[Scena przedzielona jest na pół drzwiami ustawionymi bokiem do publiczności. Po jednej stronie widać korytarz, po drugiej natomiast znajduje się komnata. Cała urządzona jest w czerni. Przez okno wpada czerwone złowieszcze światło. Przy ścianie na przeciwko drzwi stoi ołtarzyk. Wykonany jest na kształt <ramy obrazu> wykonanej z czaszek. Wewnątrz na ścianie wymalowany jest symbol skorpiona.

Nad <ramą> znajduje się złota figurka bożka o czterech ramionach, a tuż pod nią złota misa wypełniona krwią. Na podłodze wymalowany jest krąg. W świecznikach, lanych z czarnego żelaza, drżą płomyki smoliście czarnych świec. Na stole, stojącym wewnątrz kręgu, spoczywają kolejne złote misy wypełnione krwią. W pewnym momencie na korytarzu pojawiają się Gotfryd, Yorri i Lithaniel. Człowiek pospiesznie otwiera drzwi i wszyscy trzej wbiegają do pomieszczenia, po czym zatrzaskują drzwi i padają pod nimi dysząc ciężko. Po chwili o drzwi rozbija się (dosłownie) Kuba, upada na plecy, ale natychmiast wstaje i zaczyna wściekle się dobijać tnąc pazurami i kopiąc nogami.]

[Yorri] Jasna cholera, jako zabójca trolli szukam śmierci, ale nie mogę umrzeć z ręki halflinga! Jakby to wyglądało?!
[Gotfryd] Ej, to tylko mały halfling, weźmy się w garść…
[Lithaniel] Mały, wściekły, opętany, ze szponami na dłoniach halfling Gotfrydzie.
[Yorri] No ale musimy coś wykombinować, on się wkrótce przebije przez te drzwi.
[Lithaniel] Masz rację, nie będziemy cię zatrzymywać.
[Yorri] Że co?
[Lithaniel] No miło, że zgłaszasz się na ochotnika, żeby tam wyjść i nakopać małemu do dupy.
[Yorri] Ej, ej, ej… Nie ze mną te numery drzewoprzytulaczu.
[Gotfryd] Czekajcie, rozwiążmy to jak dorośli… Zagrajmy w „papier, nożyce, kamień”.
[Yorri] Chyba ci odwaliło, nie mam zamiaru…

[W tym momencie jeden szpon Kuby przebija się na drugą stronę, co sprawia, iż niziołek zwiększa swe wysiłki.]

[Yorri] Dobra! Gramy, nie ma czasu na nic sensowniejszego.

[Cała trójka staje blisko siebie]

[Gotfryd] Trzy… cztery!

[Lithaniel pokazuje kamień, Gotfryd również, a Yorri nożyce.]

[Yorri] Szlag! Niech bogowie mają mnie w opiece…
[Lithaniel] Ta, ta, niech posadzka lekką ci będzie.
[Gotfryd] Przestań, jak go posieka, to losujemy znowu, który z nas wychodzi, więc lepiej żeby mu się udało.
[Yorri] [z wyrzutem] Dzięki chłopaki, na kolegów, to zawsze można liczyć. Dobra, jedziemy…

[Gotfryd staje przy drzwiach, Lithaniel zaś za Yorrim, który dobywa topora i staje w pozycji bojowej. Gotfryd szybkim ruchem otwiera drzwi, Lithaniel zaś wypycha Yorriego, po czym człowiek zatrzaskuje wejście.]

[Gotfryd] Uf…

[Yorri wpada na Kubę i obaj przewracają się. Natychmiast jednak się podnoszą, stoją chwilę naprzeciw siebie, po czym Kuba rzuca się na krasnoluda. Wbija mu szpony w podbrzusze i tnie przez twarz wyłupując prawe oko. Yorri wydaje z siebie przeraźliwy wrzask i uderza odruchowo halflinga trzonkiem topora w czoło. Kuba pada na posadzkę zamroczony, natomiast krasnolud zaczyna dobijać się z powrotem do drzwi.]

[Lithaniel] Nie wpuszczaj go! Niech walczy do końca!
[Yorri] Wąskodupcu urwę ci uszy jak nie otworzysz!!! Otwierać chamy!
[Gotfryd] Chyba musimy mu otworzyć.
[Lithaniel] Ej, a może da sobie radę?
[Yorri] Aaa, jeśli tu zginę, to cię zamorduje leśna cioto!
[Lithaniel] Taa, na pewno da sobie radę.

