[Pomysł na dzisiejsze interludium sponsoruje Q.]

[Biblioteczka Zamkowa. Fotel, kubek, kakao, książka, stolik, standard. W fotelu Wilhelm, nie przywdział jednak swego zwyczajowego imagu rozluźnionego bajarza, natomiast siedzi w pozie przywołującą na myśl Stańczyka Matejki.]

[Wilhelm] [“dostrzegłszy” widownię] A, witam, witam. [westchnięcie] No cóż. Miałem dla państwa bajkę. [podnosi książkę] Ba, nawet fajną całkiem. Brzechwa napisał! Ale jak to w życiu bywa wszystko diabli wzięli, a jak diabli coś wzięli, to już się zapewne państwo domyślają, maczał w tym palce Drachenfels.

[Na głowę demona spada zupełnie niepozorna cegła.]

[Wilhelm] Ała! [poprawiając się] Znaczy ten, no… Wielki Czarnoksiężnik Herr Konstant Drachenfels, pan na włościach bla bla bla…

[Spada kolejna cegła.]

[Wilhelm] Ej, no co jest do cholery?!
[Zamek] [zza ściany] Bonus.
[Wilhelm] … [do widowni] W każdym razie, jak już mówiłem, Herr Drachenfels… Hm, no powiedzmy, że nie do końca wczuł się w Pana Kleksa… a zresztą sami zobaczcie.

[Opada kurtyna. Widnieje na niej napis “Akademia Pana Kleksa. Honorowy patronat: Chór Chłopięcy Poznańskie Słowiki”. Po dłuższej chwili kurtyna idzie w górę, ukazując dziedziniec zamkowy oraz sam Zamek, który został pomalowany w trzy krzykliwe odcienie zielonego, pomarańczowego i różowego. Na dziedzińcu stoi Konstant Drachenfels trzymając w dwóch palcach dłoni, z obrzydzeniem, cytrynowo-żółtą kamizelkę “zrobioną chyba z samych kieszeni”. Na scenę wkracza Wilhelm przebrany za… szpaka.]

[Wilhelm] [podchodząc do Drachenfelsa] Usi an o łożyć.
[Konstant Drachenfels] Co?
[Wilhelm] Usi an o łożyć.
[Konstant Drachenfels] Co ty pieprzysz? I czemu wyglądasz jak gawron z Czarnobyla?
[Wilhelm] O iersze, o ie awron ylko pak i ie ieprze ylko ymawiam ylko ońcówki yrazów. A eraz osze o ożyć.
[Konstant Drachenfels] Yba ie osrało.
[Wilhelm] Ależ Panie! Odgrywamy dzisiaj Akademię Pana Kleksa, tak?
[Konstant Drachenfels] Tak? Gdy tu szedłem byłem przekonany, że mam skatować jakiegoś pedofila. Natomiast z tego co widzę, to ty zwariowałeś i ktoś zatrudnił Włochów do przemalowania Zamku.
[Wilhelm] No, ale zaraz przyjdą dzieci!
[Konstant Drachenfels] Jesteś obleśny, Wilhelm.
[Wilhelm] Mateusz! I proszę grać, tak jak w scenariuszu. [podaje Drachenfelsowi scenariusz] Zapewniam, że zabawa będzie przednia.

[Wielki Czarnoksiężnik wertuje scenariusz, w międzyczasie strzepuje marynarkę, która w magiczny sposób zmienia kolor na czarny.]

[Konstant Drachenfels] [ubierając kamizelkę, z której kieszeni zaczynają raz po raz wysuwać się demoniczne szpony] Że ja mam niby się nazywać Ambroży?
[Wilhelm] Mhm.
[Konstant Drachenfels] A ty jesteś Mateusz, niedorobiony szpak?
[Wilhelm] [oburzony] Nie jestem niedorobiony! Po prostu wymawiam tylko końcówki wyrazów!
[Konstant Drachenfels] Dlaczego?
[Wilhelm] Nie wiem dlaczego. Kiedyś byłem chłopcem-księciem, ale zastrzeliłem jakiegoś króla wilków, czy coś i…
[Konstant Drachenfels] Poczekaj, to niech chociaż Ci dam powód, żebyś był niedorozwojem.

[Wielki Czarnoksiężnik pstryka w palce, a na głowę demona spada żelazko. Demon pada na podłogę, po czym z trudem wstaje. Nagle nasłuchuje.]

[Wilhelm] O kurde, idą dzieci! Znaczy… O urde , dą eci!

[Na scenę, śpiewając wpada dwadzieścia troje dzieci w wieku około dwunastu lat.]

