[Biblioteka zamkowa. Mnóstwo regałów obłożonych ciasno książkami. Przy biurku ustawionym w centralnym punkcie pomieszczenia z piórem w dłoni siedzi Wilhelm skrobiąc coś energicznie.]

[Wilhelm] [na głos, wytykając raz po raz język na bok w geście „starania się”] Drogi pamiętniku… [nagle patrzy na ów pamiętnik, podnosi do góry, ogląda grzbiet, sprawdza pomiędzy palcami papier, odkłada] Ekonomicznie przystępny pamiętniku. Dnia dzisiejszego… [wyraźnie niezadowolony kreśli energicznie] Dzisiejszego dnia wybrałem się z moim przyjacielem Otto (w znaczeniu hetero, a więc kolegą) na majówkę. Bawiliśmy się świetnie i żałuję, że już się skończyło. Spakowaliśmy się z samiutkiego rana i ruszyliśmy na naszych szkieletowych koniach, jak to demony mają w zwyczaju, w trasę ku przygodzie. Jechaliśmy gościńcem, kwiaty ćwierkały, ptaki pachły…

[Nagle kurtyna zapada. Następnie ponownie idzie w górę. Scena przedstawia gościniec, na którym trzej bandyci właśnie okradają jakąś karetę. Po koniach ani śladu, w poprzek drogi leży obalone drzewo, woźnica leży martwy, szlachcic i szlachcianka zabarykadowani wewnątrz wołają o pomoc.]

[Szlachcic] [rozpaczliwie] Na Sigmara! Pomocy!
[Szlachcianka] [rozpaczliwiej] Pomocy!
[Herszt Banitow] Haha! Zginiecie, jeśli nie otworzycie tych drzwiczek!
[Banici] Ta jest!
[Szlachcic] A jeśli otworzymy?

[Konsternacja.]

[Banita] To też zginiecie! Ale szybciej! [do siebie] Nie, zaraz, to się nie trzyma kupy.

[Na scenę wjeżdżają Wilhelm i Otto. Otto jest niskim, przygarbionym, grubym demonem o zielonkawej skórze gdzieniegdzie pokrytej łuskami.]

[Wilhelm] [zauważając napad] Patrzaj tam, Otto! Zbójnicy!
[Otto] Oho! Musimy im pomóc!
[Wilhelm] Zaiste!
[Wilhelm Narrator] [zza sceny] I jak powiedzieliśmy, tak polecieliśmy.

[Demony podjeżdżają do karety.]

[Banita #2] Na Ranalda! Ki czort?!
[Wilhelm] Żaden czort! [nagle zawiesza się, po chwili do Otto] Ty, Otto… żaden czort, no nie? Znaczy technicznie demony nie łapią się pod diabły, prawda?
[Otto] [zamyślony, ropuszym głosem] Hm, no nie wiem. Nie, no chyba nie.
[Wilhelm] Nie no bo wiesz, nie chciałbym wprowadzać w błąd.

[Banici z wytrzeszczonymi oczyma przyglądają się konwersacji.]

[Otto] Ja bym obstawiał, że demon i diabeł, to jednak nie to samo. [pomagając sobie gestykulacją] No, bo przecież nie nazywaliby wtedy tego inaczej, prawda? Po co dwie nazwy na jedno, no nie?
[Wilhelm] Ale wiesz, niby fakt, ale…
[Herszt Banitów] [przełykając ślinę] Czy…
[Wilhelm] Nie, nie, zaraz, my musimy to skończyć. Bo powiem źle i potem będzie, że demon, a się nie zna na swoim i że w ogóle ignorant [po chwili, do Otto] No bo na przykład zwierzoczłek, to mutant, prawda? Dwie nazwy na jedno i to samo…
[Otto] [wdając się w polemikę] No tak, tak, ale z kolei nie każdy mutant to zwierzoczłek! Nie, nie, to jest pojęcie szersze, w którym się ‘zwierzoczłek’ zawiera, a nie tożsame. Natomiast nie można powiedzieć, że diabły to część zbioru demonów, ani też, że demony to na przykład część zbioru diabłów. Prawda?
[Wilhelm] [z zamyśleniem] Hm, no fakt. [z satysfakcją do Banity #2] Więc nie, nie żaden czort. [do Herszta Banitów] Pan pytał?
[Herszt Banitów] [podenerwowany] Czy… e, panowie… są… Jeźdźcami Apokalipsy?!

[Wilhelm i Otto jednocześnie patrzą się w dół na szkieletowe konie.]

[Wilhelm] A toooo. Nie, nie, nie. Skądże.
[Herszt Banitów] Ale, ale… Tak wyglądacie.
[Wilhelm] [kiwając głową] Nie no skąd. Przecież byłoby nas czterech.
[Banita] [z przerażeniem w głosie] Głód mógł po drodze wstąpić do oberży coś zjeść.
[Banita #2] A wojnę mogli wcielić do wojska!
[Wilhelm] To najgłupsze co w ży… [poprawiając się] Co dzisiaj słyszałem. I niby co? My mielibyśmy być Śmierć i Zaraza?

[Bandyci rzucają się do ucieczki.]

[Banici] Aaa!!! Jeźdźcy Apokalipsy!

[Wszyscy trzej zbiegają ze sceny. Demony patrzą się na siebie i wzruszają ramionami. Z powozu wychyla się szlachcic.]