[Gotfryd jednak uchyla drzwi, krasnolud wpada do środka, a człowiek z powrotem je zatrzaskuje.]

[Yorri] [chwiejąc się na nogach, wskazując elfa palcem] Jak się z tego wyliżę… zatłukę…
[Lithaniel] [do Gotfryda] Czy on mnie prosi, żebym go dobił?

[Yorri pada twarzą na podłogę.]

[Gotfryd] Zdejmij te misy z krwią ze stołu, to go na nim położymy i spróbuję… [jakby się ocknął] Misy z krwią?!
[Lithaniel] Z tego wszystkiego chyba zapomnieliśmy zobaczyć w ogóle, gdzie wleźliśmy.

[Bohaterowie z przerażeniem zaczynają rozglądać się po pomieszczeniu.]

[Gotfryd] Mam złe przeczucia. Masz pojęcie co to za miejsce?
[Lithaniel] [ironicznie] Mam pewną teorię… Myślę, że on nie powinien tu krwawić. [zdejmując misy ze stołu] Trza go załatać jak najszybciej. [chwytając krasnoluda za nogi] Dawaj, bierzemy małego śmierdziela.

[Gotfryd chwyta krasnoluda pod pachy i z trudem pomaga elfowi położyć go na stole. Człowiek ociera rękawem pot z czoła i rozpostarłszy dłonie nad Yorrim zaczyna mamrotać zaklęcia uleczające. Krew przestaje ciec. W międzyczasie ponawiają się dobijania w drzwi. Elf odchodzi od stołu i zaczyna przyglądać się ołtarzowi. W pewnym momencie sięga do znajdującej się pod nim misy i wyciąga z niej długi, zakrzywiony rytualny sztylet.]

[Gotfryd] [dekoncentrując się na moment] Ej, co ty robisz, nie dotykaj tego!
[Lithaniel] [chłodno] Zajmij się swoją robotą, a ja sie zajmę swoją.

[W tym momencie Kuba rozszarpuje drzwi i przekracza próg. Krew ścieka po jego czole. Halfling znowu wykrzywia twarz w szaleńczym uśmiechu i rusza w kierunku swych byłych towarzyszy. Lithaniel działa błyskawicznie. Podbiega do stołu, odpycha na bok zaskoczonego Gotfryda, a butem skopuje ze stołu krasnoluda. Gdy niziołek dobiega do elfa, ten z gracją unika ciosów jego szponów i wbija przeciwnikowi rytualny sztylet prosto w serce. Kuba otwiera usta w niemym krzyku. Lithaniel natomiast chwyta go i szybko rzuca na stół. W tym samym momencie świece buchają żywszym ogniem, a mimo to pomieszczenie wydaje się znacznie bardziej mroczne. Krew przelewa się z mis i rozlewa się po podłodze pomieszczenia.]

[Gotfryd] [z przerażeniem] Co się dzieje?! Co ty robisz?!
[Lithaniel] Milcz człowiecze!

[Oczy elfa rozbłyskują krwawą czerwienią. Lithaniel chwyta sztylet, mamrocze modlitwę. Następnie godzi ostrzem Kubę w różnych miejscach ciała. Krew płynie strumyczkami po całym stole i podłodze. Leżący na podłodze krasnolud zaczyna się w niej przytapiać, ale z odsieczą przybywa mu Gotfryd. Po jakimś czasie elf kończy rytuał, a halfling nieruchomieje.]

[Lithaniel] [szeptem] Khaela Mensha Khaine.
[Gotfryd] Skończyłeś?
[Lithaniel] [z zadowoleniem] owszem.
[Gotfryd] Co to było? Co tu się stało? Czemu świeciły ci się oczy?
[Lithaniel] Mamy takie stare elfickie powiedzenie: <Kto pyta, tego rano toczą robaki>
[Gotfryd] Nie znam tego powiedzenia.
[Lithaniel] No to już znasz. Wynośmy się stąd, nic tu po nas.
[Gotfryd] [budząc krasnoluda] Nie zostawisz tu tego sztyletu?
[Lithaniel] [z rozbawieniem chowając broń za pas] Nigdy nie wiadomo, który z nas następny oszaleje, prawda?
[Gotfryd] [do siebie, patrząc z niepokojem na elfa] Chyba akurat na to pytanie znam odpowiedź…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4374
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3764
3 altdorf_night 4 MB 3622
4 Zapłata 54 KB 3276
5 BookOfRats 1 MB 3227

Najwyżej oceniane materiały