[Sceneria przedstawia olbrzymich rozmiarów ogród botaniczny umieszczony jednak wewnątrz zamku, w ramach jednej z komnat. Zastanawiającym jest fakt, jak cos tak gigantycznego miało prawo zmieścić się wewnątrz zamku. Wszędzie pełno jest przeróżnych, tropikalnych drzew, barwnych kwiatów, rozłożystych paproci i wielu innych roślin.

W pomieszczeniu panuje dosyć spora wilgoć i jest bardzo duszno. Charakterystycznym miejscem jest dobrze dla widowni widoczna polanka, na której, na wzniesieniu, znajduje się drzewo, na którym wisi dosłownie jedno, ale za to niezwykle dorodne jabłko. Kawałek dalej Stoi zaś Wilhelm otoczony licznie zebranymi przedstawicielami szlachty całego Imperium i okolic.]

[Wilhelm] [niezwykle znudzonym głosem przewodnika] Witam wycieczkę [ziewa] będę miał przyjemność [ziewa] oprowadzić państwa po przepięknym rezerwacie [wyjmuje kartkę z kieszeni i doczytując z niej resztę zdania, poprawiając się] przepięknym i [z naciskiem] unikalnym rezerwacie przyrody egzotycznej hrabiego von Drachenfels. [chowa kartkę i przeciąga się] Podczas zwiedzania zabronione jest szkicowanie jakichkolwiek eksponatów, rysunki i przybory rysownicze zostaną natychmiast skonfiskowane i rytualnie spalone. Zabrania się również dokarmiania zwierząt, więc proszę nie starać się wyglądać apetycznie. Jakieś pytania? [nie czekając na odpowiedź] Nie słyszę, więc proszę za mną…

[Demon rusza powolnym spacerowym krokiem, wybierając losową trasę. Za nim rusza zaś grupa szlachty.]

[Wilhelm] [beznamiętnym, monotonnym do bólu głosem] Po lewej widzimy drzewo. Po prawej widzimy drzewo. Nieopodal zaś tych drzew widzimy… również drzewo. [nagle do siebie] Szlag, ja chyba miałem coś zrobić zanim zacząłem oprowadzać bydło… hm, bydło, bydło… stado [nagle przystanąwszy, na głos] Stado siewców zarazy!
[Przerażona szlachta] Na Sigmara, gdzie?!
[Wilhelm] [uspokajającym tonem] Nie, nie, nic… przepraszam, wydawało mi się, że widzę, e… znajomych ze szkoły. Proszę dalej za mną. [podenerwowany, bacznie obserwując zarośla] Tutaj widzimy jeszcze kilka drzew…

[Grupka z Wilhelmem podąża dalej, natomiast jedna szlachcianka wyraźnie znudzona monotonnym opisem demona, postanawia odłączyć się od grupy i rusza wąską ścieżką, która prowadzi ją pod wspomniane drzewo z jabłkiem. Pod drzewem kobieta znajduje tabliczkę]

[Ewa] [czytając na głos] <Nie zrywać, kurde, jabłek, bo w ryj!>

[W tym momencie u podnóża drzewa pojawia się wąż.]

[Wąż] [przyjacielskim tonem] Witaj! Jak masz na imię?
[Ewa] [zaciekawiona i rozbawiona jednocześnie, gadającym wężem] Nazywam się Ewa, a ty?
[Wąż] Szat… znaczy się, ten no… Teofil!
[Ewa] Bardzo mi miło. [po chwili] A powiedz, jak to możliwe, że możesz porozumiewać się z…
[Wąż] [przerywając jej] Zaraz chętnie odpowiem na wszelkie twoje pytania, ale może w międzyczasie poczęstujesz się jabłkiem?
[Ewa] Ale tutaj jest napisane, że nie powinnam go zrywać!
[Wąż] [zaskoczony] Gdzie?! [patrząc na tabliczkę] A, tu… To nic! Wystawiłem tę tabliczkę, żeby plebs nie zeżarł, ale wyjątkowych gości [patrząc porozumiewawczo na Ewę] zakaz ten oczywiście nie obowiązuje.
[Ewa] [beztrosko] Haha, jesteś niemądry. Nie mogłeś napisać tej tabliczki.
[Wąż] Och, a to dlaczego?
[Ewa] [chichocząc] Bo nie masz palców głuptasku.
[Wąż] [poirytowany] Fakt. [po chwili] Ale to naprawdę dobre jabłko, dojrzałe zresztą, a jeśli ty go nie zerwiesz, to w końcu spadnie na ziemię i się zmarnuje.
[Ewa] Nie, uważam, że nie powinnam.
[Wąż] [wzdychając] No dobrze, rozumiem… Właściwie, to się nie dziwie… Któż przyjąłby prezent od węża [roniąc dyskretnie łezkę] Na święta też ode mnie nikt nigdy nic nie chciał.
[Ewa] [rozczulona] Oj, no dobrze. [zrywając jabłko] Chyba nie ma w tym nic złego…
[Wąż] [do siebie] Tak ci się tylko wydaje lala. [głosem Zygmunta Chajzera] A więc zdecydowałaś się zerwać jabłko w naszej zabawie!
[Ewa] [zaskoczona] Och, to my się w coś bawimy?
[Wąż] Owszem! A do wygrania pozostało jeszcze sporo nagród. [po chwili, tym razem głosem Karola Sztrasburgera] Ale najpierw dowcip! Przychodzi wąż do sklepu, a pan w sklepie pyta: <po co pan przyszedł?>, <po nogi> odpowiada wąż…

[Następuje chwila grobowej ciszy, po czym z niewidocznej widowni słychać pojedyncze, anemiczne bicie brawa.]

