[Zamkowa biblioteczka. W fotelu zasiada Wilhelm, obok niego na stoliku stoi parujące kakao.]

[Wilhelm] [poprawiając pozycję siedzenia] Serdecznie witam w kolejnym, jubileuszowym, bo dziesiątym, interludium! [w tle słychać ciche fanfary] Dzisiaj przedstawimy wzruszającą, pełną cennych morałów i jakże rodzinną, a nade wszystko wypełnioną wspaniałą muzyką…

[W tle zaczyna “grać” bliżej nieokreślona DeathMetalowa kapela, a pośród wrzasków, odgłosów pracującej koparki, symulatora perkusji podziemnej i sporej dawki szatana, czujny słuchacz może dosłyszeć, coś w stylu: “Raagh!!! Czarnoksiężnik!!! Raaagh! Szatan! Hrrrrr! Z kraaainy Oooooooooooz!”. “Muzyka” milknie.]

[Wilhelm] … tak jest! “Czarnoksiężnik z krainy Oz”. Podkład zawdzięczamy grupie “Zaszlachtowane wiadra i koza”. [Po chwili pauzy] Dawno, dawno temu…

[Kurtyna opada, po chwili podnosi się ukazując zwyczajny imperialny gościniec, w zwyczajnym imperialnym lesie, przy zwyczajnym imperialnym bagnie ze zwyczajnym imperialnym zombiakiem stojącym bez celu na rozstaju dróg. W pewnej odległości od niego zaś znajduje się dziewczynka, ubrana w błękitną sukienkę i piesek (bez sukienki).]

[Wilhelm] [zza sceny] … za Górami Krańca Świata, minąwszy Kislev i Stirland, w lesie, a więc w sumie całkiem, kurde, niedaleko, wichura przygnała dziewczynkę z pieskiem. W zasadzie to zrzuciła ją tam trąba powietrzna, całe szalone pięćset metrów od domu, co wystarczyło, aby się zgubiła… I piesek też, bo ma katar! [po chwili] No to zaczęła biadolić…
[Dorotka] [przestraszona] Och, Toto, gdzie my jesteśmy? Co teraz będzie?
[Wilhelm] Lotto jednak nie wiedział, więc profilaktycznie poszedł nawodnić bliżej nieokreślone drzewo. Dorotka zaś dostrzegła stojącego nieopodal radośnie gnijącego na słońcu, zombiaka.
[Dorotka] O! Tam stoi jakiś miły pan. Na pewno on mi powie, jak dotrzeć do domu!
[Wilhelm] Jak zdurniała, tak pognała.
[Dorotka] [do zombie, z dygnięciem] Dzień dobry, nazywam się Dorotka, czy wie pan może gdzie mieszkam?
[Zombie] [odpada mu palec] …
[Wilhelm] W celach wydłużenia nieco historii, w której normalnie Dorotka zostałaby zjedzona w ciągu pierwszych dwóch minut, podaliśmy trupowi środki uspokajające.
[Dorotka] [z nadzieją w oczach] Proszę mi pomóc, tak bardzo się boję!
[Zombie] [anemicznie] Móóóóóóózg…
[Dorotka] Słucham? Przepraszam, nie dosłyszałam.
[Zombie] Móóóóóózg, móóóóóóóózg.
[Dorotka] Ach mózg!
[Wilhelm] Po czym rezolutnie dodała…
[Dorotka] Zgubił pan swój mózg?!
[Wilhelm] [do siebie] Ta i kto to mówi.
[Zombie] Móóóózg.
[Dorotka] No to trzeba go poszukać! [do psa] Chodź Toto, poszukamy mózgu tego miłego pana.

[Kurtyna opada, po czym unosi się po dłuższej chwili. Sceneria przedstawia rzeczkę, a na niej mostek, na którym, na drewnianym krześle zasiada ork z “wpienieniem” wymalowanym na twarzy. Na scenę przy akompaniamencie naszej kapeli i melodii podróżnej w rytmie “Lalakurdela”, wkraczają Dorotka, Toto i zombie (ten ostatni ciut wolniej, chwiejąc się) i zatrzymują się.]