[Dzieci] [śpiewają] Witajcie w naszej bajce, słoń zagra na fujarce, Pinokio nam zaśpiewa, zatańczą wkoło drzewa, tu wszystko jest możliwe, zwierzęta są szczęśliwe, a dzieci wiem coś o tym latają krasnoludzkim helikopterem parowym.
[Konstant Drachenfels] [do Wilhelma] Końcówka trochę nie pasuje, nie uważasz?
[Wilhelm] [do Drachenfelsa] A to, że “zwierzęta są szczęśliwe”, jest według pana na miejscu? [do dzieci] itajcie eci! A stem teusz, a o est an leks!
[Adaś] [do Drachenfelsa] Przepraszam pana, ale co powiedział niedorobiony szpak?
[Wilhelm] [zrzucając z siebie pogardliwe i prześmiewcze spojrzenie Wielkiego Czarnoksiężnika] Ech, powiedziałem: witajcie dzieci. Ja jestem Mateusz, a to jest Pan Kleks.
[Adaś] [radośnie] A, to do pana przyszliśmy do Akademii.
[Konstant Drachenfels] Słuchaj… [patrząc w scenariusz, krzywiąc się] Adasiu Niezgódko…
[Adaś] To ja!
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Nie ma się czym chwalić. Nie opowiadał ci nikt w życiu bajek, że jak coś jest na [czytając z kartki] Ulicy Czekoladowej, a ty jesteś dzieckiem, to najprawdopodobniej skończysz w piecu czarownicy?
[Adaś] …
[Wilhelm] [udając rozbawienie] Hehe, ale oczywiście tutaj tak nie będzie, bo Pan Kleks bardzo lubi wszystkie dzieci.
[Konstant Drachenfels] [szeptem do Adasia] Lekko podduszone w majeranku.

[Adaś wybucha płaczem i ucieka.]

[Wilhelm] Panie Kleksie!
[Konstant Drachenfels] Nie martw się, daleko nie ucieknie i tak zeżrą go harpie, jak tylko opuści mury Zamku.

[Ostatnia wypowiedź Wielkiego Czarnoksiężnika sprawia, że pozostałym dzieciom przechodzi ochota na ruszenie śladami Adasia.]

[Wilhelm] [starając się uratować sytuację] A wiecie dzieci, że Pan Kleks potrafi przyrządzać potrawy z kolorowych szkiełek?
[Dzieci] Łaaaał.
[Konstant Drachenfels] A z jedzenia, to już w ogóle. [przeczytawszy coś z kartki] O, jak fajnie. A wiecie dzieci, że pobudka w Akademii jest o piątej?! Świetna godzina na wstawanie, prawda? I budzi was zimny prysznic z sufitu!
[Wilhelm] [poprawiając] Tylko kropla wody ze śluz na suficie, spadająca na nos!
[Konstant Drachenfels] A potem jest apel, kiedy inwigilujemy wszystko włącznie z waszymi snami.
[Wilhelm] [lekko zdesperowany] Znaczy Pan Kleks zbiera takie tam od was senne lusterka na których… na których…
[Konstant Drachenfels] Widać, czy komuś z was śniło się coś sprośnego… A wiecie, co wtedy?
[Wilhelm] [do dzieci, z przyklejonym uśmiechem] Absolutnie nic! Tak naprawdę, to w zasadzie możemy to pominąć…
[Konstant Drachenfels] [kontynuując jednostajnym tonem] A potem są zajęcia z kleksografii.
[Mareczek] A co to takiego?
[Konstant Drachenfels] W założeniu, chyba coś związanego z toaletą, ale skoro już mamy kitajskie tortury wodne na pobudkę, starą dobrą inkwizycyjną inwigilację na śniadanie, to możemy równie dobrze zrobić z tego szkolenie Sigmar Jugend… Każdy z was dostanie owczarka, odchowa go, a potem… Pamiętacie, jak śpiewaliście, że “zwierzęta są szczęśliwe”? Cóż, owczarków to nie dotyczy.

[Zdruzgotane dzieci zaczynają uciekać w kierunku bramy.]

[Konstant Drachenfels] Ejże! Nie tak szybko. Na koniec…

[Wielki Czarnoksiężnik pstryka palcami. Dzieci zamieniają się w guziki.]

[Wilhelm] [zrezygnowany] Ech, skąd ja wiedziałem, że to tak się skończy?
[Konstant Drachenfels] [podając Wilhelmowi pędzelek] Trzymaj.
[Wilhelm] A to, po co?

[Wielki Czarnoksiężnik skinieniem głowy wskazuje Wilhelmowi kolorowy Zamek, po czym opuszcza scenę.]

[Wilhelm] Szlag.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3727
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3267
3 altdorf_night 4 MB 3250
4 vaevictis 433 KB 2742
5 Zapłata 54 KB 2740

Najwyżej oceniane materiały