[Wąż] No to sobie pożartowaliśmy. [tym razem głosem Huberta Urbańskiego] Ewo, pozwól, że zadam ci teraz pytanie. Czy chciałabyś zamienić zerwane przed chwilą jabłko na zawartość bramki numer jeden?
[Ewa] [zamyślona] No nie wiem, a co jest w bramce numer jeden?
[Wąż] Haha, przebiegła z ciebie bestia, ale niestety nie ma tak prosto. W bramce może być wszystko, rzecz absolutnie bezwartościowa, ale może być również luksusowa wycieczka do Kislevu dla czterech osób.
[Ewa] No nie wiem.
[Wąż] [głosem prowadzącego z <Randki w Ciemno>] Pozwól więc, że w wyborze pomoże ci Dorota.
[Dorota] [erotycznym głosem zza sceny] Do wyboru masz jabłko i bramkę numer jeden. Jabłko ma tę poważną zaletę, że jakie jest każdy widzi, natomiast za bramką numer jeden może być dosłownie wszystko. Wybór jednak należy do ciebie.
[Wąż] No, to powinno trochę wyjaśnić sytuację. Jeśli jednak wciąż nie jesteś zdecydowana. [głosem prowadzącego <Koło Fortuny>] Możesz wykupić za ładny uśmiech literę, na którą zaczyna się przedmiot znajdujący się w bramce numer jeden.
[Ewa] [pokazując ząbki w uśmiechu] Więc poproszę.
[Wąż] Jest to litera <L>. [głosem Krzysztofa Ibisza] Czy podejmiesz ryzyko?
[Ewa] Tak, gdyż bardzo lubię literę <L>.
[Wąż] [głosem Tadeusza Sznuka] Po trudnym wyborze odbiorę ci jabłko [chwytając jabłko w zęby i odrzucając na bok] i udostępnię zawartość bramki numer jeden. Jest to [podając przedmiot ogonem] Lampa Alladyna!

[Rozlegają się brawa.]

[Ewa] [zdegustowana] Po co mi jakaś stara, zakurzona lampa?
[Wąż] [głosem Kazimiery z <Najsłabszego Ogniwa>] Widziały gały, co brały, trza było zostać przy wróblu w garści… [po chwili, sepleniąc] debilko!

[Wąż odchodzi, natomiast Ewa przygląda się uważnie lampie.]

[Ewa] [do siebie] Hm, jakby ją trochę przetrzeć…

[Ewa pociera lampę i, ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich, z lampy wychodzi pokaźnych rozmiarów dżin z umięśnioną klatką piersiową i ręcznikiem na głowie.]

[Ewa] [poirytowana] A ty, to kto i co robisz w mojej lampie?
[Dżin] [gromkim głosem] Jam jest dżin i spełnię… [po chwili zastanowienia] Zaraz, zaraz, jak to twojej? To moja lampa!
[Ewa] O nie! Tak się nie bawimy mój drogi, wygrałam ją uczciwie i jakby beznadziejna nie była, tak niewątpliwie jest moja.
[Dżin] To moja lampa! Mieszkałem w niej od tysięcy lat!
[Ewa] [twardo] Ha! I co, myślisz, że nabędziesz ją przez zasiedzenie? Zresztą, nie wierzę, że taki kolos jak ty się tam zmieści. Oszukujesz!
[Dżin] Tak?! Zaraz ci pokaże! [w ostatniej chwili reflektując się] Szlag, co ja robię… To samo odstawił Alladyn [do Ewy] Drugi raz się na to nie nabiorę!

[Dżin mamrocze magiczną formułę i Ewa zamienia się parę, która zostaje wessana do wnętrza lampy.]

[Dżin] [drąc się do wnętrza lampy] Sama się przekonaj, jak to jest i za tysiąc lat powiedz innemu cwaniakowi, że to niemożliwe!

[W międzyczasie za plecami Dżina pojawia się Wilhelm.]

[Wilhelm] [z oczami Garfielda] Ekhm…
[Dżin] [odwracając się] O dzień dobry…
[Wilhelm] Mówiłem?
[Dżin] [zdziwiony] E, to jakieś nieporozumienie, ja nic…
[Wilhelm] [wybuchając] Mówiłem, cholera jasna, nie odłączać się barany od wycieczki, bo was ciemność pochłonie! Mówiłem?!
[Dżin] [wystraszony] Tak, tak, ale…

[Wilhelm zamachuje się ręką, dżin się osłania, ale do uderzenia nie dochodzi.]

[Wilhelm] Dołączyć do grupy, ale już!
[Dżin] Tak jest! [po chwili patrząc na drogę] Ale gdzie ta grupa?

[Demon podbiega do miejsca, gdzie zostawił resztę wycieczki, której aktualnie tam nie ma. Nagle daje się słyszeć chrupotanie i jakieś przytłumione wrzaski z głębi chaszczy.]

[Wilhem] [uderzając się otwartą dłonią w czoło] Szlag! [w kierunku zarośli] Udawajcie martwych! Zaraz będę! [po chwili, zamyśliwszy się] Ale, kurde, tylko udawajcie!

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4340
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3738
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3262
5 BookOfRats 1 MB 3201

Najwyżej oceniane materiały