[Sami Państwo wiedzą… Zamkowa biblioteczka, wygodny fotel, stolik, książka i Wilhelm we wspomnianym fotelu. Małą innowację stanowi fakt, iż demon ma na głowie kolorową, spiczastą, karnawałową czapeczkę.]

[Wilhelm] Witam w naszym kąciku literackim. Dzisiaj nieszczególnie przeze mnie lubiana pozycja [chwyta niechętnie książkę]. Ale z drugiej strony chyba uda się nam coś z niej zrobić, prawda? W dzisiejszym interludium [unosi książkę wyżej] <Robinson[owie] Cruzoe>. [otwiera książkę, odchrząkuje] Dawno, dawno temu…

[Scena obraca się, ukazując dekorację przedstawiającą bezludną wyspę z dosłownie jedną palmą, na której rosną dosłownie trzy kokosy, a sama wyspa jest proporcjonalnie duża do własnego zalesienia. Na piasku, siedzą wyglądające niezwykle mizernie, nawet jak na własne standardy, krasnoludy, w same tylko gacie przyobleczone.]

[Wilhelm] [zza sceny] Była sobie wyspa, a na niej dwóch bałwanów, którzy starali się zadać kłam staremu krasnoludzkiemu przysłowiu: <My nie pływamy, kurde. Nie… też, kurde, nie żeglujemy.> I takoż siedzą jak te małpy z jedną tylko palmą i trzema kokosami, czekając rychłej śmierci w promieniach tropikalnego słońca.
[Robbie] Kurde, ciepło.
[Wilhelm] celnie i elokwentnie zauważył pierwszy.
[Cruz] [z hiszpańskim akcentem] No.
[Wilhelm] Równie błyskotliwie zauważył drugi, który swoją droga pochodził z Estalii.
[Robbie] To może ten…
[Cruz] Co?
[Robbie] No…
[Cruz] Co?
[Robbie] No wiesz…
[Cruz] Nie.
[Robbie] Tego…
[Wilhelm] [znudzony] I tak moglibyśmy jeszcze długo, więc przewińmy akcję o kilka stron. [do siebie] Rany, co za bezmózgi kretyn, bez poczucia własnej monotonii pisał ten papier toaletowy?
[Robbie] Szałasa wybudować, kurde!
[Cruz] [zamyśliwszy się na chwilę] A z czego?
[Robbie] A tak. [wzruszył ramionami] No cóż, to se wezmę kokosa.
[Cruz] Ej!
[Robbie] [wstając] Co?
[Cruz] Są trzy kokosy, bałwanie.
[Robbie] No i co z tego?
[Cruz] Trzy nie… Hm, poczekaj chwilę… [dłuższą chwilę odlicza coś na palcach] Trzy nie dzieli się na dwa!
[Robbie] No i?
[Cruz] A nas dwóch jest. [i nagle histerycznie] Nie da się podzielić między nas tych kokosów!
[Robbie] [siadając ze zrezygnowaniem] Fakt.
[Wilhelm] Jak widać moment niechybnej śmierci głodowej został dobrowolnie przybliżony… Ale dwa bystrzaki… [słychać wertowanie kartek] za kilka… [odgłos kartek] naście… [znowu kartki] a nawet dziesiąt stron dennych opisów przyrody, które i tak wszyscy mamy gdzieś, wpadli na przebiegły pomysł.
[Cruz] Ty, wiem, co zrobimy!
[Robbie] No?
[Cruz] Zagramy w marynarza i ten kto przegra, da drugiemu do zjedzenia swoją nogę!
[Robbie] [niepewnie] Oj, no nie wiem, lubię moje nogi.
[Cruz] Oj przestań, śmierdzą i tak, a poza tym zawsze masz jeszcze drugą.
[Robbie] Fakt.
[Wilhelm] Jak wymyślili, tak zagrali w marynarza… 120 kolejek, z których wszystkie zakończyły się remisami, oprócz tej jednej, gdy nie wiedzieli, czy kamień bije nożyce, czy też takie naprawdę, ale to naprawdę duże nożyce tną kamień. W końcu przegrał Robbie.
[Robbie] Szlag!
[Cruz] Ha, dawaj nogę!
[Robbie] [nucąc w kierunku widowni] Tak losować będziemy, kto kogo zje, czekając, aż ratunek nadejdzie. Los padł na mnie, wtedy się opamiętałem…Zaoponowałem. Towarzysze napierali, w końcu za wygraną dali. Usiedli osowiali.
[Wilhelm] Jak zanucił, tak też się stało.
[Robbie i Cruz] [smętnie]
Hej hej hej, hej hej hej
Inni maja jeszcze gorzej
Hej hej hej, hej hej hej
Inni maja jeszcze gorzej
Hej hej hej, hej hej hej
Ale nie da ukryć się, że są tacy, którym jest lepiej!
[Wilhelm] Tak sobie śpiewali, gdy nagle…

[Morze wyrzuca na brzeg krańcowo wyczerpanego mrocznego elfa w płaszczu i ubraniu korsarza.]

[Cruz] [beznamiętnie] Patrz…
[Robbie] [równie beznamiętnie] No… Dali do niego jakiś sos?
[Cruz] Jaki mamy dzisiaj dzień tygodnia?
[Robbie] Nie wiem, sobota chyba, bo co?
[Cruz] Sobota… To nazwę go Piętaszek!
[Robbie] Zawsze nazywasz jedzenie po imieniu?
[Cruz] Ty wiesz co, właśnie coś sobie uświadomiłem.
[Wilhelm] Chyba lepiej późno niż wcale.
[Robbie] No?
[Cruz] To je marynarz, ta?
[Robbie] Nie.
[Cruz] Nie?
[Robbie] [wskazując elfa] To [z naciskiem] my jemy.
[Cruz] No ta, ale to jest marynarz?
[Robbie] [trącając elfa butem] Może, bo co?
[Cruz] No bo do takiego marynarza, to zwykle jest przyczepiony jakiś statek.
[Robbie] Nie gadaj głupot! To rozbitek! No to jest z rozbitego statku, nie?
[Cruz] Hm, no…
[Robbie] Widziałeś kiedyś, żeby rozbity statek pływał?!
[Wilhelm] Wtem Piętaszek przemówił ludzkim głosem, a nawet nie była to Wigilia.
[Piętaszek] [z trudem] D…
[Robbie] Ćwiczysz alfabet?
[Pietaszek] De…
[Robbie] No, a teraz <E>.
[Pietaszek] [ostatkiem sił] Debile! Ląd jest piętnaście metrów stąd, a woda sięga do kostek!

[Elf kona.]

[Cruz] [rozglądając się] Ej, faktycznie.
[Robbie] No i co z tego? Ja tam do żadnej wody nie idę. Wyskoczą mi pryszcze.
[Cruz] Fakt. [po chwili] To co, żremy go?
[Robbie] Nie, już nie musimy.
[Cruz] Jak to?
[Robbie] No jest nas trzech, już się da podzielić trzy kokosy równo.
[Cruz] Fakt.

[Scena obraca się ponownie ukazując Wilhelma w fotelu.]

[Wilhelm] [zamykając książkę] Morał: <Minister Zdrowia ostrzega, matematyka powoduje raka i śmierć głodową.> Dobranoc państwu.

[Kurtyna opada.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4381
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3768
3 altdorf_night 4 MB 3624
4 Zapłata 54 KB 3280
5 BookOfRats 1 MB 3233

Najwyżej oceniane materiały