyglądają mu się Khemri i Clay, a kawałek dalej przy ognisku pulchny mężczyzna obraca na patyku mocno przyrumienionego kurczaka. W tle widać rozsypujący się kryty wóz z zdrapanym logo jakiegoś cyrku na boku. Norseman w pewnym momencie zaczyna uderzać z całej siły krocze drewnianego przeciwnika.]

[Clay] Oni tak mogą? Znaczy, Piękny Jerzy może tam uderzać?
[Khemri] [z zaskoczeniem w głosie] To walka gladiatorów, a nie zawody w gilaniu. Oni mają sobie zrobić krzywdę. [do człowieka przy ognisku] Co tam z tym kurczakiem, Hans?
[Hans] Dwie minutki, Khemri.

[Khemri i Clay podchodzą do wozu.]

[Khemri] Spójrz no na to. Jak ja mam niby stąd prowadzić ten interes? Potrzebne nam porządne biuro. Chcę nowe. I ty mi je kupisz.
[Clay] Czemu ja?
[Khemri] Bo znasz się na wozach.
[Clay] Że niby skąd?
[Khemri] Rodzice zabierali cię do cyrku. Co oznacza, że wiesz więcej na ich temat ode mnie. I nie chcę zostać wydymany na cenie.
[Clay] A co jest w ogole nie tak z tym?

[Khemri podchodzi do wozu i wyjmuje drzwi z zawiasów bez żadnego z ich strony oporu.]

[Khemri] [ironicznie] Nie, nic. Jest świetny. Kolor mi się znudził. [po chwili] Wszystko już załatwiłem. Po prostu weź konie i idź odbierz wóz z pola za miastem.
[Clay] Co niby jest na polu za miastem? Cyrkowcy?
[Khemri] [podając Clayowi worek z monetami] Masz tu sześćdziesiąt złotych koron i byłoby miło zobaczyć z powrotem kilka srebrników. [do Hansa] Co jest z tym kurczakiem, Hans?
[Hans] Pięć minut, panie Khemri.
[Khemri] Było dwie minuty pięć minut temu!

[Hans nie reaguje.]

[Clay] Lepiej, żeby to nie byli cyrkowcy. Nie znoszę cyrkowców.
[Khemri] Wrażliwyś. [patrząc na spodnie Claya] O, cholera jasna, co ty tam masz?
[Clay] [patrząc na spodnie] Sznur, żeby mi się gacie trzymały, Khemri.
[Khemri] [wyciągając zza pasa Claya samopał] Nie Clay, to samopał. Co samopał robi w twoich spodniach?!
[Clay] [lekko zmieszany] To dla ochrony.
[Khemri] Ochrony przed czym? Inwazją Raagh!-Chaosu? [po chwili] Samopał oznacza, że sam wypala, a ty ułożyłeś lufę bezpośrednio na swoich genitaliach? Skąd to masz?
[Clay] Od Borysa Klingi.
[Khemri] Borysa Cholernego Cwaniaka Kislevity? [waży broń w dłoni] Przyciężkawy, co nie?

[Gaśnie światło na scenie, a ona sama obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Gdy ponownie zapala się, widowni ukazuje się niewielkie ciemne pomieszczenie z jednym małym okienkiem tuż pod sufitem wychodzącym na rynek na poziomie ulicy. Przy stole siedzi Clay, a po drugiej stronie niedźwiedziowaty mężczyzna z przypruszoną siwizną brodą i złotym sygnetem na palcu.]

[Borys] Ciężka broń jest dobra, bo niezawodna. Jak nie wystrzeli, to zawsze będziesz mógł nią komuś przywalić.
[Khemri] [w roli narratora, zza sceny] Borys. Borys Odporny Na Ciosy. Ostry jak zima w Praag i twardy jak jej mieszkańcy. Najprawdopodobniej nie da się gnoja zabić. [po chwili] Clay zajmuje się drugim interesem, walkami kogutów.

[W tym momencie do pomieszczenia wchodzi Norseman z kogutem w klatce, ale zamiera widząc wymierzoną w swoim kierunku przez Claya lufę.]

[Clay] [po dłuższej chwili] Dobra, biorę.
[Khemri] [wciąż w roli narratora] Istnieje powód nowych zakupów i obaw Claya.

[Ponownie gaśnie światło i ponownie obraca się scena.]