[Wilhelm] Widząc orka dziewczynka postanowiła zrobić dokładnie to, czego uczyła ją mama na wypadek spotkania zielonoskórego w lesie…
[Dorotka] [radośnie] Hop, hop, dzień dobry!
[Wilhelm] A racja, mama nie lubiła w sumie Dorotki.
[Charlie] Hmpf! Nie przejdziecie!
[Wilhelm] Ork nie tylko wykazywał nadzwyczajne zdolności lingwistyczne przemawiając w reikspielu, ale ponadto nazywał się Charlie!
[Dorotka] [zmartwiona] Och! Ależ czemu to?
[Charlie] [złowieszczo] Haha! Bo nie mam serca! I jestem…
[Dorotka] Nie ma pan serca?! Ojej, to kolejny, który pogubił organy!
[Charlie] [zaskoczony] E, co?
[Dorotka] [pokazując zombiego] Bo ten pan tutaj zgubił mózg, a pan jak słyszę zgubił serce. Myślę, że oba znajdziemy w jednym miejscu, wszak droga od jednego organu do drugiego nie taka znowu daleka. Czy chciałby pan przyłączyć się do naszej wesołej kompanii?
[Charlie] [patrząc po sobie, potem na dziewczynkę] Ale…
[Dorotka] [z perlistym uśmiechem] Nie ma czego się wstydzić.
[Charlie] Ale ja jestem zielony na Gorka i Morka!
[Dorotka] A tamten pan gnije, ale my tu nikogo nie osądzamy!
[Charrlie] [do siebie] Hm, w sumie to czemu ja nie mam serca? Cholera, a może mi potrzebne? Może na starość będą mi jakieś choroby dokuczały jak sobie takiego nie sprawię?

[Natenczas na scenę wkracza typowy strażnik dróg, tj. wątły młodzieniec w koszulce kolczej, z zardzewiałą halabardą i oczami tęskniącymi za rozumem.]

[Muniek] [do siebie] Tym razem mi się uda, tym razem… [podchodzi do orka, niepewnym głosem] P-prze przepraszam, a-ale te-ten most, to o-obiekt pu-publiczny i…
[Charlie] [groźnie] Zrywaj stąd wypłoszu, bo cię rozpublicznie po całym lesie!!!

[Strażnik robi krok do tyłu i zasłania się niepewnie halabardą.]

[Dorotka] Oho, a panu to widzę odwagi z kolei brak.
[Muniek] [grzebiąc butem w piachu] No ciut.
[Dorotka] No widzicie. Ja nie mam domu, ten pan mózgu, ten z kolei serca, a jemu brakuje odwagi. Wszyscy czegoś poszukujemy. Czy to nie świetna okazja, żeby zebrać się w drużynę i wyruszyć na poszukiwania rzeczy, które utraciliśmy?!

[Z początku odpowiada jej jedynie bzyczenie much dookoła głowy zombiaka.]

[Muniek] [ocknąwszy się po dłuższej chwili rozmyślania] Hej! A Hans we wsi, to kiedyś mówił, że jest takie tam biuro rzeczy znalezionych i prowadzi je niejaki Czarnoksiężnik z krainy Oz!
[Dorotka] Naprawdę?
[Charlie] Pf, człowieczek pieprzy trzy po trzy.
[Zombie] …
[Dorotka] Och panie Zielony…
[Charlie] [z rozdrażnieniem] Charlie!
[Dorotka] A więc, Charlie, co nam szkodzi spróbować? Chcesz tu siedzieć całe życie na pupie w lesie i straszyć ludzi?
[Charlie] No w zasadzie to my tym się zajmujemy… Ale chcę mieć serce.
[Muniek] A ja chcę być odważny!
[Zombie] Móóóóóózg.
[Dorotka] [rozbawiona] A Toto i ja chcemy do domu! To co? Ruszamy! Ku przygodzie! [do Muńka] Czy wie pan jak dotrzeć do Czarnoksiężnika?
[Muniek] Muniek jestem. Ehe, wystarczy…

[W tym momencie strażnik wskazuje ciemny dotąd kąt sceny. Światła się rozświetlają ukazując ponurą drogę.]

[Muniek] [ochoczo] Wystarczy podążyć krwisto-kościstą drogą!

