[Sala tronowa. Konstant Drachenfels siedzi naprzeciw lustra, w którym widać twarz mężczyzny o bladej cerze, czerwonych oczach i wampirzych kłach.]

[Manfred von Carstein] [z lustra, z silnym rumuńskim akcentem] …i wtedy drugi z nietoperzy wyleciał z jaskini, i wrócił po jakimś czasie z zakrwawioną mordką, i mówi: <widzieliście tamtą krowę, niedaleko stąd?>.

Pozostali mówią, że widzieli, na co ten się oblizuje i mówi z zadowoleniem: <już jej nie ma>. No to wylatuje trzeci z nich i też po jakimś czasie wraca z zakrwawioną mordką. <Widzieliście tamto drzewo przy wejściu do jaskini?>, tamci odpowiadają, że widzieli…
[Konstant Drachenfels] [przerywając] .
[Manfred von Carstein] [zdegustowanym głosem] Ech, czy ty musisz wszystkie kawały znać?
[Konstant Drachenfels] Rozbijam się po tym świecie piętnaście tysięcy lat, to się pewne rzeczy obiły o uszy.
[Manfred von Carstein] No tak… [nagle ożywiony] A znasz ten?

[Niestety w tym momencie jego wypowiedź przerywa otwarcie drzwi. Wilhelm widząc rozmowę, najpierw wchodzi, potem puka.]

[Wilhelm] [kłaniając się nieznacznie] Dzień dobry Herr Drachenfels, dzień dobry Herr von Carstein.
[Manfred von Carstein] [przyjacielsko] Dzień dobry Wilhelmie, pozdrowienia od Igora.
[Wilhelm] Wielmożny pan raczy również pozdrowić swego sługę.
[Konstant Drachenfels] Wilhelmie, rozmawiamy, czy coś się stało?
[Wilhelm] Tak, ja wiem, że pora plot i w ogóle, ale sądziłem, że chciałby pan wiedzieć, że Leszy zbliża się do zamku.
[Konstant Drachenfels] Leszy? A ten tu, czego? [po chwili] Zresztą nieważne, mam teraz poważniejsze problemy.
[Wilhelm] [wzruszając ramionami] Tak tylko mówię, na wszelki wypadek…
[Manfred von Carstein] A jaki masz problem Konstancie?
[Konstant Drachenfels] [z westchnieniem, pokazując Wilhelma] Ten baran, mój sługa, wystraszył mi gości i teraz się zastanawiam, co z tym wszystkim zrobić. [po chwili zastanowienia] Przede wszystkim nie mogę się im pokazać w tym stanie.
[Wilhelm] [obrażony] To nie moja wina!
[Konstant Drachenfels] [do Wilhelma] Milcz!
[Manfred von Carstein] [zdziwiony] A co jest nie tak?
[Konstant Drachenfels] No chociażby ta maska. Nie mogę im się pokazać jako koszmar, który od lat figuruje w księgach historycznych, z dokładnie takim wizerunkiem jak moja własna aparycja.
[Manfred von Carstein] To zdejmij maskę?

[Drachenfels chwilę się waha, po czym stając tyłem do widowni ukazuje Manfredowi swoją twarz.]

[Manfred von Carstein] O szlag… No dobra, zły pomysł.
[Konstant Drachenfels] [zakładając ponownie maskę] Ta, piętnaście tysięcy lat korozji robi swoje, co?
[Manfred von Carstein] [po chwili namysłu] Konstant, jesteś czarnoksiężnikiem. Rzuć na siebie jakąś iluzję i po sprawie.
[Konstant Drachenfels] Za dużo magów się zleciało na bal, przejrzą iluzję.
[Wilhelm] Jeśli mogę się wtrącić…
[Konstant Drachenfels] Nie możesz.

[Wilhelm obraża się i zmierza w kierunku drzwi.]

[Manfred von Carstein] [po dłuższej chwili namysłu] Wiem! Krew dziewicy!
[Konstant Drachenfels] [zdziwiony] Co proszę?
[Manfred von Carstein] Metoda praktykowana od stuleci w mojej rodzinie. Pijesz trochę krwi dziewicy i wyglądasz znowu jak młody kawaler.
[Konstant Drachenfels] Manfred, ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie jestem wampirem.
[Manfred von Carstein] Nie szkodzi, to działa na wszystkich! [do Wilhelma] Wilhelmie, przyprowadź no tu dziewicę.

[Demon puszcza klamkę, do której przed chwilą dotarł i zaczyna głośno się śmiać.]

[Konstant Drachenfels] [chłodno] Co cię tak bawi?
[Wilhelm] [wciąż chichocząc] Szlachetni panowie, plan jest znakomity, ale jest jedno <ale>. [po chwili] Gdzie ja kurde dziewice znajdę?!
[Manfred von Carstein] Hm, fakt, z tym może być problem.
[Konstant Drachenfels] Tak, wymierający gatunek, rzadszy niż czarne jednorożce.
[Manfred von Carstein, Konstant Drachenfels] [po chwili, jednocześnie] Matka przełożona kultu Shallyi!
[Konstant Drachenfels] I na dodatek, mamy ją w zamku. [do sługi] Wilhelmie…
[Wilhelm] [znudzony] Ta, wiem, <przyprowadź głupią dziewicę>.