[Khemri] W świecie walk gladiatorów w Marienburgu, prędzej czy poźniej, trzeba zmierzyć się z owym powodem…

[Światła zapalają się i ukazują scenę tym razem podzieloną na dwie części. Po jednej stronie dół, który stanowi arenę walk i zajmują go dwaj olbrzymi mężczyźni, z czego jeden ma siatkę i trójząb, a drugi tarczę i miecz. Dookoła dołu zgromadzonych jest czterech ludzi, z kórych jeden ubrany jest po szlachecku, dwóch znajduje się za nim, a czwarty stoi lekko skryty w cieniu i ogląda wyraźnie przudługie paznokcie. Po drugiej stronie sceny widać zaś… oborę, a w niej kilkanaście świń i koryto.]

[Khemri] [wciąż zza sceny] Drachenfels.
[Konstant Drachenfels] [obserwując walczących, chłodno] Ten wygra mi chyba trochę pieniędzy. [do stojących za nim dwóch] Wyglada nieźle, prawda?
[Gregor] [ochoczo] Wygląda świetnie, proszę pana. [po chwili] Będzie pan z niego dumny.
[Konstant Drachenfels] [z zadumą w głosie] Myślisz, że tak powinno być, Gregor? Ludzie powinni dostarczac mi powodów do dumy?
[Gregor] Na to pan zasługuje, proszę pana.
[Konstant Drachenfels] [oschle] Wyjmij jęzor z mojego tyłka Gregor. Psy się tak zachowują. [odchodzac od dołu] Nie jesteś psem, co?
[Gregor] [zmieszany] Nie, nie jestem.
[Konstant Drachenfels] Jednakże… Posiadasz także wszystkie pozostałe cechy psa, Gregor. [po chwili] Wszystkie prócz lojalności.
[Khemri] [zza sceny] Głosy chodzą, że jego ulubioną metodą pozbywania się ludzi jest obuch…

[Mężczyzna stojący do tej pory w cieniu uderza Gregora ciężką pałką w potylicę.]

[Khemri] …powróz…

[Stojący nieruchomo do tej pory człowiek wiąże nieprzytomnemu Gregorowi ręce i nogi sznurem.]

[Khemri] …i zgraja głodnych świń.
[Konstant Drachenfels] [do wiążącego] Wredna z ciebie menda Rysiu, to ci oddam.

[Rysiu otrzymuje cios pałką i pada na twarz.]

[Konstant Drachenfels] Ale nie mam czasu na bawienie się tobą… [do trzymającego pałkę] Nakarm nimi świnie, Wilhelm. [dostrzegłszy, że do tej pory walczący wychylili głowy z dołu i oglądają całą scenę] A wy na co się do cholery gapicie?

[Światla przygasają. Aktorzy przechodzą na stronę obory w międzyczasie dołączają do nich Khemri i Clay. Ponownie robi się jaśniej.]

[Khemri] [do widowni] Jeśli się go spotka, trzeba uważać, żeby się u niego nie zadłużyć, bo jak już raz wpadniesz mu do kieszeni, to nigdy z niej nie wyjdziesz.
[Konstant Drachenfels] [do Khemriego] Słyszałem, że dobry z niego gladiaor, więc go wykorzystam. Wyświadczę ci przysługę.

[Co jakiś czas Drachenfels sięga szufelką do worka trzymanego przez Wilhelma, który zatyka nos i nabiera kawałki Wysia i Gregora, po czym od niechcenia rzuca je świniom.]

[Khemri] [ponownie do widowni] Co oznacza, że ja mu wyświadczę przysługę. W przeciwieństwie do jego walk, u mnie nie podtruwamy odpowiedniego zawodnika na wstępie, ani nie obiecujemy, że jeśli się podłoży i przegra, to w zaświatach dostanie siedemdziesiąt dwie dziewice.
[Konstant Drachenfels] [do Wilhelma, ironicznie] Wiesz co, Wilhelm? On mnie chyba nie lubi? [do Khemriego] Nie lubisz mnie, co chłopcze?
[Khemri] [wciąż do widowni] Na pewno nie lubię tego świńskiego smrodu.
[Konstant Drachenfels] Rozegraj to dobrze, to nie pożałujesz.
[Khemri] [do siebie] Już żałuję.
[Clay] [przerywając] Jakiego rodzaju to świnki?
[Konstant Drachenfels] [ostro] A kto do cholery do ciebie się odzywał?
[Clay] …

[Konstant ponownie nabiera i karmi świnie.]

[Khemri] [do widowni] A tak. Drachenfels uwielbia Claya.
[Konstant Drachenfels] Nie zawiedź mnie, chłopcze. [złowrogo] Nie chcesz mnie zawieść, prawda?
[Khemri] Do zobaczenia na arenie.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3617
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3220
3 altdorf_night 4 MB 3192
4 Zapłata 54 KB 2658
5 vaevictis 433 KB 2640

Najwyżej oceniane materiały