[W tle zaczyna “radośnie” przygrywać zespół: “Raaaagh!!! Hrrr!!! Arrr! Follow the bloody-bone road! Follow the bloody-bone road!!! Raaaagh!! Szatan!!!”. Nasza nowo uformowana drużyna rusza wskazaną ścieżką podrygując, trzymając się za ręce i śpiewając (no i obsypując się lekko w przypadku zombiego). Kurtyna opada.]

[Wilhelm] Po milionie ciekawych perypetii takich jak na przykład ugryzienie Charliego przez zombiaka w czoło, nasza wesoła gromadka dotarła do zamku Czarnoksiężnika…

[Kurtyna podnosi się. Nasi bohaterowie stoją przed masywną bramą ponurego zamczyska.]

[Dorotka] Oho, to chyba zamek, ma bramę! Kto zapuka?
[Muniek] Ja! [po chwili] Albo nie…
[Charlie] Mięczak. [wali pięścią w drzwi]

[Po dłuższej chwili brama uchyla się, w tle rozbrzmiewa “O Fortuna”, a widowni ukazuje się Konstant Drachenfels w szlafroku, dzierżący kubek kawy i “Kurier Imperialny”.]

[Wilhelm] Szkoda, że pomylili zamki…
[Konstant Drachenfels] [zaspanym głosem] Czego?
[Dorotka] O rety, rety, czy mamy przyjemność z Wielkim Czarnoksiężnikiem…
[Konstant Drachenfels] Ta, ta… Czego?
[Charlie] [nagle, głośno] Serca!

[Drachenfels patrzy na orka spode łba.]

[Konstant Drachenfels] Że hę?
[Dorotka] O, wielki panie czarnoksiężniku! Bo my tu w sumie przybyliśmy… Do krainy Oz…
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Geografia wam nawaliła.
[Dorotka] Jakże to?
[Konstant Drachenfels] To zamek Drachenfels. Więc…
[Dorotka] Ach! Już wszystko rozumiem! Pan chce nam coś uświadomić!
[Konstant Drachenfels] [zaskoczony] Tak?
[Dorotka] Tak! Pan chce nam uświadomić, że nie potrzebujemy wcale czarnoksiężnika, aby odnaleźć to czego szukamy!
[Konstant Drachenfels] Tak? A czegóż to szukacie?
[Dorotka] Ten pan [pokazując zombiaka] szukał mózgu, ale tak naprawdę udowodnił wiele razy w trakcie naszych przygód, że go posiada służąc nam za każdym razem wyśmienitą radą i podtrzymując na duchu dowcipem!
[Zombie] Móóóóózg.
[Dorotka] Mądrze powiedziane! A ty, Charlie, nie potrzebujesz szukać serca, gdyż pomagając biednej zagubionej dziewczynce, takiej jak ja, odnaleźć czarnoksiężnika, pokazałeś, że masz wielkie bijące serducho. [daje orkowi buzi w policzek] A ty, Muńku, wyruszając na tak niebezpieczną wyprawę udowodniłeś, żeś najdzielniejszym z mężów!
[Wilhelm] I w tym momencie Czarnoksiężnik z krainy Oz powiedziałby “No, w końcu zrozumieliście!”… Zaś Czarnoksiężnik Drachenfels powiedział:…
[Konstant Drachenfels] Taaak, albo inaczej… Skoro zombie chce mózg, to niech ork pokaże, że jest orkiem i śmiejąc się szyderczo rzuci gówniarę ożywieńcowi na pożarcie, co wywoła gniew strażnika, któren heroicznie rzuci się na zielonoskórego i na wzajem porozbijają sobie łby. Brzmi sensowniej, prawda?
[Charlie] [szczerząc kły] Tak!
[Konstant Drachenfels] Fajnie, a teraz won mi z podjazdu.

[Kurtyna opada. Wychodzi przed nią Wilhelm.]

[Wilhelm] [do widowni] A morał z tej bajki taki: “Toto, to najgłupsze imię dla psa jakie da się wymyślić i za karę został pominięty w dalszej części opowieści”. Dobranoc Państwu.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3727
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3267
3 altdorf_night 4 MB 3250
4 vaevictis 433 KB 2742
5 Zapłata 54 KB 2740

Najwyżej oceniane materiały