[Pole pod bramą zamku. Nieznacznie przerzedzone ostatnimi potyczkami w sprawach honorowych, wojska imperialne przygotowują się do szturmu. Maszyny oblężnicze i kawaleria w pełnej gotowości, maruderzy szykują drabiny, haki i liny, dowódcy wydają ostatnie polecenia. W pewnym momencie wrota bramy rozwierają się na oścież. Wszyscy milkną. Przed zamek wychodzi dumnym krokiem Wilhelm trzymając w lewej dłoni pokrwawioną białą chusteczkę, w prawej dzierży zaś jakąś książkę.]

[Wilhelm] [gromkim głosem] Żądam rozmowy z dowódcą!

[W szeregach imperialnych słychać poruszenie. Po jakimś czasie przed pierwsze szeregi występuje inkwizytor Albert. Staje naprzeciw Wilhelma.]

[Albert] [również grzmiąco] Ja tu dowodzę z ramienia Imperatora i Hrabiego Elektora! [po chwili] Czego?!

[Wilhelm rzuca w człowieka trzymaną książką. Albert podnosi i otrzepuje ją z piasku.]

[Albert] [czytając na głos] „Prawo Imperium”. [do Wilhelma] O co ci chodzi?
[Wilhelm] Twierdzisz, że to miejsce jest siedliskiem demonów?
[Albert] Zaiste!
[Wilhelm] A ja twierdzę żeś łgarz, swołocz, cham, prostak, bękart, dewiant seksualny, a twoja matka ubiera cię śmiesznie!
[Albert] Kłamca!
[Wilhelm] Sąd boży!
[Albert] Co takiego?
[Wilhelm] [z uśmiechem] Słyszałeś. Sąd boży. Pojedynek, ty i ja. Jeśli mówisz prawdę, bogowie cię obronią, gdyż będą po twojej stronie… Lecz jeśli łżesz, tak jak twierdzę ja, to bogowie mnie przyznają słuszność, ty polegniesz, a twój następca w bojaźni bożej odeśle wojska.
[Albert] [wertując książkę] No ja nie wiem…
[Wilhelm] Strona dwudziesta siódma… misiu.

[Albert chwilę czyta. Po czym uśmiecha się.]

[Albert] Dobrze, niech tak będzie.
[Wilhelm] [zbliżając się do inkwizytora] Świetnie, miejmy to za sobą.
[Albert] Czekaj, czekaj… Tu jest napisane, że przysługuje mi prawo do szampierza. A tak w ogóle, to raczej nie masz tytułu szlacheckiego, prawda?
[Wilhelm] E, no nie mam.
[Albert] Znakomicie, więc ja jako szlachcic… A właściwie mój szampierz, będzie walczył mieczem, a ty jako chłop, odpowiednio do swego stanu: kijem.
[Wilhelm] Pokaż tę książkę…

[Wilhelm odbiera Albertowi książkę i czyta.]

[Wilhelm] Szlag… Było doczytać całość… [do Alberta] Dobra, dawaj tego swojego ochroniarza.
[Albert] [z zadowoleniem] Hugo!

[Znowu słychać poruszenie w szeregach imperialnych. Po jakimś czasie pojawia się Hugo. Góruje nad resztą, wzrostem przypominając bardziej trolla niż człowieka. Ma na sobie pełną zbroję płytową jednak bez hełmu. W dłoniach trzyma olbrzymi dwuręczny miecz. Albert pstryka palcami. Jakiś giermek z tłumu wręcza Wilhelmowi kij.]

[Albert] [odsuwając się] Myślę, że możemy zaczynać panowie. Niech wygra ten, [z chichotem] kto mówi prawdę.

[Hugo z okrzykiem rusza na Wilhelma. Ten patrzy na Hugo, patrzy na swój kij, ponownie na przeciwnika. Kiedy człowiek jest już prawie przy nim, demon łamie w dłoniach kij na pół i powstałymi w ten sposób ostrymi końcówkami, godzi przeciwnika w oczy. Hugo momentalnie pada martwy.]

[Wszyscy] …

[Wilhelm prostuje się, poprawia koronkowe mankiety, obrzuca zebranych lodowatym spojrzeniem.]

[Wilhelm] Jak widać, bogowie są po mojej stronie… [demonicznym głosem] A teraz won z mojego podwórka hołoto!

[Demon patrzy jak zmartwieni dowódcy wydają rozkazy do zwijania obozowisk i odwrotu. Opiera się o bramę i z zadowoleniem odprowadza ich wzrokiem.]

[Wilhelm] Tak, tak panowie, raz, raz… Sigmar tak chciał!

[W tym momencie z bezchmurnego nieba uderza w demona piorun. Wilhelm pada na ziemię jak… jak rażony piorunem.]

[Wilhelm] Szlag… Musiałem, po prostu musiałem przegiąć pałę…
[Albert] To znak z niebios! Bić niewiernego!

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4338
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3733
3 altdorf_night 4 MB 3604
4 Zapłata 54 KB 3259
5 BookOfRats 1 MB 3195

Najwyżej oceniane materiały