[Demon wychodzi.]

[Manfred von Carstein] Pamiętaj, wystarczy tylko trochę krwi i będziesz jak nowy. Sam zobaczysz.

[Po dłuższej chwili wraca Wilhelm w towarzystwie pięknej kobiety, mającej już jednak swoje lata. Za nimi kroczy orszak, któremu demon zatrzaskuje przed samym nosem, bezceremonialnie drzwi.]

[Wilhelm] [wskazując kciukiem kobietę] Jest i matka, miejmy nadzieję nigdy, przez nikogo, nie przełożona.
[Anna] [zaskoczona] Co to ma znaczyć?
[Konstant Drachenfels] [ignorując kobietę, do Manfreda] I co teraz maestro?
[Manfred von Carstein] [tonem nauczyciela] Teraz należy ofiarę uśpić, najlepiej hipnozą.

[Drachenfels pstryka palcami, Anna omdlewa, ale w porę łapie ją Wilhelm.]

[Wilhelm] [z obrzydzeniem] Fu, co ja robię?!… ile dobroci… [puszczając kobietę i robi krok do tyłu, po czym z przerażeniem wącha dłonie] Myśli pan, że to zejdzie jak natrę spaczeniem?
[Konstant Drachenfels] [ignorując Wilhelma, do Carsteina] I co dalej?
[Manfred von Carstein] Wgryź się w jej szyję i napij się jej krwi.
[Konstant Drachenfels] Ty chyba żartujesz? Co ja, komar jestem?
[Manfred von Carstein] Wypraszam sobie!
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Zrobię to po swojemu… [do demona] Wilhelm, podaj mi rytualny tasak i kielich z kapliczki Khornea.
[Wilhelm] [wciąż z obrzydzeniem oglądając ręce, do siebie] Może jakimś ogniem, albo czym…
[Konstant Drachenfels] Wilhelm!
[Wilhelm] [ocknąwszy się] Ja wohl Herr Drachenfels.

[Sługa podchodzi do kapliczki stojącej za tronem, przez chwilę grzebie w jej pobliżu i wraca z tasakiem i kielichem. Podaje przedmioty Czarnoksiężnikowi, który bezceremonialnie odrzyna tasakiem głowę kobiety i napełnia tryskającą krwią kielich. Następnie wypija jego zawartość do dna i po chwili zdejmuje maskę, ukazując twarz przystojnego mężczyzny, w wieku lat około trzydziestu, o krótkich, kruczoczarnych włosach i zimnych, szarych oczach.]

[Konstant Drachenfels] [z satysfakcją] Zadziałało Manfredzie.
[Manfred von Carstein] [z zadumą w głosie] Tak, można i tak podejść do sprawy. [po chwili] Ale gdybyś zrobił to po mojemu, to mógłbyś zamienić tę kobietę w wampirzycę, podległą twej woli i nie byłoby <niespodziewanego zniknięcia matki przełożonej kultu>.
[Konstant Drachenfels] Na to też mam swoje sposoby.

[Czarnoksiężnik pstryka palcami i bezgłowy trup momentalnie wstaje.]

[Wilhelm] [szyderczo] Mhm, a głowę, to jej na ślinę przylepimy?
[Konstant Drachenfels] [zmarszczywszy brwi] Nie no, masz rację. [po chwili] Ale mam za to lepszy pomysł. [pstryka palcami, trup znowu upada na podłogę] Potrzebujemy matki przełożonej kultu shallyi, posłusznej mym rozkazom, na miejsce tej zużytej, tak?
[Manfred von Carstein, Wilhelm] Tak.
[Konstant Drachenfels] [patrząc diabolicznie w stronę Wilhelma] No właśnie…

[Wilhelm z przerażeniem cofa się o krok.]

[Wilhelm] [drżącym głosem] Nie… Nie zrobi mi pan tego!
[Konstant Drachenfels] [demonicznym głosem] Ależ owszem…

[Demon ucieka w popłochu, ale czarnoksiężnik pstryknięciem palcami zatrzymuje go na miejscu. Następnie pstryka ponownie i demon przybiera postać Anny, matki przełożonej kultu Shallyi, patronki chorych i cierpiących.]

[Wilhelm] [patrząc na siebie z przerażeniem] Na wszystkich Mrocznych Bogów! Ja mam cycki!
[Manfred von Carstein] Hm, mówiłeś, że magowie na balu rozpoznają iluzję.
[Konstant Drachenfels] [z satysfakcją] Ale to żadna iluzja… ja naprawdę dałem, na czas balu, Wilhelmowi ciało kobiety.
[Wilhelm] [kobiecym głosem, pod nosem] Nigdy panu tego nie daruję…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4197
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3567
3 altdorf_night 4 MB 3525
4 Zapłata 54 KB 3188
5 BookOfRats 1 MB 2999

Najwyżej oceniane materiały