[Szlachcic] Dzięki wam o dzielni panowie! [przyjrzawszy się swoim wybawcom] Na Sigmara!
[Wilhelm] [ignoruje szlachcica, zwraca się do Otto] Wiesz co? Jak tak ma nie być cały czas, to musimy zmienić konie, a ty musisz się przebrać.
[Szlachcic] [lamentując do szlachcianki] Na Sigmara, mutanci!
[Wilhelm] [w kierunku karety] Te! Te! Tylko bez takich!
[Otto] No wiesz, jestem demonem Tzeentcha, więc…
[Wilhelm] [zaskoczony] Powaga?! Jesteś sługą Pana Przemian?!
[Otto] [z niekrytym poirytowaniem] A co, coś ci się nie podoba?
[Wilhelm] [zmieszany] E, nie no nie, ale wyglądasz bardziej na… tego no… [nieśmiało] Nurglitę?
[Otto] [oburzony] O tak, jasne! Bo jestem lekko przy sobie to od razu jestem demonem Pana Zarazy, tak?! Tzeentchowcy muszą być anorektykami, tak?!
[Wilhelm] Dobrze, dobrze! Przepraszam.
[Otto] To co, Jaśnie Państwa zamienię w nowe konie, a sam przybiorę inną formę?
[Wilhelm] Byłoby miło, a kogo będziesz udawał?
[Otto] [z zamyśleniem] Hmm… [po chwili] Konstanta D.?
[Wilhelm] [ledwo utrzymując się z wrażenia na koniu] Ekhm. Wierz mi, Otto. Nie chcesz tego robić.
[Otto] Dlaczego?
[Wilhelm] Bo Herr Drachenfels, jak się dowie, to zrobi ci z dupy jesień Starożytności.
[Otto] [lekceważącym tonem] E, tam. Przesadzasz! [pstryka palcami i faktycznie przybiera postać Wielkiego Czarnoksiężnika] I niby skąd się miałby dowiedzieć?
[Wilhelm] [robiąc niewyraźną minę] Czuję ciarki na plecach.
[Otto] Oj przestań już! Jedziemy dalej.

[Kurtyna opada. Po chwili ponownie się unosi ukazując zgliszcza jakiejś wioski. Wilhelm i Otto siedzą pośród ruin i zajadają się szaszłykami.]

[Wilhelm Narrator] [ponownie zza sceny] Następnie urządziliśmy sobie grilla.
[Otto] [z pełnymi ustami] Bo widzisz… Jak poddusisz trochę kapłana przed wyrwaniem mu serca, co nie?
[Wilhelm] Mhm.
[Otto] To jest wtedy taki no, bardziej soczysty i barwy nabiera ładnej. Rozumiesz.
[Wilhelm] Mhm.

[Otto wstaje, przeciąga się i rozgląda dookoła.]

[Otto] No, a najlepsze, że wina za ten cały bałagan poleci na Drachenfelsa.
[Wilhelm] Że niby jak?
[Otto] [pokazując na siebie w postaci Wielkiego Czarnoksiężnika] No jak to jak? Plota poniesie, że wyciął w pień wioskę.
[Wilhelm] Jak plota może ponieść, skoro wioska została wycięta w pień, ergo nikt nie przeżył? To kto ma ową plotę ponieść dalej niby?!
[Otto] [rozkładając ręce] Słuchaj, ja nie wiem, jak to działa. Wiem tylko, że co rusz słyszę o wielkich groźnych smokach, wampirach etc., z którymi to spotkania nikt nie przeżył. A skoro nikt nie przeżył, to pytam ja ciebie, skąd płyną te opowieści?!

[Wilhelm rozgląda się niepewnie dookoła.]

[Otto] [szyderczo] Na wszystkich Mrocznych Bogów! Zrelaksujże się! Przecie Konstant o niczym się nie dowie.

[Kurtyna opada, a gdy unosi się ponownie, raz jeszcze znajdujemy się w bibliotece zamkowej. Bezpośrednio za Wilhelmem stoi zaś Konstant Drachenfels i uważnie czyta przez ramię swego sługi, co też takiego ów wypisuje.]

[Wilhelm] [kreśląc słowa energicznie] Było świetnie! Jeszcze pod koniec dnia bawiliśmy się w chowanego z lokalną Inkwizycją! Niestety przegraliśmy i gdy nas znaleźli musieliśmy ich wypatroszyć. Ale się ubawiłem! Ech i pomyśleć, że to dopiero początek majówki. Jestem ciekaw, co mnie czeka w kolejne jej dni!
[Konstant Drachenfels] [wyjmując pióro z dłoni Wilhelma dopisuje, również czytając na głos] Z całą pewnością, będę kopał bardzo głęboki grób dla tej mendy Otto, a gdy skończę, słyszałem o takiej fajnej stajence, co ją niejaki Augiasz prowadzi. Skoczę i mu pomogę ją posprzątać!

[Demon kamienieje. Przełyka. Podnosi wzrok i dostrzega surowe oblicze Wielkiego Czarnoksiężnika.]

[Wilhelm] [stłumionym szeptem] Szlag… [zwracając się do widowni] Mam nadzieję, że będziecie mieli Państwo bardziej udaną majówkę ode mnie.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3781
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3293
3 altdorf_night 4 MB 3283
4 vaevictis 433 KB 2767
5 Zapłata 54 KB 2762

Najwyżej oceniane materiały